Alfred Sokołowski
Urodzony 11 XI 1849 we Włodawie. Studia w Szkole Głównej Warszawskiej (później na Cesarskim UW), z przerwą z powodu choroby, ukończone w 1873. Staże lekarskie w Wiedniu i Heidelbergu. Doktorat w Paryżu (1880). Prywatne wykłady dla studentów i młodych lekarzy. Zaangażowany w odtworzenie polskiego uniwersytetu w Warszawie w 1915. Wykładowca w Towarzystwie Kursów Naukowych, rektor Wolnej Wszechnicy Polskiej. Wykładowca UW, prof. honorowy (1919).
Lekarz internista; pionier pulmunologii i laryngologii polskiej; jeden z prekursorów sanatoryjnego leczenia gruźlicy.
Członek TNW (1908), Krakowskiego Towarzystwa Lekarskiego (1911), Warszawskiego Towarzystwa Lekarskiego (1914); twórca Wydziału Przeciwgruźliczego (1901) przy Warszawskim Towarzystwie Higienicznym, przekształconego w Warszawskie Towarzystwo Przeciwgruźlicze (1908); współzałożyciel Warszawskiego Towarzystwa Laryngologicznego, Akademii Nauk Lekarskich, a także innych organizacji; inicjator założenia pierwszych w Warszawie przychodni przeciwgruźliczych oraz sanatorium dla ubogich.
Zmarł 8 III 1924 w Warszawie.
Wykłady kliniczne chorób dróg oddechowych, t. I-III, Warszawa 1902–1906; Choroby proletarjatu: wykłady z dziedziny medycyny społecznej, wypowiedziane na Wolnej Wszechnicy Polskiej w roku akademickim 1917/1918, Warszawa 1918; Propedeutyka lekarska, Warszawa 1920; Nauka o suchotach płucnych, Warszawa 1921.
A. Kierzek, Alfred Marcin Sokołowski (1849–1924) – pionier polskiej ftyzjatrii i laryngologii, społecznik. Jego działalność zawodowa i naukowa do roku 1889, „Zdrowie Publiczne” 1993, t. CIV, nr 3, s. 142–145.
Alfred Marcin Sokołowski należał do pionierów pulmunologii i laryngologii polskiej. Był również jednym z prekursorów leczenia sanatoryjnego gruźlicy, ustalił wskazania do takiego leczenia i sposoby terapii w zależności od stopnia zaawansowania i zajęcia określonych narządów. Urodził się 11 listopada 1849 roku we Włodawie na Podlasiu jako syn Hieronima, urzędnika skarbowego, i Cecylii ze Stankiewiczów, córki Alojzego, kapitana wojsk Księstwa Warszawskiego. Wychowany w takim domu nabył nie tylko bardzo dobrych manier, ale też odpowiedniego dla młodego szlachcica wykształcenia ogólnego, włączając w to języki obce. Do szkoły powszechnej uczęszczał we Włodawie, ale naukę na etapie szkoły średniej odbył już w V Gimnazjum Realnym w Warszawie. Zapisał się następnie na Wydział Lekarski w Szkole Głównej Warszawskiej, którą w rok później, po upadku powstania styczniowego, przemianowano na Cesarski Uniwersytet Warszawski.
W czasie studiów pracował naukowo w wiodącym zakładzie uniwersyteckim, w pracowni histologicznej profesora Henryka Hoyera. To tam pod okiem wielkiego mistrza polskiej i światowej histologii uczył się mądrze korzystać z mikroskopu i wdrażał się w arkana nowej wiedzy, która wkrótce miała stać się podstawowym przedmiotem w medycynie. Nie zaniedbywał wiedzy klinicznej. Zainteresowany w szczególności interną, praktykował jako wolontariusz u docenta Ignacego Baranowskiego, znakomitego ucznia i przyjaciela Tytusa Chałubińskiego.
W 1870 roku musiał przerwać studia z powodu gruźlicy i zmuszony do leczenia klimatycznego, udał się na prowincję. Tam młody student poddawał się zabiegom balneologicznym i leczeniu klimatycznemu, a upływający wolno czas zagospodarował zatrudniając się jako nauczyciel domowy. Wkrótce podreperowawszy zdrowie i niewątpliwie finanse powrócił do Warszawy. Upragniony dyplom lekarza zdobył w 1873 roku. Mógł teraz rozpocząć pracę zawodową w klinice uniwersyteckiej mieszczącej się w Szpitalu Dzieciątka Jezus. Niestety, stanowisko prywatnego asystenta nie wiązało się z żadnym wynagrodzeniem, tak więc zmuszony był podjąć pracę zarobkową niewymagającą unormowanego czasu. Taką okazała się posada korektora w czasopiśmie „Medycyna”. Równocześnie pracował nad swoją pracą doktorską w zakładzie anatomii patologicznej, pod kierunkiem kolejnego wybitnego profesora medycyny, Włodzimierza Brodowskiego. Wytężona praca i ciasne pomieszczenia nie były wszakże sprzymierzeńcem w walce z chorobą. Objawy gruźlicy nasiliły się i Sokołowski ponownie musiał opuścić Warszawę.
Tym razem jednak w całą sprawę wmieszał się Ignacy Baranowski, który nie zamierzał tracić tak zdolnego asystenta i do tego zapewne przyjaciela. Po konsultacji z Tytusem Chałubińskim, bądź co bądź ojcem nowoczesnej interny warszawskiej, zapalonym balneologiem, zapadła jedyna rozsądna decyzja odnośnie do terapii. Z powodu braku radykalnych środków leczniczych, zwanych współcześnie antybiotykami, Sokołowski postanowił leczyć się siłami przyrody, czyli klimatem, wodami, dietą, w najlepszym ówcześnie uzdrowisku przeciwgruźliczym. Baranowski zaproponował Sokołowskiemu pomoc finansową i wysłał go na leczenie na Dolny Śląsk do sanatorium w Görbersdorfie. Dobrze zorganizowany zakład leczenia klimatycznego chorób płucnych, w szczególności gruźlicy, działał tam od prawie 20 lat. Będąc przez kilka miesięcy kuracjuszem ośrodka, Sokołowski nie tracił czasu na kontemplację górskich widoków, lecz zabrał się za zgłębianie tajników wiedzy balneologicznej. Ciekawość była tym większa, im większą dawała nadzieję na wyleczenie samego siebie ze śmiertelnej choroby, a trzeba w tym miejscu dodać, że balneologia rozwijała się w owych czasach bardzo prężnie i materiału do studiowania było sporo. Poza tym za kurację trzeba było płacić, a młody lekarz był w coraz to gorszej kondycji finansowej, nie pracował przecież w uzdrowisku, tylko był leczony. W tym momencie znowu zapewne pomogła mu jego pilność, bystrość, inteligencja, solidna wiedza nabyta w trakcie studiów i być może urok osobisty. Nie dość, że po kilku miesiącach kuracji został asystentem dyrektora zakładu Hermanna Brehmera dla opieki nad pacjentami z ziem słowiańskich, to po zdaniu egzaminu państwowego uzyskał prawo praktyki lekarskiej w Niemczech. Pracował sumiennie, uczył się i obserwował. Swoje spostrzeżenia ogłaszał drukiem w czasopismach polskich i niemieckich. Nawiązał kontakty naukowe z ośrodkami uniwersyteckimi we Wrocławiu, w Berlinie, Lipsku i Dreźnie.
Zainteresowały go w tym czasie choroby gardła i krtani również leczone intensywnie klimatycznie w tym ośrodku. Celem nabycia praktyki w tej nowiutkiej dziedzinie medycyny nazwanej laryngologią wyjechał na dwa dwumiesięczne staże lekarskie do Wiednia i Heidelbergu. Jego bystry umysł pozwolił mu krytycznie ocenić metody lecznicze stosowane w uzdrowisku. Ordynator chętnie korzystał z jego uwag, co bardzo korzystnie wpłynęło na wyniki leczenia w zakładzie.
Trzeba przyznać, że jak na zaledwie dwuletni pobyt w Görbersdorfie Sokołowski osiągnął sporo, a zamierzał jeszcze więcej. Zyskawszy sobie dobrą renomę jako ftyzjatra i laryngolog, postanowił zająć się praktyką prywatną, oczywiście tam, gdzie mogło to być opłacalne, a więc w jakimś modnym arystokratycznym zakątku Europy. Tym razem wybrał cieplejsze miejsce, jakim była Riwiera Francuska. Jak to uczynić? Bardzo łatwo. Wystarczyło tylko zgromadzić odpowiednie fundusze i obronić doktorat w języku francuskim, najlepiej w Paryżu. Na szczęście wychowany w szlacheckiej rodzinie, ten język znał znakomicie. Zebrał więc pieniądze, napisał pracę doktorską Quelques remarques sur les complications laryngées de la phthisis pulmonaire, obronił ją w 1880 roku i... nieoczekiwanie powrócił do Warszawy. Był już wtedy od trzech lat żonaty z Zenobią Maszkowską. Żaden z jego dwóch synów z tego małżeństwa nie poszedł w ślady ojca i nie został lekarzem. Obaj uzyskali doktoraty z filozofii i prawa.
Sokołowski już do końca życia będzie pracował w Polsce, lecząc i nauczając młodych lekarzy. Budował polską laryngologię i pulmunologię od podstaw. Był jednym z pionierów tych dyscyplin w naszym kraju. Na początku otrzymał posadę ordynatora sześciołóżkowego oddziału dla chorych piersiowych i gardlanych w Szpitalu Św. Ducha. Zorganizował tu laboratorium i ambulatorium chorób szyi, gardła i nosa, a jego oddział stał się ośrodkiem badań naukowych dla rozwijającej się szybko warszawskiej otolaryngologii i pulmunologii. W 1882 roku objął stanowisko ordynatora Oddziału Chorób Dróg Oddechowych tego szpitala. Unowocześnił ten oddział i postawił go w gronie najlepszych tego typu w kraju. Naturalnie oprócz tego prowadził nadal bardzo dobrze prosperującą praktykę lekarską, a w miesiącach letnich konsultował pacjentów w zakładzie wodoleczniczym w Nałęczowie. O jego wyrobionej pozycji w balneologii świadczyć może fakt, iż był osobistym lekarzem księcia Aleksandra Romanowskiego von Leuchtenberg.
Za namową Wiktora Szokalskiego, pioniera okulistyki w Polsce i na świecie, zdecydował się na prywatne wykłady z demonstracjami dla studentów i młodych lekarzy. Nie było innego wyjścia, albowiem w zrusyfikowanej uczelni warszawskiej poziom nauczania był raczej mizerny. Cesarski Uniwersystet nie należał do prężnych ośrodków naukowych, gdyż miał za zadanie kształcić raczej rzemieślników niż naukowców. Tak więc Alfred Sokołowski podjął trud nauczania, czy raczej zaznajamiania medyków z nowymi metodami badania za pomocą wzierników i reflektora czołowego, głównie – wprowadzania ich w arkana laryngologii. Trudno zapewne obliczyć, ilu internistów i pediatrów było mu wdzięcznych do końca życia za swoje umiejętności. Najważniejsze jest jednak to, że stworzył własną szkołę laryngologiczną, a jego uczniami byli między innymi Feliks Erbrich (późniejszy profesor laryngologii UW) i Jan Szmurło (profesor i kierownik kliniki Uniwersytetu Wileńskiego).
W tym czasie Sokołowski owdowiał po 22 latach małżeństwa i ożenił się ponownie z Marią Matuszewską, nauczycielką języka polskiego i historii, działaczką społeczną, autorką książek dla dzieci.
Należał do polskiej elity intelektualno-moralnej. W 1915 roku, natychmiast po wyparciu wojsk rosyjskich ze stolicy, wraz z grupą zapaleńców rozpoczął starania o utworzenie tutaj polskiego uniwersytetu z wydziałem lekarskim. Uniwersytet utworzono w listopadzie tego roku, a rektorat powierzono innej wielkiej osobowości tamtych czasów, pediatrze Józefowi Brudzińskiemu, niewątpliwie najbardziej zaangażowanemu w tę sprawę. Systematycznie organizowane były kolejne katedry, począwszy od tych niezbędnych do nauczania studentów najmłodszych lat. Tymczasem Sokołowski rozpoczął wykłady z medycyny społecznej w Towarzystwie Kursów Naukowych, a po ich przekształceniu w Wolną Wszechnicę Polską został jej rektorem i w latach 1919–1920 kierownikiem Katedry Medycyny Społecznej.
Po śmierci Józefa Brudzińskiego prowadził w Uniwersytecie Warszawskim w latach 1918/1919 wykłady z propedeutyki medycyny dla studentów pierwszego roku, będące wstępem do dalszej nauki. W swoich wykładach omawiał między innymi znaczenie dla medycyny głównych przedmiotów klinicznych i podstawowych, z którymi miał się młody człowiek wkrótce zetknąć na studiach, poruszał zagadnienia z historii medycyny, deontologii i etyki lekarskiej, praw i obowiązków lekarza, roli lekarza w nowoczesnym ustroju społecznym i państwowym, tajemnicy lekarskiej, odpowiedzialności i obrony interesów moralnych i materialnych lekarzy. Sokołowski uważał, że „Jedynie gruntowne i systematycznie prowadzone wykształcenie lekarskie, obok haseł humanitarnych, głoszonych młodzieży podczas studiów przez wytrawnych nauczycieli klinicznych, może wyrobić wykształconych fachowo i humanitarnie lekarzy, których obowiązki są niezwykle doniosłe nie tylko w stosunku do chorych, ale i całego społeczeństwa. A odnosi się to w wysokim stopniu do naszych lekarzy, w epoce odbudowy naszego państwa, gdyż, jak słusznie powiedział przeszło przed pół wiekiem Ludwik Bierkowski o nas: «My lekarze, bez wątpienia ze względu na wykształcenie naukowe, tudzież ważność powołania naszego, jesteśmy niepospolitą w społeczeństwie potęgą, albowiem głównym celem naszych działań, wymagających tak mnogiego zasobu nauk i tyle mozolnej pracy, są najdroższe skarby człowieka, tj. zdrowie i życie jego»”1.
W swoim wykładzie wstępnym, powołując się na Sondereggersa, lekarza szwajcarskiego, Sokołowski podał za nim cechy dobrego lekarza: „Nie ma nad lekarza człowieka na całym świecie, mającego przed sobą cel większy i piękniejszy. Myśli jego i czyny mają zdanie najwznioślejsze i najtrudniejsze. Jego istnienie, dążenia, życie i cierpienie: wszystko jest w najwyższym stopniu godne uwagi i wzruszające. Musi jednak mieć: bystry wzrok, ostry słuch, wielki dar spostrzegawczy, cierpliwość, cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość nieskończonego uczenia się. Musi również mieć umysł jasny i krytyczny, żelazną wolę, która wspierałaby go w potrzebie. Oprócz tego powinien posiadać serce gorąco czujące. Takie serce, które pojmuje każde cierpienie i stara mu się ulżyć ile możności. Musi także być obdażonem silnem uczuciem religijnem i wysoką moralnością, które ustrzegłyby go od zmysłowości, chciwości na grosz i nadmiernej ambicji. Niezależnie od tego powinien mieć przyzwoity wygląd, być gładkim w obejściu, mieć zręczne palce, a także zdrowie ciała i duszy. Wszystko to powinien posiadać, jeśli nie chce być złym albo nieszczęśliwym lekarzem. Musi on, niezależnie od ogromnej wiedzy, którą niczym wielbłąd jest objuczony, zachować stale młodzieńczą świeżość umysłu. Musi, obracając się często pośród blagi i szarlatanerii, wystrzegać się ich i pozostać zacnym człowiekiem. Medycyna mu powinna zastąpić wszystko. Musi być ona jego wyznaniem i polityką. Jego szczęściem i nieszczęściem”2.
W czerwcu 1919 roku Sokołowski został mianowany profesorem honorowym medycyny wewnętrznej UW, a od następnego roku akademickiego rozpoczął pierwsze na ziemiach polskich wykłady z ftyzjatrii. W swojej pierwszej prelekcji wyjaśnił studentom, dlaczego wystarał się dla nich o rozpoczęcie dodatkowego kursu z nauki o suchotach płucnych: „W klinice wewnętrznej spotykaliście panowie chorych dotkniętych suchotami płucnymi, najczęściej w ostatnim okresie tej choroby będących, ludzi nad wyraz nieszczęśliwych, którym niestety sztuka lekarska może jedynie łagodzić ich cierpienie, a szpital dać im przytułek. Chorzy więc ci wzbudzają w słuchaczu bardziej litość, aniżeli interes naukowy. Poza tą jednakże liczną falangą istnieją całe legiony chorych dotkniętych suchotami w różnych okresach choroby, którzy nie tylko nie zalęgają szpitali, lecz przeciwnie, żyją pozornie życiem normalnym, a większość ich, szczególnie ludności biednej, proletariackiej, pracuje nieraz z wielkim wysiłkiem wśród lichych warunków na chleb powszedni dla siebie i swoich bliskich – pracują na kształt konia pociągowego, który pada wśród ostatecznego wysiłku w swoim nędznym własnym ognisku, o ile z łaski nie będzie przyjęty na zamarcie do szpitala. Na szczęście nie wszystkich suchotników spotyka ten los nadzwyczaj smutny, gdyż stosunkowo duży z nich procent, nawet wśród nędznych warunków, poprawia się ciągnąc w pozornym niby zdrowiu nieraz całe lata, niektórzy z nich nawet uzyskują zdrowie zupełne, a nawet długowieczność. Jest to więc odrębny świat istot żyjących wśród normalnego społeczeństwa, świat mający swoją odrębną fizjonomię, odrębny nastrój psychiczny, odrębny nieraz sposób życia i zachowania się, a nam medykom należy w pierwszej kolejności poznać ten świat odrębny, gdyż stanowi on olbrzymią ilość jednostek w każdym społeczeństwie, tak wielką, że zapewne panowie sprawy sobie z tego bliżej nie zdawali”3.
Sokołowski kładł duży nacisk na wczesne rozpoznanie gruźlicy i wczesne rozpoczęcie leczenia. Dlatego jeszcze w 1901 roku przy Warszawskim Towarzystwie Higienicznym utworzył Wydział Przeciwgruźliczy, z którego następnie wyrosło w 1908 roku Warszawskie Towarzystwo Przeciwgruźlicze, którego był prezesem. Dzięki jego działaniom w Towarzystwie udało się zorganizować pierwsze warszawskie przychodnie przeciwgruźlicze oraz sanatorium dla ubogich „Leśniczówka” pod Karczewem. Wspierał finansowo wiele przedsięwzięć, których celem było upowszechnianie leczenia gruźlicy wśród ubogiej części społeczeństwa.
Sokołowski był współzałożycielem Warszawskiego Towarzystwa Laryngologicznego, Akademii Nauk Lekarskich oraz innych organizacji naukowych i społecznych oraz dobroczynnych. Był członkiem rzeczywistym (od 1908) i członkiem honorowym (od 1921) Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, członkiem honorowym Krakowskiego Towarzystwa Lekarskiego (od 1911) i Warszawskiego Towarzystwa Lekarskiego (od 1914) oraz wielu innych towarzystw naukowych w Polsce i poza granicami kraju. Czynnie uczestniczył w wielu zjazdach i kongresach międzynarodowych, opublikował ponad 270 prac w języku polskim, niemieckim, francuskim, angielskim, włoskim i rosyjskim. Współpracował lub należał do komitetów redakcyjnych wielu czasopism polskich i zagranicznych. W 1916 roku otrzymał tytuł doktora honoris causa UJ, a w 1922 roku został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Polonia Restituta.
Zmarł w Warszawie 8 marca 1924 roku, a jego pogrzeb na Powązkach zgromadził tłumy warszawian. Ostatnią jego wolą było, aby jego dom przy ul. Śniadeckich w Warszawie został przekazany Uniwersytetowi Warszawskiemu z przeznaczeniem na muzeum ftyzjatrii. Gdy po II wojnie światowej uzdrowisko Gorbersdorf znalazło się w obrębie nowych granic państwa polskiego, zmieniono jego nazwę na Sokołowsko. To spokojne uzdrowisko leży na wysokości 540–600 metrów n.p.m. w dwóch dolinach: Sokołowca (dawniej zwanej Radosnym Jarem) i Dziczego Potoku i jest otoczone ze wszystkich stron stromymi zboczami szczytów Gór Suchych. Do dzisiaj działa jako sanatorium i miejscowość wypoczynkowa.