Władysław Witwicki

Urodzony 30 IV 1878 w Lubaczowie. Studia na uniwersytecie we Lwowie (od 1896), doktorat (1901), później kilkumiesięczne pobyty naukowe w Wiedniu i Lipsku, habilitacja na uniwersytecie we Lwowie (1904). Docent prywatny tamże (1904–1919), nauczyciel szkół średnich, profesor UW (1919–1947).

Filozof, psycholog, teoretyk sztuki. Twórca oryginalnych koncepcji psychologicznych, łączony ze szkołą lwowsko-warszawską. Autor niekonwencjonalnych przekładów i komentator dialogów Platona, przyczynił się do popularyzacji filozofii greckiej i kultury antycznej w Polsce.
Członek TNW, prezes Polskiego Towarzystwa Psychotechnicznego (od 1938), członek zarządu Instytutu Psychotechnicznego. Redaktor „Psychotechniki” (1928–1936).
Zmarł 21 XII 1948 w Konstancinie k. Warszawy.

Psychologia. Dla użytku słuchaczów wyższych zakładów naukowych, t. I-II, Lwów 1925–1927; Zarys psychologii, Lwów 1928; Wiadomości o stylach, Lwów 1934; Rozmowa o jedności prawdy i dobra, Lwów 1936; La foi des éclairés, Paryż 1939 (wyd. pol. Wiara oświeconych, Warszawa 1959); Przechadzki ateńskie, Warszawa 1939; List o estetyce, [b.m.] 1947; O widzeniu przedmiotów: zasady perspektywy, Warszawa 1954; Pogadanki obyczajowe, Warszawa 1957.
Tłumaczenia: Dialogi Platona (m.in. Uczta, Lwów 1909; Fajdros, Lwów 1918; Eutyfron. Obrona Sokratesa. Kriton, Lwów 1920; Państwo I-II, Warszawa 1948; Timaios. Kritias, Warszawa 1951; Protagoras, Warszawa 1958); Lukian z Samosaty, Dialogi wybrane, Wrocław 1949; Dobra Nowina według Mateusza i Marka, Warszawa 1958.

A. Nowicki, Witwicki, Warszawa 1982; T. Rzepa, Psychologia Władysława Witwickiego, Poznań 1991.

WŁODZIMIERZ OLSZANIEC

WŁADYSŁAW WITWICKI

1878–1948

 

Tłumacz Platona

Władysław Witwicki urodził się 30 kwietnia 1878 roku w rodzinie szlacheckiej w Lubaczowie koło Cieszanowa (ówczesne przemyskie), ale już od 1880 roku mieszkał we Lwowie. Po ukończeniu gimnazjum klasycznego, które dało mu solidne humanistyczne wykształcenie i dobrą znajomość greki, zapisał się w 1896 roku na Uniwersytet Lwowski. Studiował m.in. filozofię i psychologię pod kierunkiem Kazimierza Twardowskiego, a ukoronowaniem tych studiów był doktorat uzyskany w 1901 roku na podstawie rozprawy zatytułowanej Analiza psychologiczna ambicji. Był zresztą pierwszym wypromowanym przez Twardowskiego doktorem.

Zaraz po doktoracie Witwicki odbył wyjazdy naukowe na Uniwersytet Wiedeński, gdzie był słuchaczem Aloisa Höflera, i Uniwersytet Lipski, gdzie studiował u słynnego Wilhelma Wundta. Podczas studiów w Wiedniu po raz pierwszy zetknął się z tekstem Platońskiej Uczty, której lektura go zachwyciła („jest to rzecz cudowna, ten dialog”, pisał do swojego mistrza w liście z 14 czerwca 1902 roku). Od tej pory Platon stał się jego ulubionym filozofem. Zaledwie dwa lata później, na seminarium filozoficznym Twardowskiego, Witwicki odczytał obszerne partie Uczty we własnym tłumaczeniu. Ukończony przekład ukazał się w roku 1909, w wydawnictwie, nomen omen, „Symposion”.

Habilitację Witwicki uzyskał na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Lwowskiego w 1904 roku na podstawie rozprawy Analiza psychologiczna objawów woli. Wydawałoby się, że powinien być to początek świetnej kariery uniwersyteckiej, tak się jednak nie stało. Witwicki nie znalazł stałego zatrudnienia na macierzystym Uniwersytecie Lwowskim i przez najbliższe piętnaście lat prowadził tu zajęcia jedynie jako prywatny docent, jednocześnie pracując jako nauczyciel filozofii, przyrody i rysunku w szkołach średnich. Możliwe, że – jak przypuszcza Teresa Rzepa, badaczka szkoły lwowsko-warszawskiej – Witwicki rozczarował Twardowskiego naukowo, nie przyłączając się do żadnego z liczących się w psychologii nurtów. Na ochłodzenie relacji między mistrzem a uczniem mogły wpłynąć także sprawy osobiste: Witwicki rozwiódł się i ponownie ożenił, zmieniwszy uprzednio wyznanie z rzymsko-katolickiego na ewangelicko-reformowane, czym ściągnął na siebie niechęć rodziny i przyjaciół.

Przełomem w karierze naukowej Witwickiego była nominacja na profesora nadzwyczajnego na Uniwersytecie Warszawskim. 1 kwietnia 1919 roku objął Katedrę Psychologii UW, zwolnioną po śmierci Edwarda Abramowskiego, a półtora roku później, 1 października 1920 roku, został profesorem zwyczajnym UW. Na tym stanowisku pozostał, z przerwą w latach wojennych, do 1947 roku, kiedy przeszedł w stan spoczynku. Zatrudnienie na Uniwersytecie Warszawskim oznaczało dla Witwickiego powrót do pracy naukowej w dziedzinie psychologii; wcześniej z konieczności dużo czasu poświęcał działalności popularnonaukowej i publicystycznej, drukując między innymi recenzje z wystaw plastycznych. Wreszcie mógł w pełni poświęcić się badaniom i dydaktyce. Jako profesor z pensum 20 godzin tygodniowo, wykładał, prowadził seminaria i intensywnie publikował. Wykłady, w których robił użytek ze swoich zdolności plastycznych, objaśniając przy pomocy rysunków konkretne zagadnienia psychologiczne (np. widzenie barw czy złudzenia optyczne), cieszyły się ogromnym powodzeniem. Jak wspominali uczniowie Witwickiego, VII Audytorium na drugim piętrze Pałacu Kazimierzowskiego było zawsze wypełnione po brzegi. Udział w seminariach Witwickiego nobilitował, ponieważ dopuszczał on do nich tylko wybranych studentów, którzy spełnili warunki wstępne – zaliczyli kolokwium z kursu psychologii i egzamin z języka niemieckiego, który Witwicki przeprowadzał osobiście. Chętnych nie brakowało, a ukończenie studiów u Witwickiego, który szybko zaczął uchodzić za najwybitniejszego polskiego psychologa swoich czasów, było znakomitą rekomendacją dla absolwenta.

Krótko po objęciu katedry na Uniwersytecie Warszawskim Witwicki doszedł do wniosku, że największym utrudnieniem w dydaktyce jest brak polskiego podręcznika dla studentów psychologii. Odpowiedzią na tę potrzebę była jego dwutomowa Psychologia. Dla użytku słuchaczów wyższych zakładów naukowych (tom I – 1925, tom II – 1927), która doczekała się czterech wydań i przez lata stanowiła podstawę kształcenia psychologicznego na polskich uniwersytetach. Autor podręcznika pominął wprawdzie niektóre ważne nurty w psychologii, uważał jednak, że dostarcza on całości niezbędnej studentom wiedzy psychologicznej. Obok tej najpożyteczniejszej ze względów dydaktycznych publikacji, lata pracy w UW przyniosły rozprawy naukowe przede wszystkim z dziedziny psychologii (na co wskazuje bibliografia prac zamieszczona w Księdze Pamiątkowej z 1935 roku), zawierające założenia najważniejszych teorii Witwickiego.

Wyróżnia się wśród nich teoria kratyzmu (od gr. krátos – „siła, moc”), nieco dziś zapomniana. Jej zalążki pojawiły się jeszcze w okresie lwowskim; w pracy doktorskiej Witwicki pisał na przykład, że człowiek ambitny nie znosi „poczucia własnej niemocy”. Uczony pragnął „stworzyć teorię psychologiczną, która by porządkowała, tłumaczyła i w jakąś całość objęła pewne fakty doświadczenia wewnętrznego, żadną dotąd teorią nie powiązane” (W. Witwicki, Z psychologii stosunków osobistych). Fakty te, czyli rozmaite złożone stany uczuciowe, wytłumaczył dążeniem do poczucia mocy, które uznał za naczelną tendencję kierującą życiem psychicznym człowieka. Między ludźmi panuje rywalizacja, walka o to, by nie zostać poniżonym, ale być przynajmniej równym innym ludziom, dlatego każdy pragnie zyskać poczucie siły, które chroni go przed poniżeniem. Dążenie do takiej siły jest według Witwickiego jednym z głównych motywów ludzkiego działania. O tym, jak bardzo utożsamiał się ze swoją teorią, świadczy fakt, że lubił siebie nazywać z grecka „Kratoklesem” (podpisywał się tak w listach do przyjaciół).

Mający wyraźne nietzscheańskie inspiracje kratyzm nie jest dziś jednak uważany za najważniejsze osiągnięcie Witwickiego, za sprawą podobieństw do koncepcji innych uczonych, zwłaszcza do teorii Alfreda Adlera (dla którego głównym motorem ludzkiego działania jest dążenie do górowania nad innymi, do zyskiwania coraz większej mocy życiowej). Za oryginalny i twórczy wkład do psychologii uważa się natomiast jego analizę uczuć heteropatycznych, czyli przeżywanych ze względu na stosunek do innych ludzi (w których, wedle definicji Witwickiego, „lgniemy do drugich istot, pojmowanych jako istoty żywe, albo się odwracamy, odnosimy się do nich dodatnio lub ujemnie”) oraz ich klasyfikację na podstawie „odczucia mocy życiowej” jednostki, którą napotykamy, oraz jej wrogiego lub przyjaznego nastawienia do nas. Analiza ta, zajmująca ponad sto stron drugiego tomu Psychologii, była owocem żmudnych i systematycznych obserwacji oraz opracowania bogatego materiału badawczego. Staranność w jego gromadzeniu i wszechstronność analiz cechowały niezmiennie twórczość naukową Witwickiego.

Zagadnieniem, któremu Witwicki poświęcał szczególnie dużo uwagi w okresie pracy na Uniwersytecie Warszawskim, była psychologia religii. Interesował go problem wiary religijnej ludzi wykształconych, a owocem jego analiz w tym zakresie była książka Wiara oświeconych, którą uważał za dzieło swojego życia. Sam Witwicki utracił wiarę bardzo wcześnie, w latach gimnazjalnych, co przypisywał przymusowi praktyk religijnych w dzieciństwie oraz upokarzającemu traktowaniu przez księży i nauczycieli katechizmu (wspomina o tym w późniejszej Ankiecie w sprawie utraty wiary religijnej). Dlatego już we wczesnej młodości zajął stanowisko racjonalistyczne, głosząc kult rozumu i wierząc w jego siłę. Chrześcijaństwu i jego tradycji był raczej niechętny: w jednym z listów prywatnych, napisanych w wigilię Bożego Narodzenia, określa ten dzień jako najprzykrzejszy w roku i „straszny czas”, kiedy „każdy gdzieś żre i pije i próbuje dzieci nabierać aniołkami, w które sam nie wierzy”. Witwicki postanowił dać odpowiedź na pytanie, dlaczego ludzie „oświeceni”, czyli wykształceni, mogą trwać przy przekonaniach religijnych niezależnie od wątpliwej struktury logicznej tych przekonań i ich niezgodności z twierdzeniami, które da się naukowo udowodnić – a które ci sami ludzie uznają przecież za prawdziwe. W Wierze oświeconych wyjaśnia tę niekonsekwencję: ludzi wierzących mianowicie nie dotyczy psychologiczna zasada sprzeczności mówiąca, że „trudno jest człowiekowi przytomnemu przeżywać dwa sprzeczne przekonania równocześnie i świadomie”, ponieważ nie są oni przytomni, czyli zdolni do krytycznego myślenia i zajmowania postawy naukowej, jeśli chodzi o sprawy wiary. Z powodu krytycznego stosunku do religii książka, ukończona w 1935 roku, nie mogła znaleźć w Polsce wydawcy; Witwicki opublikował ją więc we Francji (La foi des éclairés, Paryż 1939, przekład Izydory Dąmbskiej). W tym samym roku bojówki narodowe manifestowały swoją niechęć do Witwickiego – ateisty i „żydowskiego pachołka” – próbując wedrzeć się do Zakładu Psychologii UW. Uczony przyjął to z wielkim rozgoryczeniem, jako osobliwy wyraz „wdzięczności” za trzydzieści lat pełnej poświęcenia pracy dla Uniwersytetu. Polski oryginał Wiary oświeconych ukazał się dopiero w 1959 roku w Państwowym Wydawnictwie Naukowym; wcześniej Kazimiera Jeżewska, uczennica Witwickiego, starała się bezskutecznie wydać książkę w katolickiej oficynie „Pax”, aby władze nie mogły jej wykorzystać jako narzędzia w walce z sekowaną wówczas przez siebie religią.

W obszarze zainteresowań psychologią religii pozostaje również komentowany przekład Ewangelii według św. Mateusza i św. Marka (Dobra Nowina według Mateusza i Marka, Warszawa 1958). Witwicki potraktował tekst święty jako zapis procesów psychicznych przeżywanych przez postacie występujące w tym tekście, podejmując próbę rekonstrukcji psychiki Jezusa Chrystusa. Rezultatem jest portret psychologiczny Chrystusa jako człowieka o rozdwojonej jaźni, reprezentującego typ „schizotymiczny”, zbliżony do schizofrenicznego. Sam przekład zaś zawiera cechy charakteryzujące wszystkie bodaj tłumaczenia Witwickiego ze starożytnej greki: osobliwą manierę stylistyczną, która pozwala rozpoznać tłumacza po lekturze kilku ledwie akapitów.

Maniera ta najlepiej widoczna jest w przekładach z Platona. W stopniu większym niż jakakolwiek inna praca naukowa zapewniły one Witwickiemu ważne miejsce w XX-wiecznej polskiej humanistyce. Witwicki tłumaczył też Lukiana (Dialogi wybrane, Wrocław-Warszawa 1949), Homera (XXII księga Iliady) i innych starożytnych pisarzy greckich – w tym, we fragmentach, Sofoklesa, Anakreonta, Arystofanesa i Heraklita, a także Arystotelesa (przekłady pism O pamięci i przypominaniu sobie i O marzeniach sennych, które spłonęły podczas wojny); jednak to Platon był pisarzem, który zajmował go przez większość życia, od pierwszych prób przekładu Uczty (1904) do książki Platon jako pedagog (1947) i tłumaczenia siedmiu pierwszych ksiąg Praw (1948). Witwicki przełożył dwadzieścia cztery dialogi, zaopatrując je we wstępy i komentarze o charakterze psychologicznym, zawierające analizę psychologiczną bohaterów, a także ilustracje – w sumie około 120 – które sugerowały czytelnikom sposób widzenia świata opisywanego przez Platona, zwłaszcza postaci Sokratesa występującej na połowie z nich. Ilustracje te wydają się dość nieporadne, choć sam Witwicki nie uważał się za laika w dziedzinie sztuk plastycznych: w latach studenckich uczęszczał na uczelnie artystyczne w Wiedniu i we Lwowie, ponadto pobierał prywatne lekcje rysunku u malarza Karola Młodnickiego.

Oprócz ilustracji Witwicki projektował też okładki książek, ekslibrisy i dyplomy honorowe, własnoręcznie wykonywał tablice i pomoce naukowe dla Zakładu Psychologii Naukowej UW. Za medal ku czci Kazimierza Twardowskiego otrzymał nagrodę na wystawie w Paryżu. Był autorem prac z dziedziny estetyki, historii sztuki i teorii malarstwa, których część wyszła pośmiertnie (Wiadomości o stylach, 1934; List o estetyce, 1947; O widzeniu przedmiotów. Zasady perspektywy, 1954; Anatomia plastyczna, 1960); był wreszcie krytykiem sztuki, bardzo płodnym zwłaszcza w okresie lwowskim, kiedy to publikował recenzje z wystaw. Były to teksty kontrowersyjne, ze względu na staroświeckie poglądy ich autora na sztukę. Witwicki mianowicie nie akceptował sztuki nowoczesnej, za podstawowe kryterium oceny uznając podobieństwo obrazu do przedstawionego przedmiotu; dlatego doceniał jedynie tych artystów, którzy potrafili, jak np. Wojciech Kossak, realistycznie namalować konia czy człowieka, w przeciwieństwie do większości malarzy współczesnych, których dzieła określał jako „nieinteresujące treścią i nieprawidłowe formą plamy farb na płaskich podłożach”. „[...] bo w Paryżu – pisał dalej – już od wojny rosyjscy Żydzi i Moskale malują tak, jak nieudolne dzieci umiały malować wszędzie i zawsze”. Stwierdzenia te, nacechowane typową dla Witwickiego-krytyka kategorycznością osądu (potrafił na przykład nazwać wiersze Słowackiego „plecionką słów”), pochodzą z broszury, w której polemizował z krytyczną recenzją wystawy Jana Styki autorstwa Tadeusza Boya Żeleńskiego (O pewnej psychologii sukcesu. W związku z artykułem Boya o pewnej wystawie Styków, Warszawa 1930). Broszura doczekała się riposty Antoniego Słonimskiego w „Kronikach tygodniowych”. Wybitny krytyk nie mógł uwierzyć, że tak infantylne sądy pochodzą od profesora uniwersytetu i określił tekst Witwickiego jako „niezmiernie ciekawy okaz dętologii przybranej w pretensjonalne i pseudo naukowe formy”; autora zaś jako psychologa, który „nie wie, co to jest malarstwo i nie ma pojęcia o fachowych kryteriach w tej dziedzinie” i który „lubuje się w tandecie malarskiej”. Druzgocący osąd Słonimskiego dotyczył również wspomnianych ilustracji książkowych Witwickiego („stronice jego książek zeszpecone są nieudolnymi winietami tego amatora malarstwa”).

Od ilustracji do Platona ważniejsze są jednak jego przekłady. Ich ocena jest dużo trudniejsza, ponieważ, mimo niezaprzeczalnych walorów literackich, budziły zawsze zastrzeżenia, głównie natury stylistycznej. Witwicki mianowicie naśladował kolokwialność Platońskich dialogów w sposób nie zawsze udany: potoczność stylu jego tłumaczeń jest w stosunku do oryginału przerysowana, nawet karykaturalna. Ich rubaszność i ludowość „wulgaryzuje” Platona, dostarczając czytelnikom fałszywego obrazu ateńskiej elity intelektualnej, nieposługującej się przecież, nawet w spontanicznych codziennych rozmowach, jakąś ludową gwarą. Podobnie oceniano styl komentarzy Witwickiego, niekiedy też rażących swoją naiwnością. Do tych mankamentów doszło używanie anachronizmów, nieprzemyślane dobieranie odpowiedników partykuł greckich, przede wszystkim jednak brak precyzji terminologicznej. Doprowadziło to do takich interwencji, jak poprawienie przez Henryka Elzenberga nieścisłości w przekładzie Eutydema (Warszawa 1957). Mimo wszystkich zastrzeżeń, tłumaczenia Witwickiego należy uznać za świadectwo swoistego smaku jego epoki i istotny dorobek polskiej kultury filozoficznej – jak ujął to w szkicach o Platonie Witwickiego Juliusz Domański, przekonany o sensowności wznawiania tych przekładów, pod warunkiem wszakże opatrzenia ich odpowiednim komentarzem filologicznym i historyczno-filozoficznym.

Swobodne potraktowanie tekstu Platona przez Witwickiego brało się z jego poczucia dużych możliwości pisarskich, a w jeszcze większym zapewne stopniu z przeświadczenia o szczególnej, bardzo bliskiej zażyłości ze starożytnym filozofem, zrodzonej przez lata obcowania z jego dziełami. Tak bliskiej, że Witwicki wyobrażał sobie, iż podczas tłumaczenia Platon zamieszkiwał w nim i przez niego przemawiał („Platon mówi moimi ustami” – pisał w jednym z listów), traktując tłumacza jako rodzaj medium pośredniczącego w komunikowaniu swojej nauki. Jest jasne, że takie poczucie czyniło Witwickiego odpornym na krytykę jego wizji Platońskiego świata. Gdy w 1930 roku Polskie Radio zaczęło nadawać dialogi Platona w formie słuchowisk, w których w Sokratesa wcielali się na zmianę Aleksander Zelwerowicz i Stefan Jaracz, zgorszony ich interpretacją Witwicki zagroził zakazem dalszego używania swoich tłumaczeń, o ile on sam nie będzie mógł ich czytać. O Jaraczu – Sokratesie z radiowej wersji Apologii – napisał wtedy, że przemawia „głosem i tonem bezzębnego Mazura spod Płocka, który główki kapusty przywiózł na targ do Warszawy i mądruje się na Placu Kercelego”, zarzucając jego interpretacji „ludowość”, jak gdyby nie dostrzegał, że mógł tę ludowość zasugerować styl jego tłumaczenia.

Witwicki wiedział lepiej, jaki był Sokrates, ponieważ po wielu latach obcowania z bohaterem Platona zaczął się z nim utożsamiać i naśladować jego zachowanie. Jak Sokrates, był nieco ironiczny w obyciu, słynął jako trudny dyskutant, który zbijał argumenty przeciwnika kierując go jednocześnie ku upatrzonemu celowi. Formę Platońskiego dialogu mają niektóre pisma Witwickiego (np. Rozmowa o jedności prawdy i dobra, Lwów 1936). Ich autor z całkowitą powagą w kwestionariuszu osobowym deklarował obywatelstwo „grecko-łacińskie”: świat starożytny był dla niego ojczyzną z wyboru. Nic więc dziwnego, że przydomkiem „Sokrates” nazywali go studenci. Był jedną z wielkich indywidualności Uniwersytetu okresu międzywojennego, wykładowcą cenionym za oryginalną osobowość i wysoki poziom seminariów. Z ulubionymi uczniami (należeli do nich, między innymi, Kazimiera Jeżewska, Andrzej Nowicki) nawiązywał przyjacielskie relacje.

Sława Witwickiego w okresie międzywojennym wykraczała jednak poza kręgi uniwersyteckie za sprawą artykułów drukowanych w prasie popularnej, w których uczony propagował przede wszystkim wiedzę o kulturze antycznej i o podstawowych zagadnieniach etyki świeckiej (swoje przemyślenia na tematy etyczne zbierze Witwicki w książeczce Pogadanki obyczajowe, wydanej pośmiertnie w 1957 roku). Na łamach czasopism wypowiadał się na temat savoir vivre’u, mody czy tańca. Największy rozgłos miał jednak przynieść Witwickiemu cykl odczytów radiowych poświęconych sztuce greckiej (lata 1938–1939), w których opisywał wrażenia z zakończonej rok wcześniej podróży do Grecji. Prelekcje te, pod tytułem Przechadzki ateńskie, ukazały się w formie drukowanej dopiero po wojnie (1947).

Okres wojenny spędził Witwicki w Warszawie (do 1943), następnie w Konstancinie. Tamże, z uwagi na pogarszający się stan zdrowia, prowadził seminaria i egzaminował aż do przeniesienia na uniwersytecką emeryturę (1 września 1948). Zmarł 21 grudnia 1948 roku.

Psychologia, filozofia, etyka, estetyka, malarstwo i rysunek, a nawet rzemieślnicze majsterkowanie – w postaci Witwickiego uderza wszechstronność. Jego działalność ogarniała w istocie bardzo liczne dziedziny nauki i kultury. Był naukowcem, psychologiem i filozofem, ale uważał się też za artystę, tak jak artystą i jednocześnie filozofem był jego umiłowany Platon, w którego dialogach „nie wiadomo czy więcej [...] nauki, czy więcej sztuki”, jak pisał. Platońskie rozdarcie między sztuką a filozofią dostrzegał też Witwicki w samym sobie. Artystyczne, a nie jedynie naukowe spojrzenie na świat, przesądziło o stylu jego pism, w tym o stylu przekładów z Platona, co może tłumaczyć ich specyfikę i przynajmniej częściowo usprawiedliwiać niedoskonałości. I chociaż Witwicki nie pozostawił po sobie monumentalnych i przełomowych dzieł naukowych, jego tłumaczenie Platona – od którego i dziś rozpoczynają lekturę pism greckiego filozofa adepci filologii klasycznej i filozofii – zyskało trwałe miejsce w polskiej kulturze.

Wybrana literatura

 

Domański J., Platon Witwickiego. Uwagi o przekładzie, „Studia Filozoficzne” 1984, nr 10, s. 3–10.

Domański J., Władysław Witwicki (1878–1948) jako tłumacz Platona, „Heksis” 1999, nr 3–4, s. 30–41.

Elzenberg H., Wstęp do: Platon, Eutydem, tłum. W. Witwicki, Warszawa 1957.

Nowicki A., Witwicki, Warszawa 1982 (z bibliografią ważniejszych prac Witwickiego i opracowań na jego temat).

Rzepa T., Czy Władysław Witwicki utożsamiał się z Sokratesem, „Studia Filozoficzne” 1988, nr 8, s. 115–130.

Rzepa T., Psychologia Władysława Witwickiego, Poznań 1991.

Rzepa T., Władysława Witwickiego psychologia zaprzepaszczonych szans, „Filozofia Nauki” 1999, nr 3–4, s. 119–130.

Rzepa T., O interpretowaniu psychologicznym w kręgu Szkoły Lwowsko-Warszawskiej, Warszawa 2002.