Jan Niecisław Baudouin de Courtenay
Urodzony 13 III 1845 w Radzyminie. Studia na wydziale historyczno-filologicznym Szkoły Głównej, magisterium tamże (1866); doktorat na uniwersytecie w Jenie (1870), doktorat rosyjski (1870) w Petersburgu; wykładowca uniwersytetu w Kazaniu (1875–1883), prof. nadzwyczajny tamże (1875), wykładowca uniwersytetu w Tartu (Dorpat) (1883–1893), Uniwersytetu Jagiellońskiego (1893–1900) i Uniwersytetu Petersburskiego (1900–1918); profesor UW od 1918, prof. honorowy tamże (1919).
Wybitny językoznawca, specjalista w zakresie dialektów słowiańskich; rozgraniczył pojęcia statyki i dynamiki języka, gdzie pierwsza dotyczy praw jego równowagi, a druga jego historycznej przemiany; wprowadził do nauki pojęcie fonemu. Członek Petersburskiej Akademii Nauk; czynny członek AU (1887), potem PAU; członek TNW (1919); członek Société de Linguistique w Paryżu; doktor honoris causa Uniwersytetu w Kazaniu.
Zmarł 3 XI 1929 w Warszawie.
Einige Fälle der Wirkung der Analogie in der polnischen Declination, Lipsk 1868; Opytfonetiki rezjanskich govorov, 1875; O gramatyce porównawczej języków indoeuropejskich, 1881; Próba uzasadnienia samoistności zjawisk psychicznych na podstawie faktów językowych, Kraków 1904; Zarys historii języka polskiego, Warszawa 1922.
H. Ułaszyn, Jan Baudouin de Courtenay. Charakterystyka ogólna uczonego i człowieka (1845–1929), Poznań 1934; Baudouin de Courtenay J. [w:] PSB, t. I, Kraków 1935, s. 359–362; „Przegląd Humanistyczny” 1968, nr 2, s. 141–156.
Historia rodu Baudouin de Courtenay w Polsce zaczyna się w XVIII wieku. Jeden z Baudouinów przybył za Augusta II i otrzymał rangę pułkownika artylerii. Bratem tego pułkownika był sławny ksiądz Boduen, założyciel szpitala Dzieciątka Jezus w Warszawie. Ojciec Jana był oficerem wojsk polskich, a po upadku powstania listopadowego geometrą. Tradycja rodu sięgała bardzo daleko: jeden z jego protoplastów był w XI wieku królem Jerozolimy. Tej tradycji Jan Baudouin de Courtenay nie podkreślał, ale się też jej nie wypierał – pokazywał mi kiedyś jakąś książkę francuską zawierającą informacje historyczne o jego przodkach. W jednym z pokojów jego mieszkania przy ul. Smolnej 28 wisiał na ścianie dyplom honorowy wystawiony na imię Gaspard Baudouin de Courtenay z podpisem Napoleona (literą N) i słowami: „A ses compagnons de gloire sa dernière pensée!”. Napoleońska tradycja musiała w dzieciństwie musnąć świadomość Jana: z czasów, gdy miał on około dziewięciu lat, dochowały się jego kolorowe rysunki przedstawiające żołnierzy napoleońskich różnych formacji, zwłaszcza konnych (pokazywała mi je córka Baudouina de Courtenay, p. Ewelina Małachowska).
Jan Baudouin de Courtenay urodził się w Radzyminie dnia 13 marca 1845 roku, szkołę średnią ukończył w roku 1862, po czym wstąpił do Szkoły Głównej i w roku 1866 uzyskał stopień magistra nauk historyczno-filologicznych. Interesujące wspomnienia o Szkole Głównej ogłosił Baudouin w broszurze pt. Rok 1863 a Szkoła Główna Warszawska (Moskwa 1916). Stwierdzał w tej broszurze, że znaczną większość młodzieży studiującej w Szkole Głównej stanowili zwolennicy Wielopolskiego. Sam autor nie był zwolennikiem powstania jako przeciwnik przelewu krwi, o czym wspominał między innymi w przemówieniu wygłoszonym w Warszawie w roku 1921 w czasie uroczystości zorganizowanej przez Towarzystwo Naukowe Warszawskie z racji pięćdziesięciolecia pracy naukowej Baudouina. Po otrzymaniu dyplomu magistra dwa lata spędził Baudouin w Europie Zachodniej, w Pradze, Jenie i Berlinie jako stypendysta rosyjskiego ministerstwa oświaty. Pracował wówczas głównie nad sanskrytem. W roku 1870 uzyskał w Lipsku stopień doktora filozofii na podstawie swej słynnej rozprawy O języku staropolskim sprzed wieku XIV (O driewniepolskom jazykie do XIV stoletija). Znamienny dla epoki historycznej splot faktów: autor Polak, przedmiot pracy – język staropolski, sama praca pisana w języku rosyjskim, a wydana w Niemczech w Lipsku. W tej pierwszej większej pracy Baudouina ukazał się od razu lwi pazur autora: obok drobiazgowej, pedantycznej dokładności i ścisłości książkę cechuje dążność do formułowania tez ogólnych, do hierarchizowania zagadnień i do niepoprzestawania na bezmyślnym przyczynkarstwie, którego Baudouin w całej swej późniejszej działalności naukowej nigdy nie uprawiał (nie znaczy to, że opracowywanie przyczynków nie jest w nauce pożądane: jest ono konieczne, i tylko przyczynkarstwo bezmyślne, „krochoborstwo”, jak mówią Rosjanie, walka z okruszynami, drobnowidztwo, to znaczy widzenie samych szczegółów bez tła i perspektyw, nie posuwa nauki naprzód).
W roku 1875 zostaje Baudouin profesorem Uniwersytetu Kazańskiego, w roku 1883 przenosi się do Dorpatu, w dziesięć lat później otrzymuje zaproszenie na katedrę w Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Tu staje się jednym z głównych inicjatorów opracowania słownika staropolskiego. Ale do ówczesnej atmosfery tamtejszej namiętny, bojowy, bezkompromisowy Baudouin de Courtenay bardzo nie pasował. Oburzony na tzw. fałszywą fasję mieszkaniową, to znaczy na składanie przez lokatorów fałszywych zeznań co do wysokości czynszów mieszkaniowych (na czym zarabiał właściciel domu), Baudouin ogłosił w jednym z lewicowych pism krakowskich gwałtowny artykuł, który zakończył słowami, że wszyscy mieszkańcy miasta, witając się lub żegnając mogą sobie mówić: ja jestem złodziej, pan jesteś złodziej i możemy sobie tego nawzajem pogratulować. Artykuł wywołał burzę. Stanisław Głąbiński, późniejszy filar stronnictwa Narodowej Demokracji, w przemówieniu publicznym nazwał autora artykułu wariatem, co mu Baudouin do końca życia pamiętał. Gdy po siedmiu latach od chwili zaangażowania Baudouina do Uniwersytetu Jagiellońskiego wygasł kontrakt, nie został on już przez wiedeńskie ministerstwo oświaty odnowiony mimo pozytywnego wniosku Uniwersytetu. Baudouin musiał opuścić Kraków. W archiwum Maticy Slovenskej w Turczańskim Sv. Martinie znajduje się karta pisana przez Baudouina do Skultetego w związku z wyjazdem z Krakowa; pisze on w niej – co trochę dziwi – że dla niego samego jest to może nawet lepiej, ale Uniwersytet Jagielloński pozostaje bez slawisty. Z Krakowa udał się Baudouin do Petersburga, gdzie wykładał na uniwersytecie do roku 1918, z trzymiesięczną przerwą w roku 1915, gdy znalazł się w carskim więzieniu (w tzw. Krestach) za ogłoszoną przez siebie w języku rosyjskim broszurę pt. Nacijonalnyj i tierritorialnyj priznak w awtonomii. Broszura nie była właściwie rewolucyjna, ale dotyczyła tematów zakazanych w Rosji carskiej.
W roku 1918 Baudouin przyjeżdża do Warszawy, by tu objąć na Uniwersytecie katedrę językoznawstwa porównawczego. W swym wykładzie inauguracyjnym mówi m.in. o tym, że Polska odradza się jako państwo nie po to, „żeby się stać jedną z hien imperialistycznych”, wywołując tym powiedzeniem gwizdy jednej, oklaski drugiej części słuchaczów. Na katedrze warszawskiej pozostaje Baudouin do końca życia, nieustannie czynny mimo już sędziwego wieku, na wykładach i ćwiczeniach uniwersyteckich urzekający bezpośredniością i żywością myśli, w wystąpieniach publicznych (do których czasem pchały go temperament i zadzierżystość, nawet ze szkodą dla jego pracy naukowej, a bez pożytku dla spraw innych, bo Baudouin nie był politycznym działaczem – realizatorem) bojowy, unoszący się, gwałtowny, w stosunkach natomiast osobistych z ludźmi ujmująco delikatny, dobry, wyrozumiały, życzliwy.
O tych cechach Baudouina świadczy następujący, bardzo dla niego charakterystyczny epizod. W roku 1925, czy też 1926, na jednym z zebrań Koła Warszawskiego Towarzystwa Miłośników Języka Polskiego, którego Baudouin był przewodniczącym, wygłosił referat Józef Birkenmajer, tłumacz, poeta, erudyta, autor m.in. rozprawy o pieśni Bogurodzica (poległy w obronie Warszawy w Cytadeli we wrześniu 1939 roku). Odczyt odbywał się w gmachu głównym (Pałacu Kazimierzowskim) Uniwersytetu, w ówczesnym audytorium III – im. rektora Józefa Brudzińskiego. Prelegent mówił na temat: „Żeromski jako lingwista”. Miał, niestety, bardzo niewyraźną dykcję i źle go było słychać. Baudouin siedział w pierwszym rzędzie i z początku usiłował słuchać, pochylając się i przykładając dłoń do ucha, potem machnął ręką i siedział nieruchomo, z trochę ostentacyjną rezygnacją. Gdy Birkenmajer skończył, Baudouin jako przewodniczący zajął miejsce na katedrze i zwracając się do obecnych, powiedział: „Otwieram dyskusję, ale jaka tu może być dyskusja! Ja siedziałem w pierwszym rzędzie i nic nie słyszałem, a cóż dopiero inni, siedzący dalej! To, co zrobił pan Birkenmajer, jest antyspołeczne. Myśmy tu przyszli po to, żeby się czegoś dowiedzieć o Żeromskim jako lingwiście, tymczasem zmarnowaliśmy czas, bo prelegent tak mówił, że nic nie było słychać”. Słowa te wypowiedziane były ostrym, podniesionym głosem. Zrobiło mi się trochę nieprzyjemnie z powodu prelegenta, więc chociaż słyszałem niewiele, poprosiłem o głos i powiedziałem parę słów dla pokazania, że jednak coś do słuchaczy dotarło. Z tych samych prawdopodobnie pobudek zabrało głos jeszcze parę osób. Po ostatnim głosie w dyskusji Baudouin oświadczył: „Dyskusja jednak się odbyła. Widzę, że się myliłem. Mnie poniosła namiętość, a w moich latach – tu mówiący wzniósł oczy do nieba – już nie trzeba być namiętnym. Ja przepraszam profesora Birkenmajera za to, co powiedziałem” – tu trochę pochylając głowę zwrócił się do Birkenmajera, który szybko wstał i podszedł do Baudouina, żeby mu uścisnąć rękę. Na sali rozległy się oklaski. Wśród tych, którzy Baudouina znali osobiście, nie było chyba takich, którzy by nie mieli dla niego żywego uczucia przywiązania.
W dziedzinie ścisłej nauki Baudouin de Courtenay pozostawił po sobie głęboki i trwały ślad. Był – obok Schuchardta – zdecydowanym przeciwnikiem doktryny tzw. młodogramatyków, która stanowiła niemal urzędowe wyznanie wiary znacznego odłamu językoznawstwa końca XIX wieku, a której refleksy, do dziś nieprzezwyciężone, jeszcze tu i ówdzie w nauce pokutują. Baudouin nie uznawał „bez wyjątkowych, działających ze ślepą koniecznością” praw głosowych, twierdząc, że prawa głosowe mogą być najwyżej „substytutami kryjących się za nimi praw psychicznych”. Interesował go zawsze żywy człowiek, którego natury nie można szufladkować. Całe językoznawstwo traktował jako swoistą odmianę wiedzy o człowieku, jako w pewnym znaczeniu część ogólnej antropologii. Ostro powstawał przeciwko metaforycznym porównywaniom języka do organizmu i ironicznie się odzywał o wszelkich teoriach zbiorowych dusz i zbiorowych świadomości, jako też o naukach mających za przedmiot te fikcyjne pojęcia (na tej podstawie krytykował założenia i sam tytuł dzieła Wundta – Völkerpsychologie). W poglądzie na język jednostkowy jako na jedyny język konkretny i rzeczywisty tkwiły, obiektywnie mówiąc, zalążki pewnych nieporozumień.
W dziedzinie tzw. psychofonetyki (jest to termin nieco niefortunny) wypowiedział Baudouin szereg myśli, które dziś dopiero – w nie zawsze udatnej redakcji – zostają wyzyskiwane i szerzone.
W kwestii pochodzenia języka Baudouin de Courtenay skłonny był przypuszczać raczej poligenezę, czyli wielość początków, niż monogenezę – jedność początku – i sądził, że również rodzaj ludzki mógł mieć kilka początków, to znaczy, że w różnych miejscach kuli ziemskiej i w różnych epokach mogły, niezależnie od siebie, powstawać ugrupowania istot społecznych i obdarzonych mową.
W ewolucji języków rolę bardzo ważną gra według Baudouina fakt, że dzieci przejmując język otoczenia, z konieczności odchylają się w pewnym stopniu od przejmowanych wzorów. Innym ważnym czynnikiem zmian językowych jest dążność do wygody, do najmniejszego wysiłku.
Wszystkie języki narodowe i plemienne powstały przez mieszanie się, a w podobny sposób tworzą się również „języki jednostek” (z tego punktu wynikają ważne konsekwencje teoretyczne). Niektóre cechy dają się wyjaśnić jako wynik historycznego pomieszania samych plemion, czyli zmianami podłoża etnicznego.
W językach indoeuropejskich daje się zauważyć stopniowe przesuwanie się artykulacji od głębi jamy ustnej ku jej przodowi. Baudouin de Courtenay widział w tym objaw „człowieczenia” mowy. Jako przykład nawrotu do stanu barbarzyństwa przytaczał chrapliwą gardłowość głosu pruskiego lejtnanta w momencie, gdy wyrzuca z siebie słowa komendy wojskowej.
Możność wykrycia ogólnych praw życia i rozwoju języka widział Baudouin w prowadzeniu ścisłych badań opartych na indukcji.
W tych ogólnikowych, referujących sformułowaniach myśli Baudouina bledną, bo są wyrywane z podłoża faktów, do których wyjaśnienia służą i poza których sferą nie mają racji bytu. Każdą myśl ogólną Baudouin wcielał w badanie konkretnych szczegółów życia języka. Nie pracował nigdy bez jasno sformułowanych pytań, zawsze zdawał sobie z tego sprawę, nad czym pracuje i po co. Jego „myślenie naukowe” było zaprzeczeniem wszelkiej celebracji, było trzeźwym, ostrym, wnikliwym i bystrym, powszednim myśleniem o rzeczach. W polemice z kimś, kto się powoływał na „naukę” (zasłanianie się tym wyrazem najczęściej charakteryzuje niemoc umysłu), Baudouin odpowiedział, że „takiej pani nie zna” i nie wie, gdzie jej szukać. Ten brak koturnów, ta bezpośredniość i żywość myśli stanowiły nieodparty urok naukowego obcowania z Baudouinem de Courtenay.
Stosunek do zagadnień społecznych, narodowych i politycznych opierał Baudouin na poczuciu sprawiedliwości i logicznym myśleniu, uważając „miłość bliźniego” za obłudny frazes. Państwo traktował jako organizację mającą zaspokajać i regulować czysto ziemskie, materialne potrzeby wszystkich obywateli, bez żadnej różnicy narodowości, rasy, wyznania i poglądów politycznych. Dlatego też był zwolennikiem zupełnego oddzielenia Kościoła od państwa, w myśl zasady ne misceantur sacra profanis (sacra oczywiście nie z jego punktu widzenia) oraz z tego powodu, żeby nie zmuszać ludzi do płacenia podatków za rzeczy, których potrzeby nie uznają. W sprawach wszelkich przekonań osobistych żądał dla wszystkich najzupełniejszej tolerancji, dokładając wysiłków, aby wolnomyśliciele, do których należał, nie grzeszyli również przeciw tym zasadom.
W imię poczucia sprawiedliwości występował zawsze i wszędzie w obronie uciśnionych, zastrzegając się często, że nie czyni tego przez subiektywną sympatię do bronionych, lecz z pobudek ogólnoludzkich. W czasie wyborów prezydenckich w roku 1922 przez mniejszości narodowe wysunięta została manifestacyjnie kandydatura Baudouina na prezydenta państwa (jak mówił, bez jego wiedzy). Padło na nią 105 głosów. Raz jeden wystąpił Baudouin jako obrońca katolicyzmu, domagając się od carskich urzędów uwzględnienia w paszporcie pewnej kobiety z ludu, Polki, że jest katoliczką, a nie prawosławną, chociaż sam, mając kiedyś podać do urzędowej rubryki, jakiego jest wyznania, podał „swego własnego”.
Był zasadniczym przeciwnikiem wszelkiego przelewu krwi i wszelkiej wojny, w której widział tylko fizyczną śmierć istot ludzkich, ruinę krajów biorących w niej udział, nieszczęścia osieroconych rodzin. Obchodził go los każdego człowieka, współczuł maluczkim, bolała go krzywda ludzka. Należał do tych uczonych, którzy w nauce i w życiu usiłują stosować te same kryteria prawdy i którzy dzięki temu właśnie godni są miana prawdziwych uczonych, a nie tylko dobrych fachowców. Im więcej mija lat od chwili śmierci Jana Baudouina de Courtenay (zmarł w Warszawie 3 listopada 1929 roku), tym wyrazistsza staje się w perspektywie historycznej jego sylwetka. Była to bardzo charakterystyczna postać indywidualisty i liberała z epoki końca XIX wieku – avec le sourire, parfois le rictus de Voltaire, te słowa nekrologu, poświęconego w którymś z pism francuskich Clemenceau (zmarłemu w tym samym 1929 roku), przypomniały mi Baudouina de Courtenay.
HENRYK UŁASZYN
Zmarły dnia 3 listopada 1929 roku w sędziwym wieku, bo w 85. roku życia, a mimo to do ostatniej chwili czynny – Jan Baudouin de Courtenay był jednym z najwybitniejszych językoznawców w ogóle, a najznakomitszym, jakiego wydał naród polski z łona swego przez długie wieki istnienia...
Jan Baudouin de Courtenay to nie był typ „ciasnego” fachowca, chociażby genialnego· To był typ prawdziwego uczonego-myśliciela, językoznawcy-filozofa. To był właśnie, niestety dość rzadki, typ uczonego, który nigdy nie zapominał, że nauka jest jedna; że działy nauki – poszczególne dyscypliny naukowe – to są rezultaty warunków natury zewnętrznej, natury przede wszystkim praktycznej; że zatem, jeśli wydzielamy części z całości, to nie po to, aby zapominać o częściach innych i o samej całości. [...]
Język był dla Baudouina de Courtenay – jak się sam wyrażał – „uniwersalnym refleksem ducha na podrażnienia, czyli podniety świata”. Zjawiska językowe były więc dlań odbiciem się w duszy ludzkiej zjawisk świata zewnętrznego. Czyli że, badając zjawiska językowe, najdalszych ich źródeł dopatrywał się w głębiach dusz indywidualnych oraz w interpsychicznych pokładach świata zjawisk socjalnych. Toteż nigdy nie schodził ze stanowiska obserwatora badanych faktów językowych w oderwaniu od indywiduum i środowiska socjalnego; nigdy nie zapominał, że język jest tworem psychosocjalnym, że nie można go badać w oderwaniu od człowieka, stwarzając sobie fikcję organizmu języka – w rozumieniu tych słów przyrodniczym, a nie przenośnym.
To spojrzenie głębokie w istotę zjawisk językowych wyrywało go z więzów ciasnego fachowca – czyniło zeń nie tylko uczonego na wielką skalę, lecz także czyniło zeń mędrca – wolnomyśliciela w najszlachetniejszym tego słowa znaczeniu. [...]
Po czteroletnich studiach w Szkole Głównej, w roku 1866 ukończył wydział filologiczno-historyczny (oddział słowiański) ze stopniem magistra nauk historyczno-filologicznych. Jako jeden z najzdolniejszych wysłany został w charakterze stypendysty okręgu naukowego warszawskiego za granicę celem przygotowania się do objęcia katedry językoznawstwa w mającym powstać w Warszawie w miejsce Szkoły Głównej uniwersytecie rosyjskim.
Niewiele wyniósł on pod względem naukowym ze Szkoły Głównej – niewiele się też, ogólnie wyrażając, nauczył za granicą. [...] Wynika to zarówno z zestawienia prac jego najwcześniejszych z pracami ówczesnych profesorów w kraju i za granicą – jak też i z uważania siebie za autodydakta.
Na studia za granicę – do Pragi, Jeny, Berlina – wyjechał w roku 1867. W tym czasie właśnie postanowiono wszakże nie powoływać Polaków na profesorów Uniwersytetu Warszawskiego, toteż kiedy po rocznym pobycie za granicą powrócił do kraju, oświadczono mu, że nie może liczyć na stanowisko w Uniwersytecie Warszawskim i że, jako stypendysta, winien się skierować do innych uniwersytetów rosyjskich. Przeniósł się więc do Uniwersytetu Petersburskiego, gdzie w dalszym ciągu, w charakterze stypendysty, przebył dwa lata. Tu podsunął mu profesor Srezniewski temat zbadania najstarszych epok języka polskiego.
W roku 1870 na parę miesięcy wyjechał do Lipska. Otrzymał tu w owym roku doktorat filozofii przede wszystkim na podstawie rozprawy pt. Einige Fälle der Wirkung der Analogie in der polnischen Declination, drukowanej w roku 1868, pracy stojącej u kolebki nowego kierunku w językoznawstwie. W Lipsku też drukował po rosyjsku znakomitą swą rozprawę, epokową w dziejach badań nad językiem polskim pt. O древнепольскомъ языкѣ до XIV-го столѣтія. Była to praca, na podstawie której w tymże roku, po jej obronie na Uniwersytecie Petersburskim, uzyskał stopień magistra językoznawstwa porównawczego. Tu też i w tymże roku mianowany został docentem prywatnym gramatyki porównawczej języków indoeuropejskich.
W roku następnym, 1871, wydział historyczno-filologiczny Uniwersytetu Kijowskiego wybrał go docentem gramatyki porównawczej języków indoeuropejskich – wszakże rada uniwersytetu na wybór ów się nie zgodziła, uzasadniając decyzję swą tym, że Baudouin de Courtenay „jako Polak, byłby w Kijowie niebezpiecznym”.
W roku 1874 Uniwersytet Jagielloński zapraszał Baudouina de Courtenay na profesora zwyczajnego filologii słowiańskiej – wszakże Baudouin de Courtenay propozycji tej przyjąć nie mógł z powodu wiążącego go względem rządu rosyjskiego zobowiązania; był bowiem przez czas dłuższy stypendystą tego rządu. Zmuszony więc był okolicznościami życia do pozostania w Rosji.
W tymże roku (1874) Uniwersytet Kazański powołał go na docenta gramatyki porównawczej języków indoeuropejskich. Pozostał wszakże na razie w Petersburgu, gdzie po obronie dysertacji pt. Опытъ фонетики резьянскихъ говоровъ otrzymał stopień doktora językoznawstwa porównawczego. W tymże roku rozpoczął wykłady w Kazaniu, najpierw w charakterze docenta, ale już w końcu tegoż roku mianowany został profesorem nadzwyczajnym, a w następnym (1876) – zwyczajnym. Tu tworzy on tzw. szkołę kazańską, czyli Baudouinowską, w dziedzinie badań językowych.
W roku 1883 serbskie ministerstwo oświaty proponuje mu katedrę w Belgradzie. Nic wszakże z tego nie wyszło. Natomiast w tymże roku przechodzi Baudouin de Courtenay do Uniwersytetu Dorpackiego na nowo utworzoną katedrę gramatyki porównawczej języków słowiańskich. W dwa lata potem (1885) nie przyjmuje propozycji przejścia na katedrę porównawczą gramatyki i sanskrytu do Uniwersytetu Charkowskiego. Pozostaje w Dorpacie do roku 1893, tj. do wysłużenia przepisanych lat 25, otrzymuje emeryturę i przenosi się do Krakowa, o czym już dawniej marzył.
Tu przez sześć lat, od 1894 do 1899 roku, wykłada językoznawstwo porównawcze i sanskryt w charakterze – jako obcopoddany – tytularnego profesora kontraktowego. [...] Latem 1900 roku przeniósł się do Petersburga, gdzie najpierw w charakterze docenta wykładał językoznawstwo ogólne oraz gramatykę porównawczą języków słowiańskich, od roku zaś następnego w charakterze profesora zwyczajnego – językoznawstwo porównawcze i sanskryt.
W tym charakterze pozostawał w Petersburgu aż do roku 1918, w którym powołany został przez rząd polski do polskiego już uniwersytetu w Warszawie w charakterze profesora honorowego. Na tym posterunku wytrwał już aż do śmierci.
Z przebiegu działalności pedagogicznej Baudouina de Courtenay widzieliśmy, iż był on indoeuropeistą, czyli profesorem tzw. gramatyki porównawczej języków indoeuropejskich i sanskrytu, co należy rozumieć, bo przecież sanskryt należy do języków indoeuropejskich, „ze szczególnym uwzględnieniem sanskrytu”. Działał też, aczkolwiek rzadziej, jako profesor gramatyki porównawczej języków słowiańskich.
Jeżeli jednak chodzi o jego osobiste badania, to badał on cały szereg, a nawet szeregi rodzin językowych niepozostających w żadnym związku z rodziną językową indoeuropejską, tak np. badał języki ugrofińskie, ałtajskie i inne. Badał również języki sztuczne w rodzaju volapuku, esperanto, ido itp.
Jeśli zaś znów chodzi o prace, które ogłosił drukiem, to stwierdzić należy, że najwięcej prac poświęcił językowi polskiemu; następnie innym językom słowiańskim – słoweńskiemu przede wszystkim; wreszcie najmniej innym językom indoeuropejskim.
A poza tym poświęcił cały szereg prac dziedzinie językoznawstwa ogólnego i fonetyki opisowej – już to opierając się przede wszystkim na materiale językowym słowiańskim, już to na wszelakim innym materiale językowym, zdobywanym przy każdej sposobności. [...]
Aby móc wyznaczyć mu właściwe miejsce w dziejach naszej nauki, tj. językoznawstwa, należy sobie uprzytomnić ten moment w dziejach tej nauki, kiedy Baudouin de Courtenay wystąpił z pierwszymi swymi pracami. W epoce studiów jego w Szkole Głównej Warszawskiej w nauce, w językoznawstwie, panowały poglądy Augusta Schleichera. Kiedy Baudouin de Courtenay wyjechał na studia za granicę jako 22-letni młodzieniec, to głównym centrum jego studiów miała być Jena – tam, gdzie wykładał Schleicher. Ale nawet osobiste zetknięcie się Baudouina de Courtenay ze Schleicherem nie wywarło nań żadnego wpływu. Silna indywidualność umysłowa, brak inklinacji ku dogmatom, zacietrzewianiu się – uchroniły go od wpływu szkodliwego: z całym krytycyzmem odniósł się do wszystkich profesorów, z jakimi się spotkał w Pradze i Jenie przede wszystkim. Uratował swą indywidualność, a poglądami swymi wyprzedził naukę o lat kilkadziesiąt. [...]
Niewątpliwie wielu jest badaczy, których czynność naukowa nie spajała się z ich działalnością na innych polach życia.
Inaczej było z Baudouinem de Courtenay. Nie sposób więc oderwać tych jego prac językoznawczych od prac – broszur i bardzo licznych artykułów – niejęzykoznawczych, a dotyczących tematów społecznych, narodowych, światopoglądowych, religijnych. [...] Baudouin de Courtenay należał do tych uczonych, którzy, wysoko dzierżąc sztandar nauki, nie odrywali nauki od życia. To, co życie niosło, to, co było bezpośrednio dane – było dlań przede wszystkim niewysychającym źródłem wiecznie żywych jego myśli. Od współczesności i bezpośredniości zwracał się dopiero ku przeszłości, do skamienielizn życia, które minęło, do form spetryfikowanych, potrzebujących właśnie wytłumaczenia, tj. ożywienia.
Jako głęboki badacz faktów i zjawisk otaczającego świata – jako badacz samego siebie, jako subiektu poznającego – nie znał nic bardziej wysokiego nad prawdę. [...] Toteż słusznie i pięknie pisał o tej cesze charakteru Baudouinowego wybitny uczony o głębszym filozoficznym wykształceniu, prof. Zygmunt Łempicki, dotykając liberalnych poglądów Baudouina de Courtenay: „Bo nie te poglądy, jako takie, które zresztą dzielili z nim różni ludzie, stanowiły o właściwości tej niezwykłej postaci, ale chęć walki w obronie tych zasad i prawd, które uznawał za najwyższe ideały ludzkości. W piersi tego człowieka mieszkały jakby dwie dusze, jedna to spokojnego uczonego, która stawiała śmiało czoło najtrudniejszym zagadnieniom językoznawstwa, druga, to bojownika i mędrca, który występował do walki w obronie każdej sprawy, jaką uznał za sprawiedliwą”. [...]
Konfiskowano artykuły jego niezliczone razy; narażał się na niezliczone szykany i ciosy: na zakazy odczytów, na obrzucanie jajami.; usuwano go z uniwersytetu; osadzano w więzieniu za upominanie się autonomii dla Królestwa Polskiego.
Ale trwał niezachwianie na stanowisku – usque ad finem...
*Tekst opublikowany pierwotnie w: Portrety uczonych polskich, red. A. Biernacki, Kraków 1974, s. 35–39.
**Tekst opublikowany pierwotnie jako: Jan Baudouin de Courtenay. Charakterystyka ogólna uczonego i człowieka (1845–1929), Poznań 1934· Ortografia i interpunkcja uwspółcześnione, składnia i leksyka oryginału.