Wacław Borowy

Urodzony 19 V 1890 w Tuszynku koło Łodzi. Studia filologiczne na uniwersytecie we Lwowie i Uniwersytecie Jagiellońskim (1908–1913), doktorat na UJ (1914). W latach 1930–1935 wykładowca literatury polskiej w londyńskiej School of Slavonic and East European Studies. Związany z UW najpierw jako starszy bibliotekarz w BUW (1920–1928), potem jako jej dyrektor (od 1936) oraz prof. nadzwyczajny (1938) i zwyczajny (1946) w Katedrze Historii Literatury Polskiej.

Wybitny znawca i historyk literatury polskiej, badacz oświecenia, romantyzmu i pozytywizmu, zwłaszcza poezji czasów stanisławowskich. Interesował się również polsko-angielskimi związkami kulturalnymi.
Uczynił z Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie nowoczesny i największy naukowy księgozbiór stolicy; przyczynił się do usystematyzowania i skatalogowania zbiorów.
Członek TNW (1922), PAU (1932), członek założyciel Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza. Laureat m.in. Nagrody Polskiego Towarzystwa Wydawców (1935), Złotego Wawrzynu Polskiej Akademii Literatury (1937).
Zmarł 16 X 1950 w Warszawie.

Łazienki a „Noc Listopadowa” Wyspiańskiego: uwagi historyczno-literackie, Warszawa 1918; O wpływach i zależnościach w literaturze, Kraków 1921; Boy jako tłumacz, Warszawa 1922; Odzyskane zbiory rękopisów i grafiki w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie, Warszawa 1925 (z Zygmuntem Batowskim); Jan Kasprowicz, Kraków 1926; Gilbert Keith Chesterton, Kraków 1929; O poezji polskiej w wieku XVIII, Kraków 1948.

J. Kleiner, Wacław Borowy, „Życie i Myśl” 1950, nr 7/8, s. 713–726.

JULIUSZ KLEINER

WACŁAW BOROWY*

1890–1950

 

Wacław Borowy był spośród wszystkich naszych historyków literatury najsubtelniejszym. Posiadał w sobie harmonię opanowania, zespolenie delikatności z ostrą bezwzględnością, wątłości z siłą; łączył nieznający pośpiechu spokój z gotowością bojową. W wykwintnej samotniczej pracowni bibliofilskiej byłby na miejscu najwłaściwszym, ale umiał także przykuwać uważnych, kulturalnie przygotowanych słuchaczy. I umiał zdrowie i życie narażać dla ratowania skarbów kultury polskiej.

Był mistrzem naukowej miniatury krytyczno-literackiej, chociaż i wielostronność wyczerpującej monografii stała przed nim otworem. Uczony o wiedzy imponującej, o skrupulatności drobiazgowej, o ścisłej logice wywodów, miał cechy krytyka-artysty. Był odkrywcą wartości i lubował się w odkryciach. Jako pisarz narzędzie swe wydoskonalił w szkole naukowców francuskich i angielskich. Studia badawcze komponował jako dzieła sztuki i jako instrumenty wnikliwego poznania. Niekiedy zaostrzał sądy z rozmyślną przekorą przy chłodnym tonie pewności. Nieobcy był mu pociąg do paradoksu, przy jednoczesnym umiłowaniu jasności i prostoty myślenia. Wyróżniał się wrażliwością ogromną na piękno, zwłaszcza na piękno liryczne; miał sympatię dla dowcipu i dla ciętości polemicznej. Miał pasję analizy bystrej, wdzierającej się w istotę przedmiotu. Postawa religijna rozszerzała i pogłębiała sferę jego odczuwania. Osobistością całą świadczył o zżyciu się z pięknem i wyżynami idei.

Początek jego trzydziestokilkuletniej działalności naukowej i literackiej od razu był świetny i od razu zaważył na torach naszych badań. Jako uczeń Ignacego Chrzanowskiego ogłosił w wydawanym przez niego zbiorze „Prac historyczno-literackich” zwartą monografię: Ignacy Chodźko (Artyzm i umysłowość) (1914).

Badania nad dziejami powieści polskiej były już wtedy w toku. Przodował w nich autor Wertera w Polsce, Konstanty Wojciechowski. Ale dopiero Borowy zainicjował istotną analizę techniki powieściowej w dziejowym jej rozwoju. Przewodnikiem na tej drodze było dla niego wydane świeżo (w roku 1911) epokowe dzieło Dibeliusa Englische Romankunst, które właśnie dzięki Borowemu weszło w skład naszej metodyki historyczno-literackiej i zadecydowało o typie dalszych prac w tej dziedzinie. Dibelius nie tylko poddał ścisłej analizie wszystkie środki kształtowania powieści, lecz ustalił nowe pojęcie techniki jako ustosunkowania się autora do zastanej tradycji rodzaju literackiego. Zgodnie z tym badacz Ignacego Chodźki włącza w obręb swych dociekań całą przeszłość poczynającej się polskiej literatury powieściowej, gruntowne przypiski i ekskursy czyni krótkimi rozprawami zarysowującymi tło powieści pamiętnikarskiej, której tak popularnym tworem stały się Pamiętniki kwestarza. Owa popularność otwiera pewne szczególne perspektywy i pozwala w opowiadaniach Chodźki widzieć świadectwo przekonań i gustów szerszej publiczności, uznać go za typowego przedstawiciela czasów zniżenia lotów w literaturze i depresji umysłowej kraju, nadać pismom jego sens socjologiczny w związku z wizerunkiem psychologicznym pisarza.

W ten sposób uchronił się Borowy od formalistycznej jednostronności metody Dibeliusa, we wspomnianym dziele podstawowym tracącego z oczu i osobistość autora, i uwarunkowanie społeczne. (Jednostronność ową, której przeciwstawia się jako teoretyk powieści Lukacs, sam Dibelius częściowo przezwyciężył w monografii o Dickensie).

Wiedza i metoda badacza w pełni już się okazała dzięki książce o Chodźce; znamienne rysy jego indywidualności, jego daru wnikania w istotę dzieł sztuki wyraźniej wystąpiły w zasadniczym, najbardziej realnym komentarzu wizyj Wyspiańskiego, w uplastycznieniu Nocy Listopadowej na tle topografii Łazienek i ukazaniu osobliwej instrumentacji tego utworu (Łazienki a Noc Listopadowa Wyspiańskiego, 1918) oraz w wycyzelowanych miniaturach, składających się na tomik Ze studiów nad Fredrą (1921).

Na czele analiza Fredrowskiej humoreski o „Pawle i Gawle” z podtytułem Humoreska krytyczna. Poza wskazaniem źródła, powieści Pigault-Lebruna, i oświetleniem artyzmu przemiany wesołej historyjki figla w małe studium charakterologiczne – analiza niebywale drobiazgowa, której towarzyszy jednak uśmiech niedopuszczający nigdy wrażenia pedanterii. Następuje wyjaśnienie pozornego beztroskiego nieładu w uroczym pamiętniku Trzy po trzy jako świadomej, konsekwentnie przeprowadzonej kompozycji, wzorowanej na Tristramie Shandym Wawrzyńca Sterne’a. Wreszcie – radowanie się „przedziwnością kompozycyjną” Zemsty („Co za szczęście, rozkosz, radość” – te słowa II aktu i motto stanowią, i finał). I tu znalazło się wprowadzenie metody nowej: uprawianego przez niektórych krytyków angielskich i niemieckich i zaleconego przez Hudsona w jego Introduction to the Study of Literature „wykresu” akcji. To przyswojenie „diagramu” mniej było szczęśliwe od wejścia na tory Dibeliusa i wywołało nawet w szkołach naszych niezbyt szczęśliwe stosowanie metody graficznej. Nie zaszkodziło wszakże trafności wywodów o budowie scen Fredrowskich.

Wskazanie pierwowzoru, na którym Fredro oparł kompozycję pamiętnika, będące jednocześnie wyjaśnieniem jego artyzmu, uprzytomnieniem swoistej fizjonomii dzieła, łączy tę wiązankę studiów z książeczką dotyczącą metody badań: O wpływach i zależnościach w literaturze (1921). Właśnie wtedy Adam Grzymała-Siedlecki zaatakował badania genetyczne i ukuł popularne odtąd określenie „wpływologia”. Otóż Wacławowi Borowemu, tak obdarzonemu poczuciem humoru, sprzymierzony z jego wiedzą przypadek szczęśliwie dał możność zademonstrowania pogromcy wpływologii, jak pożyteczną może być ta dziedzina poszukiwań. Grzymała-Siedlecki wydane w roku 1917 Trzy po trzy zaopatrzył świetną przedmową (jako że jest wielkim znawcą i miłośnikiem Fredry); powiedział w niej jednak, że te notowane swobodnie wspomnienia cechuje „absolutna luźność opowiadania” i „naiwność literacka”. „Wpływologiczne” wywody Wacława Borowego odpowiedziały na to stwierdzeniem literackiego kunsztu w pozornej swobodzie bezładu. Rozprawa zaś poświęcona „wpływom i zależnościom” rozsegregowała przejrzyście różne rodzaje związków między dziełami i wytłumaczyła racje i pożytki stwierdzania takich związków, o ile dokonane jest z należytym krytycyzmem. Ujawniła się w tym studium i świadomość metodologiczna autora, i jego bogata orientacja w literaturze światowej. [...]

I metoda badawcza, i wybór tematu zjawiskiem interesującym uczyniły rozprawę Boy jako tłumacz („Przegląd Warszawski” 1922) – wzór analizy drobiazgowej i świetnego budowania ocen na jej podstawie. Z dokładnością wyjątkową określił krytyk artyzm przekładów Boya i rolę ich w naszej kulturze literackiej, nie pomijając wszakże pewnych usterek.

Jednocześnie z wydaniem prac wymienionych i w latach następnych mnożyły się studia, artykuły, recenzje Borowego w „Pamiętniku Literackim”, „Przeglądzie Współczesnym”, „Pamiętniku Warszawskim”, w „Wiadomościach Literackich”, w „Warszawiance”; w roku zaś 1929 ukazała się monografia o Gilbercie Keicie Chestertonie. Angielski przyjaciel Polski został sprawiedliwie wynagrodzony za sympatię dla obcego narodu: najlepsza książka o nim wyszła w języku polskim. Bujna osobistość pisarza, tryskającego nieprzebraną siłą witalną i zwycięskim humorem, drażniącego paradoksami pozornymi, a podbijającego siłą przekonań i tupetem zdrowego rozsądku, ujęta została w monografii syntetycznej. Wielotomowa i tysiącami artykułów narzucająca się płodność poety, powieściopisarza, publicysty, myśliciela, szermierza propagandy zmieniła się w całość tak jednolitą i przejrzystą, że w obrębie światowej literatury krytycznej monografia ta stanowić może typ klasyczny, wzorowy sumującego, syntetyzującego przedstawienia. Część książki poświęcona ideologii zamieniła potok enuncjacji różnorodnych w jedno dzieło konsekwentne i wyraziste, reszta scharakteryzowała rysy zasadnicze sztuki pisarskiej. Żmudna, rozległa praca, opanowująca całe angielskie tło kulturalne, dała w wyniku dzieło lekkie i zajmujące – obiektywne studium krytyczne i wyznanie wiary, bo badacz solidaryzuje się z Chestertonowską chrześcijańską afirmacją życia i z głoszeniem jego wielkiej, wiarą umocnionej, prostej radości – prostej a trudnej do pojęcia i bogactwem kulturalnym wieków przepojonej, ogólnoludzkiej i specyficznie angielskiej.

Aktualizowanie wartości artystycznych całej literatury naszej jest celem książki wydanej w roku 1930 pt. Od Kochanowskiego do Staffa: antologia liryki polskiej.

Historia literatury pełni w znacznej mierze funkcję wielkiego cmentarza pisarzy zasłużonych. Figurują w niej nazwiska autorów, o których wypada coś wiedzieć, o których czasem słyszy się w szkole, których teksty czyta się jako zadane na lekcję, ale których poza tym nie bierze się do ręki. Gustaw Lanson otwarcie przyznawał, że podręcznik literatury zastępuje lekturę dzieł dawniejszych. Otóż antologia Borowego chce udowodnić, że warto i dzisiaj czytać liryczne utwory różnych czasów i że ich czytanie darzy istotną przyjemnością. Kiedyś Ranke miał powiedzieć, iż do historii to tylko należy, co żywe i aktualne. Wacław Borowy konsekwentnie takie właśnie stanowisko zajmował względem literatury. Antologia jego nie miała być wyborem tekstów ułatwiającym orientację w historii różnych epok i prądów, nie miała być nawet przewodnikiem w poznawaniu osobistości twórczych. Miała wydobyć i uprzytomnić skarbiec tworów żywych, mogących silnie przemówić do każdego kulturalnego i estetycznie wrażliwego człowieka.

Kryterium było subiektywne: decydował smak artystyczny twórcy antologii i osobiste współbrzmienie strun uczuciowych. Ale takie było ukształtowanie owego smaku, że mógł sobie rościć prawo do uznawania go za miarę niemal obiektywną. [...]

Można było sądzić, że badacz, co przedarł się poprzez twórczość liryczną dwustu niemal poetów, a setkę uwzględnił w antologii, obdarzy naszą naukę monografią o liryce polskiej; ale oczekiwanie to częściowo tylko i w odmiennej postaci miało się doczekać urzeczywistnienia po latach kilkunastu. Na razie, wkrótce po wydaniu antologii, Wacław Borowy ograniczył się do uprzytomnienia rozległej skali swych badań i rozważań w dwu tomach rozpraw i artykułów zebranych. Jeden uniezwyklony został tytułem Kamienne rękawiczki z dodatkiem: i inne studia i szkice literackie (1932), drugi stanowisko krytyka, dla którego nie istniała granica ostra między aktualnością rzeczy nowych a żywotnością dawniejszych, zaznaczał zespoleniem słów Dziś i wczoraj (1934), a mistrzostwo jego ujawniał czy to głębią charakterystyki Kasprowicza, czy wniknięciem w samotnictwo wzniosłe wirtuoza Antoniego Langego.

Essay, nazwany Kamiennymi rękawiczkami, należy do najznamienniejszych i najbardziej osobistych wypowiedzi Borowego: tego, którego zasadniczą postawą względem poetów badanych była bezpośrednia bliskość; idzie mu właśnie o bliskość i świeżość, o różnolitość czarnoleskiego klasyka, co miał sam i czytelnikom narzucał „nowożytne zrozumienie tej prawdy, że sztuka jest powszechną potrzebą uczucia i wyobraźni i że wielkie znaczenie poety wyrasta właśnie z jej powszechności”. I nie wahając się przyznać, że w jego utworach nie brak „wierszy artystycznie obojętnych, stronic jałowych”, wydobywa tony wymowne tej poezji, jej częstą melodię swoistą, umiejętnie przez rodzaj zdań tworzoną, jej kompozycyjne zasady, jej wdzięk, który pozwala raz po raz słyszeć „szept alegorycznej patronki poety”: Poetica nescio quid blandum spirans. (Skrót tych słów użyczył napisu rozprawie o niektórych rysach typowych artyzmu Kochanowskiego i jego sposobu odczuwania świata). Niedopuszczona do grona liryków antologii Drużbacka otrzymała pewną rekompensatę w rozprawie poświęconej jej utworowi; wskazane zostało źródło Fabuły o Książęciu Adolfie – baśń pani d’Aulnoy, będąca wstawką w jej powieści Histoire d’Hippolyte, popularnej wśród czytelniczek polskich XVIII wieku. Poza tym postacią główną w pierwszym z wymienionych tomów jest Mickiewicz, w drugim – Żeromski.

Zbiorem studiów jest też dzieło rozmiarami i znaczeniem górujące w naukowej twórczości Borowego: wydany w roku 1948 tom O poezji polskiej w wieku XVIII – książka odkrywcza o autorach znanych i czasem także nieznanych, niezrównana galeria portretów literackich. Ukazał tutaj Wacław Borowy w pełni kunszt swój odrębny: układanie misterne cegiełek z wyników analizy ścisłej, drobiazgowej i z wiedzy gruntownej o światowym piśmiennictwie, o wszelkich formach i środkach sztuki słowa, i kształtowanie materiału tego w wizerunki żywe dzieł i artystów.

Jeśli cień jakiejś przekory tkwił w samym wyborze tematu i w samym tytule – czyż bowiem nam wszystkim, w których pokutuje romantyczne pojmowanie poezji, nie wydaje się dość daleką od „poezji” pełnej literatura wieku oświecenia? – to wyraźna przekora władała w zasadniczej koncepcji: nie dawać historii literatury, nie wciągać utworów w wielką logiczną całość dziejowego, społecznego życia, nie pytać o sens społeczny ni o budulec społeczny dzieła, nie szukać przyczynowych związków – szukać tylko poezji: ale nie impresjonistycznie, nie przez pisanie utworów poetyckich o poetyckich utworach, i nie przez formalistyczne kierowanie uwagi na same tylko cechy językowych struktur, lecz przez obiektywne, rzeczowe, naukowe uprzytomnienie trwałych i żywych walorów samoistnych, którymi wzbogaca kulturę poezja, i przez obiektywne stwierdzanie rysów osobistych, dzięki którym każdy z poetów badanych – jest sobą. [...]

Tylko o przemawianie do uczucia i wyobraźni idzie Borowemu. Nie uznaje on poezji zintelektualizowanej, co wyraźnie, stanowczo podkreśla. To sprawia, że nie tylko poza sferę poezji usunął sonety filozoficzne Asnyka, ale że w obrębie XVIII wieku nie wywyższył należycie Krasickiego.

A jednak i karty o księciu biskupie warmińskim (choćby o jego radości życia i o jego ironii) wypadły świetnie, jakkolwiek nie one wagę główną mają w książce. Rewelacyjny jest w niej rozdział o Benisławskiej; jej poezjom, pokrewnym Psałterzowi Kochanowskiego i liryce mistyków hiszpańskich, Borowy dopiero wyznaczył miejsce na mapie literatury naszej. Decydujące znaczenie ma charakterystyka Kniaźnina, który uzyskał zupełnie odrębną pozycję w zespole stanisławowskich poetów, gdy w opinii ogólnej blado się dotąd zarysowywał niby jakiś drugi i mniejszy Karpiński. A z jaką plastyką wystąpił „niezwykły fenomen literatury” Zabłocki albo Trembeckiego intuicja „bujności natury”, co w porównaniu z tak bogatą przyrodą La Fontaine’a jest „jakby bardziej kudłata, mięsista, zębata, pazurzysta” i co „więcej i rozmaitszych wydaje głosów”. Urósł trochę dzięki Borowemu Wacław Rzewuski, winien mu wdzięczność przeceniony kiedyś, a dziś w szary kąt usuwany Józef Szymanowski, i wyśmiewany Jacek Przybylski, i wielki Staszic, który „bywał nieraz poetą mimo woli i wznosił się wtedy w regiony, do jakich nie wznosili się inni, «normalniejsi» poeci polscy XVIII stulecia”.

Wszystkie te walory poezji Wacław Borowy ukazuje wymową faktów, dokumentuje wybranymi doskonale cytatami, precyzuje przy pomocy zestawiania słownictwa, określania wersyfikacji, rozpatrywania budowy zdań i konstrukcji obrazów. Ale znajduje walory owe dzięki swej artystycznej wrażliwości. Bo pomimo wszelkiego dążenia do metod naukowych, obiektywnych, nikt nie zmieni faktu, że luneta, którą krytyk i historyk literatury obserwuje gwiazdy na firmamencie poezji, i mikroskop, którym bada ustroje – są to narzędzia subiektywne i że ich precyzyjność uwarunkowana jest osobistością badacza.

Książka Wacława Borowego o wieku XVIII, która wywołała sprzeciwy mocne i stała się tematem ostrej polemiki, jest niewątpliwie książką jednostronną. Ale jest także niewątpliwie najpiękniejszą książką o poezji owego stulecia. Trzem dziełom o literaturze polskiego wieku oświecenia należy się miejsce na wyżynach i trzem dzieł om przyznać można śmiało rękojmię trwałości. Jednym z nich jest Smoleńskiego Przewrót umysłowy, drugim – francuska monografia Cazina o Krasickim, trzecim – studia Borowego O poezji polskiej w wieku XVIII.

Po ukończeniu tego dzieła zajął się on głównie Mickiewiczem, który zresztą w ciągu lat trzydziestu raz po raz był przedmiotem jego badań, czy gdy wskazany został związek Dziadów z teoriami magnetyzmu i teozofii, czy kiedy znawca Sterne’owskiej kompozycji fragmentarycznej wyjaśniał fragmentaryczność Dziadów i zagadkowość ich części czwartej, czy gdy po „kraju lat dziecinnych” Mickiewicza oprowadzał, pisząc szkic o „Nowogródczyźnie mickiewiczowskiej” dla monograficznego zeszytu „Ziemi” z roku 1925 („Nowogródzkie” – pod redakcją Wacława Borowego), czy kiedy jeszcze w roku 1920 ogłosił komentowaną edycję Dziadów części trzeciej.

Przed II wojną światową przygotował dla wydania sejmowego Dzieł Mickiewicza tom I, zawierający drobniejsze „Poezje”; wojna przeszkodziła drukowi, udało się jednak uratować maszynopis obejmujący zarówno teksty główne, jak dodatek krytyczny z odmianami tekstu. Plon tej pracy przeszedł do pierwszego tomu ogłoszonej niedawno edycji narodowej. [...]

Autor monografii o Chestertonie nigdy nie zrywał nici wiążących go tak silnie z literaturą angielską. Dwa lata temu wnikliwie oświetlił realizm pani George Eliot i występującą u niej koncepcję człowieka i losu w Młynie nad Flossem. [...]

Do stałych natomiast ośrodków zainteresowań i umiłowań należał Norwid, obok Mickiewicza ulubieniec krytyka. W latach 1921 do 1935 omawiał w „Pamiętniku Literackim” wszystkie publikacje dotyczące tego poety, po wojnie kontynuował w pewnej mierze dzieło Miriama, czuwając nad wydaniem Vade-Mecum w podobiźnie autografu i zaopatrując je dokładną przedmową; poprzednio już wstęp napisał do nowego tomu Pism (1945), ogłosił myśli wybrane (Ludzkość – Ojczyzna – Sztuka, 1947), pracował nad zorganizowaniem wystawy Norwidowskiej w roku 1946, w związanym z nią wydawnictwie (Pamięci Norwida) scharakteryzował „Norwida poetę” i ułożył bibliografię, jednocześnie w „Zeszytach Wrocławskich” wskazał Główne motywy poezji Norwida.

Był powołany do napisania monograficznego studium o tej poezji – którego niestety napisać nie zdążył.

Zdawało się, że studium takiego można było też oczekiwać na temat Żeromskiego, gdy po kilku rozprawach przedrukowanych w tomie Dziś i wczoraj pojawiły się w „Pionie” w roku 1936 cztery studia będące jednolitą całością. [...]

Wśród rozpraw o autorze Ludzi bezdomnych jedna zasługuje na szczególną uwagę: Żeromski i świat książek. Bo jest to nie tylko uwydatnienie znamionującej Żeromskiego kultury literackiej, lecz także wyraz silny osobistych umiłowań krytyka. Był on nie tylko krytykiem-artystą, ale również miłośnikiem książek, nie tylko pisarzem i profesorem, lecz bibliotekarzem i bibliofilem. Może na tym terenie rozwinęła się owa drobiazgowość pracy, która cechowała Borowego. (Warto dla jej uplastycznienia przypomnieć pewien fakt znamienny. Gdy lat temu kilka chodziło o szczegółowy program uniwersyteckich wymagań polonistycznych, prof. Borowy obliczył, ile stron student potrafi przeczytać w okresie studiów i jakie książki dałyby się zmieścić w tej lekturze, możliwej nie do teoretycznego postulowania, lecz do realnego owładnięcia).

Wieloletniemu bibliotekarzowi boleśnie umożliwione zostało w momencie kataklizmu dziejowego danie świadectwa stosunkowi do świata książek i do skarbów polskiej kultury. Gdy po powstaniu warszawskim zaczęło się potworne palenie stolicy, uzyskano od okupanta ustępstwo jedno: zezwolenie na usunięcie szczególnie cennych druków, by nie zostały zniszczone przez płomienie. Wtedy to Wacław Borowy, chory sercowo, przez kilka miesięcy zimowych co dzień o godzinie 5 rano wyjeżdżał z Pruszkowa, szedł do Biblioteki Uniwersyteckiej, pracował przy segregacji książek (która przeważnie tak się odbywała, że leżąc na niższej półce, wybierał tomy z półek wyższych) i o godzinie 10 w nocy kończył pracę i wracał do Pruszkowa.

Co do jego stosunku osobistego do ludzi niejedno wyczytać można z sylwetek, jakie kreślił, pisząc, np. o Chlebowskim, o Porębowiczu, o Piwińskim. Zwłaszcza ostatnie to wspomnienie, w tomie nekrologów powojennych „Pamiętnika Literackiego” wydrukowane, czyni postać scharakteryzowanego pracownika naukowego, krytyka i miłośnika książki niezapomnianą dla czytelnika. Podobnym ciepłem i podobną prawdą tchnęło przed niewielu tygodniami wspomnienie o Karolu Wiktorze Zawodzińskim na posiedzeniu Komisji Polskiej Akademii Umiejętności; studium o tym zmarłym przyjacielu swym pisał Borowy krótko przed śmiercią.

Dyskretne, ale zawsze wyraziste piętno osobistości swojej wyciskał na wszystkich studiach. Był tak bardzo sobą i tak był władny na swym terenie, że luki po jego odejściu nikt nie zdoła zapełnić.

* * *

Urodził się Wacław Borowy jako syn Teofila i Florentyny z Świeckich dn. 19 maja roku 1890 we wsi Tuszynek w pow. łódzkim. W roku 1905 uczestniczył w Warszawie w strajku szkolnym. W roku 1908 ukończył polskie gimnazjum im. Chrzanowskiego. Studia uniwersyteckie zaczął we Lwowie, po pierwszym półroczu przeniósł się do Krakowa, w roku 1914 uzyskał w Uniwersytecie Jagiellońskim doktorat filozofii; w latach 1912–1914 był szeregowcem drużyn strzeleckich. Od roku 1916 pracował w Warszawie jako nauczyciel gimnazjalny, w latach 1919–1920 był archiwistą w Archiwum Akt Dawnych, w latach 1920–1928 bibliotekarzem w Bibliotece Uniwersyteckiej, w latach 1928–1936 radcą ministerialnym w Departamencie Sztuki Ministerstwa WRiOP. W roku 1921 objął redakcję „Przeglądu Warszawskiego”. W roku 1930 wyjechał do Anglii, był tam docentem literatury polskiej w Uniwersytecie Londyńskim (School of Slavonic and East European Studies). W latach 1936–1938 kierował Biblioteką Uniwersytecką w Warszawie, od roku 1938 był profesorem nadzwyczajnym, od roku 1946 – zwyczajnym na Uniwersytecie Warszawskim, w latach 1948–1950 kierownikiem Seminarium Hist. Lit. Pol. – kierownikiem dbającym troskliwie o drobne nawet sprawy.

Idealną towarzyszkę życia i pracy miał od lat wielu w żonie, Julii z Baranowskich.

Brał żywy udział w pracach towarzystw naukowych, zwłaszcza Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, którego członkiem był od czasów pierwszej wojny światowej, i Polskiej Akademii Umiejętności, która w roku 1932 wybrała go korespondentem, w roku 1945 członkiem czynnym. W roku 1938 był laureatem państwowej nagrody literackiej; Polska Akademia Literatury przyznała mu złoty wawrzyn.

Informował kilkakrotnie czytelników angielskich o kulturze polskiej: w „Slavonic Review” z roku 1934 (Fifteen Years of Polish Literature 1918–1933) i 1931 (Leading Authors of Twentieth Century in Poland), w „The Studio” z 1934 (The Genius of Poland [o sztuce polskiej]), w The Year’s Work in Modern Language Studies z 1935 („Polish Studies”). Opracował rozdział I, XI, XII, XIII, XV i XX w książce zbiorowej, której był redaktorem, The Nazi „Kultur” in Poland (1945 – przekład Wiktorii Goryńskiej).

W czasopismach często pisywał o Polonicach u obcych, zwłaszcza o „Anglopolonicach”.

*Tekst opublikowany pierwotnie w: „Życie i Myśl” 1950, nr 7/8, s. 713–726.