Henryk Nusbaum
Urodzony 22 IV 1849 w Warszawie. Studia w Szkole Głównej Warszawskiej (później na Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim) (1867–1872). Doktorat na Cesarskim Uniwersytecie w Dorpacie (1875). Podróże naukowe do Wiednia, Paryża i Berna. Asystentura na Cesarskim UW. Kariera naukowa przerwana wskutek szykan władz zaborczych (niezatwierdzona habilitacja). Docent na UW (1918), prof. honorowy UW (1923). Wykładowca w Państwowym Instytucie Dentystycznym (od 1923).
Lekarz fizjolog, filozof medycyny; propagator asymilacji Żydów w Polsce i działacz społeczny.
Członek TNW; współzałożyciel (1905) i prezes Stowarzyszenia Lekarzy Polskich; członek Zarządu Polskiej Młodzieży Szkolnej (1906), współorganizator szkół powszechnych oraz kursów kształcenia dla ubogich dzieci żydowskich; założyciel i prezes Towarzystwa „Wiedza” szerzącego naukę wśród żydowskiej młodzieży robotniczej; współzałożyciel Koła Polaków Patriotów Wyznania Mojżeszowego.
Zmarł 18 II 1937 w Warszawie.
O wpływie czynności duchowych na sprawy chorobowe, [w:] Pamiętnik VII Zjazdu Lekarzy i Przyrodników Polskich. Część lekarska, red. W. Bylicki, Lwów 1895, s. 43; Ideał dobra ze stanowiska higieny ciała i duszy, „Prawda” 1899, t. XIX, nr 15, s. 175; Filozofia medycyny, Poznań 1926; Zarys etyki lekarskiej. Wykłady wygłoszone w Uniwersytecie Warszawskim, „Archiwum Historii i Filozofii Medycyny” 1931, t. XI, nr 1, s. 109.
Nusbaum (Nussbaum) H. [w:] PSB, t. XXIII, Wrocław-Kraków 1978, s. 412–414; A. Śródka, Uczeni polscy XIX-XX stulecia, t. III, Warszawa 1997, s. 277–279; J. Zamojski, System filozofii medycyny Henryka Nusbauma, Poznań 2006.
Henryk Nusbaum był bez wątpienia jednym z najwybitniejszych polskich filozofów medycyny. Przyszedł na świat 22 kwietnia 1849 roku w Warszawie, w rodzinie żydowskiej, która od pokoleń służyła nauce, Bogu i Polsce. Jego rodzicami byli Hilary Nusbaum, wybitny pedagog, publicysta i krytyk literacki, autor słynnej i często komentowanej, liczącej sobie w sumie pięć tomów Historii Żydów od Mojżesza do epoki obecnej oraz Ewa z domu Tenenbaum, córka Mojżesza Tenenbauma, znanego działacza oświatowego i pisarza. Młodszy o lat dziesięć brat Henryka, Józef Nusbaum-Hilarowicz, zostanie w przyszłości wybitnym profesorem zoologii i anatomii porównawczej Uniwersytetu Lwowskiego i Akademii Medycyny Weterynaryjnej. Będzie jednym z pionierów polskiej embriologii i jednym z najwybitniejszych przedstawicieli ewolucjonizmu w naukach biologicznych w ogóle. Najstarsza z rodzeństwa siostra Bronisława zajmowała się tłumaczeniami literatury naukowej, przede wszystkim z zakresu przyrodoznawstwa. Podręcznik jej autorstwa z zakresu stylistyki uważano za najlepszy, jaki wówczas był dostępny w Polsce.
Dom Nusbaumów był pełen książek i dyskusji wokół historii, filozofii, sztuki, bieżących problemów społecznych i polityki. Z pieczołowitością i głębokim szacunkiem rozprawiano o tradycji narodu żydowskiego, z gorliwością i szczerą miłością mówiono o ojczyźnie, jaką nieodmiennie była Polska. Nie dziwi zatem, że Henryk odebrał nie tylko doskonałe wychowanie i wykształcenie, ale i że cechował się bystrością umysłu i zdolnością łączenia ze sobą odległych, zdawało by się, problemów badawczych. A wszystko to zanurzone w wykwintnej humanistyce, czynione z rozmachem i zarazem godną pozazdroszczenia lekkością.
Młody Henryk uczęszczał do II Gimnazjum im. J. Pankiewicza w Warszawie, które ukończył w 1867 roku. Znajdując szczególne upodobanie do nauk przyrodniczych, a jednocześnie interesując się żywo historią, literaturą i sztuką szukał dyscypliny, dzięki której mógłby połączyć w jedno to, co przynależne duchowi ludzkiemu, z tym, co nazwać możemy biologicznymi fundamentami życia. Tę jedność dostrzegał w medycynie, którą zaraz po złożeniu egzaminów maturalnych zaczął studiować w Szkole Głównej Warszawskiej. Szczególne wrażenie, jak później o tym wspominał, wywarła na nim postać profesora Tytusa Chałubińskiego, jednego z najwybitniejszych internistów tamtej doby, człowieka otwartego zarówno na problemy codziennej praktyki lekarskiej, jak i na sprawy najogólniejsze, dotyczące definicji i teorii medycznych. Wykłady Chałubińskiego cieszyły się wielkim powodzeniem, a problemy kliniczne ujmowane na drodze filozoficznych rozważań, zwłaszcza rozważania o istocie zjawisk chorobowych, wyraźnie pociągały Nusbauma. Tu chyba należy upatrywać zarodków przyszłej pasji Nusbauma, jaką staną się problemy filozoficzne na polu polskiej medycyny. Drugim mistrzem był Feliks Nawrocki, fizjolog i farmakolog, prowadzący badania z zakresu neurofizjologii mózgu. Trzecim – Henryk Hoyer, jeden z pionierów histologii europejskiej, jak również teoretyk dyscyplin lekarskich, w miarę upływu lat coraz głębiej zainteresowany filozofią i historią. Tym samym młody Henryk ciągle przebywał w przestrzeni wypełnionej medycyną, historią i filozofią.
Należy też pamiętać, że studia Nusbauma przypadły na czas szczególnie dla Warszawy ciężki. Po upadku powstania styczniowego władze rosyjskie zastosowały szereg represji, cofając stopniowo większość praw i przywilejów, jakimi obdarzono Królestwo w czasie tzw. „odwilży posewastopolskiej”. Wśród nowych zarządzeń, w 1869 roku rozwiązano Szkołę Główną Warszawską, a w jej miejsce w rok później powołano do życia Cesarski Uniwersytet Warszawski. Zmiana nie dotyczyła rzecz jasna tylko nazwy, lecz była faktyczną likwidacją polskiej uczelni, którą zastąpił po prostu rosyjski uniwersytet w Warszawie. Niektórzy profesorowie, zbyt – według carskich urzędników – nastawieni patriotycznie, musieli odejść ze swoich katedr, niektórzy zaś, choć mogli pozostać, to nie chcieli wykładać w języku zaborcy. Wśród nich znalazł się i Tytus Chałubiński, któremu zgotowano godne i uroczyste pożegnanie. Mowę pożegnalną w imieniu studentów wygłosił właśnie Henryk Nusbaum.
Rok 1872 był dla Nusbauma znaczący. Właśnie ukończył studia lekarskie i niebawem objął obowiązki ordynatora Oddziału Cholerycznego Szpitala Zakaźnego na Woli, podejmując równocześnie pracę w szpitalu Świętego Łazarza. Po raz pierwszy miał możność faktycznego skonfrontowania swoich przekonań, wiedzy i skromnej przecież praktyki z rzeczywistością szpitalną. Pracował zawzięcie, czytał bardzo dużo, myślał o karierze naukowej. Już w roku 1875 wyjechał do Dorpatu, gdzie na Cesarskim Uniwersytecie uzyskał tytuł doktora medycyny. Następnie, co było zgodne z ówczesnymi obyczajami, udał się w podróż po Europie, odwiedzając kolejno Wiedeń, Paryż i Berno. Miał możność słuchania wykładów samego Jeana-Martina Charcota, uczonego, którego historia stawia u początków nowoczesnej neurologii. W Szwajcarii danym mu było pracować w laboratorium pod kierunkiem Marcelego Nenckiego, wybitnego, światowej już wówczas sławy polskiego biochemika. Zafascynowany ogromem postępów eksperymentalnych zdecydował o swoim losie, postanawiając oddać się bez reszty pracy naukowej.
Po powrocie do Warszawy Nusbaum uzyskał asystenturę w Katedrze Fizjologii prowadzonej wówczas przez Feliksa Nawrockiego. Jego marzenia o samodzielnych badaniach przybierały coraz bardziej realne kształty. Dobrze zapowiadający się uczony chciał, by zadośćuczynić wymaganiom formalnym, zyskać docenturę i możliwość prowadzenia wykładów. Tu jednak spotkał się z wyraźną odmową ówczesnych władz, co było podyktowane względami natury politycznej. Kurator Okręgu Naukowego Warszawskiego nie zatwierdził habilitacji Nusbauma. Jako oficjalny powód podano słabą znajomość języka rosyjskiego kandydata, co nie było prawdą. Prawdą natomiast było to, że Nusbaumowie byli postrzegani przez zaborcę jako „element wysoce podejrzany”, manifestujący swoją polskość i tym samym stawiający opór programom rusyfikacji, czego Petersburg nie zamierzał tolerować. W ten sposób złamano jeszcze jedną karierę uniwersytecką. Henryk musiał opuścić mury uczelni i podjąć praktykę lekarską, interesując się i z wolna specjalizując w stosunkowo młodej gałęzi medycyny, jaką była wówczas neurologia. Zarówno czas, jak i miejsce były ku temu pomyślne. Warto bowiem pamiętać, że to właśnie Warszawa stała się kolebką polskiej neurologii. To w tym mieście wzrastała sława Edwarda Flataua i Samuela Goldflama, których nazwiska stały się w ciągu najbliższych dziesięcioleci głośne nie tylko w polskiej, ale i europejskiej medycynie.
Praktyką lekarską Henryk parał się aż do lat 30. XX stulecia, zyskując sobie opinię świetnego diagnosty i sporą popularność wśród warszawiaków. Prócz medycyny, o czym już była mowa, zajmowały go żywo problemy społeczne i narodowościowe, co było zrozumiałe, wziąwszy pod uwagę atmosferę pozytywizmu warszawskiego i rodzącego się nieco później ruchu narodowej demokracji oraz kierunków myśli socjalistycznej. Nusbaum był świadkiem, jak w środowisku żydowskim rodzi się syjonizm, jak trwa ostra dyskusja pomiędzy tradycjonalistami i separatystami a zwolennikami asymilacji z narodem polskim. Nusbaum wielokrotnie wypowiadał się w duchu głębokiego patriotyzmu polskiego. Nie przecząc swym korzeniom, ba, będąc dumnym ze starożytności i roli, jaką odegrał jego naród w tworzeniu cywilizacji ogólnoludzkiej, uważał, iż naród żydowski winien dążyć do jak najściślejszego zespolenia swych dążeń z narodem polskim. Polskę zaś uważał za wspólną ojczyznę, której niepodległość leżała mu bardzo na sercu.
Tak pisał z końcem XX wieku, w czasie wrzenia rewolucyjnego w imperium rosyjskim: „Jestem Polakiem i kocham z głębi serca rodzinny kraj mój i gotów jestem dla dobra jego wszystkie moje poświęcić siły, kocham wszystkie kraju tego dzieci, kocham mój piękny język ojczysty i podniosłych ojczyzny mej wieszczów”1. Swoistą afirmacją jego poglądów stała się konwersja na katolicyzm, dokonana jawnie, prawie że manifestacyjnie. Taka postawa nie mogła znaleźć zrozumienia w środowisku żydowskim, często też budziła zdziwienie wśród Polaków, zwłaszcza wtedy, gdy zdecydowanie i pełnym sercem Nusbaum poparł Stronnictwo Narodowej Demokracji! Spotkało go wówczas szereg kąśliwych uwag i jawnych kpin, co Nusbaum odbierał bardzo boleśnie. Ten szlachetny człowiek i szczery patriota starał się swojej ojczyźnie jak najlepiej służyć, dając sobą przykład innym. Był idealistą, upatrującym w jedności wszystkich patriotów, bez względu na poglądy i pochodzenie, szansy ojczyzny w wybiciu się na niepodległość. W roku 1905, roku rewolucji, był jednym ze współzałożycieli Stowarzyszenia Lekarzy Polskich, a w rok później wszedł do Zarządu Polskiej Młodzieży Szkolnej. Zgodnie z najlepszymi wzorami pracy organicznej, organizował i współorganizował szkoły powszechne oraz specjalne kursy kształcenia przeznaczone dla ubogich dzieci żydowskich. Założył i był prezesem Towarzystwa „Wiedza” szerzącego naukę wśród żydowskiej młodzieży robotniczej. Był również jednym ze współzałożycieli Koła Polaków Patriotów Wyznania Mojżeszowego. Największą radość przeżywał, gdy w 1918 roku nastała niepodległość, a prawdziwe wzruszenie, gdy odrodzony Uniwersytet Warszawski liczącemu wówczas 71 lat Nusbaumowi ofiarował docenturę z zakresu filozofii i logiki medycyny, zaś w 1923 nadał tytuł profesora honorowego.
W ten sposób w pełni uznano dorobek badawczy i niewątpliwą oryginalność poglądów jednego z najważniejszych polskich teoretyków medycyny. Nie ulega bowiem wątpliwości, że Henryk Nusbaum zajmuje po dziś dzień miejsce znaczące i jest wymieniany jednym tchem obok tej miary teoretyków medycyny co Henryk Hoyer, Władysław Biegański czy Edmund Biernacki. Wykłady z filozofii i logiki w macierzystej uczelni prowadził do roku 1931, zaś z deontologii w Państwowym Instytucie Dentystycznym począwszy od roku 1923. Zmarł w Warszawie 18 lutego 1937 roku.
O tym, że zajmie się filozofią medycyny i osiągnie na jej polu tak wiele, nigdy nie marzył, ani tego nie przewidywał, chociaż – o czym pisano już powyżej – przejawiał w tym kierunku zarówno spore uzdolnienia, jak i konieczną ciekawość badacza. Po raz pierwszy dał się poznać z tej właśnie strony w roku 1877, kiedy jeszcze jako niespełna trzydziestoletni lekarz, tuż po doktoracie, wydał liczącą ponad siedemdziesiąt stron rozprawę o znamiennym tytule O metodzie rozpoznawania chorób. Znamiennym, gdyż ledwie trzy lata wcześniej Tytus Chałubiński opublikował swoją pracę Metoda wynajdywania wskazań lekarskich, która odnosiła się bezpośrednio do istoty choroby oraz zasad, jakim winna podlegać diagnostyka kliniczna. W swojej pracy Nusbaum stał na stanowisku jak najwszechstronniejszej, nawet przesadnie szczegółowej diagnostyki, co zresztą wytykał mu jeden z recenzentów, a mianowicie Gustaw Fritsche. I rzeczywiście, pewna powiedzielibyśmy „zawziętość diagnostyczna” mogła chwilami razić czytelnika.
Niemniej jednak to właśnie w tej rozprawie Nusbaum dał wyraz swoim poglądom, które w ciągu kolejnych lat ewoluowały, by zyskać swoją dojrzałą formę w wykładach akademickich i pierwszej w Polsce monografii poświęconej filozofii medycyny. Gdyby je streścić, to wówczas dostrzeglibyśmy, że choroba jest dla niego jedynie inną formą życia fizjologicznego, czyli dokładnie tak jak tę kwestię ujmował Chałubiński, pod którego wpływem Nusbaum bez wątpienia się znajdował. Co więcej, Nusbaum jest zdania, że zdarzenia patologiczne są czymś naturalnym, wpisanym niejako w los każdej istoty żywej. Nie ma zatem mowy o przypadkowości, a jedynie o istnieniu określonych przyczyn, których wzajemna zależność ma charakter celowy, tak jak chciał to widzieć Biegański. Choroba zatem jest również zjawiskiem celowym, chociaż sprzecznym z nadrzędną celowością organizmu. Idąc dalej tym tokiem rozumowania lekarz powinien przede wszystkim skupić swą uwagę na warunkach powstawania schorzenia i jego kontekstu organicznego, nie zaś na zmianach anatomopatologicznych czy patofizjologicznych. Choroba, nawet na pozór miejscowo zlokalizowana, ma zawsze charakter ogólnoustrojowy, w czym słychać wyraźnie echa poglądów neohipokratyków. Aby ją skutecznie zwalczyć, organizm musi zareagować jako całość w ciągu licznych i wielokierunkowych procesów, które pomogą mu przystosować się do zmienionej sytuacji i powrócić do stanu równowagi. Stąd na zjawiska patologiczne należy patrzeć jak na, bywa wysoce skomplikowaną, sieć powiązanych ze sobą przyczyn. Można ją określić mianem sieci kauzalnej, a poglądy samego Nusbauma kauzalizmem. Przyjęcie takiej właśnie perspektywy badawczej miało swoje konsekwencje w tym, że proces chorobowy to nie tylko oddziaływanie przyczyn zewnętrznych na strukturę organizmu, lecz również oddziaływanie samego organizmu na przyczyny chorobowe. Dlatego też Nusbaum proponował, aby wszelkie zdarzenia patologiczne ujmować w sposób etiologiczny, nie zaś koncentrować się wokół objawów, które, jakkolwiek ważne diagnostycznie, dla opisu natury samej choroby są drugorzędne. Była to w istocie oryginalna, twórczo korzystająca z przemyśleń Chałubińskiego i Biegańskiego koncepcja życia organicznego.
Mając tak sprecyzowane zdanie Nusbaum dążył do stworzenia szerszej syntezy, która by objęła sobą najważniejsze problemy teoretyczne, z jakimi boryka się medycyna. Nie chodziło przy tym o poszukiwanie odpowiedzi na pytania bieżące, jakie bezpośrednio stawiają nauki podstawowe czy klinika lekarska. Nusbaum był zainteresowany fundamentami, na których wznoszono przez tysiąclecia gmach medycyny, szukał odpowiedzi na rudymentarne kwestie jej dotyczące, słowem – jej filozoficznych podstaw. Z treści szeregu pism publikowanych m.in. na łamach słynnej „Krytyki lekarskiej” oraz wydanej w 1926 roku Filozofii medycyny jego autorstwa, pierwszej tej klasy monografii przedmiotu, jaka wyszła spod pióra polskiego uczonego, natrafimy na wyraźny kształt tej budowanej przez lata myślowej konstrukcji. Wczytawszy się uważnie w jego dzieło możemy powiedzieć, że dla Nusbauma filozofia miała być w istocie krytycznym ujęciem zjawisk zachodzących w nauce, w tym i medycynie, co go zbliżało w poglądach do większości przedstawicieli tzw. polskiej szkoły filozofii medycyny. Medycynę chciał widzieć jako część przyrodoznawstwa, tym istotniejszą, że traktującą o najbardziej skomplikowanym dziele natury, jakim jest człowiek. Dzielił ją wyraźnie na trzy dopełniające się wzajemnie nurty: naukowy, który rozstrzygał o istocie życia biologicznego w ogóle; nauki stosowanej, który przyjmował teoretyczne modele w praktyce lekarskiej; oraz sztuki lekarskiej, czyli właściwego wykonastwa zawodu. Innymi słowy uważał, że medycyna równoważy w sobie to, co teoretyczne, z tym, co praktyczne, to, co przynależy do nauki, z tym, co jest sztuką.
Niekiedy, jak to czynił chociażby Władysław Szumowski, zarzucano Nusbaumowi nadmierny materializm w ujmowaniu zjawisk życiowych. Rzeczywiście, był on zwolennikiem monizmu i determinizmu, w czym widać wyraźnie wpływ jego brata, Józefa Hilarowicza, jakkolwiek nigdy nie był skrajnym materialistą i daleko mu było do poglądów zdeklarowanych materialistów, takich jak Jakob Moleschott czy Karl Vogt. Pragnął bowiem połączyć to, co nowoczesne, oparte o najnowsze osiągnięcia nauk eksperymentalnych, z tym, co niosła ze sobą wielowiekowa tradycja ludzkiego ducha, mając cały czas na względzie, że nie da się tych sfer rozdzielić. Wszystko co nowe, co idzie z postępem, nie może obejść się bez szerszej, historycznej perspektywy, zwłaszcza gdy chcemy pojąć istotną głębię człowieczeństwa.
Niezwykle ważną i piękną kartę w rozważaniach Nusbauma o medycynie zajmuje etyka. Wypływało to z głębokiego przeświadczenia, że żyjemy po to, aby służyć innym. I nie był to tylko górnolotny postulat, nakaz moralny, o którym się chętnie rozprawia, który się chętnie wykłada gronu słuchaczy, lecz który szybko ulatnia się w biegu dnia powszedniego. Całym swoim życiem Henryk Nusbaum zaświadczał, że jest wierny swym poglądom, a jego czułość na krzywdę, cierpienie i niesprawiedliwość nie ma w sobie nic z wystudiowanej pozy przyjętej na potrzeby gawiedzi. Tak o tym pisał: „I jeśli w rozgoryczeniu ducha mawiał mędrzec biblijny: marności nad marnościami, wszystko jest marnością – dodać godzi się do wyrzeczenia tego: jeśli i wszystko marnością jest na tej ziemi, to jednak marnością nie jest ludzki ból, ludzkie cierpienie. A gdy najdonioślejszą jest rzeczą w kierunku ujemnym ból i cierpienie – najdonioślejszą w kierunku dodatnim przeto jest współczucie dla cierpienia, miłość bliźniego, cierpienia i bólu kojenie. A ten płomień geniuszu ludzkiego, który przedewszystkiem spełniać ma posłannictwo serca i miłości w jasnych promieniach rozumu i rozwagi zwie się medycyną!”2.
Takimi słowy Nusbaum uzasadniał konieczność istnienia medycyny, w tym upatrywał jej wielkiej i ponadczasowej roli w życiu człowieka. Na tym jednak nie poprzestawał, lecz w swoich rozważaniach szedł znacznie głębiej, pokazując, że korzenie współczesnej medycyny sięgają znacznie dalej i łączą się nie tylko z szeroko pojętym przyrodoznawstwem, ale również z historią ludzkiej kultury, słowem całej cywilizacji.
Już w 1898 roku podczas odczytu zatytułowanego Ideał dobra ze stanowiska hygieny ciała i duszy Nusbaum dostrzegał, że medycyna powstała na drodze swoistej „konieczności ewolucyjnej”, gdyż jak wówczas głosił: „[...] każde stworzenie chce żyć, każde obdarzone jest niepohamowanym wstrętem do śmierci”3. Tak zatem działania lekarskie pomagające w przedłużaniu życia są naturalną potrzebą, która znalazła swoje uzasadnienie zarówno na gruncie filozofii, jak i religii. Ból jest widomym znakiem choroby, czyli zjawiska przeciwnemu zdrowiu, cierpienie zaś jest skutkiem choroby. Skoro cierpienie jest złem, tym samym ból i choroba je wywołujące także muszą być za zło uznane. Ich przeciwieństwem jest miłość, którą Nusbaum uznaje za najoczywistszą afirmację dobra. „Miłość – to cała dostojność życia, to cała jego wartość, wielkość i potęga”4. Miłość łączy się nieodmiennie z dobrem, pięknem i prawdą. Staje się nie tylko drogowskazem ludzkiego życia, nie tylko nakazem dla lekarza, który na straży tegoż życia stoi, lecz zyskuje również wymiar terapeutyczny. Słowem bez miłości bliźniego nie można myśleć o skutecznym leczeniu, gdyż ono nie wypływa li tylko z dokładnego rozpoznania fizycznych, chemicznych i biologicznych podstaw egzystencji, lecz również ze zrozumienia i sięgnięcia do duszy ludzkiej, ze zdolności do empatii, z gotowości i woli niesienia pomocy. Medycyna to bowiem nic innego jak posługa niesiona człowiekowi przez drugiego człowieka. Parę lat wcześniej w swoim wystąpieniu wygłoszonym podczas VII Zjazdu Przyrodników i Lekarzy we Lwowie podkreślał z całą mocą: „Najpierwszą potrzebą higieniczną jest: jak największe rozpowszechnienie i jak najgłębsze wpojenie w ogół tej prawdy, że czynności duchowe wpływają na stan zdrowia ustroju”5. To mówił ten, któremu zarzucano nadmierne materializowanie medycyny!
Najpełniej jednak swoje poglądy etyczne wyłożył w trakcie wykładów uniwersyteckich. Szczęśliwie zostały one zebrane i wydane w ramach „Archiwum Historii i Filozofii Medycyny”. Warto na nie spojrzeć, jeśli chcemy dobrze rozpoznać drogi, jakimi podążają myśli Nusbauma. Już u samego początku napotykamy odwołującą się do epikureizmu myśl, że cierpienie jest istotnym brakiem przyjemności. Pisał: „Wszystkie istoty żyjące czują wstręt do śmierci i do cierpienia, a nadto obdarzone są potężnem pragnieniem rozkoszy. Już sam jej brak bywa cierpieniem. Ten wstręt do śmierci, ta obawa cierpienia, ta dążność do rozkoszy łączą się razem, aby stworzyć wielkie uczucie złożone, które nazywamy egoizmem. Egoizm, miłość samego siebie, to potężna właściwość istot żyjących, bez którejby się one ostać nie mogły; przeto jako wyraz siły zachowawczej jest egoizm uczuciem naturalnem, wrodzonem, koniecznem”6. Tak zatem egoizm stałby u podstaw zaspokajania najbardziej oczywistych potrzeb życia, był wprost koniecznym, powstałym na drodze ewolucji warunkiem przetrwania. Jest to rzec można egoizm pierwotny, który możemy postrzegać u wszelkich form żywych. Ulega on jednak osłabieniu w chwili, gdy pojawia się grupa czy stado. Konieczność współdziałania skutkuje pojawieniem się egoizmu grupowego lub stadnego.
Oddajmy ponownie głos Nusbaumowi: „Przyroda też dbała o zachowanie indywiduum i rodziny, musiała również dbać o zachowanie i gromady; wszczepiła więc w indywidua, jak wszczepiła w indywiduum, obok egoizmu szerszego rodzinnego, który w najściślejszym znaczeniu tego wyrazu właściwie już egoizmem nie jest, egoizm że tak się wyrażę, gromadowy, który jest już w istotny altruizm przeistoczonym egoizmem”7. Podsumowując swoje rozważania o egoizmie i altruizmie Nusbaum pisał: „Nie jest to paradoks, ale prawda niewątpliwa, że miłość bliźniego jest najrozumniejszą miłością samego siebie”8. Szczególna rola przypada tutaj lekarzom, których powinnością jest dbać o zdrowie i życie bliźnich. „Stan lekarski poświęca się miłości bliźniego, kojeniu największych jego cierpień i bólów, możliwemu ich zapobieganiu, a przez ich spełnianie tych najdonioślejszych obowiązków oddaje cześć Bogu, najpożądańszą przez Stwórcę świata składa Mu ofiarę”9. Stąd lekarz winien posiadać odpowiednie przymioty charakteru i pielęgnować w sobie cnoty moralne, jak dobroć, cierpliwość i odwagę. Spełniając je spełniał ważne dla siebie i społeczności, w której przyszło mu żyć, przykazanie miłości bliźniego. I właśnie ta służba, służba ludzkości, jest cechą stałą medycyny, niezależnie od epoki i zewnętrznych okoliczności. A nawet więcej. Medycyna jest ucieleśnieniem najwyższych norm moralnych. Dla Nusbauma służebny i zarazem społeczny wymiar posługi lekarskiej stanowi osobny i ważny obszar dla jego rozważań. I tak w pierwszym rzędzie lekarze są odpowiedzialni za zabezpieczenie całej społeczności przed skutkami chorób o charakterze epidemicznym.
Dużą uwagę warszawski uczony poświęcał zagadnieniom profilaktycznym, w tym modnej w tamtej dobie eugenice, zalecając wobec tej ostatniej dużą dozę ostrożności. Czuł bowiem doskonale, że każda idea traktowana z nadmierną ufnością i entuzjazmem zbacza w kierunku niebezpiecznego doktrynerstwa. Idąc szlakiem wielkich lekarzy-społeczników, jak chociażby Henryka Jordana, domagał się od lekarzy szczególnej troski o kondycję fizyczną młodzieży.
„W zdrowym ciele zdrowy duch” – zdawał się nawoływać na kartach swojej Filozofii medycyny. Niemniej jednak i tu poszukiwał zdrowego rozsądku, doskonale rozumiejąc, że nadmierne obciążenie organizmu bywa dlań zgubne. To lekarze powinni także czuwać nad tym, by nauka szkolna nie stanowiła nadmiernego obciążenia dla młodych umysłów. „Śmieszna obok tragiczności swej surowość egzaminów w szkołach niższych i średnich, powołująca z jednej strony natężony wysiłek umysłowy, zwłaszcza pamięci, a z drugiej strony wywołująca cały szereg wzruszeń najszkodliwszych jak lęk, wstyd, przygnębienie, nierzadko poczucie wielkiego nieszczęścia – jest niestety nadto tolerowaną – a nierzadko zalecaną przez władze naczelne oświatowe”10.
Ponieważ wpływ życia społecznego na życie jednostki jest ogromny, przeto lekarz winien również stać na straży dobrego imienia swojej Ojczyzny. Innymi słowy dobry lekarz musi być patriotą, dbającym o to, by fanatyzm i zacietrzewienie, często towarzyszące dyskusjom i działaniom politycznym, odpowiednio łagodzić. Jest mu też przydany obowiązek niesienia pomocy w czasie wojny, by wszystkim rannym i cierpiącym nieść ulgę. Nie wolno się przed tym wzbraniać ani tego unikać. Lekarz musi bowiem w każdych okolicznościach nieść pomoc w zgodzie ze słowami przysięgi przezeń składanej. W tym zawiera się obowiązek bezwzględnego oddania się służbie bliźniemu i społeczeństwu. Wreszcie pozostaje lekarzowi do spełnienia jeszcze jedna misja, którą można określić mianem wychowawczej. To na jego barkach, szczególnie tam, gdzie królują bieda i zabobon, spoczywa trud niesienia oświaty.
Z powyższego opisu wynika, że medycyna widziana oczami Nusbauma jest przesiąknięta na wskroś idealizmem, jest misją i powołaniem bliskim kapłaństwu, drogą pełną wyrzeczeń dla lekarza i poddaniem swoich pragnień i emocji służbie ogółowi. Gdy na kartach swojej Filozofii medycyny pisał: „Dlatego to górującą zasadą leczenia trafnego jest leczyć nie chorobę, ale chorego”, to nie tylko odwoływał się do holistycznej tradycji lekarskiej, lecz wyraźnie podkreślał głęboko humanistyczny wymiar praktyki lekarskiej. Znano dobrze postać doktora przemierzającego codziennie ulice Warszawy, gdy szedł z wizytą lekarską do pacjentów, doktora, który podsumowując przemyślenia o medycynie i lekarzach stwierdzał: „Godzi się przyznać, iż dostojnym jest zawód lekarski – ale też pamiętać obowiązkiem jest pracowników jego, że: Noblesse oblige...”11. Tej zasadzie pozostał wierny do końca.
Wybrana literatura
Barański J., Zamojski J., Triumwirat piękna, dobra i mądrości – filozofia medycyny Henryka Nusbauma, [w:] Polscy lekarze Żydzi w XIX i XX wieku, red. Z. Podgórska-Klawe, Warszawa 2010, s. 69–83.
Herman E., Neurolodzy polscy, Warszawa 1958, s. 341–346.
Ostrowska T., Nusbaum (Nussbaum) Henryk, [w:] PSB, t. XXIII, Wrocław-Kraków 1978, s. 412–414.
Śródka A., Uczeni polscy XIX-XX stulecia, t. III, Warszawa 1997, s. 277–279.
Śródka A., Gryglewski R. W., Henryk Nusbaum, [w:] Powiązania rodowe twórców polskich szkól naukowo-medycznych, red. A. Śródka, Kraków 2012, s. 137–146.
Tuchendler A., Ś. p. prof. dr Henryk Nusbaum, „Kurjer Warszawski” 1937, R. 117, nr 53, s. 9–10.
Zamojski J., System filozofii medycyny Henryka Nusbauma, Poznań 2006.
1H. Nusbaum, Głos Antysyonisty do polskiej inteligencyi żydowskiej zwrócony, Kraków 1899, s. 23.
2Idem, Filozofia medycyny, Poznań 1926, s. 20.
3Idem, Ideał dobra ze stanowiska higieny ciała i duszy, „Prawda” 1899, t. XIX, nr 15, s. 175.
4Ibidem, s. 197.
5Idem, O wpływie czynności duchowych na sprawy chorobowe (odczyt), [w:] Pamiętnik VII Zjazdu Lekarzy i Przyrodników Polskich. Część lekarska, red. W. Bylicki, Lwów 1895, s. 43.
6Idem, Zarys etyki lekarskiej. Wykłady wygłoszone w Uniwersytecie Warszawskim, „Archiwum Historii i Filozofii Medycyny” 1931, t. XI, nr 1, s. 109.
7Ibidem, s. 110.
8Ibidem, s. 113.
9Ibidem, s. 131.
10Idem, Filozofa medycyny, Poznań 1926, s. 198.
11Ibidem, s. 213.