Stefan Pieńkowski

Urodzony 28 VII 1883 w Młynowie. Studia na Uniwersytecie w Liège, doktorat (1910). Dalsze studia w Heidelbergu. Wykładowca w École Polytechnique w Liège i na Uniwersytecie w Liège (od 1914). Profesor UW (1919), organizator i kierownik Zakładu Fizyki Doświadczalnej; rektor UW (1925/1926, 1933–1936, 1945–1947).

Fizyk, twórca warszawskiej szkoły fizyki doświadczalnej; prowadził badania gł. w zakresie optyki i fizyki atomowej, a zwłaszcza dotyczące zjawiska fotoluminescencji oraz zastosowania promieniowania rentgenowskiego do analizy strukturalnej i promieniotwórczości. Członek PAU (1926, wiceprezes 1946–1952), PAN (1952), TNW (1928), członek założyciel i przewodniczący Polskiego Towarzystwa Fizycznego (od 1921); członek Królewskiego Towarzystwa Nauk w Liège, Rumuńskiej Akademii Nauk. Redaktor „Sprawozdań i Prac Polskiego Towarzystwa Fizycznego” (1921–1931) oraz „Acta Physica Polonica” (1932–1937); współtwórca czasopisma „Postępy Fizyki” (1949) i jego redaktor naczelny (od 1952).
W czasie II wojny światowej organizator tajnego nauczania, od 1941 stał na czele konspiracyjnego Wydziału Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Po wojnie wniósł ogromny wkład w odbudowę całego Uniwersytetu i Zakładu Fizyki (przemianowanego na Instytut). Współorganizator i członek Prezydium PAN, inicjator utworzenia Instytutu Fizyki PAN i jego pierwszy dyrektor (1953).
Zmarł 20 XI 1953 w Warszawie.

Fizyka Doświadczalna, t. I-II, Warszawa 1927–1929; O zmienności atomu, „Przegląd Techniczny” 1927, t. LXV, nr 37, s. 783–787; Atom – źródło energii, „Rocznik Towarzystwa Naukowego Warszawskiego” 1938–1945, R. 31/38, s. 57–70.

L. Natanson, Stefan Pieńkowski, „Postępy Fizyki” 1954, t. V, s. 226–238.

JERZY PNIEWSKI

STEFAN PIEŃKOWSKI

1883–1953

 

Twórca polskiej szkoły fizyki doświadczalnej*

Przed prawie 50 laty młody doktor fizyki Stefan Pieńkowski, wychowanek i pracownik naukowy Uniwersytetu w Liège, odrzucił propozycję objęcia katedry w jednej z uczelni belgijskich decydując się wrócić do oswobodzonej ojczyzny i podjąć trud tworzenia fizyki polskiej w Uniwersytecie Warszawskim. Decyzji tej zawdzięczamy, że w murach gmachu przy ul. Hożej w Warszawie wychowały się liczne kadry fizyków polskich, że Hoża stała się symbolem dobrego imienia fizyki polskiej za granicą.

35 lat niesłabnącego wysiłku tego niepospolitego człowieka przypadło w trzech tak różnych okresach dziejowych naszego kraju: 20 lat okresu międzywojennego, w którym najpierw tworzył, a następnie rozwijał warszawski ośrodek fizyki, prawie 6 lat wojny, w ciągu których bronił swego ukochanego zakładu przy Hożej i jego ludzi przed brutalną akcją okupanta, i wreszcie 9 lat odbudowy, a właściwie tworzenia wszystkiego od nowa po drugiej wojnie. Większą część wysiłków Profesora Pieńkowskiego miałem możność sam śledzić, ale początki są i dla mnie historią, taką historią, którą z pietyzmem się poznaje. Opierając się głównie na pamięci własnej i informacjach uzyskanych od starszych kolegów, muszę traktować to, co opiszę, jako wspomnienia, w których zaakcentuję jedynie cząstkę tego, co powinienem.

Nieduża część obecnego gmachu w postaci murów będących w stanie surowym bez żadnych instalacji i jakiegokolwiek wyposażenia stanowiła w roku 1919 budynek, w którym miał powstać Zakład Fizyki. Mimo to już w styczniu 1921 roku odbyła się inauguracja działalności Zakładu. Trudno nie wyrazić tu szczerego podziwu dla profesora, że stało się to tak szybko, mimo że kraj cały borykał się z wieloma trudnościami i uwikłany był w wojnę.

Zakład podjął pracę, lecz jakże był ubogi w aparaturę i kadrę. Profesor stale miał przed oczyma dwa cele: stworzenie dobrej szkoły – kuźni młodych talentów – na gruncie właściwie postawionej dydaktyki oraz zorganizowanie aktywnej, cenionej w świecie placówki badawczej. Trzeba stwierdzić obiektywnie, że podówczas nie było wiadome, czego i jak należy uczyć. Profesora cechowało niezwykłe umiłowanie eksperymentu, które starał się wpoić od samego początku nawet najmłodszym studentom. Starszym pracownikom powtarzał: piękne są różne koncepcje, są one motorem wielu poczynań, ale ostatecznym sędzią jest zawsze eksperyment. Wielka waga, jaką sam przywiązywał do pięknej ilustracji eksperymentalnej własnych wykładów, sprawiła, że wykłady jego zawsze wzbudzały ogromne zainteresowanie i że do dziś są naśladowane przez jego uczniów, a nawet uczniów jego uczniów.

W działalności badawczej zakładu pojawiły się dwa nurty: prace z zakresu fotoluminescencji i pokrewnych działów optyki molekularnej oraz prace z zakresu fizyki promieni X i ich zastosowań w badaniach struktur krystalicznych.

Zakład zaczął skupiać młodych utalentowanych fizyków i przyciągać wybitnie uzdolnionych fachowców-techników, którzy nie oglądając się na niezbyt zachęcające warunki materialne pracowali wraz z fizykami porwani urokiem zadań, jakie stawiano im do rozwiązania.

W okresie przedwojennego dwudziestolecia pracownicy Zakładu opublikowali ogółem ponad 250 prac, a trzeba podkreślić, że zgodnie z powszechnie przyjętymi wówczas zasadami były to prace niemal wyłącznie indywidualne. Profesor czuwał osobiście nad każdą z nich, zwykle inicjował je, służył codzienną radą, zawsze jednak za autora uważał pracownika – nigdy siebie. Zakład zdobył sobie tak dobre imię, że profesor Pieńkowski był w stanie uzyskać specjalną bardzo dużą dotację fundacji Rockefellera na zakup aparatury wysokiej klasy. Na początku lat 30., dzięki jego staraniom, dwukrotnie zwiększyła się kubatura budynku. Pracownie badawcze zyskały cenną aparaturę do prac optycznych spektroskopowych. W termostatycznej sali, w podziemiach budynku, z dala od wstrząsów, umieszczono najwyższej klasy wklęsłą siatkę dyfrakcyjną Wooda o 180 000 rysach. Własnym wysiłkiem zbudowano fluorometr do pomiarów najkrótszych czasów świecenia fluorescencji, ówcześnie bezkonkurencyjnie najlepszy przyrząd w skali światowej. Niezależnie od tego Zakład posiadał już wcześniej zakupioną, bardzo dobrą i na owe czasy najnowocześniejszą aparaturę wysokonapięciową do badań rentgenowskich. Niewątpliwie Zakład należał wtedy do najlepiej wyposażonych placówek w Europie.

Najbardziej interesujące badania profesora i jego uczniów dotyczyły, mówiąc najogólniej, mechanizmu emisji promieniowania atomów i cząsteczek oraz innych procesów kwantowych związanych z przekazywaniem energii promienistej. Tworzono podstawy dla teorii luminescencji układów złożonych. Szukano wszelkich powiązań między strukturą cząsteczek a charakterem procesów absorpcji, emisji, wygaszania i rozpraszania światła.

W roku 1936 odbyła się w Warszawie pierwsza międzynarodowa konferencja fotoluminescencji, w której wzięli udział wszyscy wybitni fizycy zainteresowani tą tematyką. Pełny sukces tej konferencji, niezwykle czynny udział, jaki w niej wzięli fizycy polscy, można dziś jeszcze prześledzić w grubym tomie sprawozdawczym „Acta Physica Polonica” z tego okresu.

Lata trzydzieste obudziły w świecie powszechne zainteresowanie problematyką fizyki jądrowej. Profesor Pieńkowski decyduje również podjąć starania o rozwój badań w tej nowej dziedzinie. Kieruje swych uczniów do odpowiednich ośrodków za granicą tak, by po powrocie mogli u nas zainicjować prace z fizyki jądrowej. Zostaje dzięki temu zbudowany pierwszy polski akcelerator wysokonapięciowy oraz automatyczna komora Wilsona. Pierwsze prace nad reakcjami jądrowymi na tym akceleratorze udało się zakończyć już przed wojną. Profesor otrzymuje wstępną obietnicę uzyskania kredytów na budowę cyklotronu, plany te jednak krzyżuje wojna.

W okresie dwudziestolecia międzywojennego liczni goście zagraniczni z Belgii, Francji, nawet ze Stanów Zjednoczonych odwiedzali zakład pozostając w nim na dłuższych stażach. Dziś uważają się oni za uczniów profesora Pieńkowskiego. Ośrodek tworzony przez niego był przez 20 lat symbolem fizyki polskiej. Słowo „Hoża” w Polsce, a nawet za granicą znaczyło „fizyka polska”.

W okresie przedwojennym profesor dwukrotnie podejmował obowiązki rektorskie opiekując się z takim samym oddaniem całością spraw uczelni i młodzieży (nieraz w okresach bardzo trudnych, pełnych problemów konfliktowych).

Zbliżająca się wojna, już na wiele miesięcy przed wybuchem, odbiła się na jednym z odcinków działalności naukowej zakładu. Wtedy wielu fizyków podjęło w zakładzie prace mające bezpośrednie znaczenie dla obronności kraju. Profesor Pieńkowski zawsze uważał, że obowiązkiem naszym jest pomoc w rozwiązywaniu problemów, nawet nie bezpośrednio związanych z naszą specjalnością, jeśli o to się do nas zwracają.

Nadszedł wrzesień 1939 roku, a po nim okres brutalnego niszczenia dorobku kultury polskiej, szczególnie dotkliwie odczuwany przez świat nauki. Profesor Pieńkowski postawił sobie za cel trzy zadania: zabezpieczenie i ochronę Hożej – naszego wspólnego warsztatu pracy, opiekę nad ludźmi Hożej – tymi, którzy nad fizyką lub dla fizyki pracowali, wreszcie – licząc się z ogromnymi stratami – stworzenie warunków kształcenia młodych entuzjastów fizyki. Profesor dał przykład, jak walczyć o to, nie dając brutalnemu wrogowi nawet cienia satysfakcji uległości z naszej strony. Był to jednak smutny okres, w czasie którego Pieńkowski był świadkiem niszczenia dorobku całego swego życia.

W czasie walk wrześniowych osobiście organizował ochronę przeciwlotniczą. Podczas nalotów sam narażał się przeszukując poddasza i zachęcając w ten sposób innych do usuwania bomb zapalających. Może dzięki temu wrzesień jedynie nieznaczne szkody wyrządził budynkowi. Dwie bomby burzące, na szczęście podówczas jeszcze niezbyt groźne, nie sprawiły większych szkód.

Minął wrzesień, jednak już w listopadzie zostaje wywieziona przez okupanta prawie cała aparatura naukowa. Dla ochrony pozostałych resztek, głównie sprzętu dydaktycznego i niezwykle cennych instalacji, profesor decyduje się utworzyć placówkę badawczą pracującą dla potrzeb instytucji komunalnych. W ten sposób powstaje Zakład Pomiarów Fizycznych, w którym podejmujemy badania dla elektrowni, gazowni i wodociągów miejskich. Nie były to specjalnie wyszukane metody i niezbyt rewelacyjna tematyka prac, a jednak wyniki gromadzono z rzetelnością godną najbardziej ważkiej problematyki naukowej. Myślę, że gdyby wojna nie zniszczyła wyników tej wieloletniej działalności, mogłyby być one zebrane w formie obszernej publikacji stanowiącej piękny przykład zastosowań metod badawczych fizyki. Ta praca, będąca niezwykle skromną namiastką pracy badawczej, sprawiała nam wielką przyjemność.

Niestety, postępująca wojna zniszczyła całkowicie wyposażenie zakładu mimo wszelkich prób jego ocalenia. Okupant stopniowo ograniczał powierzchnię zakładu; najpierw do połowy, następnie do jednej czwartej, a niemal w przeddzień wyzwolenia ostatecznie go zdewastował. Budynek okazał się potrzebny wycofującej się administracji kolejowej, został więc gruntownie przebudowany, wszelkie instalacje zniszczone, a reszta sprzętu złożona na Politechnice, gdzie w czasie powstania prawie całkowicie uległa spaleniu.

Przez cały okres okupacji profesor interesował się losem ludzi Hożej, czy to podtrzymując ich na duchu serdeczną i szczerą korespondencją, czy też bezpośrednio zapewniając im pomoc materialną, czy wreszcie, co było najważniejsze, organizując systematyczne cotygodniowe spotkania naukowe.

Jaką rolę odgrywały te seminaria – może świadczyć to, że do dziś pamiętam tematy niektórych referatów i nazwiska referentów, a nawet przebieg bardziej żywej dyskusji.

W czasie okupacji profesor Pieńkowski był rektorem Uniwersytetu Warszawskiego kształcącego młodzież w tajnym nauczaniu. Rola ta była szczególnie trudna wobec konieczności wytyczania właściwej linii postępowania gwarantującej obok dobrego poziomu nauczania dostateczne bezpieczeństwo młodzieży i kadry nauczającej, tak systematycznie wyniszczanych przez okupanta. Wśród obecnych profesorów są dawni studenci tajnego uniwersytetu. Ci, których wówczas szkolono, przynajmniej w pewnym stopniu zapełniają dotkliwą lukę w obecnej kadrze naukowej w wieku lat czterdziestu.

Powstanie wszystkich znów rozrzuciło po kraju.

Od kwietnia 1945 roku profesor Pieńkowski znów jest na Hożej. W maju 1945 roku otrzymałem od niego list: „Będziemy znów tworzyć uniwersytet w Warszawie. Nie wiem, czy znajdzie on pomieszczenie w starych budynkach po ich odbudowie, w każdym razie fizykę chciałbym znów widzieć na Hożej”. Skala, rozmach oraz energia, z jaką profesor przystąpił do ponownego tworzenia ośrodka fizyki na Hożej, były zdumiewające. To już nie zakład, ale instytut, który ma obejmować szereg katedr kierowanych przez kilku profesorów. Wykonanie tych zadań rozpoczyna od odbudowy gmachu i organizacji kolejno wszystkich zajęć dydaktycznych.

Zrujnowany budynek, pozbawiony wszelkich instalacji i przerobiony na lokale biurowe, znajdował się w stanie opłakanym. Mimo to istniał i w zniszczonej Warszawie był niezwykłym skarbem. Remont i przeróbkę budynku prowadzono w sposób trudny dziś do pojęcia. Zbiórka, raczej prymitywnych przyrządów ocalałych w szkołach na Śląsku, oraz niezwykły zakup, niemal na ulicy, niektórych cenniejszych przyrządów pozwoliły na podjęcie wykładów fizyki doświadczalnej ilustrowanych pokazami już w grudniu 1945 roku. Rozpoczął je profesor Pieńkowski na Hożej w prowizorycznej sali wykładowej. W marcu 1946 roku podjęto już normalne zajęcia w I pracowni, a pierwszą doświadczalną pracę magisterską rozpoczęto w końcu tegoż roku. Z biegiem czasu wracają inni koledzy; Hoża zyskuje nowych ludzi, których nazwiska stają się popularne i na trwałe związane z jej historią. Są wśród nich nie tylko fizycy, ale fizyka staje się ich pasją – ich rzetelny wkład do odbudowy „Hożej” jest niezapomniany. Zakład przy Hożej powoli zaczyna zamieniać się w instytut. Można pomyśleć o wysłaniu ludzi za granicę po import nowej myśli naukowej. Pod względem profilu naukowego poza kierunkami tradycyjnymi uprawianymi na Hożej – optyką i badaniami rentgenowskimi – profesor przewiduje konieczność położenia nacisku na kierunki najsilniej związane z potrzebami kraju. Uznaje konieczność wprowadzenia fizyki ciała stałego i rozszerzenia badań fizyki jądrowej na skalę nieporównywalną z przedwojenną. W tym celu wyszukuje i kolejno ściąga fizyków polskich rozproszonych w kraju i za granicą. Znów zostają zainicjowane prace z optyki atomowej i molekularnej, przy użyciu nowych metod, wznowione badania strukturalne metodą promieni X. Zakupiono i zestawiono akcelerator kaskadowy analogiczny do utraconego w czasie wojny. Profesor nadal umiejętnie zabezpiecza bazę materialną prac badawczych i dydaktycznych. Dzięki jego staraniom w sześć lat po wojnie kubatura Instytutu wzrasta co najmniej o połowę. Hoża znów staje się symbolem dobrej fizyki, a w utrwaleniu jej dobrego imienia zaczynają niezależnie współpracować teoretycy.

Profesor Pieńkowski w pierwszych latach powojennych godzi wszystkie swe zajęcia z pełną nowych wyrzeczeń pracą dla całej uczelni. Jest On pierwszym rektorem Uniwersytetu Warszawskiego po wyzwoleniu, tworzącym od nowa całą jego strukturę.

Mimo tych wszystkich obowiązków nie wyrzeka się osobistej pracy badawczej podejmując na początku pewne prace z zakresu fotoluminescencji, a następnie badania zespołowe nad promieniotwórczością złóż mineralnych.

W ostatnim okresie swego życia dużo wysiłku włożył w organizację Polskiej Akademii Nauk; był też członkiem jej pierwszego Prezydium. Ze specjalną troską zajął się organizowaniem Instytutu Fizyki PAN, został jego pierwszym dyrektorem, ale nie doczekał chwili, w której mógłby w nim pracować.

Zabrakło go wśród nas, ale zapał, jakiego nam udzielił, stanowi niegasnący bodziec do kontynuacji jego dzieła. Mamy przekonanie, że każdy nasz sukces ma źródło gdzieś w jego twórczym, pełnym poświęceń wysiłku dla fizyki polskiej, w jego opiece, jakiej nam sam nigdy nie szczędził.

*Tekst opublikowany pierwotnie jako: Stefan Pieńkowski (1883–1953) – twórca polskiej szkoły fizyki doświadczalnej, „Problemy” 1969, nr 1, s. 11–15.