Dowmont Franciszek Giedroyć

Urodzony 10 II 1860 w Owile k. Kowna. Studia na Cesarskim UW (1880–1886); doktor wszech nauk lekarskich UJ (1913); prof. zwyczajny UW (1920).

Lekarz dermatolog, historyk medycyny; jego obszary zainteresowań to m.in.: dzieje instytucji medycznych, biografistyka medyczna, historia farmacji, chirurgii, medycyny wojskowej.
Członek Rady Lekarskiej Królestwa Polskiego powołanej przez Tymczasową Radę Stanu (1917). Starszy referent w Sekretariacie Ministerstwa Zdrowia Publicznego i Opieki Społecznej (1919). Członek TNW (1912), PAU (1934), Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego, współzałożyciel Towarzystwa Miłośników Historii Medycyny (1924).
Zmarł 6 X 1944 w Milanówku koło Warszawy.

Rys historyczny Szpitala Św. Łazarza w Warszawie, Warszawa 1897; Spis aptekarzy (w. XIV–XVIII), Warszawa 1905; Zapiski do dziejów szpitalnictwa w dawnej Polsce, Warszawa 1908; Źródła biograficzno-bibliograficzne do dziejów medycyny w dawnej Polsce, Warszawa 1911; Rada Lekarska Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego, Warszawa 1913; Słownik lekarski polski do działu chorób skórnych i wenerycznych, Warszawa 1921; Służba zdrowia w dawnem wojsku polskiem, Warszawa 1927; Polski słownik lekarski, t. I-II, Warszawa 1931–1933.

Giedroyć D. F. [w:] PSB, t. VII, Kraków 1958, s. 425–427; A. Śródka, Uczeni polscy XIX-XX stulecia, t. I, Warszawa 1994, s. 515–518.

RYSZARD W. GRYGLEWSKI

DOWMONT FRANCISZEK GIEDROYĆ

1860–1944

 

Dowmont Franciszek Giedroyć przyszedł na świat 10 lutego 1860 roku w Owile na kowieńszczyźnie. Ród jego ojca Feliksa, podówczas ziemianina, sięgał korzeniami ponoć XIII stulecia. W XV wieku jeden z jego antenatów, Herman, którego tytułowano niekiedy księciem, miał osiągnąć kanonię krakowską i włocławską. Odtąd tytuł książęcy miał już na stałe być przy rodzie Giedroyciów. W sto lat później Mateusz pełnił różne funkcje, w tym także poselską, będąc urzędnikiem króla Zygmunta II Augusta i zyskując łaski monarchy. Jego starszy syn, Melchior, zostanie posłem wileńskim i biskupem żmudzkim, młodszy Kasper będzie posłem kowieńskim. Pieczęcie obu oraz stosowne podpisy widnieją pod tekstem unii lubelskiej, na której fundamencie wzniesiono gmach Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Byli wśród Giedroyciów generałowie wojsk polskich, jak Romuald Tadeusz, który wziął udział w konfederacji barskiej, powstańcy, jak Mikołaj, który w konspiracyjnym rządzie roku 1863 piastował urząd wojewody wileńskiego czy Witold, który został schwytany i wywieziony na katorgę. Nic zatem dziwnego, że urodzony i wzrastający w czasach, gdy Polski nie było na mapach Europy Dowmont Franciszek chłonął historię swego kraju, która tak często zbiegała się z historią jego własnej rodziny.

Początkowo nauki pobierał w domu pod okiem guwernerów, a następnie posłano go do gimnazjum wileńskiego, które ukończył w roku 1880. Młody Franciszek, zagorzały już wówczas republikanin, zaprzestał używania tytułu książęcego i do końca swego życia już do niego nie powrócił. Nie był to li tylko pusty gest, niewydarzony kaprys arystokraty owładniętego manią „bratania się z ludem”, lecz głębokie przekonanie, że tylko wolność dana wszystkim rodakom, bez względu na społeczny status i pochodzenie, może stać się tą siłą, która naród wyniesie do niepodległości. Jednocześnie zaczął używać drugiego imienia, jako pierwszego i jedynego zarazem, rezygnując, poza oficjalnymi dokumentami, z danego mu na chrzcie Dowmonta. Na ten czas przypada również jego decyzja rozpoczęcia studiów medycznych. Tradycji lekarskich wśród Giedroyciów nie było. Nie wydaje się także, by na świeżo upieczonego maturzystę rodzina wywierała jakiś szczególny nacisk co do kierunku dalszej edukacji. Prawdopodobnie zadecydowało to, że medycyna była zarówno nauką odwołującą się do szeroko pojętego przyrodoznawstwa, jak i sztuką niesienia pomocy bliźnim, a zatem dyscypliną tak dobrze odpowiadającą humanistycznym horyzontom Franciszka. Nie ulega bowiem wątpliwości, że pasja badawcza połączona z silną, acz niewymuszoną potrzebą służenia drugiemu człowiekowi, stanowią charakterystyczny rys charakteru przyszłego profesora. Ponieważ Wilno było wówczas pozbawione uniwersytetu, który zamknięto jeszcze w 1832 roku w ramach represji popowstaniowych, młody Giedroyć zdecydował się zapisać na wydział lekarski Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego. Z pewnością nie była to wymarzona uczelnia, której dodatkowo ówczesna, często rosyjska, kadra profesorska nie prezentowała sobą wysokiego poziomu naukowego. Nie znaczy to jednak, by w jej murach całkiem zabrakło postaci znaczących, a nawet wybitnych. Wśród profesorów był Fryderyk Hoyer senior, jeden ze współtwórców histologii europejskiej i ojciec histologii polskiej, umysł światły, chętnie wykraczający poza ścisłe granice medycyny. Tu wykładał Włodzimierz Ludomir Brodowski, uczeń Karla von Rokitansky’ego i Rudolfa Virchowa, co czyniło z anatomii patologicznej jeden z najnowocześniej i wszechstronnie uprawianych przedmiotów medycyny warszawskiej.

Giedroyć medycynę ukończył w 1886 roku i zaraz po uzyskaniu dyplomu lekarskiego został asystentem w warszawskim Szpitalu Świętego Łazarza. Niemal od razu specjalizował się w zakresie chorób skórnych i wenerycznych. Na podstawie uważnych obserwacji klinicznych oraz własnych badań, tudzież uważnego śledzenia zagranicznej prasy fachowej, już w roku 1888 zdecydował się opublikować swój pierwszy samodzielny artykuł na łamach czasopisma „Medycyna” – O powrotach objawów przymiotu przy leczeniu chorych głębokimi wstrzykiwaniami żółtego tlenku rtęci. W latach 90. ukazały się kolejne prace poświęcone zagadnieniom wenerologicznym, jak chociażby Istota przymiotu. Kwestie sporne z 1893 roku, czy wydane rok później Notatki lekarskie z dziedziny chorób wenerycznych. Jednocześnie w tym samym czasie zaczynają się kształtować zainteresowania historią medycyny i farmacji. Za pierwszą pracę poświęconą tej tematyce można uznać tę drukowaną na łamach „Wiadomości Farmaceutycznych” w roku 1893, w której Giedroyć podjął problem funkcjonowania apteki w Warszawie w czasach Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Apteka w Warszawie w pierwszej połowie XVII wieku to praca licząca ledwie trzy strony tekstu, którą można uznać za nieśmiałą wprawkę jednego z największych w przyszłości historyków medycyny w Polsce. W roku 1896 ukazuje się w odcinkach na łamach „Kroniki Lekarskiej” praca rozleglejsza i dojrzalsza. Jest to Przyczynek do dziejów medycyny w Polsce. Ekspertyza lekarska w dawnych sądach polskich (do końca XVIII stulecia). Rok później wyszła drukiem pierwsza monografia autorstwa Giedroycia, która zyskała sobie pochlebne recenzje. Był to Rys historyczny Szpitala Św. Łazarza w Warszawie. Giedroyć pokazał w niej doskonałe i wielostronne wykorzystanie źródeł, jasność formułowania sądów i umiejętność wyważania opinii. Mimo że nie wolna od błędów, książka ta po dziś dzień może służyć za wzór dla tych wszystkich, którzy zajmują się historią medycyny. Wysiłek młodego wówczas badacza dostrzegł jeden z filarów polskiej historiografii lekarskiej Józef Peszke (1845–1916), który na łamach „Krytyki Lekarskiej” poświęcił nader skromnemu dorobkowi Giedroycia osobny artykuł. Pisał: „Kto zna bliżej autora tego, z góry jest przekonanym, że w pracach jego znajdzie dużo rzeczy ciekawych i nowych bo kolega Giedroyć nie zwykł zadawalać się kompilowaniem rzeczy już drukiem ogłoszonych i wyciąganiem z nich poglądów i sądów dziejowych, ale czerpie przeważnie wprost ze źródeł, po większej części jeszcze przez nikogo nie tkniętych wcale, albo przynajmniej dla historyi medycyny nie wyzyskanych należycie, a to stanowi też najgłówniejszą, niespożytą wartość prac jego, bo zamiast poglądów i rozumowań, o które zawsze posprzeczać się można, daje nam szeregi faktów niewątpliwych, popartych dowodami mozolnie zdobytymi i wykopanymi z pod pyłu wiekowego”1. Takimi pochlebnymi słowami charakteryzował Peszke w roku 1897 swego młodszego kolegę. Podobnie dobre noty zebrał Giedroyć od Henryka Dobrzyckiego (1841–1914), jednego z twórców leczenia klimatycznego w Polsce. Nie poskąpił pozytywnych słów oceny Józef Zawadzki, podkreślając walory tej pracy tak solidnie zanurzonej w materiale źródłowym. Z pewnością tak pozytywne recenzje dodawały zapału do dalszej pracy, zwłaszcza że na ten mniej więcej czas przypada ostateczna decyzja Giedroycia, by głównym obszarem swoich zainteresowań badawczych uczynić historię medycyny. W ciągu najbliższych lat nie będzie jednak publikować wiele. Nie był to objaw opieszałości czy braku interesujących tematów. Wiązało się to z ogromem prac archiwalnych, jakie przed sobą postawił, a których wypełnienie zajęło mu wiele lat wytężonej pracy. W roku 1908 ukazują się Zapiski do dziejów szpitalnictwa w dawnej Polsce, które w odcinkach były drukowane w latach 1905–1908 na łamach „Kroniki Lekarskiej”. Giedroyć dał krótki zarys historii szpitalnictwa w Polsce, a następnie w porządku alfabetycznym wymienił wszystkie miejscowości dawnej Rzeczypospolitej, w których działały szpitale. Iście benedyktyńska praca, czyniona niemal wyłącznie w oparciu o archiwalia. Autor przytaczał również szereg zapisków wyciągniętych z dokumentów i ksiąg, a które to zapiski odnosiły się do spraw szpitalnych. Dzięki tak wnikliwej analizie źródłowej Giedroyć wskazał na Szpital Świętego Michała w Poznaniu, powstały w roku 1170, jako na najstarszy szpital w Polsce. Dzieło to dostrzegł Józef Bieliński (1848–1926), autor cenionych prac z historii medycyny wileńskiej – Stan nauk lekarskich za czasów Akademii Medyko-Chirurgicznej Wileńskiej bibliograficznie przedstawiony (1889) oraz monumentalnego, trzytomowego dzieła Uniwersytet Wileński 1579–1831 (1899–1900), a także znakomitej pracy poświęconej medycynie warszawskiej – Pierwsza Akademia Lekarska w Warszawie (1906) i ponownie trzytomowej monografii Królewski Uniwersytet Warszawski (1907–1913). Tym razem zamiast słów pochwały Giedroyć musiał przyjąć szereg cierpkich uwag. Bieliński poddał bowiem krytyce zarówno sam zamysł, jak i wykonanie giedroyciowskich Zapisków. Zarzucał w publikowanej na łamach „Gazety Lekarskiej” recenzji, że autor nadmierną uwagę przykłada do katalogowania źródeł, nie poddając ich krytycznemu osądowi. Co więcej, mając już zgromadzony materiał nie stawia hipotez, prawie nie wypowiada własnych poglądów, a jeśli już, to nie cytuje ich w miejscach właściwych.

Podsumowując swój sąd recenzent tak o tym pisał: „Sprawozdawca o brak sumienności nie posądza autora, lecz o niedopuszczalną w pracach naukowych metodę”2. Bieliński, zwolennik dużych syntez i śmiało wypowiadający swoje zdanie, nie dostrzegł wówczas istotnego znaczenia wysiłków Giedroycia, który wielokrotnie podkreślał, że swoją rolę widzi w gromadzeniu i systematyzowaniu wszelkich źródeł, tak aby mogły stać się one podstawą dla pracy badawczej dla innych. Oczywiście nie znaczy to, że Giedroyć nie popełniał błędów, co jednak w niczym nie umniejsza znaczenia pracy. Pracy – dodajmy – w wielu miejscach niewdzięcznej, chociaż tak bardzo koniecznej. Słowem, można przyjąć, że krytyka Bielińskiego nie była sprawiedliwa i wynikała bardziej z innego temperamentu badawczego lub niezrozumienia intencji autora Zapisków, niż faktycznie poważnych zarzutów natury merytorycznej.

Kolejnym zagadnieniem, któremu Giedroyć poświęcił wiele uwagi i blisko dziewięć lat pracy, były Źródła biograficzno-bibliograficzne do dziejów medycyny w dawnej Polsce, wydawane początkowo w odcinkach na łamach „Pamiętnika Polskiego Towarzystwa Lekarskiego”, a w roku 1911 opublikowane w formie książkowej. Jest to dzieło monumentalne, wręcz pomnikowe, z którego po dziś dzień korzystają historycy medycyny. Giedroyć, jak skromnie pisał we wstępie, szedł ledwie śladami dwóch swoich poprzedników, czyli Ludwika Gąsiorowskiego i Stanisława Kośmińskiego, dwóch wielkich badaczy źródeł przeszłości polskiej medycyny. Tak sam myślał o swojej pracy: „Przystępując zatem do wydania źródeł niniejszych, nie kusiłem się o wytworzenie jakiejkolwiek całości. Staraniem moim było – w miarę sił i wolnego czasu – zgromadzić jak najwięcej szczegółów, przez poprzedników pominiętych, a odszukanych przeze mnie w zbiorach rękopiśmiennych. Sięgają one XIV a dochodzą do schyłku XVIII stulecia i z małymi wyjątkami nie były wcale drukiem ogłoszone. Stąd też tuszę, że źródła moje nie będą bez pożytku dla przyszłego dziejopisa sztuki lekarskiej w Polsce”3.

Giedroyć zdołał zebrać różnej wielkości i znaczenia wzmianki dotyczące w sumie ponad 1200 polskich lekarzy, z czego większość nazwisk w ogóle nie pojawiło się wcześniej w opracowaniach autorstwa Gąsiorowskiego i Kośmińskiego. Zalety pracy Giedroycia wyraźnie podkreśla to, że wszystkie ważniejsze źródła tyczące medycyny, jak chociażby dokumenty nadań przywilejów królewskich, badacz przytaczał w ich pełnym brzmieniu. Giedroyć nie mógł przewidzieć, że wiele z przebadanych przez niego i opisanych archiwaliów ulegnie zniszczeniu podczas II wojny światowej. Tragiczne żniwo ognia w trakcie ciężkich walk o miasto we wrześniu 1939 roku i latem 1944 roku podczas powstania warszawskiego spopieliło często bezcenne i unikatowe dokumenty. Dzięki sumienności i wytrwałości warszawskiego uczonego wiele z nich przetrwało w jego książkach oraz artykułach.

Źródła zyskały sobie liczne i – co zrozumiałe – zdecydowanie przychylne recenzje. Wysoko oceniał je nawet Bieliński, narzekając tylko na zbyt małą ilość drukowanych egzemplarzy. Pierwotnie miało się ich bowiem ukazać ledwie 50 sztuk! Z kolei Adam Wrzosek nie miał wątpliwości, iż, mimo pewnych błędów, żaden z historyków medycyny nie może pominąć tej pracy, stającej się jednym z fundamentów metodologii badań. W dwa lata później Rada Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego nadała Giedroyciowi tytuł doktora wszech nauk lekarskich, zwalniając jednocześnie, co stosowano niezwykle rzadko, z obowiązku składania egzaminów nostryfikacyjnych. Jak wspominał przywołany już Adam Wrzosek, Giedroyć zaprosił po promocji na ucztę do Grand Hotelu znajomych i zaprzyjaźnionych z nim profesorów, których podejmował iście po królewsku, podając wśród wielu wykwintnych dań i przystawek wspaniały kawior serwowany w ozdobnej wazie.

Rok 1913 to także wydanie drukiem Rady Lekarskiej Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego, kolejnej ważnej monografii, która ukazała się nakładem wielce zasłużonej dla nauki polskiej Kasy Mianowskiego. Książka ta, licząca ponad 750 stron druku, była pierwszą na ziemiach polskich tak precyzyjną i, jak zwykle, doskonale udokumentowaną pracą poświęconą historii funkcjonowania przez ponad pół wieku jednej z ważniejszych instytucji medycznych. Giedroyć bardzo dokładnie opisał w niej i wyjaśnił przepisy dotyczące nadawania stopni naukowych, szczegółowo też przedstawił i zanalizował zmiany, jakie zachodziły w ustawodawstwie lekarskim. Ponadto ujął organizację szpitali i zakładów leczniczych, a także warunków sanitarnych w mieście, włącznie z takimi zagadnieniami jak utylizacja nieczystości czy wywóz śmieci. Stworzył tym samym zróżnicowany i szczegółowy obraz organizacji służby zdrowia tamtych czasów.

W roku 1914 wybuchła wojna światowa, która miała zmienić mapę Europy i przynieść upadek trzech cesarzy, a także ziścić marzenia całych pokoleń o odrodzonej i niepodległej Polsce. Wraz z nią następowała reforma studiów wyższych. Dyskutowano o kształcie wyższych uczelni, przemyśliwano nad programem nauczania. Giedroyć jeszcze w czasie działań wojennych w roku 1917 wszedł w skład Rady Lekarskiej Królestwa Polskiego powołanej staraniem Tymczasowej Rady Stanu, chcąc wziąć czynny udział w tworzeniu nowych struktur służby zdrowia. W niepodległej już Polsce także doceniano jego wiedzę, takt i erudycję. W styczniu 1919 roku został mianowany starszym referentem w Sekretariacie Ministerstwa Zdrowia Publicznego i Opieki Społecznej.

W rok później staraniem profesorów Adama Wrzoska i Władysława Szumowskiego powołano do życia na wszystkich pięciu – tj. krakowskim, lwowskim, poznańskim, warszawskim i wileńskim – wydziałach lekarskich katedry i zakłady historii i filozofii medycyny. Było rzeczą oczywistą, że kierownictwo nowo powstałych katedr winno spocząć w odpowiedzialnych rękach. Wśród tych, którym zaproponowano profesury tego przedmiotu, byli Adam Wrzosek, Władysław Szumowski, Witołd Ziembicki, Stanisław Trzebiński i właśnie Franciszek Giedroyć. Warszawski uczony, liczący sobie wówczas już lat sześćdziesiąt, miał początkowo objąć katedrę lwowską, ale ostatecznie zdecydował się pozostać w stolicy.

Z dniem 1 grudnia 1920 roku Giedroyć został mianowany profesorem zwyczajnym historii i filozofii medycyny UW z jednoczesnym obowiązkiem prowadzenia wykładów z propedeutyki lekarskiej. Rektor i senat UW obdarzyli profesurami honorowymi również Józefa Bielińskiego oraz Henryka Nusbauma. Bieliński został profesorem honorowym historii medycyny, Nusbaum otrzymał profesurę z filozofii i logiki medycyny. Giedroyć, który sam nigdy nie zajmował się filozofią medycyny ani teorią nauki, zgodził się odstąpić wykłady z filozofii medycyny Nusbaumowi, w pełni uznając kompetencję jednego z nestorów polskiej myśli filozoficznej w medycynie. Sam Giedroyć z niezwykłą energią przystąpił do budowania podstaw powierzonego zakładu, co było tym trudniejsze, że wobec niestabilnej ciągle sytuacji państwa i licznych związanych z tym kłopotów finansowych uczelni nie znaleziono odpowiednich środków dla stworzenia odrębnej siedziby. Ludwik Zembrzuski wspominał, że Giedroyć, nie wahając się długo, umieścił zakład w swoim prywatnym mieszkaniu przy ulicy Kredytowej 8. I tam też stworzył zręby pod późniejszą bibliotekę oraz skromny zbiór muzealny.

Ten prowizoryczny stan trwał przez ponad dziesięć lat, a zatem do chwili przejścia profesora na emeryturę. Znużony tą „permanentną tymczasowością”, chociaż z pewnością nie zniechęcony, brał Giedroyć czynny udział we wszystkich ważnych dla środowiska historyków i filozofów medycyny w Polsce wydarzeniach, nie zaniedbując przy tym swoich poszukiwań badawczych. Jeszcze w 1919 roku wydał na łamach „Gazety Lekarskiej” krótki, acz istotny tekst poświęcony historii rozwoju mianownictwa lekarskiego. W 1921 roku ukazał się opracowany przez niego, liczący sobie blisko 200 stron Słownik lekarski polski do działu chorób skórnych i wenerycznych.

W trzy lata później była gotowa jedna z ważniejszych prac z historii medycyny wojskowej, jaka wyszła spod pióra polskiego uczonego. Wydana drukiem w roku 1927 Służba zdrowia w dawnem wojsku polskim liczyła sobie ponad 550 stron i obejmowała siedem rozdziałów opisujących dzieje organizacji służb sanitarnych oraz lekarskich począwszy od późnego średniowiecza aż po wiek XIX włącznie. Giedroyć osobno pisał o higienie aprowizacji i warunkach bytowych w wojsku. Niezwykle ciekawym był rozdział zatytułowany „Na pobojowisku”, poświęcony temu, co określa się dzisiaj medycyną pola walki. Bardzo obszernie i z wybitnym znawstwem pisał Giedroyć o rozwoju i funkcjonowaniu lazaretów wojskowych, a także o zaopatrzeniu żołnierzy w leki, kwestii dotąd najczęściej albo pomijanej, albo tylko wzmiankowanej. Wreszcie mowa była o inwalidach wojennych oraz strukturze personelu medycznego w ramach istniejących struktur wojskowych. Wszystko bogato ilustrowane przypisami oraz materiałem źródłowym. Na drugą, wyraźnie wyodrębnioną część pracy składa się alfabetyczny spis wszystkich lekarzy, felczerów i aptekarzy wojskowych, jakich personalia udało się Giedroyciowi wyłowić pośród jego badań. Był to innymi słowy obraz korpusu sanitarnego w dawnym wojsku polskim. I ponownie, jak Źródła biograficzno-bibliograficzne do dziejów medycyny w dawnej Polsce, tak Służba zdrowia w dawnem wojsku polskim będzie pracą, do której sięgać będą kolejne pokolenia lekarzy i historyków. Przewidywał to dobrze Stanisław Trzebiński, który na łamach „Archiwum Historii i Filozofii Medycyny oraz Historii Nauk Przyrodniczych” pisał w roku 1927: „A historyk który – dajmy na to za lat 30 – zechce nawiązać dzieje naszej służby zdrowia do pięknego dzieła Giedroycia, wierzę, że będzie mógł zdać sprawę swemu czytelnikowi z mądrze obmyślonych i już bez przerwy wykonywanych usiłowań doskonalenia się Korpusu Sanitarnego Odrodzonej Polski, któremu on swą pracę poświęcił”4.

Obok pracy dydaktycznej i naukowej Giedroyć starał się zadbać o to, by pozostawić w Warszawie godnego następcę. Okazał się nim być Ludwik Zembrzuski, chirurg, oficer WP, historyk i filozof medycyny, wieloletni kierownik Wydziału Szpitalnictwa Departamentu Sanitarnego Ministerstwa Spraw Wojskowych, a następnie dyrektor naukowy Szkoły Podchorążych Sanitarnych w Warszawie. Zembrzuski habilitował się w roku 1929, a w 1931 – przejął po odchodzącym Giedroyciu katedrę wraz z zakładem.

Mimo podeszłego wieku Giedroyć nie zaprzestał pracy nad największym pod względem objętości dziełem, które w dwóch tomach ukazało się w latach 1931–1933. Liczący w sumie ponad 1300 stron Polski słownik lekarski był prezentacją terminów i pojęć, a także potocznych określeń i nawet gwarowych nazw medycznych, z jakimi można się było spotkać do końca XIX wieku włącznie w szeroko pojętym piśmiennictwie lekarskim. Równocześnie starał się, tam, gdzie tylko to było możliwe, wskazać na autorów, którzy poszczególnych terminów lub pojęć używali, pokazując ich odpowiedniki łacińskie, niemieckie i francuskie. Sam autor we wstępie do I tomu tak uzasadniał swój trud: „Zbierając materiały do dziejów medycyny w Polsce, nie mogłem nie zwrócić uwagi na mianownictwo, zwłaszcza że do tego przyłączył się inny wzgląd, czysto praktyczny. Czytając mianowicie pisma lekarzy polskich z czasów odległych, spotkałem niekiedy nazwy zgoła niezrozumiałe, lub których znaczenia domyślałem się dopiero z treści, bo nawet słowniki nie dawały zadowalającego wyjaśnienia”5. Giedroyć starał się zawrzeć wszelkie nazwy lekarskie, z jakimi spotkał się w piśmiennictwie medycznym polskim aż po wiek XIX włącznie. Z zadania tego wywiązał się jak zwykle sumiennie. Adam Wrzosek tak o tym pisał: „Słownik Giedroycia należy zaliczyć do dzieł pomnikowych w naszym piśmiennictwie lekarskim. Nie jest ono wolne wprawdzie od usterek, lecz bledną one całkowicie w porównaniu z jego zaletami. Jako pierwsze tego rodzaju, a więc pionierskie, nie może być ono doskonałe”6. Jak się miało okazać, była to ostatnia tak rozległa praca, jaka wyszła spod pióra Giedroycia. W 1934 roku ukazał się jeszcze druk zwarty zatytułowany Wiekowe spory o błonę dziewiczą. Studium historyczno-lekarskie. Ta licząca sobie nieco ponad siedemdziesiąt stron praca, wyjątkowo wykraczająca poza ramy historii medycyny w Polsce, kończyła wieloletnią działalność pisarską Giedroycia.

Nie mogło tak zasłużonego badacza zabraknąć w gronie członków Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego. Członkostwo czynne, później zaś honorowe, nadało mu Towarzystwo Lekarskie Warszawskie, a w 1934 roku Polska Akademia Umiejętności wybrała go na członka korespondenta. Wiele wysiłku i zaangażowania włożył Giedroyć w organizację Towarzystwa Miłośników Historii Medycyny, które rozpoczęło swoją działalność w 1924 roku.

Emerytura nie była czasem wytchnienia i spokoju. Najpierw przyszła ciężka i przewlekła choroba jego żony Stefanii z domu Choch, która zmusiła Giedroyciów do podporządkowania życia wymogom leczenia. Potem zaczął ciężko chorować sam Giedroyć i, co gorsza, zaczął stopniowo tracić wzrok. Wybuch II wojny światowej i niemiecka okupacja były prawdziwym kataklizmem. Pierwszy września zastał Giedroyciów na letnisku w Konstancinie pod Warszawą, gdzie przebywała również ich córka Maria, po mężu Knoll, oraz wnuczka. Tymczasem nadeszły wiadomości, że dom przy ulicy Kredytowej 8 ucierpiał tak poważnie na skutek bombardowania, że nie nadawał się już do mieszkania. Zniszczeniu uległa większość mebli i wspaniały księgozbiór. Przepadła kolekcja wyrobów porcelanowych, którą profesor z wielkim pietyzmem i znawstwem od lat gromadził. Ogień strawił także małą, acz znaczącą kolekcję obrazów i rysunków, wśród nich płótna Brandta, Malczewskiego, Axentowicza.

Nie było do czego wracać. Giedroyciowie musieli pozostać na letnisku bez środków materialnych, o powrocie do Warszawy nie było póki co mowy. Ciężkich warunków bytowych okupacji nie przetrzymała żona profesora, która zmarła na początku grudnia 1939 roku. Jak wspomina córka: „Wojna, utrata niepodległości Polski, strata ukochanej żony, zmienione tak gwałtownie warunki, obce mieszkanie, brak pracy, książek i dawnego otoczenia, wszystko to wpływało bardzo szybko na pogorszenie się stanu zdrowia i psychiki. Przez pierwszy rok wojny wstawał jeszcze z łóżka, przesiadując w fotelu, ale po grypie, nawet niezbyt silnej już się z łóżka nie podnosił”7. Pomimo troskliwej opieki najbliższej rodziny Franciszek Giedroyć zapadał się w sobie, oddalając się coraz bardziej od spraw tego świata. Najgorsze przyszło latem 1944, gdy Warszawę ogarnęło powstanie. Pomimo że rejon pobytu Giedroyciów pozostawał przez cały czas w rękach powstańczych, dawał się we znaki ostrzał artyleryjski i ogólny zamęt. Z początkiem października wyniszczony, wygłodniały i półprzytomny, wraz z tysiącami warszawiaków, musiał z rozkazu Niemców opuścić Warszawę. Z wielkim wysiłkiem udało się córce znaleźć dla niego miejsce w chłopskiej furmance. Profesor ułożony na noszach był już wówczas umierający. Jakiś człowiek rozpoznał go i głośno powiedział do grupki czekających na wymarsz ludzi: „Patrzcie! Oto nauka opuszcza Warszawę”. Córka Maria nie mogła towarzyszyć ojcu. Jak się miało okazać już nigdy nie mieli się spotkać.

W skrajnej nędzy i nieprzytomny Franciszek Dowmont Giedroyć zmarł w Milanówku koło Warszawy w jednym z pośpiesznie wznoszonych lazaretów 6 października 1944 roku, ledwie w cztery dni po zakończeniu walk powstańczych w Warszawie. Tak o tym wspominał Adam Wrzosek: „Gdy po upadku powstania warszawskiego wpadłem na kilka godzin do Milanówka, nie pamiętam już, czy we wrześniu czy w październiku 1944 roku, na zebranie, na którym byli przeważnie profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego. Dowiedziałem się na tym zebraniu, że właśnie w jakimś szpitalu, bodaj czy nie w samym Milanówku, umarł Giedroyć w biedzie, bośmy się składali wtedy, aby zapłacić za trumnę dla niego. Sic transit gloria mundi!”8. Tym, który zainicjował natychmiastową zbiórkę potrzebnej kwoty, był profesor Julian Walawski, jeden z najwybitniejszych wówczas polskich patofizjologów.

Giedroyć był z pewnością jednym z najbardziej rozpoznawalnych historyków medycyny. Jeśli mówimy dzisiaj o tych, którzy w polskiej historiografii medycznej tworzyli nurt badań źródłowo-dokumentacyjnych, to należy – za Jaromirem Jeszkem – wskazać trzech jego przedstawicieli: Ludwika Gąsiorowskiego i Stanisława Kośmińskiego, którzy przynależą do XIX-wiecznego pokolenia uczonych, oraz właśnie Franciszka Dowmonta Giedroycia, reprezentanta tego nurtu już w XX wieku.

Andrzej Śródka, wydobywając główne pola zainteresowań badawczych warszawskiego uczonego, wymienia: dzieje instytucji medycznych; dzieje lecznictwa i higieny w dawnych wiekach; biografistykę medyczną; historię farmacji; dzieje medycyny sądowej; historię chirurgii; bibliografię medyczną, historię medycyny wojskowej. Z tego prostego wyliczenia wyłania się obraz rozległości zainteresowań i ogromu prac podjętych przez Giedroycia, który cały czas zachowywał przesadną skromność, biorąc sobie za maksymę słowa Joachima Lelewela: „Pisać, co można, a nie frasować się, że tu i ówdzie brak. Przyjdzie drugi i trzeci – i dopełnią”. Chciał służyć swoją pracą innym, postulując aby zgromadzone przezeń i opracowane źródła wykorzystać w przyszłości przy tworzeniu nowoczesnej syntezy historii medycyny w Polsce. Sam przywoływał słowa Hugona Kołłątaja: „Szukajmy materiałów – znajdzie się dziejopis”.

W ocenie wielu jemu współczesnych był człowiekiem cichym i bez reszty oddanym swojej pasji, nigdy nieszukającym poklasku, życzliwym wobec bliźnich, do swojej pracy wyśmienicie przygotowanym. Z wykształcenia lekarz, był wychowankiem gimnazjum klasycznego, dzięki czemu znał biegle łacinę i grekę, prócz tego rosyjski i niemiecki, wystarczająco dobrze francuski. Głęboka znajomość historii sztuki, w szczególności malarstwa, dawała mu szeroką, humanistyczną perspektywę, z której mógł patrzeć na przeszłość medycyny z właściwym dystansem. Cechy charakteru, jak i wszechstronne wykształcenie uczyniły zeń jednego z najrzetelniejszych i znaczących badaczy przeszłości medycyny w Polsce.

Wybrana literatura

 

Dziadek J., Fr. Giedroyć i jego rola w rozwoju historii medycyny w Polsce, „Archiwum Historii Medycyny” 1963, t. XXVI, z. 1/2, s. 61–94.

Gliński J. B., Giedroyć Dowmont Franciszek, [w:] Słownik biograficzny lekarzy i farmaceutów – ofiar drugiej wojny światowej, t. I, Warszawa 1997, s. 106–108.

Knoll M. z Giedroyciów, Wspomnienie o moim ojcu prof. dr Fr. Giedroyciu, „Archiwum Historii Medycyny” 1969, t. XXXII, nr 2, s. 175–182.

Podgórska-Klawe Z., Giedroyć Franciszek (Dowmont), [w:] Słownik biograficzny polskich nauk medycznych XX wieku, red. Z. Podgórska-Klawe, t. I, Warszawa 1997, z. 2, s. 47–49.

Szarejko P., Giedroyć Franciszek Dowmont (1860–1944), [w:] Słownik lekarzy polskich XIX wieku, t. I, Warszawa 1991, s. 202–205.

Śródka A., Giedroyć Dowmont Franciszek, [w:] Uczeni polscy XIX-XX stulecia, t. I, Warszawa 1994, s. 515–518.

Wrzosek A., Wspomnienie o Franciszku Giedroyciu, „Archiwum Historii i Filozofii Medycyny oraz Historii Nauk Przyrodniczych” 1948, t. XIX, nr 1, s. 271–299.

Wrzosek A., Giedroyć Dowmont Franciszek, [w:] PSB, t. VII, Kraków 1958, s. 425–427.

1J. Peszke, Oceny, „Krytyka Lekarska” 1897, R. I, nr 11, s. 363.

2J. Bieliński, Przegląd bibliograficzny, „Gazeta Lekarska” 1908, R. XLIII, t. 28, nr 12, s. 268.

3F. Giedroyć, Źródła biograficzno-bibliograficzne do dziejów medycyny w dawnej Polsce, Warszawa 1911, s. 2.

4S. Trzebiński, Sprawozdania i oceny, „Archiwum Historii i Filozofii Medycyny oraz Historii Nauk Przyrodniczych” 1927, t. VII, nr 1, s. 153.

5F. Giedroyć, Polski słownik lekarski, t. I, Warszawa 1931, s. V.

6A. Wrzosek, Wspomnienie o Franciszku Giedroyciu, „Archiwum Historii i Filozofii Medycyny oraz Historii Nauk Przyrodniczych” 1948, t. XIX, nr 1, s. 294.

7M. Knoll z Giedroyciów, Wspomnienie o moim ojcu prof. dr Fr. Giedroyciu, „Archiwum Historii Medycyny” 1969, t. XXXII, nr 2, s. 179.

8A. Wrzosek, op. cit., s. 296.