Franciszek Armiński

Urodzony 2 X 1789 w Tymbarku. Kształcił się prywatnie w dziedzinie matematyki w Krakowie, Warszawie (m.in. u Joachima Liveta) oraz w Paryżu (u Jeana-Baptista Delambre’a). Pracownik UW w latach 1816–1830.

Astronom, matematyk. Organizator katedry astronomii UW i obserwatorium astronomicznego na terenie Ogrodu Botanicznego.
Stypendysta władz oświatowych Księstwa Warszawskiego, członek Towarzystwa Przyjaciół Nauk, odznaczony orderem św. Stanisława. Zmarł 14 I 1848 w Warszawie.

Krótki rys historyczny tyczący się umiejętności astronomii, Warszawa 1825.

Armiński F. [w:] PSB, t. I, Kraków 1935, s. 159–160

JÓZEF BEŁZA

FRANCISZEK ARMIŃSKI*

1789–1848

 

Stosownie do wielkich praw przyrodzenia, gdy wszystko prędko niknie pod działaniem silnej ręki czasu, słuszną i pożyteczną jest rzeczą starać się o przedłużenie pamięci o ludziach, którzy naukową pracą usiłowali przyłożyć się do postępu ludzkości; zwłaszcza, gdy ich imię łączy się z zawsze pożyteczną wiadomością historyczną o oświacie krajowej.

Z tej wychodząc zasady, postanowiliśmy tutaj skreślić bieg życia przebieżonego w zawodzie najużyteczniejszym, najpracowitszym oraz najskromniejszym, jednego z najzasłużeńszych profesorów ziemi naszej.

Franciszek Armiński urodził się dnia 2 października 1789 roku w parafii Tymbark w górach Karpackich; straciwszy w niemowlęctwie rodziców, najpierwsze początki wychowania odebrał w domu swego wuja. Czując niejako instynktowo potrzebę oświaty, która opuszczonej sierocie miała kiedyś zapewnić znakomite miejsce w szacunku społecznym, i będąc jeszcze dzieckiem, udał się do Krakowa, gdzie wśród najdziwaczniejszych, nawet trudnych do uwierzenia kolei losu, ukończył szkoły normalne; a dalej mogąc już znaleźć utrzymanie z ciężkiego grosza, uzbieranego dawaniem lekcji prywatnych, i gimnazjalne oraz pierwszoletnie kursa filozofii i matematyki. Nie widząc możności wykształcenia się dalszego w Krakowie, zostającym naówczas pod rządem austriackim, udał się następnie Armiński do Warszawy za czasów b. Księstwa Warszawskiego, gdzie, pozostając w domu śp. kasztelana Aleksandra Linowskiego, kształcił się w różnych częściach matematyki, w czym znalazł pomoc tak w ówczasowej szkole inżynierów, jako też i w prywatnie branych lekcjach od pana Liveta, ówczesnego profesora szkoły aplikacyjnej.

Poznawszy tak pracowitym sposobem szerokie pole zakreślone przez naukę, skoro tylko uzbierane z dalszego dawania lekcji fundusze na to mu pozwoliły, udał się Armiński przy końcu roku 1811 własnym kosztem za granicę, gdzie postanowił za główny przedmiot obrać sobie astronomię. Sława imion naukowych, europejskich, zwabiała wówczas młodzież poświęcającą się umiejętnościom do Paryża; tam też to w roku 1812, przebywszy Niemcy, przybył i Armiński. Wśród wszelkiego rodzaju naukowych ułatwień stolicy Francji, prędko rozpoznał on, że, chcąc przeniknąć najgłębsze tajniki Uranii, potrzeba rozległego zapasu rozmaitych wiadomości, a w szczególności wszystkich części matematyki; z usilnością przeto wiek młody znamionującą, z uszczerbkiem nawet swego zdrowia, zaczął pracować w naukach stycznych przygotowawczych, aby później korzystnie mógł zgłębić przedmiot główny.

Wszystkie jednak powyższe usiłowania może by nie wydały spodziewanego plonu, gdyby nie pełna ludzkości pomoc naukowa, przez uczonych francuskich podana młodzieńcowi, którego jedynym prawem do tego była wytrwałość i praca. Często słyszeć można było wymawiane przez Armińskiego ze czcią, obok imienia Maliszewskiego, znakomitego jego wówczas w Paryżu opiekuna, imiona Delambra i Arago, którzy to ostatni z rzadką uprzejmością prowadzili jego kroki po początkowo śliskich ścieżkach głębokiej umiejętności. Tej to ich ludzkości winien swe prędkie wykształcenie się Armiński; podobnie jak jeszcze jeden z pierwszych dzisiejszych astronomów, który niedawno wzruszającym sposobem w tej treści w pismach czasowych oświadczył, że, przybywszy bez żadnych poleceń do Paryża dla kształcenia się, znalazł współczucia u uczonych francuskich, iż tylko wyłącznie temu winien jest swe dzisiejsze położenie naukowe1.

Obznajmiony z zapasem pomocniczych nauk, oddał się Armiński wyłącznie astronomii tak teorycznej, jak praktycznej, mając dozwolony i ułatwiony przystęp do wielkiego obserwatorium paryskiego; i na tego to rodzaju zatrudnieniach, pod okiem znakomitych mężów nauki, zeszedł mu czas od roku 1812 do połowy roku 1815.

Teraz już zbliżyła się chwila, w której Armiński zbierać miał owoce z mozolnej swojej pracy. Uczeni astronomowie francuscy, a później już jego przyjaciele, chcieli przyswoić czynność jego narodowi, u którego pobrał wykształcenie, i w tym celu wyrobili mu miejsce dyrektora obserwatorium astronomicznego na Wyspie Francuskiej (Île de France). Zaiste pochlebne to było wezwanie, dające mu pierwszeństwo wśród tylu młodych zdolności ówczasowej Francji; jakoż przyjął je i przed udaniem się na nowe swoje przeznaczenie, przez parę miesięcy pobierał już płacę ze skarbu francuskiego.

W tym to czasie, w nowo utworzonym Królestwie Polskim, rząd baczną zwrócił uwagę na publiczne oświecenie, a znakomite znaczeniem i światłem osoby wpływające na to postanowienie namówiły Armińskiego do zrzeczenia się w kraju obcym zaszczytnej posady w teraźniejszości i świetnych na przyszłość widoków; jedna z nich z własnych funduszów udzieliła mu zasiłku pieniężnego dla nieprzerywania prac naukowych, a wkrótce potem ówczasowa Dyrekcja Edukacji Publicznej w dniu 2 września 1814 roku, przesławszy mu 3000 zł na pozostanie jeszcze przez rok w Paryżu i zapewniwszy stosowne miejsce za powrotem do kraju, stanowczo go powróciła ziemi rodzinnej, nie bez wewnętrznego z tej okoliczności najmocniejszego jego zadowolenia.

Opuściwszy Francję i zwiedziwszy tak angielskie, jako też i obserwatoria południowej Europy, w 1815 roku wrócił Armiński do Polski; gdy zaś jeszcze wtedy nie było miejsca odpowiedniego jego usposobieniu, ówczasowy Wydział Oświecenia Narodowego przeznaczył go tymczasowo do dawania matematyki tak w wyższych klasach b. liceum warszawskiego, jako też w kolegium ks. Pijarów. Po ukończonym zaś roku szkolnym Komisja Rządowa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego oddała mu w mającym się urządzić wydziale filozoficznym b. Uniwersytetu katedrę astronomii oraz wezwała go, aby, obok istniejącego wydziału prawa i administracji, natychmiast rozpoczął wykład matematyki dla kandydatów, których taż władza zamierzyła dla dalszego kształcenia się naukowego wysłać za granicę. Tu pierwsza nadarzyła mu się sposobność okazania gorliwości; skwapliwie chwyta ją Armiński, podwaja bezpłatnie liczbę godzin na jego wykład przeznaczonych i tym sposobem ukończą z uczniami cały bieg najważniejszych części matematyki, którzy wtedy, po zdaniu wobec władz rządowych zaszczytnie egzaminu i następnie dopełnieniu swego wykształcenia, z chlubą piastowali lub jeszcze piastują ważne obowiązki służby publicznej.

Nauki matematyczne w wydziale filozoficznym urządzającego się wówczas Uniwersytetu Warszawskiego liczyły wtedy tylko dwóch profesorów, to jest księdza Dąbrowskiego pijara i Armińskiego; pierwszy, oprócz swych obowiązków w szkołach wojewódzkich, wykładał algebrę wyższą i niższą, geometrię analityczną i początki rachunku różniczkowego; drugi zaś, prócz astronomii w 6 godzinach tygodniowo, z własnej gorliwości w drugich 6 godzinach nauczał wyższego rachunku analitycznego, jako to: różniczkowego (differencjalnego), całkowego (integralnego), różnic (calcul aux differences), nadróżniczkowego czyli wariacyjnego, z zastosowaniem tychże do mechaniki niebieskiej, a oprócz tego i trygonometrii kulistej. Tym to jedynie sposobem, tą szlachetną gorliwością, początkowy brak profesorów wznoszącego się zakładu mógł być zastąpiony, i kształcącej się młodzieży podana sposobność ogarnięcia całego ogromu nauki, dla prędszego usposobienia jej do późniejszego zaradzenia temu niedostatkowi. Przysługa niemała, skoro zważymy, że pierwsze kroki w głębokich umiejętnościach, bez zręcznych i biegłych przewodników, prawie postawić się nie dadzą.

Począwszy od roku 1817 do 1830, nauczał Armiński jako profesor Uniwersytetu tylko trygonometrii kulistej i astronomii w całej obszerności.

Wiadomo, iż obeznawszy się z astronomią teoryczną i znacznym szeregiem stycznych z nią nauk, jeszcze nie można uważać się za astronoma. Astronomia, jako jedna z nauk przyrodzenia, opiera się na doświadczeniu i drogą jedynie doświadczenia sprawdzić w niej można głębokie wypadki rachunku; z drugiej zaś strony, przez pracowite badania, przychodzi się do rozszerzania jej wzniosłej dziedziny. Przejęty tą prawdą Armiński, czując cały zaszczyt wykładania tej umiejętności i stąd chcąc swym uczniom najjaśniej okazać wielkie prawa budowy wszechświata, nie tylko że pierwszy podał rządowi myśl założenia obserwatorium astronomicznego w Warszawie, ale i gorliwie starać się zaczął o jej urzeczywistnienie. Po mozolnych trudach w celu powyższym przedsiębranych, w których zapał młodzieńczy dla dobra nauki naraził go nieraz na nieprzewidzianą przykrość, niczym niezrażony, doczekał się nareszcie tej pociechy, iż oceniono jak należało jego zachody, wyznaczono fundusz na wybudowanie gmachu obserwatorium i na zakupienie narzędzi astronomicznych, odpowiednich postępowi nauki.

Wygotowanie zaś tak pierwotnego planu budowli2, jako też i nabycie potrzebnych narzędzi poruczono Armińskiemu, który nie opuszczając swych profesorskich obowiązków, sam z niezmierną stratą czasu zajmował się tak dozorem wznoszącej się budowli, jako też i jej wewnętrznym urządzeniem, ażeby celowi swemu odpowiedziała. Jaka to jest praca, ile wymaga mozołu i że tak powiemy poświęcenia, ci tylko dostatecznie ocenić mogą, którzy choć na małą stopę urządzali jaki zakład naukowy; jakoż sam Armiński, w czasie przeznaczonym do spoczynku profesorów, musiał kilkakrotnie wyjeżdżać już to po marmury pod narzędzia astronomiczne, już to dla zdjęcia planów innych obserwatoriów, już też nareszcie po sprowadzenie zamówionych przez niego w Monachium narzędzi. Nawiasowo nadmienić tu wypada, że powyższe zlecenia dopełnił z gorliwością i bez żadnego wynagrodzenia.

Wszystkie powyższe prace, jakkolwiek znacznego mozołu wymagające, były tylko przedwstępnymi do wielkiej, przy ustawieniu i uregulowaniu narzędzi astronomicznych oczekującej go3. Rzecz ta tylko ręką znawcy dokonaną być może, inaczej narzędzia popsute zostaną lub też cel właściwy stosownego ich ustawienia nie będzie osiągnięty. Wreszcie inna jest rzecz złożyć narzędzie naukowe małego wymiaru, a inna wielkie astronomiczne, do którego niekiedy oświetlenia potrzeba częstokroć przebić masę utrzymującego je słupa marmurowego, a jedno przy tym uchybienie psuje i cały ogromny kamień stale osadzony, i zupełnego przerobienia wszystkiego stać się może powodem; stąd też za granicą przy urządzaniu obserwatoriów astronomicznych, mechanicy narzędzia astronomiczne robiący, za bardzo znacznym wynagrodzeniem, do powyższej czynności są używani. W braku u nas tego rodzaju ludzi, sam Armiński dobrowolnie pracę tę wykonał. Są jeszcze między nami, którzy widzieli w urządzającym się obserwatorium, jak Armiński przed ustawieniem narzędzi, przy przygotowaniu pod nie marmurów, z ujmą zdrowia, po całych dniach pracował jak prosty rzemieślnik, aż wreszcie, po długim mozole, doczekał się tej pociechy, że instytut jego staraniem wzniesiony ujrzał się w roku 1825 już na takim stopniu, iż czynności naukowe w nim rozpoczęte być mogły. I tego także dokonał Armiński bez innego wynagrodzenia, nad najmilsze, że zostawia po sobie pomnik, który w późne czasy z dziękczynnym wspomnieniem przekaże następcom imię jego założyciela.

W następnych latach trudnił się Armiński, już jako dyrektor nowego zakładu, dalszym urządzaniem narzędzi tak astronomicznych, jako też i meteorologicznych i spostrzeżeniami astronomicznymi, które tak dla korzyści samej umiejętności, jako też i pożytku uczniów b. Uniwersytetu Aleksandrowskiego, a zatem i swoich, były wykonywanymi. W roku 1829 wszystkie narzędzia zostały ustawione i uregulowane, spostrzeżenia astronomiczne jako pewne zapisywane, i obserwatorium stanęło na stopie równającej je z pierwszymi tego rodzaju zakładami w Europie. Powyższy najmozolniejszy okres życia Armińskiego, pokrótce przez nas przebieżony, jedna mu najpiękniejsze prawo do szacunku wszystkich przyjaciół oświaty krajowej.

W życiu poświęconym pracy naukowej praktycznej trudno było znaleźć czas stosowny do rozszerzania umiejętności przez piśmienne drukiem jej prawd ogłaszanie; jednak i tu, o ile tylko mógł, starał się służyć Armiński oświacie krajowej; dowodem tego są niektóre jego pisma naukowe, drukowane w Rocznikach b. Towarzystwa Królewskiego Przyjaciół Nauk, którego był członkiem itp.

Oprócz powyższych tak mozolnych zatrudnień używany był Armiński i do innych ważnych prac rządowych. W skutku wezwania b. ministra Przychodów i Skarbu, w czasie ferii Uniwersytetu w roku 1828 i 1829, oznaczył on położenie geograficzne niektórych miejsc b. województwa sandomierskiego w dobrach górniczych, a mianowicie najwyższego w Polsce, czyli góry zwanej Łysicą4; urządził obserwatorium astronomiczne w b. konwikcie ks. Pijarów na Żoliborzu, wpływał do wszelkich deputacji z jego przedmiotem związek mających itp.

Tyle i tak pożytecznych zatrudnień zwróciło na niego powszechną uwagę. Uniwersytet Aleksandrowski zaszczycił go stopniem doktora filozofii, a wiekopomnej pamięci cesarz Aleksander, orderem św. Stanisława klasy IV.

Po roku 1830 pełnił Armiński obowiązki dyrektora obserwatorium aż do dnia swojej śmierci; i z tego to czasu spostrzeżenia astronomiczne, jeżeli kiedy będą drukiem ogłoszone, jak to było jego zamiarem, dowiodą, że w ścisłości nie ustępują pracom w tymże obserwatorium wprzódy wykonanym i znanym już uczonemu światu5. Oprócz tego w tym okresie, nie pełniąc już obowiązków profesorskich i mając więcej chwil wolnych, zajmował się przedmiotami naukowymi piśmiennymi, które jeszcze drukiem nie są ogłoszone.

Dotąd zastanawialiśmy się nad zaszczytnie przebieżoną drogą naukową założyciela warszawskiego obserwatorium; dla dokończenia naszego obrazu, parę słów o życiu jego domowym nie będzie tu zbytecznym. Nie dzielimy wcale zdania, że o zgasłych albo nic się nie mówi, albo ich tylko chwalić wypada; bo głównym warunkiem historii, chociażby i w najmniejszym jej zarysie, jest prawda; zaszczytne zaś wspomnienie tą drogą zmarłemu oddane jest dopiero największą nagrodą jego pamięci uczynioną. Wreszcie Armiński dopiero co ubył spośród nas i zbyt wiele pozostaje znających go, aby w razie potrzeby piszący przez poezję śmiał ubarwić rzeczywistość. Do sądu więc ogólnego odwołujemy się, utrzymując, że Armiński był jednym z najgodniejszych ludzi, a charakter jego prosty, otwartość, szczerość, niczym niewzruszona prawość jednały mu powszechny szacunek. Pomnąc na krótkość życia ludzkiego, żył ze wszystkimi w zgodzie i nigdy podła zawiść lub nikczemna złośliwość życia jego nie splamiła; z pominieniem względów, nawet na własne widoki, szedł zawsze drogą prawdy, a święta jej pochodnia wszędzie, nawet wobec wysokich osób, zawsze jego słowa oświecała; stąd też doczekała się jego pamięć tej najsłodszej nagrody, że w uznaniu jego prawości nie ma zdań różnorodnych.

Dotknięty od niejakiego czasu ciężką chorobą serca, wśród najokropniejszych bólów przewidując swój zgon, przygotował się do niego, jak przystało na człowieka, którego religia nie była w samych tylko słowach. Bez obawy patrzał na zbliżającą się chwilę przejścia, bo głęboka nauka już mu od dawna odkryła, że za grobem musi być lepiej, zważając jak w wszechświecie wszystko jest cudownie urządzone. Wyprzedził więc nas tam, dokąd wszyscy szybko zdążamy, opuszczając ziemię w dniu 14 stycznia 1848 roku. Pochowany w pieczarach powązkowskich.

Na tę więc przeto bolesną dla nas stratę, na grób jednego z najzasłużeńszych oświacie krajowej mężów, rzucamy należną mu gałązkę wawrzynu.

*Tekst opublikowany pierwotnie jako: Opis biegu życia Franciszka Armińskiego, założyciela i dyrektora Obserwatoryum Astronomicznego Warszawskiego, „Biblioteka Warszawska”, t. II, kwiecień 1848, s. 63–73. Ortografia i interpunkcja uwspółcześnione, składnia i leksyka oryginału.

1Quetellet, dyrektor obserwatorium astronomicznego w Brukseli, w piśmie czasowym „L’Institut”.

2Plan ten nie został w zupełności przyjętym. Porobiono w nim mimo woli Armińskiego następujące zmiany, które lubo umiejętności w działaniach praktycznych nie przeszkadzają, wpływają jednak na niekształtność sali obserwacyjnej: i tak, ażeby obserwatorium tworzyło korpus dwóch postawionych już poprzednio pawilonów i było w linii cieplarni ogrodu botanicznego: rozkazano nowo wznoszącą się budowlę zetknąć obu końcami z temi cieplarniami; stąd wynikło, że powyższa budowla nie mogła być postawioną w kierunku płaszczyzny południkowej i dlatego to przecięcia w środkowej sali obserwacyjnej, które z potrzeby umiejętności muszą koniecznie być otwarte w kierunku tejże płaszczyzny, nie są prostopadłe do ścian frontowych budowli. Mimo zdania Armińskiego, dla lepszego kształtu budynku, wystawiono na nim wieże daleko wyższe, jak w podanym planie wskazano; stąd powstały schody mniej wygodne, środek drzewem wyłożony i podwyższony oraz utrudnione otwieranie przecięć.

3Niniejsze odtąd szczegóły czerpane są z akt b. królewskiego warszawskiego Uniwersytetu i ogłoszonych drukiem posiedzeń tegoż Uniwersytetu od roku 1824 do roku 1830.

4Zobacz pismo „Pamiętnik Sandomierski, czyli Starożytności Polski” wydawane przez Tomasza Ujazdowskiego, Warszawa 1830, t. II, s. 427, gdzie Armiński cel swojej pracy i jej wypadki obszerniej opisuje.

5Oznaczenie położenia geograficznego obserwatorium warszawskiego, umieszczone w piśmie francuskim „Connaissance des Temps” 1846, s. 30–32.