Gustaw Przychocki
Urodzony 14 II 1884 w Gromniku koło Tarnowa. Studia na Uniwersytecie Jagiellońskim (1903–1908), tamże doktorat (1909) i habilitacja (1913). Od 1918 związany z Uniwersytetem Warszawskim. Profesor UW w latach 1919–1935. Od 1935 na UJ.
Filolog klasyczny, zajmował się patrologią i latynistyką. Badał twórczość klasyków rzymskich i ich wpływ na kulturę europejską. Jako pierwszy zrekonstruował starożytną teorię epistolograficzną. Twórca studium filologii klasycznej na UW.
Dziekan Wydziału Filozoficznego (1922/1923), rektor (1928/1929) oraz prorektor (1929/1930) UW.
Członek TNW (1922), PAU (1923) oraz towarzystw naukowych we Lwowie (1930) i Atenach. Doktor honoris causa Uniwersytetu w Atenach.
Zmarł 4 II 1947 w Krakowie.
Accessus Ovidiani, Kraków 1911; Plautus, Kraków 1925; Rzymianie a tragedia, Warszawa 1929; Kultura klasyczna w kulturze współczesnej, Warszawa 1929; Styl tragedyj Anneusza Seneki, Kraków 1946.
Przychocki G. [w:] PSB, t. XXIX, Kraków 1985, s. 159–161.
Profesor Gustaw Przychocki, filolog klasyczny, latynista – zmarły 4 lutego 1947 roku w wieku 63 lat – jest dobrze znany i ceniony w międzynarodowym środowisku filologów klasycznych, jakkolwiek był to człowiek wielkiej skromności, nie chełpiący się swoimi osiągnięciami na polu nauki czy na polu walki, nie wymagający wciąż słów uznania. Urodził się w Gromniku, małym miasteczku w okolicy Tarnowa. Wcześnie, jako kilkuletnie dziecko, stracił ojca, który był w Gromniku naczelnikiem poczty. Gustaw miał dwóch braci (jeden z nich zmarł wcześnie) – obowiązki wychowania i wykształcenia synów spadły na matkę – Henrykę Przychocką. Ta dzielna kobieta umiała dobrze wychować synów, o czym świadczy miłość do niej jej syna Gustawa, miłość związana z uczuciem wdzięczności, której dawał dowody; ciężko też przeżył jej śmierć w owym trudnym dla niego okresie wojennym, w grudniu 1941 roku.
Gustaw Przychocki ukończył czteroklasową szkołę podstawową – w owych czasach zwaną powszechną lub ludową – w Gromniku, a do ośmioklasowego gimnazjum klasycznego uczęszczał w Nowym Sączu. Już jako uczeń gimnazjum zdradzał swoje zainteresowania antykiem, językiem łacińskim i greckim, a zawdzięczał to swojemu nauczycielowi i dyrektorowi tegoż gimnazjum Stanisławowi Rzepińskiemu. Podczas swoich uroczystości jubileuszowych z okazji dwudziestopięciolecia pracy naukowej 27 maja 1934 roku w Warszawie, dziękując obecnym, wyraził przede wszystkim wdzięczność obecnej na uroczystości matce, która – jak powiedział: „dla swych synów była podporą i ostoją; pełna mądrej rady i krzepiącej energii, jak zawsze tak i teraz, gdy jej pozostał syn ostatni, Jej wszystko zawdzięczający. Toteż pozwólcie Szanowni Państwo, że dziękując Wam jak najserdeczniej za tę tak podniosłą uroczystość, podziękuję Wam nie za moje, lecz za Jej święto”. Następnie wyraził podziękowanie wspomnianemu wyżej nauczycielowi języków klasycznych z gimnazjum nowosądeckiego: „Dziękuję też z głębi serca – nieobecnemu tu osobiście, ale obecnemu przez swe serdeczne słowa – panu radcy Rzepińskiemu, mojemu kochanemu nauczycielowi filologii klasycznej w Gimnazjum Nowosądeckim, którego mądremu i serdecznemu kierownictwu zawdzięczam całe zamiłowanie do kultury klasycznej i gruntowne podstawy wszystkich jej zasadniczych dziedzin”. Po ukończeniu gimnazjum wstąpił Gustaw Przychocki na Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Jagiellońskiego; w ramach programu tego Wydziału była i filologia klasyczna, którą studiował jako przedmiot główny, i polonistyka – którą wybrał jako przedmiot poboczny. Nazwiska jego profesorów – filologów klasycznych – utrwaliły się w historii rozwoju tych nauk, żeby wymienić tylko kilka z nich: Kazimierz Morawski, Leon Sternbach, Adam Miodoński, Jan Rozwadowski. Przychocki zaliczany jest do latynistów, gdyż znaczna większość jego prac jest poświęcona literaturze łacińskiej różnych okresów; dziwnym się więc może wydawać jego zainteresowanie się listami Grzegorza z Nazjanzu, któremu to zagadnieniu poświęcił wiele rozpraw – o czym będzie jeszcze mowa.
Po ukończeniu studiów i uzyskaniu stopnia doktora w zakresie filologii klasycznej i po złożeniu obowiązującego w owych czasach przed specjalną komisją „egzaminu państwowego na nauczyciela szkół średnich” zaczął pracować w szkołach średnich – jako nauczyciel języków klasycznych w Podgórzu, Samborze, a od roku szkolnego 1911/1912 – do 1914/1915 w IV Gimnazjum w Krakowie. Jednak już praca w szkolnictwie średnim była przerywana, gdyż korzystając z urlopów naukowych wyjeżdżał za granicę w celu odszukiwania i zbadania rękopisów listów Grzegorza z Nazjanzu. I oto wyjaśnienie, dlaczego latynista zajął się listami w języku greckim: otóż jako stypendysta Akademii Umiejętności otrzymał od tejże Akademii zadanie odszukania i opracowania wymienionych listów. Poszukiwania i badania rękopiśmienne przeprowadzał w: Rzymie, Wenecji, Florencji, Neapolu, Londynie, Oksfordzie, Cambridge, Paryżu i Berlinie. Osiągnięcia tych badań można śledzić w bibliografii naszego autora. Dwie pierwsze swoje prace opublikował Przychocki w 1908 roku: Observationes Ovidianae oraz De trunco Minervae statunculo observationes; w 1909 roku – sięga do literatury greckiej – Ad Euripidis Hypsipylam adnotationes („Wiener Studien” 1909), ale już następną pozycją młodego uczonego w 1910 roku jest obszerna rozprawa: Watykańskie rękopisy listów św. Grzegorza z Nazyanzu wraz z dodatkiem odnoszącym się do studiów nad Św. Grzegorzem („Eos” 1910). Podobnie w latach następnych 1911–1912 wśród rozpraw na tematy dotyczące autorów – przeważnie poetów – łacińskich pojawiają się wciąż prace dotyczące listów Grzegorza. Powraca do tematu w 1927 roku w recenzji wydania listów tego autora: Gregorii Nysseni Epistulae („Gnomon” 1927). Przychocki rozszerza badania nad epistolografią ogólną: Studium epistolografii grecko-rzymskiej, zasady i cele („Eos” 1938). Następuje przerwa w badaniach – jak wspomina Władysław Strzelecki; „profesor, straciwszy wskutek okoliczności zewnętrznych i od siebie niezależnych swe dalsze materiały naukowe gregoriańskie, odzyskał je dopiero w roku 1942, opracował w latach okupacji i przygotował do druku jako Historia listów św. Grzegorza z Nazjanzu”. Był to materiał bogaty i o wielkiej wartości naukowej. Przychocki pracował w bardzo trudnych warunkach – w czasach okupacji. Była to ostatnia jego praca wydana w 1946 roku, „lecz – cytuję Strzeleckiego – tomik ten ujrzał w pełni światło dzienne na drugi dzień po śmierci autora, tzn. 5 lutego 1947 – tak że autor nie miał już możności ujrzeć na własne oczy tej pracy stanowiącej podsumowanie jego badań z czasów młodości i koronę studiów gregoriańskich, a równocześnie podstawę, na której oprze się przyszły wydawca tychże Listów”. Dzieło to spotkało się z wielkim uznaniem wielu uczonych zagranicznych. [...]
Jednym z bliskich mu tematów była elegia rzymska, a spośród elegików najbliższym mu był Owidiusz. Drugim bliskim sercu profesora był dramat – na pierwszym miejscu – komedie Plauta (również temat wykładów), wreszcie tragedia – którą reprezentował Seneka i która była w okresie moich studiów przedmiotem ćwiczeń seminaryjnych, na których uczyliśmy się krytyki tekstu, poznawaliśmy metodę pracy, a hasłem profesora było: „Wszystkiego nigdy państwo nie będziecie umieć, ale musicie umieć wszystko znaleźć” (podkr. L. W.). Przy badaniach tekstu wnosił profesor wiele materiału nowego, co potwierdzały opinie uczonych zagranicznych w recenzjach jego prac. [...]
Bliskim zainteresowaniom profesora był komediopisarz Plaut, któremu poświęcał artykuły, ale najcenniejszym owocem tych studiów była praca o Plaucie i wreszcie przekład wszystkich jego komedii, dzięki czemu przybliżył tego komediopisarza czytelnikom polskim. Miał także w planie opracować obszernie komedie Terencjusza – nie zdążył. Wspominam wspaniałe wykłady na temat Plauta i jego komedii, a miałam szczęście trafić na nie jako studentka drugiego semestru pierwszego roku studiów. Warunkiem uczęszczania na zajęcia seminaryjne był egzamin z języka greckiego oraz kolokwium z wykładów, w danym wypadku o Plaucie. Moje kolokwium – niemałe przeżycie, pierwsze w moim studenckim życiu – wypadło bardzo dobrze. I następne osobiste wspomnienie. Jak wspomniałam – pozytywne wyniki z obowiązujących kolokwiów uprawniały do brania udziału w ćwiczeniach seminaryjnych. Nowy członek seminarium zajmował miejsce zwolnione przez byłego studenta, który ukończył studia (w seminarium uczestniczyli studenci wszystkich lat studiów, od pierwszoroczniaka poczynając do kończących studia włącznie). Miejsce, które mi wyznaczono, było tuż przy profesorze prowadzącym zajęcia. Pierwsze posiedzenie seminaryjne. Tłumaczenie tekstu, nasuwają się jakieś wątpliwości, profesor zwraca się do siedzącego naprzeciw mnie kolegi Turyna, który już był na ostatnim roku studiów, i prosi go, ażeby przyniósł Georgesa. Chwila przerwy – profesor zwraca się do mnie: „A pani wie, co to jest Georges?”. Moje zdziwienie: „Nie, wiem tylko co to jest Georgós”. Profesor rozbawiony – „A cóż to jest georgós?” Spodziewał się prawdopodobnie odpowiedzi, że georgós – to wyraz grecki i znaczy wieśniak, ale ja spokojnie mówię: „Tytuł komedii Menandra, komedia nowoattycka”. Zaskoczenie, znowu przenikliwe, ale już poważne spojrzenie: „A pani skąd to wie?” Na to nie umiałabym odpowiedzieć, ale kolega Turyn wrócił ze słownikiem łacińsko-niemieckim Georgesa i odpowiedzi profesorowi nie dałam. Wkrótce jednak odczułam skutki tej mojej odpowiedzi. Wzywa mnie profesor do swojego gabinetu i pyta: „Jaki język zna pani najlepiej?” „Niemiecki”. Podszedł do półek z książkami, wyszukał jakiś tom, wyznaczył w nim kilka rozdziałów i słyszę: „Przygotuje pani referat na najbliższe zebranie koła studenckiego; przedstawi pani streszczenie wyznaczonych rozdziałów”. W milczeniu – lecz z wewnętrznym lękiem – wzięłam książkę: było to dzieło Wundta Völkerpsychologie der Sprache. Rozkaz – rozkazem, ale sytuacja ta zrobiła na mnie wrażenie; język niemiecki – znałam, ale problem specjalny, jak z terminologią sobie poradzę?”. Okazało się jednak, że moja znajomość języka niemieckiego po ówczesnym ukończeniu ośmioklasowego gimnazjum była wystarczająca. W ten sposób sprawdzał profesor przygotowanie i zdolności studentów.
Wracam jednak do pracy profesora nad komediami Plauta; niezwykle cennym dowodem zainteresowań profesora Plautem jest przekład wszystkich jego komedii. Niektóre z nich zostały wydane w tomikach Biblioteki Narodowej, ale całość wypełnia cztery tomy. Znaczenie tego przekładu tkwi nie tylko w zapoznaniu czytelników polskich z treścią komedii, z których wiele stało się natchnieniem i źródłem dla późniejszych komediopisarzy (żeby wymienić tylko Moliera i naszego Fredrę), ale podziw budzi sam przekład. Plaut ma bogate słownictwo, w którym występuje wiele wyrazów utworzonych sztucznie przez komediopisarza, np. zabawne łączenie wyrazów łacińskich z wyrazami greckimi, których Rzymianie nie używali i których nie znajdziemy dzisiaj w żadnym słowniku. Otóż Przychocki równie zręcznie tworzył odpowiedniki w języku polskim, zachowując niekiedy w wyrazie złożonym cechy greckie. Tak np. wyraz „dentifrangibulus” (dens – ząb + frango – łamię) tłumaczy – zębołamaniec; „lumbifragium” (lumbus – udo, frango – łamię) – łamignat; niefortunny podrywacz, wyrzucony przez żonę i przez kochankę czuje się „exclusissimus” – najwyrzuceńszy. Bogaty zestaw sztucznie utworzonych przez Plauta imion w komedii pt. Persa (Pers) jest doskonałym przykładem, jak zręcznie tłumacz tworzył odpowiedniki wyrazów złożonych w swoim przekładzie; otóż jeden z bohaterów komedii przedstawia się: „Oto zwę się: Fałszomówiec – Pannosprzedanides – Ciebiegodniemówides – Blagides – Okpides – Corazkomuporwides – Nigdyniewyrwides!”
Cztery tomy komedii Plauta w przekładzie prof. Przychockiego ukazywały się nakładem Polskiej Akademii Umiejętności w latach: 1931, 1934, 1935, 1937. Ku mojej wielkiej radości cały ten mój komplet zachował się w piwnicy, w której złożyłam swoje książki podczas powstania warszawskiego; sporo z nich wyszabrowano, komedie Plauta ocalały, a jeden tom – najcenniejszy – z dedykacją: „JWPani dr Lidii Winniczukównie z najszczerszym uściskiem dłoni i wyrazami prawdziwego poważania – G. Przychocki”.
Przerwy w pracy naukowej powodowały nie tylko wyjazdy zagraniczne (Wiedeń, Berlin, Oksford, Paryż, Londyn, Rzym, Florencja, Neapol, Wenecja), chociaż i to były wyjazdy związane z badaniami naukowymi, ale przerwy powodowała także służba w wojsku, służba ojczyźnie. Już w okresie studiów uniwersyteckich odbywał obowiązkową służbę wojskową w latach 1904–1905 (co nie przeszkodziło mu w ukończeniu studiów), a gdy po pracy w szkolnictwie średnim powrócił jako docent w 1913 roku – wkrótce z chwilą wybuchu wojny w 1914 roku jako podporucznik rezerwy został powołany do wojska austriackiego.
Wiele napisano, a można by jeszcze wiele napisać o osiągnięciach naukowych Gustawa Przychockiego, ale nie można pominąć jego osiągnięć jako nauczyciela, wychowawcy, przyjaciela swoich uczniów. Wydanie przekładów komedii Plauta poprzedziła książka pt. Plautus (Kraków 1925), którą dedykuje: „Uczniom moim”. Nie spotkałam się z taką drugą dedykacją. Po kilku latach odwdzięczają się mu uczniowie, dedykując swemu mistrzowi w dniu jego jubileuszu z okazji dwudziestopięciolecia pracy naukowej tom własnych prac pt. Charisteria Gustavo Przychocki a discipulis oblata (Varsoviae MCMXXXIV). Tekst poprzedza Tabula gratulatoria, na której na pierwszym miejscu wymieniono nazwiska dziekana wydziału prof. Marcelego Handelsmana oraz prof. Tadeusza Zielińskiego, jako przedstawiciela Seminarium Filologii Klasycznej, po których następuje 56 nazwisk uczniów jubilata z okresu 1918–1934. Na tytuł tej książki Charisteria zwrócił uwagę dziekan w swoim słowie wstępnym: „Przychocki obejmując stanowisko wykładającego, a od 1 kwietnia 1919 profesora filologii klasycznej, sam musiał wszystko tworzyć: warsztat, atmosferę, uczniów... był jedynym wówczas filologiem w Uniwersytecie Warszawskim z minimalnymi środkami materialnymi, w nowym, obcym dla siebie środowisku. Do roboty zabierał się z gorącym umiłowaniem przedmiotu, który reprezentował. [...] Stworzył studium filologii klasycznej na Uniwersytecie Warszawskim. Gdy dziś – po latach 15-stu zwrócić się myślą wstecz i spojrzeć na dzieło pracy nauczycielskiej Gustawa Przychockiego, to wystarczy zwrócić uwagę na dwa fakty symboliczne. «Charisteria» niniejsze, – wyraz wdzięczności jego uczniów – choć zarazem dowód uznania kolegów – świadczą najlepiej o tym, do jakiego poziomu naukowego umiał on doprowadzić tych, których uczył. A trzeba powiedzieć, że nauka jego nie jest łatwa: surowy dla siebie – jest bardzo wymagający, stanowczy i bezwzględny w stosunku do innych, pełen tej wyrozumowanej, surowej dyscypliny, pod której powłoką ukrywa swoje serdeczne do uczniów przywiązanie i swoją dla nich wyrozumiałość”. Zdyscyplinowanie Przychockiego i wymagania jego pod tym względem od innych tłumaczy dziekan Handelsman przejściem jubilata przez szkołę wojskową, szkołę wojenną: „Rozporządza on – dalsze słowa dziekana – walorami, jakie utrwaliła w nim służba wojenna: poczuciem głębokim odpowiedzialności, sumiennością, wytrwałością, porządkiem i energią niezmordowaną”. Przypomina też dziekan, że Przychocki „był jednym z pierwszych dowódców organizatorów legii akademickiej warszawskiej – naturalnym – z tytułu swej przeszłości i swego stanowiska uniwersyteckiego – wodzem studentom także na polu obrony Ojczyzny, porywającej się i do niepodległości i do wielkości”.
Do tych uwag profesora Handelsmana dodam szczegół, który uchodzi uwagi nawet filologów klasycznych, którzy śledzą tylko filologiczną twórczość profesora. Zapominają, że Gustaw Przychocki każdą, jaką pełnił funkcję, starał się udoskonalić, pisywał więc także artykuły dotyczące wojskowości, są to artykuły z lat 1920–1921. [...] Tak oddawał się Gustaw Przychocki każdej sprawie, której się podjął, w której brał udział – nic, co ludzkie, nie było mu obce. [...]
*Tekst opublikowany pierwotnie w: W kręgu wielkich humanistów. Kultura antyczna w Uniwersytecie Warszawskim po I wojnie światowej, red. I. Bieżuńska-Małowist, Warszawa 1991, s. 54–67.