Władimir Prochorowicz Amalicki

Urodzony 1 VII 1860 we wsi Stariki (gubernia wołyńska). Studia przyrodnicze na Uniwersytecie Petersburskim (1879–1883); magisterium* tamże (1887); pracownik Uniwersytetu Petersburskiego (1886–1890); pracownik UW (od 1890); doktor** geognozji (1892); pracownik Politechniki Warszawskiej od 1904.

Geolog, mineralog, wybitny pedagog; zwolennik tezy o jedności świata roślinnego i zwierzęcego w Eurazji i Afryce okresu permu, odkrywca szczątków gadów nazwanych przez niego dwinozaurami (Dvinosauri) i kotlassiami (Kotlasii primi).
Kustosz gabinetu geologicznego Uniwersytetu Petersburskiego, dyrektor Politechniki Warszawskiej (1908); organizator laboratorium patologicznego w Warszawie.
Zmarł 28 XII 1917 w Kisłowodzku (Kraj Stawropolski).

Otlożenija piermskoj sistiemy Oksko-Wolżskogo bassiejna (Niżegorodskaja gubiernija), St. Petersburg 1887; Matierialy k poznaniju fauny piermskoj sistiemy Rossiji (miergielisto-piesczanyje porody Oksko-Wolżskogo bassiejna), St. Petersburg 1892; Ueber Anthracosien der Perm-Formation Russlands, „Paleontographica” 1892, t. XXXIX; Raskopki ostatkow pozwonocznych w 1889 g. w piermskich otlożenijach siewiera Rossiji, Warszawa 1900.

S.W. Pietuchow, Władimir Prochorowicz Amalicki – życie dla sprawy (w 150. rocznicę urodzin), „Ewolucja” 2011, nr 4, s. 57–72.

* rosyjski odpowiednik europejskiego doktoratu
** rosyjski odpowiednik doktora habilitowanego

ZBIGNIEW J. WÓJCIK

WŁADIMIR PROCHOROWICZ AMALICKI

1860–1917

 

Władimir Prochorowicz Amalickij – tak w transkrypcji na język polski winno się zapisać nazwisko jednego z najbardziej znanych profesorów Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego. Zwykle jednak skracamy ten zapis, zarazem go spolszczając, i piszemy: Władimir Amalicki. O tyle jest to uzasadnione, że jego przodkowie mieli należeć do polskiej szlachty wołyńskiej. O sobie praktycznie nigdy nie pisał. Jako rosyjski urzędnik państwowy: profesor Uniwersytetu w Warszawie (od 1890), a później dyrektor (rektor) tutejszego Instytutu Politechnicznego Mikołaja II (od 1908), gorliwie realizował wielkoruską politykę w Priwislanskim Kraju. Wybitne miejsce w nauce zajął dzięki swoim pracom geologicznym i paleontologicznym prowadzonym w miejscach posługi profesorskiej, choć gromadził materiały terenowe głównie na północy europejskiej części Rosji. Był szczególnie wrażliwy na postępy w nauce najzdolniejszych, niezależnie od ich narodowości. Szczęśliwie się złożyło, że na uczelniach Warszawy pracował w tym czasie, gdy podobnymi cechami charakteru legitymował się inny przedstawiciel nauk geologicznych – Aleksander Lagorio (1852–1941). Razem z krystalografem Georgijem Wulfem stworzyli tu przodujący ośrodek naukowy w skali europejskiej i kilkunastu ich uczniów było w latach późniejszych profesorami szkół wyższych rosyjskich oraz polskich. Przez ich uczelniane pracownie przewinęło się wielu Polaków, studentów i absolwentów uczelni rosyjskich i zachodnioeuropejskich (m.in. Jan Czarnocki, Mieczysław Limanowski, Jan Samsonowicz, Józef Siemiradzki). Było to dla nich tym ważniejsze, że gabinety geologiczne i mineralogiczne tych dwóch zakładów były dobrze oprzyrządowane i zaopatrzone w porównawcze kolekcje, a zbiór kręgowców permskich znad Małej Siewiernoj Dwiny był wręcz wyjątkowy.

Ze skąpych informacji biograficznych, jakie mamy o Amalickim, wynika, że urodził się 1 lipca 1860 roku we wsi Stariki w Żytomierskiem. Imię ojca – Prochor – zdaje się świadczyć o tym, że nie czuli się Polakami. Zapewne w Żytomierzu ukończył szkołę średnią, znaną z wysokiego poziomu nauczania przyrodniczego, ale i dużej liczby uczących się miejscowych Polaków. Znał język polski od dzieciństwa, co później ułatwiało mu kontakty w czasie pracy w Warszawie (1890–1915). Czując się Rosjaninem, nie żywił niechęci do Polaków. Był jednak bardzo gorliwym urzędnikiem. Zapewne dlatego w 1905 roku został dotkliwie pobity na ulicy w Warszawie.

W latach 1879–1883 studiował nauki przyrodnicze na Uniwersytecie Petersburskim, gdzie też uzyskał kandydaturę nauk przyrodniczych, magisterium i doktorat (1892). Po studiach pozostał na uczelni jako członek ekspedycji gleboznawczej Wasilija Dokuczajewa do guberni Nowogrodzkiej, co zaowocowało stosowną monografią wraz z mapą geologiczną (1887). Gdy w 1890 roku prof. Jan Trejdosiewicz odszedł z Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego na emeryturę, Amalicki – zapewne za namową Dokuczajewa – zgodził się na przejęcie katedry geologii i paleontologii tej uczelni. Z pewnością nie traktował tego jako wyróżnienia, bo marzył o pracy na stołecznej uczelni, a Warszawę w Rosji traktowano jak głęboką prowincję.

W Warszawie podjął wykłady, wtedy jeszcze jako magister, obok Aleksandra Lagoria – mineraloga i petrografa – autora znakomitych prac, mającego już ucznia Georgija Wulfa, wybitnego krystalografa. Amalicki również miał szczęście do uczniów. Wyróżnili się swoimi osiągnięciami m.in.: Stanisław Karczewski, Piotr Koroniewicz, Jan Lewiński, Paweł Prawosławlew, Borys Reihbinder, Feliks Rutkowski, Aleksandr Skrinnikow, Józef Sioma, Dmitrij Sobolew, Konstanty Wołłosowicz. Zatem Polacy i Rosjanie. Jeden z nich – Lewiński – w przyszłości (po 1915) miał pracować w tym samym gabinecie co Amalicki.

Paweł Prawosławlew, jako jedyny z wymienionych, nie prowadził badań terenowych na terenie Kongresówki. Dyplom ukończenia studiów uzyskał on w 1898 roku, po czym jako stypendysta Amalickiego oraz laborant w gabinecie geologicznym (1901–1909) uzupełniał swą wiedzę w Austrii, Niemczech, Szwajcarii i Francji. Magisterium uzyskał w 1909 i tego roku podjął pracę w głębi Rosji.

Dmitrij Sobolew ukończył studia w 1899 roku na podstawie rozprawy o geologii Gór Świętokrzyskich, z którymi na lata związał swoje badania. Amalicki zatrudnił go w gabinecie mineralogicznym Instytutu Politechnicznego (1899–1915), lepiej wyposażonym niż gabinet uniwersytecki. Po ewakuacji do Rosji w czasie I wojny światowej zrazu tułał się z tą uczelnią (Niżny Nowgorod, Rostow), a później został profesorem geologii na uniwersytecie w Charkowie.

Z Polaków Jan Lewiński ukończył uczelnię w 1898 roku, broniąc rozprawy o amonitach jurajskich. Szans na pozostanie na uczelni nie miał. Amalicki wyjednał mu możliwość współpracy z Komitetem Geologicznym w Petersburgu. Jednocześnie Lewiński prowadził Pracownię Geologiczną w Muzeum Przemysłu i Rolnictwa w Warszawie, świadczącą usługi dla rolnictwa i kopalnictwa mineralnego, a także wykładał w Towarzystwie Kursów Naukowych. Miał formalne kłopoty w okresie międzywojennym, gdyż kierował katedrą uniwersytecką, a nie miał doktoratu. Obronił się wtedy na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie.

Losy dwóch innych wychowanków Amalickiego potoczyły się inaczej. Konstanty Wołłosowicz wywodził się ze zruszczonej rodziny z Mińszczyzny; ojciec był popem. Gdy podejmował studia geologiczne na Uniwersytecie Warszawskim, był już absolwentem prawosławnego seminarium duchownego – m.in. dlatego korzystał ze specjalnego stypendium przyznawanego Rosjanom za podjęcie nauki w Warszawie. W Kongresówce szybko znalazł się w polskiej nielegalnej organizacji i, po jej wykryciu, trafił na zesłanie do Archangielska. Ponieważ był to teren badań Amalickiego nad kręgowcami kopalnymi, mistrz zlecił mu prowadzenie systematycznych studiów w obszarze przebywania, umożliwiając w ten sposób przygotowanie rozprawy kandydackiej, którą Wołłosowicz obronił w Warszawie, korzystając ze specjalnej przepustki. W 1897 roku ukazała się ona w czasopiśmie związanym z Uniwersytetem. To prawda, że czasy Mikołaja II były stosunkowo liberalne w Rosji, ale tego typu działania wymagały od Amalickiego dużego wysiłku. Nie wszystkie jego zamierzenia kończyły się sukcesem. Jednym z najlepszych jego studentów na Uniwersytecie był Stanisław Karczewski (1878–1954). Kandydaturę uzyskał w 1901 roku na podstawie opisu fauny karbońskiej Dąbrowskiego Zagłębia Węglowego. Pozostał w katedrze geologicznej jako asystent do 1905 roku, tzn. do strajków szkolnych. Przez cały czas kontynuował badania, ogłaszając wyniki w czasopiśmie uczelnianym oraz w naukowej prasie polskiej. Były one tak znaczące, że Amalicki wystąpił do władz oświatowych o tzw. stypendium profesorskie, z czym wiązały się uzupełniające studia na uczelniach zachodniej Europy. Względy patriotyczne zdecydowały, że Karczewski zrezygnował z pracy na rosyjskiej uczelni i przeszedł do polskiego szkolnictwa średniego. Mimo to Amalicki wydrukował w „Warszawskich Uniwiersitieckich Izwiestiach” w 1906 roku jego rozprawę O mikroskopiczeskom strojenii Dombrowskogo kamiennogo ugla (w roku następnym ukazała się ona w „Pamiętniku Fizjograficznym” pt. O budowie mikroskopowej węgla kamiennego z Dąbrowy Górniczej). Było to na ten temat studium pionierskie w skali światowej. Amalicki uznał decyzję Karczewskiego za zasadną, mimo że był zdecydowanym przeciwnikiem społecznych postulatów spolszczenia Uniwersytetu.

Spośród uczniów Amalickiego magisterium na Uniwersytecie Warszawskim uzyskał Józef Sioma. Na uczelni był od 1901 roku asystentem, a później kustoszem zbiorów. W 1913 roku został profesorem mineralogii i geologii w Instytucie Agronomicznym w Woroneżu. Przygotowana pod okiem mistrza rozprawa Nabludienija i issliedowanija po minieralogii i gieologii Lysogoria (Moskwa 1917) należy do klasyki. Po powrocie do Warszawy kierował katedrą gleboznawstwa Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

Wymienieni uczniowie Amalickiego, niezależnie od miejsca pracy, bronili swych rozpraw na Uniwersytecie.

Bibliografie geologiczne Polski praktycznie pomijają dorobek Amalickiego z czasów jego pracy na Uniwersytecie Warszawskim. Niesłusznie. Niewielka notatka O liednikowych otlożenijach okriestnosti Warszawy („Trudy Warszawskogo Obszczestva Jestiestwoispitatieliej”, 1892/1893) jest interesującym opisem skarpy wiślanej od Bielan po Belweder, zawiera również opis wiercenia do 184 m w głąb ziemi. Tę pozycję odnotowano, ale pominięto ważne studium Matierialy k poznaniju fauny piermskoj sistiemy Rossiji. I. Miergielisto-pieszczanyje porody Okskowolżskogo bassiejna. Anthracosidae, ogłoszone w Warszawie w 1892 roku, jedno z najważniejszych w jego dorobku (doktorat w Petersburgu).

Odkrycie cmentarzysk permskich kręgowców nad Siewierną Dwiną w 1896 roku miało na lata związać profesora uczelni warszawskich z badaniami materiału kostnego, nagromadzonego w dalekiej przeszłości na pograniczu zbiornika morskiego i lądu kontynentalnego. Nikt się wtedy nie spodziewał takiego materiału: na jego podstawie skompletowano 20 szkieletów dużych gadów, wypreparowano też 20 dobrze zachowanych czaszek i inne szczątki kostne. Uruchomiono wielki front robót wykopaliskowych (częściowo wspierał mistrza wspomniany już zesłaniec Wołłosowicz). Nagromadzony materiał systematycznie przywożono do Warszawy, gdzie był składany w gabinetach geologicznych Uniwersytetu. Rzecz ciekawa, że preparacją zajmował się niższy personel techniczny, ale merytoryczne analizy wykonywał sam profesor. Tak było do 1915 roku, z tym że Amalicki od 1904 roku, już jako dziekan Wydziału Górniczego Instytutu Politechnicznego, a od 1908 roku dyrektor, miał mniej czasu, dlatego też odkładał większe studium na ten temat na przyszłość.

Wybuch wojny w 1914 roku oraz pośpieszna ewakuacja Uniwersytetu i Instytutu Politechnicznego nie sprzyjały wywiezieniu na wschód kolekcji paleontologicznej. Z Instytutu Politechnicznego wywieziono m.in. 3 tysiące okazów znakomitej kolekcji minerałów, zakupionych uprzednio od rodziny Tytusa Chałubińskiego przez prof. Lagoria. Na mocy Traktatu Ryskiego z 1921 roku uzgodniono, że do Polski wróci kolekcja Chałubińskiego (wróciła połowa, bez najwartościowszych okazów), a do Rosji zostanie przesłana kolekcja Amalickiego. Tak się stało. Znany paleontolog z Uniwersytetu Warszawskiego, prof. Roman Kozłowski, osobiście pakował okazy, które trafiły do Akademii Nauk ZSRR w Moskwie. Amalicki wtedy już nie żył. Zmarł 15 grudnia 1917 roku w Kisłowodzku, gdzie leczył się w sanatorium. Władze Akademii powołały specjalną komisję, której zadaniem było opracowanie kolekcji. Wydano m.in. Dniewnik nabludienij po Maloj Siewiernoj Dwinie (Sewierno-Dwinskoje roskopki prof. A.P. Amalickogo) (Leningrad 1931). Dziś kolekcja ta jest ozdobą dużej sali wystawowej w Muzeum Paleontologicznym Rosyjskiej Akademii Nauk w Moskwie.

Geologowie dwóch rosyjskich uczelni warszawskich końca XIX i początku XX wieku stanowili zwarty krąg, skupiony wokół rosyjskiego towarzystwa przyrodniczego przy Uniwersytecie Warszawskim, w którego „Izwiestijach” drukowano najszybciej swe prace. Profesor Amalicki był kierownikiem katedry geologiczno-paleontologicznej na Uniwersytecie, ale od 1894 roku wykładowcą w Instytucie Politechnicznym. Niemal wszyscy korzystali z gabinetów w Instytucie, gdyż tam było więcej miejsc. Z zasady nie ujawniali swoich poglądów politycznych. Sam Amalicki rozumiał dążenie Polaków do posiadania własnej uczelni w Warszawie. W czasie strajków szkolnych i później wysunął wniosek, by Cesarski Uniwersytet Warszawski przenieść w głąb Rosji, i w związku z tym złożył nawet wizyty władzom kilku miast (m.in. Niżny Nowgorod, Rostow nad Donem), nie uzyskując jednak zainteresowania swoimi pomysłami. Jako dyrektor Instytutu Politechnicznego wiedział, że prawie wszyscy jego wychowankowie są zaangażowani w Towarzystwie Kursów Naukowych i w Towarzystwie Naukowym Warszawskim. Nie przeszkadzał im w tej pracy. Jako asystentów po strajkach szkolnych miał przeważnie Rosjan, ale to zależało głównie od polityki kuratora Warszawskiego Okręgu Szkolnego. Zresztą niektórzy, jak Dmitrij Sobolew, byli bliscy spolszczenia i konieczność ewakuacji z Warszawy w 1915 roku bardzo przeżyli. W nowych miejscach pracy starali się wykańczać rozprawy rozpoczęte przed wojną.

Po ewakuacji z Warszawy prof. Amalicki nie miał łatwego życia w Rosji. Z powodu pozostawionej w Warszawie kolekcji paleontologicznej popadł w zatarg z władzami oświatowymi. Mimo młodego wieku zaczął chorować. Zmarł, mając 57 lat.

Gdy spogląda się z perspektywy czasu na wszystko, co dotyczyło dokonań Władimira Amalickiego, nasuwa się kilka refleksji związanych z jego osobowością oraz uwarunkowaniami, w jakich przyszło mu działać w Warszawie w latach 1890–1915. Zdecydował się na profesurę na Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim, gdy miał ledwie 30 lat i wiedział, że szybki awans na uczelniach w głębi Rosji jest niemożliwy. Władzom oświatowym polecił go Wasilij Dokuczajew, wybitny geolog i gleboznawca, pod którego kierownictwem w Petersburgu i w guberni nowogorodzkiej pracował przez kilka lat. Dokuczajew niebawem miał objąć dyrekturę instytutu agronomicznego w Puławach (wtedy Nowoaleksandria) i wiedział, że będzie częstym gościem w Warszawie, sprawując opiekę nad swoim współpracownikiem. Dla Rosjan profesura na Uniwersytecie Warszawskim nie była atrakcją, wyczekiwano raczej na zwolnienie katedry na jednej z głównych uczelni Imperium. W Warszawie Amalicki spotkał już zadomowionego dorpatczyka Aleksandra Lagoria i dostrzegł skupionych wokół niego wybitnych studentów i absolwentów, zresztą głównie Polaków. Ambicja nakazywała mu utworzenie własnej szkoły geologiczno-paleontologicznej, nastawionej w dużym stopniu na nowoczesne rozpoznanie geologiczne Kongresówki. Dał dobry początek rozprawką o osadach geologicznych skarpy wiślanej. Nie bronił uczniom prowadzenia badań terenowych w Rosji. Wcześnie dostrzegł jednak geologiczną atrakcyjność Królestwa Polskiego (wówczas Priwislanskiego Kraju). Swoich wychowanków kierował na Wyżynę Małopolską – głównie w Góry Świętokrzyskie i do Zagłębia Dąbrowskiego. W krótkim czasie dokonano znacznego rozpoznania terenu, korzystając z pomocy finansowej towarzystwa przyrodników przy Uniwersytecie, petersburskiego Komitetu Geologicznego, a także z pomieszczeń i aparatury otwartego w 1898 roku Instytutu Politechnicznego. Ponieważ Lagorio został jego pierwszym dyrektorem, a po kilku latach tamże Amalicki objął wykłady z geologii, część uczelni tej stała się de facto naukową filią geologicznych zakładów uniwersyteckich.

W tym też czasie nad Siewierną Dwiną rozmyta została skarpa i na powierzchnię wydostały się szczątki permskich kręgowców. Najlepszym znawcą obszarów położonych bardziej na południe był Amalicki. Tam właśnie podjął on eksploatację materiału kostnego w 1896 roku i prowadził ją do I wojny światowej. Z pomocy współpracowników i wychowanków – poza Wołłosowiczem – praktycznie nie korzystał. Obarczony nadmiernie pracą dydaktyczną i administracyjną (zwłaszcza po 1908 roku, gdy przejął kierownictwo Instytutu Politechnicznego) nie miał czasu na studia kameralne. Pracy naukowej na przeszkodzie stało jego głębokie przeświadczenie, że jako Rosjanin powinien być gorliwym wykonawcą poleceń władz oświatowych nakazujących utrzymanie szkół warszawskich jako uczelni rosyjskojęzycznych. Z tego też względu nie był łubiany w Warszawie, choć bardzo ceniony przez najzdolniejszych uczniów.

I jeszcze jedno. Zarówno Lagorio (od 1880), jak i Amalicki (od 1890) działali w okresie, gdy w najlepszych szkołach średnich w Rosji był bardzo wysoki poziom nauczania przyrodoznawstwa. Zdaje się to świadczyć, iż inteligencja uciekała wtedy od nauk społecznych. Mając do dyspozycji wiele literatury przyrodniczej – i czytając ją – kierowano młodzież na studia medyczne, przyrodnicze, techniczne. Z tego względu w końcu XIX i na początku XX wieku było na Uniwersytecie Warszawskim tak duże grono zdolnej młodzieży. Profesor Amalicki potrafił się nią zaopiekować.