Kazimierz Jabłczyński

Urodzony 25 III 1869 w Warszawie. Studia na politechnice w Zurychu (1889–1892). Wykładowca w Towarzystwie Kursów Naukowych oraz jeden z założycieli Wolnej Wszechnicy w Warszawie. Dalsze studia na uniwersytecie w Heidelbergu, doktorat we Fryburgu (1908). Asystent na uniwersytecie w Bazylei (1912/1913). Wykładowca UW, prof. nadzwyczajny (1915), prof. zwyczajny (1924), inicjator budowy gmachu Wydziału Chemii.

Chemik; badania z zakresu kinetyki chemicznej w układach niejednorodnych, koloidów, elektrochemii, jeden z pierwszych badaczy chemiluminescencji.
Sekretarz Koła Chemików przy Oddziale Warszawskim Rosyjskiego Towarzystwa Popierania Przemysłu i Handlu, członek Polskiego Towarzystwa Chemicznego.
Redaktor (wraz z Bronisławem Znatowiczem) tygodnika „Chemik Polski” (1901).
Zmarł 12 X 1944 w Milanówku.

Systematyczne ćwiczenia laboratoryjne z chemii nieorganicznej, Warszawa 1907; Doświadczenia z chemii w życiu codziennym, Warszawa 1911; Podręcznik do ćwiczeń z analizy jakościowej (współautor M. Kowalski), Warszawa 1920; Pierwiastki promieniotwórcze (budowa atomu), Warszawa 1924.

W. Kemula, Kazimierz Jabłczyński (1869–1944). Krótki rys życia i pracy. Notice necrologique, „Roczniki Chemii” 1949, nr 23, s. 349–360; H. Jabłczyńska-Jędrzejewska, Kazimierz Jabłczyński (1869–1944), „Przemysł Chemiczny” 1958, nr 37; s. 258.

HALINA LICHOCKA

KAZIMIERZ JABŁCZYŃSKI

1869–1944

 

Był dwojga imion – Kazimierz Stanisław, ale drugiego imienia nie używał. Ani prywatnie, ani oficjalnie. Nawet świadectwo odbycia studiów na Politechnice w Zurychu zostało wystawione dla „Herr Casimir Jablczynski aus Warschau, Russ-Polen”1. Podobnie było z dyplomem doktorskim, uzyskanym na uniwersytecie we Fryburgu. Dyplom napisany był po łacinie, co można uznać za dowód wpływu, jaki na kształt tego uniwersytetu wywarł jego założyciel – papież Leon XIII oraz Polacy, a wśród nich jeden z pierwszych rektorów tej uczelni – Józef Wierusz Kowalski oraz zatrudniona tam dość liczna kadra profesorska z Krakowa.

Właściciel dyplomu doktorskiego został zapisany jako: „Vir doctissimus Casimirus Jablczynski, Polonus”2. Bez żadnej wzmianki o obywatelstwie rosyjskim, chociaż dokument został sporządzony w 1908 roku, gdy Polski nie było na mapach Europy.

Dopiero Kennkarte wydana przez władze okupacyjne 30 czerwca 1942 roku, ważna do 30 czerwca 1947, zawierała z prawdziwie niemiecką skrupulatnością wszystkie podstawowe dane: „Kazimierz Stanisław Jabłczyński, em. prof. Uniwersytetu Warszawskiego, profesor chemii, wyzn. rzymsko-katolickie, ur. w Warszawie 25. III. 1869, znaków szczególnych brak, fotografia, odciski palców wskazujących prawej i lewej ręki. Adres: Warszawa, ul. Służewska 5; zmiana adresu 22. VII. 1943: Warszawa, ul. Czarnieckiego 13 m. 1”.

Chociaż urodził się w Warszawie, nie był rodowitym mieszkańcem tego miasta. Jeśli wierzyć internetowej Bibliotece genealogii polskiej, jego rodzina pochodziła ze wsi Nowosiółki w guberni mińskiej, gdzie posiadała niewielki majątek ziemski. Przynajmniej część rodziny opuściła tamte strony nie później niż w czasie powstania styczniowego, ponieważ rodzice Kazimierza – Michał Jabłczyński i Emilia Zofia Laube, zawarli związek małżeński już w warszawskim kościele Św. Krzyża. Miało to miejsce w roku 1863.

Ojciec Kazimierza Jabłczyńskiego wszedł w posiadanie fabryki wyrobów gipsowych, mieszczącej się w Warszawie przy ul. Długiej oraz domu położonego przy tej samej ulicy. Fabryką kierował wspólnie ze swym bratem Antonim. Przedsiębiorstwo prosperowało dobrze, zapewniając rodzinie godziwe dochody. Produkowało nie tylko gips budowlany, ale również sztukaterie, rozmaite ornamenty oraz odlewy rzeźb. Kazimierz i jego starszy brat Feliks mieli w przyszłości kontynuować i rozwijać tę produkcję. Jednak los już niebawem pokierował inaczej.

Ich ojciec zmarł w maju 1883 roku, gdy nie zdążyli jeszcze dorosnąć. Kazimierz był wówczas uczniem szkoły średniej, a Feliks – wszechstronnie uzdolniony – rozpoczynał dopiero studia chemiczne na Uniwersytecie w Dorpacie. Jego kariera w przyszłości potoczyła się z dala od gipsowej galanterii; po studiach zajmował się twórczością artystyczną i osiągnął na tym polu liczące się sukcesy. Zdobył sławę i trwałe miejsce w historii naszej kultury jako oryginalny malarz, grafik, rzeźbiarz i literat. Ale wykształcenie chemiczne też mu się przydało – zaowocowało opatentowanym i wdrożonym wynalazkiem nowej metody otrzymywania pasteli malarskich.

Tymczasem w „Kurierze Warszawskim” z dnia 1 czerwca 1883 roku ukazało się następujące ogłoszenie: „Fabryka wyrobów gipsowych i gipsu mielonego, egzystująca przy ulicy Długiej 10 i przy ulicy Leszczyńskiej 3, pod firmą Michała Jabłczyńskiego, z przyczyny śmierci tegoż, nadal prowadzoną będzie pod moim kierunkiem i wszelkie zobowiązania na przyszłość oraz już istniejące roboty, na czas wykończone będą. – Antoni Jabłczyński”3.

Kazimierz ukończył szkołę średnią w Warszawie, ale nie przystępował tu do matury, lecz wyjechał do Szwajcarii i po zdaniu egzaminu państwowego zapisał się na Wydział Chemiczny Politechniki w Zurychu. Jego politechniczne studia trwały od października 1889 roku do sierpnia 1892. Chemia go fascynowała. Uczył się z przyjemnością i uzyskiwał znakomite wyniki. Najniższą oceną, jaką w tym czasie otrzymał, było 4½, a z kilku przedmiotów miał nawet szóstki4.

Po powrocie do kraju pomagał matce w prowadzeniu fabryki. Nie wiadomo, jak szła mu ta praca. Chyba nie najlepiej. Nie ma o tym ani słowa w trzech zachowanych, własnoręcznie przez niego napisanych życiorysach5. Pracował tam zaledwie kilka lat. Co było tego przyczyną? Czy fabryka została sprzedana, czy może przeszła w ręce innych spadkobierców? W każdym razie już w 1898 roku Kazimierz Jabłczyński znalazł się wobec konieczności poszukiwania zajęcia oraz innych źródeł dochodów. Pod ówczesnymi carskimi rządami nie miał żadnych szans na zatrudnienie w instytucjach państwowych lub szkolnictwie, ponieważ był absolwentem uczelni zagranicznej. Tu honorowane były wówczas jedynie dyplomy rosyjskie.

W tej sytuacji, wraz z dwoma innymi kolegami, założył w Warszawie laboratorium chemiczno-analityczne. Mieściło się ono w wynajętym lokalu w Alejach Jerozolimskich. Miało charakter głównie usługowy. Na zlecenie wykonywano w nim analizy rozmaitych materiałów, sprawdzano wartość surowców, wykrywano zafałszowania itp.

W tym czasie Jabłczyński poznał Bronisława Znatowicza, który kierował Oddziałem Krzewienia Wiedzy, świeżo zorganizowanym w Muzeum Przemysłu i Rolnictwa. Znajomość przerodziła się w przyjaźń i kilkuletnią współpracę. Od 1901 roku obaj redagowali „Chemika Polskiego” – tygodnik „poświęcony wszystkim gałęziom chemii teoretycznej i stosowanej” – jak informował jego podtytuł. Jabłczyński obficie zapełniał kolejne numery przekładami i streszczeniami prac zaczerpniętych z obcej literatury, recenzjami chemicznych nowości wydawniczych, doniesieniami z posiedzeń europejskich środowisk naukowych, omówieniami najbardziej aktualnej problematyki chemicznej, wreszcie własnymi artykułami przeglądowymi i badawczymi.

Aktywnie włączył się również w prace Oddziału Krzewienia Wiedzy, w ramach którego powstała Sekcja Odczytowa. Wygłaszał publiczne wykłady popularyzujące różne aspekty chemii i jej praktycznych zastosowań. Dużo tego rodzaju zajęć miał zwłaszcza w 1905 roku, gdy osłabione klęską w wojnie z Japonią i narastaniem wewnętrznego ruchu rewolucyjnego władze rosyjskie zezwoliły Sekcji Odczytowej na powiększenie liczby godzin wykładowych.

Prelekcje Jabłczyńskiego były zajmujące. Narrację uzupełniał pokazami efektownych doświadczeń. Jego słuchaczami byli w większości uczniowie warszawskich szkół średnich. Sala w Muzeum Przemysłu i Rolnictwa wypełniała się po brzegi. Młodzież spragniona była wiedzy podawanej przystępnie w języku polskim.

Te popularne wykłady dały początek Towarzystwu Kursów Naukowych, przekształconemu następnie w Wolną Wszechnicę Polską, której jednym z założycieli był Kazimierz Jabłczyński. Był również przez kilka lat sekretarzem Koła Chemików, utworzonego przy Oddziale Warszawskim Rosyjskiego Towarzystwa Popierania Przemysłu i Handlu. Koło Chemików było zaczątkiem późniejszego, założonego już po odzyskaniu niepodległości, Polskiego Towarzystwa Chemicznego.

Młody entuzjasta nauki był jednocześnie zaangażowanym społecznikiem. Dlatego nie umiał pozostać obojętny wobec toczących się wypadków politycznych. W burzliwym roku 1905 Kazimierz Jabłczyński wstąpił do Polskiej Partii Socjalistycznej, jedynego ugrupowania, o którym wiedział, że ma w swym programie walkę o suwerenność naszego kraju i oderwanie go od Rosji. To był dla niego powód wystarczający. Od razu włączył się w działalność konspiracyjną. Szybko niestety zapłacił za to dwoma miesiącami więzienia. Wyszedł na wolność 1 kwietnia 1906 roku, na dwa tygodnie przed pojawieniem się na świecie jego córeczki – Hanny Wandy. Położenie materialne, w jakim się teraz znalazł, stało się bardzo trudne. Był śledzony przez policję i mimo wytrwałych poszukiwań nie mógł uzyskać żadnej pracy. W grudniu tego samego roku, ostrzeżony przed groźbą ponownego aresztowania, wyjechał za granicę.

Udał się do Heidelbergu i przystąpił do wykonywania pracy doktorskiej w pracowni Georga Brediga w miejscowym Uniwersytecie. Bredig był fizykochemikiem, dawnym uczniem i asystentem Wilhelma Ostwalda w Lipsku. Zajmował się roztworami koloidalnymi metali oraz ich tlenków. Opracował metodę otrzymywania koloidów poprzez kondensację par w temperaturze łuku elektrycznego i pod wysokim ciśnieniem. Tych zagadnień dotyczyła również praca Jabłczyńskiego. Wykonał ją w ciągu roku, lecz egzamin doktorski odłożył na później. Wolał sfinalizować swój dyplom we Fryburgu w Szwajcarii, gdzie Ignacy Mościcki wraz ze współpracownikami stworzył najbardziej liczący się wówczas ośrodek badań procesów chemicznych zachodzących w polu łuku elektrycznego.

We Fryburgu spotkał się z życzliwością skupionego tam, licznego polskiego środowiska. Wystarano się dla niego o stypendium naukowe, przyznane przez Kasę im. Mianowskiego, a profesor chemii nieorganicznej – Tadeusz Estreicher udostępnił mu miejsce w swoim laboratorium. Obrona doktoratu Jabłczyńskiego wypadła bardzo dobrze. Odbyła się 26 marca 1908 roku z wynikiem magna cum laude. Za ten doktorat oraz trzy dodatkowe prace badawcze wykonane we Fryburgu otrzymał nagrodę pieniężną, ufundowaną przez Wydział Filozoficzny tamtejszego uniwersytetu.

W tym samym czasie Jabłczyński, wykorzystując swoje doświadczenie w popularyzacji nauki, zajął się opracowaniem podręczników chemii. W roku 1907 ukazały się aż dwie jego książki. Pierwsza nosiła tytuł: Systematyczne ćwiczenia laboratoryjne z chemii nieorganicznej i była – jak sam napisał w życiorysie – „przeróbką książki W. Hillyera”. Druga, wydana nakładem Kasy im. Mianowskiego, stanowiła polski przekład publikacji Arnolda F. Hollemana: Podręcznik chemii nieorganicznej. Podręcznik ten cieszył się dużą poczytnością i był kilkakrotnie wznawiany6.

Formalna współpraca Kazimierza Jabłczyńskiego z Ignacym Mościckim rozpoczęła się 15 lutego 1909 roku. Tego dnia bowiem Jabłczyński został zatrudniony przez Société de l’Acide Nitrique – szwajcarską spółkę, finansującą badania Mościckiego i czerpiącą zyski z jego wynalazków. Pisał o tym Jabłczyński następująco: „Temat pracy otrzymałem: «Synteza cyjanków z azotu atmosferycznego i węglowodorów w piecu I. Mościckiego». Wobec dobrych wyników zgłosiliśmy wspólnie patenty w Stanach Zjednoczonych (nr pat. 570778) i w Kanadzie (nr pat. 129102). Według tej metody fabryka Azot pod Jaworznem wytwarzała przez pewien czas cyjanki”7.

Nowatorstwo metody polegało na zastosowaniu pieca z wirującym płomieniem, wykorzystującego energię wyładowań elektrycznych. Był to wynalazek Mościckiego, zastosowany po raz pierwszy w zaprojektowanej przez niego technologii otrzymywania kwasu azotowego z powietrza. W pracach nad zagadnieniem produkcji cyjanków uczestniczył również Stanisław Przemyski – wówczas student Uniwersytetu we Fryburgu, wykonujący pod kierunkiem Jabłczyńskiego swoją pracę doktorską.

Na wiosnę 1911 roku temat cyjanków został zakończony. Kończył się równocześnie pobyt Ignacego Mościckiego w Szwajcarii. Mościcki, otrzymawszy propozycję objęcia Katedry Elektrochemii i Chemii Fizycznej w Szkole Politechnicznej we Lwowie, nie podejmował już nowych zobowiązań. Dla spółki, od dwóch już lat zatrudniającej Jabłczyńskiego, oznaczało to konieczność zmiany profilu działania, a dla niego samego – utratę pracy.

W lipcu tego samego roku Kazimierz Jabłczyński uczestniczył w XI Zjeździe Lekarzy i Przyrodników Polskich, który odbywał się w Krakowie. Podczas tego Zjazdu wygłosił referat na temat własnych badań z dziedziny kinetyki chemicznej, dotyczących szybkości tworzenia się osadów.

Kilka miesięcy później otworzyła się przed Jabłczyńskim możliwość otrzymania pracy na Uniwersytecie w Bazylei. Wyjechał tam wiosną 1912 roku. Począwszy od nowego semestru objął funkcję asystenta w katedrze chemii nieorganicznej, kierowanej przez profesora Friedricha Fichtera. Przebywał tam krótko, zaledwie jeden rok akademicki 1912/1913. Z tego okresu pochodzą ich wspólne publikacje na temat otrzymywania i właściwości metalicznego berylu.

Latem 1913 roku Kazimierz Jabłczyński powrócił do Warszawy. Utrzymywał się, ucząc w prywatnych szkołach oraz udzielając prywatnych lekcji chemii. Kontynuował te zajęcia również w czasie trwania I wojny światowej. Już w pierwszych miesiącach wojny Rosjanie ewakuowali z Warszawy wszystkie ważniejsze instytucje, w tym również Uniwersytet i Politechnikę. Zarysowała się długo oczekiwana szansa na repolonizację szkolnictwa. W tej sytuacji warszawska profesura utworzyła Komitet, którego zadaniem było opracowanie programu i wytypowanie kadry naukowo-dydaktycznej dla organizujących się samorzutnie polskich wyższych uczelni.

W skład tego Komitetu wchodził także Kazimierz Jabłczyński. Wraz z Janem Józefem Babińskim przygotował program nauczania chemii dla wydziałów Politechniki. Pozostawał jeszcze problem właściwego doboru kadry. Jego rozwiązaniem zajęła się grupa kilkudziesięciu profesorów chemii z całego kraju. Oceniano dorobek i dydaktyczne kwalifikacje potencjalnych kandydatów. Toczyły się rozmowy i konsultacje. Niebawem chemiczna obsada Uniwersytetu i Politechniki została skompletowana. Gdy Niemcy wyparli Rosjan i zajęli Warszawę, wszystko, co wiązało się z funkcjonowaniem obu uczelni, było już gotowe. Nowym władzom okupacyjnym pozostała już tylko akceptacja zastanej rzeczywistości.

W materiałach archiwalnych dotyczących Kazimierza Jabłczyńskiego znajdują się trzy umowy o pracę, sporządzone w języku niemieckim. Pierwsza nosi datę 9 listopada 1915 roku. Została zawarta na okres jednego roku akademickiego (1915/1916) i powoływała Jabłczyńskiego na stanowisko kierownika Zakładu Chemii oraz wykładowcę chemii nieorganicznej i organicznej na Uniwersytecie Warszawskim. Dwie następne umowy (z 19 lutego 1916 oraz 10 sierpnia 1916) były kolejnymi przedłużeniami tej pierwszej. Natomiast wszystkie dalsze dokumenty, mówiące o zatrudnieniu Jabłczyńskiego na Uniwersytecie Warszawskim, były pisane już wyłącznie po polsku.

Tę polską dokumentację rozpoczynał uprzejmy list z 27 września 1917 roku. Jego nadawcą był ówczesny prorektor Uniwersytetu Warszawskiego – Józef Wierusz-Kowalski, dobrze mu znany jeszcze z czasów fryburskich. List zawierał prośbę, aby Jabłczyński dalej pełnił obowiązki profesora, do czasu zawarcia formalnej umowy.

Tak więc, począwszy od 1915 roku, Kazimierz Jabłczyński wykładał chemię na Uniwersytecie Warszawskim nieprzerwanie przez 24 lata, aż do momentu przejścia na emeryturę, co zgodnie z obowiązującą wówczas ustawą miało nastąpić dnia 1 września 1939 roku. Przez wszystkie te lata nauka stanowiła główną treść jego życia i wypełniała większość czasu. Nawet urlop wziął tylko jeden raz – trzymiesięczny w 1925 roku, aby odpocząć od zajęć dydaktycznych, chociaż i wtedy przychodził na Uniwersytet.

W wolnej Polsce od razu otrzymał nominację na profesora nadzwyczajnego, a w 1924 roku został mianowany profesorem zwyczajnym. Pracował w warunkach niezwykle trudnych. Kierowany przez niego Zakład mieścił się w starym budynku, zbyt małym i niedostatecznie przystosowanym do potrzeb naukowych i dydaktycznych chemii uniwersyteckiej. Laboratorium urządzone było dla 20 osób odbywających ćwiczenia, tymczasem liczba samych tylko studentów chemii na każdym roku wynosiła ponad 60. Poza tym w Zakładzie odbywała swoje obowiązkowe ćwiczenia młodzież (w liczbie około 150 osób) z innych kierunków przyrodniczych oraz z farmacji i weterynarii. W podobnym stopniu przeciążone było audytorium, w którym jednorazowo mogło się pomieścić najwyżej 200 słuchaczy, licząc wraz z miejscami stojącymi, podczas gdy na wykłady chemii profesora Jabłczyńskiego zapisywało się rokrocznie ponad 400 studentów8.

Konieczność jak najszybszej budowy nowego gmachu chemii była więc sprawą oczywistą. Zaangażował się w to Jabłczyński bardzo gorliwie już od samego początku swojej pracy na Uniwersytecie. Nie godził się na żadne rozwiązania prowizoryczne. Chciał, aby nowy gmach był obszerny, nowoczesny i tak urządzony, by mógł z powodzeniem długo służyć następnym pokoleniom chemików. Przekonywał, że wszelkie gorsze rozwiązania okażą się z czasem o wiele kosztowniejsze. Jego argumentacja przyniosła ten skutek, że zanim przystąpiono do sporządzania planów budowy, Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego wysłało delegację do najlepszych europejskich instytutów chemicznych w celu zapoznania się z ich organizacją i zaczerpnięcia wzorów, które by można ewentualnie przeszczepić na grunt warszawski. Delegacja wyjechała w październiku 1919 roku, kierując się do Wiednia, Zurychu, Berna, Fryburga, Bazylei i Karlsruhe. Oprócz Jabłczyńskiego w jej skład wchodzili: organik – profesor Wiktor Lampe oraz architekt – profesor Tadeusz Zieliński.

Delegacja powróciła z nowatorskimi pomysłami. Wykonano projekt gmachu, stosując ambitne rozwiązania techniczne. Całej tej pracy przyświecała troska o stworzenie optymalnych warunków do badań naukowych i nauczania. Projekt ten jednak nie doczekał się realizacji. Zabrakło funduszy, a w dodatku wyłoniły się nieprzewidziane problemy z lokalizacją.

Gdy w 1934 roku Uniwersytet otrzymał teren na Polu Mokotowskim, szansa na budowę nowego gmachu chemii zaczęła po raz pierwszy przedstawiać się dobrze. Ale projekt nieżyjącego już Tadeusza Zielińskiego nie pasował do warunków nowej działki; poza tym zdążył się zdezaktualizować. Od europejskiego rekonesansu ministerialnej delegacji upłynęło przecież 15 długich lat. Wszystko więc trzeba było zaczynać od początku.

Nowy projekt wykonał dziekan Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej – profesor Aleksander Bojemski. Budowa ruszyła we wrześniu 1935 roku, a w grudniu roku następnego znów wyjechała delegacja specjalistów, aby u sąsiadów podpatrzeć nowości. Skład delegacji był podobny do poprzedniego, jedynie Zielińskiego zastąpił Bojemski. Inna była natomiast marszruta: zwiedzano uczelnie w Berlinie, Monachium, Dreźnie i Wrocławiu. Po powrocie Kazimierz Jabłczyński opracował szczegółowy plan urządzenia Zakładu Chemii Nieorganicznej, czyli rozmieszczenia poszczególnych pracowni i ich wyposażenia. Napisał później w swoim życiorysie: „Zakład Chemii Nieorganicznej miałby istotne prawo do roszczenia sobie pierwszeństwa wśród podobnych zakładów Europy [...] obliczony był nie na jakie 10 lat, ale co najmniej na 50”9.

Na wiosnę 1939 roku budowa była już na ukończeniu. W Zakładzie Jabłczyńskiego trwała przeprowadzka, a studenci odbywali ćwiczenia w niektórych pomieszczeniach nowego gmachu. Oficjalne przecięcie wstęgi nastąpiło 23 czerwca 1939 roku. Szczęśliwy Jabłczyński z dumą oprowadzał znakomitych gości: Prezydenta Ignacego Mościckiego – kolegę z czasów fryburskich wraz z towarzyszącymi mu ministrami (również chemikami) – Eugeniuszem Kwiatkowskim i Wojciechem Świętosławskim.

To pamiętne wydarzenie było jednocześnie ostatnim akordem bogatej działalności Kazimierza Jabłczyńskiego na Uniwersytecie Warszawskim. Był profesorem cenionym przez kolegów i młodzież za rozległą wiedzę i umiejętności jej przekazywania. Zwłaszcza dużą frekwencją cieszyły się zawsze jego wykłady, które uatrakcyjniał ciekawymi doświadczeniami i przeźroczami. Natomiast bardzo trudno było zostać dyplomantem prof. Jabłczyńskiego ze względu na niebywałą ciasnotę pracowni. Aby tam trafić, trzeba było wykazać się wysokimi ocenami w przebiegu studiów oraz wykonać analizę specjalnie przygotowanej próbki, złożonej na ogół ze składników mało rozpowszechnionych w przyrodzie. Mimo tych trudności chętnych nie brakowało, ponieważ dyplom z tego Zakładu gwarantował od razu po studiach otrzymanie dobrego stanowiska w przemyśle.

Jednymi z pierwszych doktorantów i współpracowników Jabłczyńskiego byli inżynierowie – Marian Kowalski, który został później profesorem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, oraz Roman Frankowski, Władysław Więckowski i Ferdynand Więckowski. Jednym z najmłodszych wychowanków był natomiast Edward Józefowicz, po II wojnie światowej profesor chemii nieorganicznej na Politechnice w Łodzi.

Tematy prac magisterskich i doktorskich proponowane przez Jabłczyńskiego wiązały się zazwyczaj z problematyką, którą aktualnie sam się zajmował. Zawsze były to zagadnienia z pogranicza chemii nieorganicznej i fizycznej. Interesowała go zwłaszcza kinetyka procesów chemicznych. Najwcześniejsze jego badania prowadzone w warszawskiej pracowni uniwersyteckiej były poświęcone pomiarom szybkości tworzenia się osadów rozmaitych soli, w zależności od rodzaju rozpuszczalnika i warunków przebiegu reakcji – zagadnienie bardzo pojemne, dające możliwości licznych, niebadanych wcześniej kombinacji i uzyskiwania oryginalnych rezultatów. Było ono przedmiotem kilku prac dyplomowych, wykonanych pod kierunkiem Jabłczyńskiego.

Później tematyka się nieco zmieniła. Jabłczyński i jego współpracownicy badali szybkość rozpuszczania się metali w kwasach. Następnie zajęli się prężnością par i prawem równowagi dla elektrolitów. Dalsze prace dotyczyły roztworów koloidalnych, pomiarów wielkości jonów w środowisku wodnym itp. Uzyskiwane wyniki były publikowane głównie za granicą, w niemieckich, francuskich i angielskich czasopismach naukowych, a następnie także po polsku, najczęściej w „Rocznikach Chemii”.

Kazimierz Jabłczyński żył życiem Uniwersytetu. Był kuratorem Koła Chemików Studentów oraz opiekunem Komisji Wydawniczej Koła Przyrodników. Kierował Uniwersyteckim Kołem Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej, a także szkolił w tej dziedzinie pracowników Uniwersytetu, studentów i urzędników różnych szczebli.

Tuż przed emeryturą, całkiem dla niego niespodziewanie, posypały się odznaczenia. W kwietniu 1938 roku otrzymał brązowy medal „Za długoletnią służbę”, a nieco później medal srebrny. Okazało się niebawem, że był to tylko wstęp, bowiem w dniu Święta Niepodległości, 11 listopada tego samego roku, Prezydent Rzeczypospolitej nadał Kazimierzowi Jabłczyńskiemu Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski.

Czas wojny i niemieckiej okupacji spędził w Warszawie. Źle znosił ciężką okupacyjną atmosferę, terror, bezczynność. Opiekowała się nim i wspierała córka. Właściwie wspierali się nawzajem, gdyż byli zdani tylko na siebie. Mąż Hanny Wandy – Edward Jędrzejewski, pilot Eskadry Sztabowej, znalazł się w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie. Walczył jako oficer w lotnictwie Wielkiej Brytanii (RAF). Hanna Jabłczyńska-Jędrzejewska była najpierw studentką, później współpracowniczką swego ojca na Wydziale Chemii Uniwersytetu Warszawskiego. Jednakże nie podzielała jego entuzjazmu dla chemii nieorganicznej. Z upodobaniem i świetnymi rezultatami zajmowała się natomiast konserwatorstwem dzieł sztuki i zabytków. Była też taterniczką i znakomitą narciarką, gorąco propagującą ten rodzaj sportu autorką podręcznika narciarstwa oraz licznych publikacji na ten temat.

Powstanie przeżyli w Warszawie, a potem z niedobitkami wysiedlonej ludności przeszli obóz w Pruszkowie. Później udali się do pobliskiego Brwinowa. Tam Kazimierz Jabłczyński napisał następujący list, adresowany do profesora Włodzimierza Antoniewicza:

„W. Pan prof. W. Antoniewicz (przez grzeczność)

6. X. 1944 r.

Wielce Szanowny Panie Rektorze!

Od niedzieli jestem z córką i kuzynką w Brwinowie – Borki, ul. Kępińska 32, p. Słowacka; prawdopodobnie w poniedziałek wyjeżdżamy do Krakowa, a stamtąd zapewne do Zakopanego.

Mam wielką prośbę do p. Rektora. W dawnym moim mieszkaniu – Żoliborz, ul. Czarnieckiego 13, w piwnicy zostawiłem wiele cennych rzeczy, a przede wszystkim walizki z dokumentami, jak np. z rysunkami Gmachu Chemii itp. Gdyby była możliwa jakaś wspólna akcja ratunkowa, prosiłbym bardzo o wydobycie tych cennych waliz. Na razie tylko tyle. Do zobaczenia w przyszłych lepszych warunkach,

K. Jabłczyński

P. S. Czy jest jakieś stowarzyszenie profesorów w Krakowie i jaki jest jego adres?

Czy mógłbym dostać pożyczkę z R.S.O lub ze Stowarzyszenia Profesorów?”10.

Tam w Brwinowie Jabłczyński napisał również swój kolejny życiorys, który okazał się ostatnim. Do tego życiorysu dołączony był wykaz publikacji11. Liczył około 100 pozycji, w tym jedna przekazana do druku, z datą 1939. W dopełnieniu tekstu życiorysu znajduje się informacja o losach Gmachu Chemii po 1 września 1939 roku oraz o ukrytych dokumentach wraz z planem sytuacyjnym miejsca, w którym należało ich szukać.

Do Krakowa Kazimierz Jabłczyński nie dotarł. Jego podróż skończyła się na stacji w Milanówku. Zepchnięty przez niemieckiego żołnierza upadł na stopnie pociągu i stracił przytomność. Nie udało się go już uratować. Zmarł na peronie. Wydarzyło się to dnia 12 października 1944 roku. Nazajutrz został pochowany na miejscowym cmentarzu.

1Materiały Kazimierza Jabłczyńskiego, sygn III-417, p. 6. Dokumenty i odznaczenia, Archiwum PAN w Warszawie.

2Ibidem.

3„Kurier Warszawski”, nr 133 ab, 1 czerwca 1883.

4Świadectwo odbytych studiów na Politechnice w Zurychu zawiera wykaz zaliczonych przedmiotów, nazwiska profesorów i uzyskane oceny końcowe, Archiwum PAN w Warszawie, op. cit.

5Archiwum PAN w Warszawie, op. cit., p. 5. Autobiografie.

6Dwa następne wydania (w roku 1910 i 1917) również sfinansowała Kasa im. Mianowskiego; czwarte wydanie ukazało się w 1928 roku nakładem Państwowego Wydawnictwa Książek Szkolnych we Lwowie.

7Archiwum PAN w Warszawie, op. cit., p. 5.

8H. Jabłczyńska-Jędrzejewska, Kazimierz Jabłczyński (1869–1944), „Przemysł Chemiczny” 1958, nr 37, s. 258.

9Archiwum PAN w Warszawie, op. cit., p. 5.

10Ibidem.

11Ten wykaz publikacji został wydrukowany jako aneks do artykułu Wiktora Kemuli, Kazimierz Jabłczyński (1869–1944). Krótki rys życia i pracy. Notice nécrologique, „Roczniki Chemii” 1949, nr 23, s. 349–360.