Witold Andrzej Jabłoński
Urodzony 10 I 1901 w Pniewie pod Łomżą. Studia na Uniwersytecie Warszawskim (do 1924) oraz na Sorbonie (1924–1930). Wykładał na Uniwersytecie Qinghua w Pekinie (1931/1932). Doktorat i habilitacja na UW (1933, 1935). Profesor UW (1947). Kierownik Katedry Sinologii (od 1947), dziekan Wydziału Humanistycznego (1950–1951) i Filozoficznego (1951–1952) oraz dyrektor Instytutu Orientalistycznego (1950–1957).
Sinolog, historyk kultury i religioznawca, znawca konfucjanizmu, językoznawca. Opracował zasady polskiej transkrypcji alfabetu chińskiego. Przełożył klasykę literatury chińskiej, m.in. wiersze Li Baia, Wen Yiduo i Qu Yuana. Doradca w Komisji Ligi Narodów w Chinach (1930–1932). Radca w Ambasadzie RP w Chinach (1945–1946).
Członek TNW (1936).
Zmarł 23 VII 1957 w Pekinie.
Geneza chińskiej bibliografii a rodzaje literackie, Warszawa 1950.
Przekłady: Lao-Sze, Niezrównany pan Czao Tsyjue, Warszawa 1948, 1950; Czuang-Tsy, Prawdziwa Księga Południowego Kwiatu, Warszawa 1953.
Jabłoński W. A. [w:] PSB, t. X, Wrocław-Warszawa-Kraków 1962–1964, s. 263.
Lata mijają, prawie nikt już nie korzysta z opasłych tomów Oszanina1, szeleszczący papier zastąpiły elektroniczne słowniki, a mimo to nazwisko profesora Jabłońskiego wciąż wymawiamy ze szczególna atencją. Kolejne pokolenia sinologów czynią w pamięci zakładkę, która ma przypominać o zasługach profesora dla polskiej orientalistyki i naszego Uniwersytetu. Nazywamy go ojcem polskiej sinologii, prawdziwym mistrzem, po którym pozostały książki, artykuły, przekłady literackie, studia, eseje, zapiski oraz szkice. Każdy z tych tekstów, tych niezwykle cennych i całkiem zapomnianych, obszernych i bardzo krótkich, przywołuje jakiś fragment życia profesora, które trwało niewiele ponad pół wieku, a zaczęło się wraz z nastaniem XX stulecia...
Witold Andrzej Jabłoński przyszedł na świat 10 stycznia 1901 roku w rodzinnym majątku w Pniewie pod Łomżą. W ziemiańskim domu jego rodziców, Józefa Jabłońskiego herbu Jasieńczyk i Marii z Wosińskich, wiele mówiło się o nowoczesności, ojczyźnie i nauce. Nie mogło być inaczej, choćby dlatego, że ojciec należał do grupy publicystów skupionych wokół Aleksandra Świętochowskiego zaangażowanych w wydawanie postępowego tygodnika warszawskiego „Prawda”.
Zanim młody Witold otrzymał indeks Uniwersytetu Warszawskiego odbył żmudną drogę domowej edukacji, a potem przez sześć lat (1913–1919) uczył się w stolicy w renomowanym gimnazjum Emiliana Konopczyńskiego (dzisiejszym Adama Mickiewicza). Już wtedy interesował się sztuką, a zwłaszcza architekturą orientalną, i pewnie dlatego wybrał studia na Wydziale Filozoficznym, gdzie obok filozofii wykładano – niestety, w niewielkim zakresie – wiedzę o kulturze Wschodu. Uwielbiał Uniwersytet, ale kiedy wybuchła wojna polsko-bolszewicka, niewiele myśląc, przerwał studia i zgłosił się do wojska, by potem (1921) podjąć działalność w Polskim Komitecie Plebiscytowym na Górnym Śląsku. Kiedy wrócił na uczelnię, ażeby dokończyć studia, wciąż czuł niedosyt wiedzy. W 1924 roku, po uzyskaniu dyplomu, zapadła decyzja o wyjeździe do Paryża. Tyle się tam działo – na Sorbonie i Collège de France wykładali najznakomitsi sinologowie, których sława już wtedy docierała daleko poza granice Francji. Studia u samego Henri Maspéro, Marcela Graneta czy Paula Peliota nie tylko na dobre rozbudziły jego pasje sinologiczne, ale także na wiele lat ukształtowały sposób myślenia o kulturze chińskiej. Miał wiele szczęścia, ale przede wszystkim okazał się znakomitym studentem. Z Paryża wrócił z tytułem magistra Sorbony (licence ès lettres), dyplomem języka chińskiego i japońskiego z École nationale des langues orientales vivantes oraz pierwszym dyplomem wydanym przez L’Institut des hautes études chinoises. W 1930 roku marzenie się spełniło i Jabłoński wyjechał na dwa lata do Chin, gdzie przede wszystkim pracował jako doradca w Komisji Ligi Narodów do spraw reformy oświaty. Wykształcenie, a głównie znajomość języków obcych, otworzyły przed nim wiele możliwości. Przez rok wykładał język i historię literatury francuskiej na Uniwersytecie Qinghua w Pekinie, dzięki czemu poznał i zaprzyjaźnił się z wieloma wybitnymi intelektualistami chińskimi. Odkrywając prawdziwe Chiny, stopniowo poszerzał zakres swoich zainteresowań sinologicznych o współczesną kulturę, język i folklor. Fascynowała go chińska codzienność, nowa literatura, obrzędy i wierzenia zwykłego Chińczyka. Podczas swojej długiej i samotnej podróży po Centralnych i Zachodnich Chinach, którą w dużej mierze odbył pieszo, zbierał materiały i doświadczenie potrzebne do przyszłej, poważnej działalności naukowej.
Powrót do Polski otworzył nowy etap w życiu Jabłońskiego. Ślub z Antoniną z Obrębskich, uroczą kobietą i zarazem znakomitą polonistką i slawistką, wprowadził młodego naukowca w świat wspólnych badań lingwistycznych, gorących dyskusji, ciekawych projektów, a nade wszystko wspaniałego związku dwojga mądrych i serdecznych ludzi. Pani Antonina Obrębska towarzyszyła mężowi nie tylko przy pracach badawczych, w długich podróżach, ale także w rozwoju kariery naukowej, którą w jej przypadku wieńczył tytuł profesora filologii białoruskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Jednakże w początkach małżeństwa to głównie Witold Jabłoński poświęcał się pracy naukowej, dzięki czemu już w 1933 roku obronił tytuł doktora (na podstawie pracy Le sentiment personnel et le conformisme dans le Li Ki) na Uniwersytecie Warszawskim. Kolejne awanse przyszły równie szybko, co natychmiastowa propozycja asystentury w Seminarium Orientalistycznym UW oraz wykłady o Chinach w Szkole Wschodoznawczej przy Instytucie Wschodnim w Warszawie.
Jego habilitacja (na podstawie pracy Les „siao-ha (i-eu) l-yu” de Pekin. Un essai sur la poésie populaire en Chine) w czerwcu 1935 roku na Wydziale Humanistycznym UW odbiła się szerokim echem między innymi dlatego, że kolokwium poprowadził gościnnie profesor Jan Przyłuski, ówczesny profesor Collège de France, wybitny buddolog, który świetnie pamiętał Jabłońskiego z czasów studenckich w Paryżu. Świeżo upieczony docent natychmiast został zaproszony do współpracy przez Jana Jaworskiego – komilitona z czasów paryskich, który objął kierownictwo nowo utworzonej katedry sinologii w Seminarium Orientalistycznym UW. Dzięki środkom uzyskanym ze stypendium Funduszu Kultury Narodowej, ostatnie trzy lata przed wybuchem II wojny światowej Witold Jabłoński spędził głównie za granicą, odwiedzając ośrodki naukowe w Anglii, Korei, Japonii, Stanach Zjednoczonych i oczywiście w Chinach. Półtoraroczny pobyt w Pekinie stał się okazją do kontynuowania pracy badawczej, wygłoszenia wielu wykładów na Uniwersytecie Yanjing oraz podjęcia współpracy z tamtejszymi wydawnictwami akademickimi. Niestety, wkrótce po powrocie do kraju nadzieje na rozwój polskiej sinologii i współpracy naukowej legły w gruzach wraz z wybuchem wojny. Pomimo zniszczenia Seminarium Orientalistycznego wraz z jego całym dorobkiem, Jabłoński, tak jak wielu pracowników UW, nie poddał się. Organizował tajne komplety uniwersyteckie, opiekując się swoimi byłymi studentami, uczestniczył w konspiracyjnych spotkaniach pastora Michała Kośmiderskiego i nadal ślęczał nad chińskimi tekstami, jakby wbrew rzeczywistości okupacyjnej grozy. Cudem udało mu się ocalić swoje zbiory orientalne, szczególnie zagrożone w czasie wysiedlania ludności po powstaniu warszawskim. Mógł znowu spokojnie do nich sięgać, kiedy w lutym 1945 roku, po długiej tułaczce, wrócił do wyzwolonej Warszawy, gotów do odbudowy miasta, Uniwersytetu i normalnego życia. Wiadomo, że to właśnie Witold Jabłoński całą swoją energię poświęcił na odzyskanie Biblioteki Uniwersyteckiej UW, zawłaszczonej i wywiezionej przez Niemców do Pruszkowa i Gerbitsch. Trudne działania rewindykacyjne zakończyły się sukcesem, dzięki czemu ocalała większość przedwojennych zbiorów bibliotecznych. W odradzającym się Uniwersytecie Warszawskim Witold Jabłoński ponownie zajął miejsce wykładowcy i zastępcy profesora reaktywowanej Katedry Sinologii, która po śmierci prof. Jana Jaworskiego (1945) przez dwa lata pozostawała nieobsadzona.
Jesienią 1945 roku Jabłoński został powołany na stanowisko radcy w Ambasadzie RP w Chinach. Zamiana togi na garnitur dyplomatyczny wprawdzie dowiodła jego rozlicznych talentów, ale też okazała się krótkotrwała ze względu na niestabilną sytuację polityczną i militarną w samych Chinach. Jabłoński, doskonale rozumiejący układ sił na arenie międzynarodowej oraz zawiłości walki toczącej się w Chinach między siłami Guomindangu i komunistami, czynił wszystko, aby nadać właściwe znaczenie nowo powstałej placówce polskiej w Nankinie, będącej podówczas stolicą Republiki Chińskiej, oficjalnie rządzonej przez Czang Kaj-szeka. Po roku całkiem owocnej współpracy z ambasadorami ZSRR i USA Jabłoński wrócił do pracy dydaktycznej na Uniwersytecie Warszawskim. Tym razem już jako tytularny profesor nadzwyczajny objął w 1947 roku Katedrę Sinologii, która stała się jego „domem” na resztę życia. Niestety, tej reszty nie pozostało zbyt wiele. Zaledwie dziesięć lat, w czasie których profesor zarażał wszystkich entuzjazmem i pracowitością, roztaczając wszędzie aurę serdeczności. Garnęli się do niego studenci, doktoranci, naukowcy oraz zwykli ludzie, z którymi uwielbiał rozmawiać, zwłaszcza kiedy chodziło o wspomnienia z przeszłości, zajmujące anegdoty i żarty. Miał wiele okazji do tego typu spotkań, ponieważ jego aktywność zdała się nie mieć granic. Pełnił w tym okresie niezliczoną liczbę funkcji, zwłaszcza na Uniwersytecie, gdzie kierował najpierw Wydziałem Humanistycznym, a po jego reorganizacji Wydziałem Filologicznym, jednocześnie stojąc przez siedem lat na czele Instytutu Orientalistycznego. Jego zaangażowanie w sprawy polskiej orientalistyki budziło powszechny szacunek, nawet u tych, którzy próbowali wówczas forsować „jedynie słuszną linię ideologiczną partii”. Zasługi profesora Jabłońskiego dla powstania i rozwoju młodej dyscypliny naukowej, jaką była ówczesna orientalistyka, są nie do przecenienia. Udzielając się na przeróżnych forach i w instytucjach, by wymienić tylko ministerialną komisję programową dla poszczególnych kierunków orientalnych, usiłował stworzyć dla nich przyjazny klimat i warunki do dalszego rozwoju w Polsce. Pomimo trudnych warunków materialnych i politycznych, w polskiej orientalistyce nie brakowało prawdziwych autorytetów naukowych, do których Witold Jabłoński niewątpliwie należał. Wraz z innymi założył w Polskiej Akademii Nauk działający do dziś Komitet Orientalistyczny oraz stworzył pracownię Słownika Chińsko-Polskiego w Zakładzie Orientalistyki PAN, w którym pracował od 1956 roku jako etatowy pracownik. Pomysł wydania słownika chińsko-polskiego z prawdziwego zdarzenia zajmował profesora od lat. Wydawało się, że entuzjazm, z jakim przystąpił do organizowania pracy, zdoła przenieść góry. Niestety, kiedy go zabrakło, projekt został zawieszony2.
Czas „żniw” nie trwał zbyt długo, choć okres profesury okazał się niezwykle urodzajny, obfitując w rozliczne podróże zagraniczne, udział w prestiżowych konferencjach naukowych, członkostwo w komitetach naukowych, radach redakcyjnych oraz odznaczenia i nagrody państwowe. O tym można przeczytać w każdej notatce encyklopedycznej, w których nie ma jednakże miejsca na informacje świadczące o wielkim szacunku, jakim darzyli profesora chińscy uczeni, sędziwi i trochę młodsi, świetnie pamiętający jego wykłady w Pekinie.
Kiedy w maju 1957 roku Witold Jabłoński wyjechał w kolejną podróż do Chin, nikt nie przypuszczał, że nigdy z niej nie powróci. Wszystko odbywało się według planu: najpierw miesiąc pracy badawczej w Pekinie, potem Chiny Środkowe i Zachodnie, przemierzane szlakiem sprzed 25 lat. Po powrocie do Pekinu profesor czuł się znakomicie. Swój ostatni wieczór życia (22 lipca) spędził na przyjęciu w Ambasadzie PRL wydanym z okazji Święta Odrodzenia. Następnego dnia już nie żył. Wokół jego śmierci narosły legendy i spekulacje. Właściwie do dziś okoliczności jego zgonu pozostają niewyjaśnione. W archiwum MSZ brakuje na ten temat jakichkolwiek dokumentów.
Po uroczystościach pogrzebowych w Pekinie urnę z prochami Witolda Jabłońskiego sprowadzono do kraju i złożono 31 lipca 1957 roku na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.
Oto zamknięta historia życia i zarazem wciąż otwarte „archiwa” jego spuścizny. Wiele z dorobku naukowego Witolda Jabłońskiego zachowało do dziś swoją ogromną wartość, tworząc kanon polskiej wiedzy sinologicznej. Warsztat naukowy profesora, ukształtowany w dużej mierze we Francji pod wpływem bodaj najwybitniejszych sinologów ubiegłego stulecia, w Polsce nie miał sobie równych. Jego styl prowadzenia badań cechowała odwaga w stawianiu pytań oraz przenikliwość, godna najdoskonalszego umysłu i niezwykłej intuicji. Niewątpliwie Jabłoński reprezentował typ humanisty otwartego i błyskotliwego, mogącego się pochwalić nie tylko ogromną erudycją i szerokimi horyzontami poznawczymi, ale także świetną znajomością sztuki i literatury europejskiej. Profesor Chmielewski, wierny uczeń, późniejszy asystent i zarazem wybitny sinolog, w swoim wspomnieniu o Jabłońskim podkreśla rozległość i wielowarstwowość jego badań oraz zainteresowań3. Chmielewski jak rzadko kto znał i rozumiał charakter studiów mistrza, które niezwykle celnie określił jako „syntetycznie zwarte [...], skierowane bardziej na zjawiska i procesy ogólne niż na jednostkowe fakty filologiczne”. Wybór socjologicznej postawy wobec analizowanych zjawisk kulturowych, którą zaszczepił profesorowi Marcel Granet zafascynowany Durkheimem, nie jest dzisiaj niczym wyjątkowym, ale w powojennej sinologii należał do rzadkości. Według profesora Chmielewskiego zależność naukowa Jabłońskiego świadcząca o wpływie Graneta przejawiała się niewątpliwie w „afilologiźmie metody, jak i socjologicznym aspekcie postawionego pytania”, natomiast niezależność w „sformułowaniu zagadnienia a rebours w stosunku do zasadniczej linii zainteresowań Graneta oraz poniekąd w semantycznej metodzie pracy”4. Samodzielność Jabłońskiego wyrażała się także w poszerzeniu pola badawczego o współczesne Chiny. Nie oznaczało to porzucenia zainteresowań starożytnością, tak typowego dla szkoły francuskiej, lecz skierowanie uwagi na chińską kulturę XX wieku, przez cale dziesięciolecia traktowaną przez zachodnią sinologię po macoszemu.
Wobec wielości dyscyplin, nurtów, aspektów i tematów badawczych omówienie ogromnego dorobku naukowego profesora Jabłońskiego nie jest zadaniem łatwym. Z bogatej bibliografii obejmującej ponad siedemdziesiąt pozycji w języku polskim, francuskim, angielskim i chińskim wyłaniają się dzieła o znaczeniu fundamentalnym, poważne artykuły naukowe, szkice, rozważania, uwagi, teksty popularyzatorskie, przekłady i recenzje. Pozostają one nie tylko różne pod względem objętości i znaczenia, ale nade wszytko tematyki. Pośród nich znajdziemy publikacje poświęcone myśli chińskiej, etyce, historiografii, dziejom Państwa Środka (zwłaszcza dynastii Han); rozwojowi nauki chińskiej; religiom i sztuce Chin oraz Azji Wschodniej; chińskiej literaturze tradycyjnej i współczesnej; etnografii oraz stosunkom polsko-chińskim. A i tak jest to lista zbyt uproszczona i pobieżna.
Przyjęło się, że swoiste opus magnum Jabłońskiego to przekład Prawdziwej Księgi Południowego Kwiatu Zhuangzi5. Wybór Zhuangzi nie był przypadkowy, bowiem – jak pisze Chmielewski – „z kierunków myśli chińskiej Witoldowi Jabłońskiemu najbliższy był filozoficzny taoizm, a Prawdziwa Księga Południowego Kwiatu, główne dzieło tego kierunku, było jego ulubionym tekstem, z którym od wielu lat był zżyty i nad którym pracował od lat”6. W owym czasie tłumaczenie tego arcydzieła chińskiej literatury, pod którym podpisali się także Chmielewski i Wojtasiewicz, było wydarzeniem epokowym. Nie tylko ze względu na trudności interpretacyjne, językowe oraz bibliograficzne, ale i ogrom komentarzy, które trzeba było starannie przygotować. Inicjując wielki projekt przełożenia na język polski największych klasyków literatury i myśli chińskiej, profesorowi zależało na bardzo dobrym poziomie merytorycznym, literackim oraz edytorskim. Już sam fakt podzielenia się autorstwem ze swoimi uczniami, którzy tylko w niewielkim stopniu wsparli go pomocą w opracowywaniu tekstu, wskazuje, że świadomie dążył on do promowania nauki i kultury polskiej poprzez stworzenie cyklu prac zespołowych Uniwersytetu Warszawskiego. Przez długie dziesięciolecia polska wersja pozostawała jednym z najnowocześniejszych przekładów dzieła Zhuangzi na świecie7. Następnym dziełem w tym cyklu był literacko-filologiczny przekład poezji Qu Yuana (ok. 340 p.n.e.-ok. 278 p.n.e.), starożytnego poety chińskiego, przygotowany przez profesora we współpracy z dwoma uczniami, Januszem Chmielewskim i Olgierdem Wojtasiewiczem. Wiele się wtedy nauczyli od Jabłońskiego, który już wcześniej dał się poznać jako znawca epoki i spuścizny Qu Yuana (zorganizował m.in. sesję ku czci poety)8.
Prace profesora były wzorem nie tylko dla pokolenia jego bezpośrednich uczniów, ale też sinologów, którzy kształcili się w Uniwersytecie Warszawskim w późniejszych latach. We wcześniej wspomnianych obu dysertacjach naukowych, doktorskiej i habilitacyjnej, Witold Jabłoński zmierzył się z trudną, acz odmienną materią naukową. Le sentiment personnel et le conformisme dans le Li Ki poświęcone analizie i semantycznemu rozbiorowi pojęć i kontekstów zasadniczych dla zrozumienia konfucjańskiej kazuistyki rytuału, zawartych w Liji, dziele zaliczanym do Pięcioksiągu Konfucjańskiego, różni się pod względem tematu, zakresu i metody badań od Les „siao-ha (i-eu) l-yu” de Pekin. Un essai sur la poésie populaire en Chine, oryginalnej rozprawy interdyscyplinarnej z pogranicza literaturoznawstwa i etnografii. Autor przeanalizował w niej 177 dziecięcych piosenek, zebranych osobiście na ulicach Pekinu, dając dowód swojej nieprzeciętnej wiedzy i wyczucia dla badań etnograficzno-socjologicznych. Jednocześnie, jak na prawdziwego filologa przystało, i tym razem pokazał się jako bardzo wrażliwy i utalentowany tłumacz. Z jego tłumaczeń literatury chińskiej na język polski wciąż korzystają polscy czytelnicy, a nade wszystko studenci, których całe generacje wychowały się na Antologii literatury chińskiej9. Jabłoński wraz z Chmielewskim, Dębnickim i Wojtasiewiczem przełożył wybrane fragmenty najważniejszych tekstów literatury chińskiej, począwszy od prostych inskrypcji na brązach z IX wieku p.n.e. po wiersze Mao Zedonga (1893–1976), które należy dziś traktować jako swoiste signum tamtej epoki. Tak zresztą, jak i jego zainteresowanie ówczesną polityką i kulturą ChRL. Profesor żył przecież w czasach, kiedy Chiny Ludowe niejednemu wydawały się nadzieją dla reszty świata, a ogłoszona w 1956 roku tzw. Kampania Stu Kwiatów, liberalizująca politykę kulturalną ChRL, zwiodła nawet wybitnych intelektualistów chińskich, wśród których miał on tak wielu przyjaciół i oddanych współpracowników.
Jabłoński nie tylko lubił tłumaczyć, ale także zajmował się teorią translatoryki, zwłaszcza dotyczącą przekładów z języków orientalnych10. Jego przekłady wierszy Li Baia (701–762), Wen Yiduo (1899–1946), Qu Yuana i nade wszystko powieści Zhao Ziyue pióra Lao She (1899–1966)11, tłumaczonej z chińskiego po raz pierwszy na jakikolwiek język obcy, przez dziesięciolecia nie straciły ani siły wyrazu, ani warsztatowej doskonałości. To, co nie przetrwało próby czasu, to opracowana przez Jabłońskiego dla polskiego użytkownika transkrypcja pisma chińskiego. Pomimo gruntownego uzasadnienia fonologicznego transkrypcja ta (zwana sinologiczną, 1953), podobnie jak PWN-owska z 1962 roku oraz inne arbitralnie i bezładnie naśladujące niemieckie, francuskie, angielskie i rosyjskie systemy zapisu chińskich wartości fonetycznych w końcu przegrały z oficjalnie obowiązującą w świecie transkrypcją hanyu pinyin.
Ze wspomnień uczniów Witolda Jabłońskiego wyłania się wprawdzie postać prawdziwego uczonego, nowoczesnego naukowca i świetnego pedagoga, ale też człowieka, który w niczym nie przypominał gabinetowego profesora, żyjącego li tylko w kręgu zakurzonych ksiąg. Nie można zapominać o jego zasługach dla popularyzowania wiedzy na temat kultury chińskiej (czego najlepszym przykładem była publikacja niewielkiej książki Z dziejów literatury chińskiej), warto też pamiętać o studiach nad recepcją kultury polskiej w Chinach, głównie poświęconych Mickiewiczowi, a także o jego rozleglej działalności na rzecz rozwoju Uniwersytetu Warszawskiego i nauki polskiej.
W zmieniającym się Uniwersytecie wciąż można spotkać ślady profesora Jabłońskiego. Najważniejszy z nich to jego cenna biblioteka, która po wielu latach tułaczki wreszcie trafiła do nowej siedziby Zakładu Sinologii.
1Znany słownik rosyjsko-chiński (Bolszoj Kitajko-russkij slowar) pod redakcją I. M. Oszanina.
2Były też inne powody przerwania projektu.
3J. Chmielewski, Witold Jabłoński, „Przegląd Orientalistyczny” 1958, nr 1 (25), s. 8.
4Ibidem, s.10.
5Czuang-Tsy, Nan-hua-czen-king: Prawdziwa Księga Południowego Kwiatu, przeł. W. Jabłoński, J. Chmielewski, O. Wojtasiewicz, wstęp i red. W. Jabłoński, Warszawa 1953.
6J. Chmielewski, op. cit., s. 14.
7Następny, poprawiony przekład Zhuangzi z języka oryginału, ukazał się w Polsce dopiero w 2009 roku. Por. Zhuangzi, Prawdziwa Księga Południowego Kwiatu, przeł. M. Jacoby, Warszawa 2009.
8Zob. K’ü Jüan. Zbiór referatów wygłoszonych na sesji ku czci poety, red. W. Jabłoński, Warszawa 1954; K’ü Jüan, Pieśni z Czu, przeł. W. Jabłoński, J. Chmielewski, O. Wojtasiewicz, red. W. Jabłoński, Warszawa 1958.
9Antologia literatury chińskiej, przeł. W. Jabłoński, A. Dębnicki, O. Wojtasiewicz, red. W. Jabłoński, Warszawa 1956.
10Zob. W. Jabłoński, Zagadnienia przekładów z języków orientalnych zilustrowane na materiale chińskim, [w:] O sztuce tłumaczenia, red. M. Rusinek, Wrocław 1955; Tantan fanyi wenti [Rozważania o problemach przekładowych], „Zhongguo juwen” 1956, nr 44, Beijing.
11Lao-Sze, Niezrównany pan Czao Tsyjue, przeł., wstęp, przypisy W. Jabłoński, Warszawa 1948 (II wyd. Warszawa 1950).