Feliks Jan Bentkowski
Urodzony 27 V 1781 w Lubartowie (Lubelszczyzna). Studia pod kierunkiem m.in. Wolffa, Voigta i Niemayera na Uniwersytecie oraz w Instytucie Pedagogicznym w Halle; nauczyciel języków starożytnych oraz języka niemieckiego w Liceum Warszawskim; tytuł doktora filozofii przyznany przez Uniwersytet Jagielloński (1814); zastępca profesora (1817); profesor zwyczajny UW (1818).
Historyk, literaturoznawca. Sklasyfikował literaturę polską pod względem formalnym oraz przeprowadził ocenę twórczości najwybitniejszych jej przedstawicieli.
Redaktor „Pamiętnika Warszawskiego” (1814–1821).
Członek Towarzystwa Przyjaciół Nauk, doktor honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego, kierownik Archiwum Głównego Królestwa Polskiego w Warszawie.
Zmarł 23 VIII 1852 w Warszawie.
Historya literatury polskiej..., t. 1–2, Warszawa–Wilno 1814; Wstęp do historyi powszechnej, Warszawa 1821; O znakach przecinkowych w piśmie czyli znakach pisarskich, Warszawa 1830; Wiadomości o życiu Jana Bandtkie Stężyńskiego, Warszawa 1846.
Bentkowski F. [w:] PSB, t. I, Kraków 1935, s. 440–442.
23 sierpnia 1852 roku (nie 28, jak podaje większość źródeł, np. PSB i Nowy Korbut) umiera na cholerę Feliks Bentkowski, niegdyś profesor Uniwersytetu Warszawskiego, obecnie naczelnik Archiwum Głównego Królestwa Polskiego i Sędzia Pokoju. Dwa dni wcześniej cholera zabrała innego profesora dawnej uczelni – Adriana Krzyżanowskiego, matematyka, zmarła także jego żona. Gazety zamieszczają codziennie wiadomości o błagalnych modlitwach we wszystkich kościołach, apele o przestrzeganie higieny, informują, ilu zachorowało, ilu w Warszawie umarło.
Przywleczona w 1831 roku przez wojska rosyjskie, zbierała cholera od tego czasu swe żniwo systematycznie, choć z różnym nasileniem. Najgorsze były lata 1837, 1848 i 1852.
Trzy lata po śmierci Bentkowskiego cholera przerwie w Stambule życie Adama Mickiewicza.
Bezsilność medycyny XIX-wiecznej wzmagała grozę, Raymond Durand, konsul Republiki Francuskiej, donosił z Warszawy swemu ministrowi w pierwszych dniach stycznia 1831 roku: „zapewniają mnie wciąż, że część wojsk rosyjskich maszerujących ku Polsce została zaatakowana przez tę chorobę”. Po dwóch tygodniach obawy rozprzestrzenienia się choroby na Galicję spowodowały, iż „utworzono ścisły kordon od strony Wołynia i Podola”. W kwietniu Durand informował Paryż, że zachorowania są już w Warszawie, w tymże miesiącu, jak pisał w kolejnym raporcie, chorzy w lazaretach idą już w setki, a 3 maja przekazał wieść o wziętych do niewoli Rosjanach: „niektórzy jeńcy twierdzą, że armia ta traci do 300 ludzi dziennie”.
Przywołane tu raporty wskazują na mniej ujawnianą w relacjach historycznych perspektywę życia międzypowstańczego. Późne pokolenie oświeconych i pokolenie romantyków oswojone były z lękiem przed chorobą, przychodziła ona i odchodziła w swoim własnym rytmie. Sierpień 1852 roku był dla Warszawy szczególnie tragiczny. Dzień w dzień gazety odnotowują wzrastającą liczbę zgonów, w pierwszych dniach miesiąca po 40–50, ale już 5 sierpnia – 89 zgonów, by w połowie miesiąca sięgnąć liczby 244. W dniu pochówku Bentkowskiego towarzyszy mu na warszawskie Powązki 130 konduktów żałobnych. W następnych dniach rozpoczyna się wyraźny spadek liczby zgonów, w ostatnim dniu miesiąca jest ich 36, a w połowie września Warszawa zostaje ogłoszona miastem bez zarazy.
Bentkowski odchodzi z tego świata, licząc sobie lat 70, jeszcze w pełni sił fizycznych, choć wyraźniejszej działalności naukowej od lat już nie prowadzi. Rok przed śmiercią tak wspomina Marceli Motty jego wizytę w Poznaniu: „wrażenie znacznie młodszego. Średniego wzrostu, silnej budowy ciała, z dość dużą głową, gęstym i ciemnym jeszcze włosem pokrytą [...]. Spojrzenie jego było śmiałe i wesołe, a cała postać, ruchy, sposób mówienia okazywały człowieka czynnego i energicznego”. We wspomnieniu pośmiertnym poświęconym obu profesorom: Krzyżanowskiemu i Bentkowskiemu, a opublikowanym w kilka dni po ich śmierci w „Gazecie Warszawskiej”, jego autor, Hipolit Skimborowicz, dokonuje znamiennych porównań. Krzyżanowski, według niego, to skromny człowiek w „postaci prostaczka ewangelicznego”, a zarazem miłośnik książek, który „ostatni grosz wydałby na książki, dlatego bardzo piękne zostawił zbiory”. Bentkowski natomiast, „jakkolwiek bibliograf, nie posiadał żadnych rzadkości właściwych zbiorom bibliografów”. Skromności i pokornemu pochyleniu Krzyżanowskiego przeciwstawia Bentkowskiego, który „był człowiekiem światowym, sama postawa jego wspaniała, mniej się mogła ugiąć, przynajmniej w oczach wszystkich”, i – co najciekawsze – Krzyżanowski w wykładach swoich ujawniał naukowy krytycyzm, a Bentkowski „prawie wszystko chwalił, rzadko co u niego na naganę zasłużyło”. Skimborowicz podkreśla, że kariera obu profesorów rysowała się zupełnie odmiennie: „jakże inną, stokroć kwiecistszą w tymże kierunku przebiegł drogę Bentkowski”; Krzyżanowski „naukę miał za cel”, a Bentkowski za „środek”, jako „człowiek światowy” niezwykle umiejętnie łączył karierę profesorską z osiąganiem wysokiego statusu społecznego i materialnego.
Kondukt na cmentarz Powązkowski wyrusza z Nowego Światu, z domu pod hipotecznym numerem 1254, dziś numer 49, gdzie po przebudowach znajduje się najpiękniejszy na ulicy pałac Małachowskich, obecnie siedziba Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Tablica na murze przypomina, iż był to dom Feliksa Bentkowskiego. Zbudowany, a może raczej gruntownie zmieniony, przez znanego architekta Hilarego Szpilowskiego w latach 1820–1822, świadczył o zamożności profesora. Łukasz Gołębiowski, publikując w 1827 roku Opisanie historyczno-statystyczne miasta Warszawy, wymienia dom Bentkowskiego wśród „nowych, okazalszych”. Wniesiony został na posesji, która wcześniej należała do K. Belgrama.
Poślubiona w 1812 roku Emilia Zeydler (Zajdler, Seidler) znalazła w autobiografii Bentkowskiego wyjątkowe miejsce: „dzień 9 lutego 1812 r. nader jest ważny w życiu moim jako dzień wejścia w związek małżeński z Emilią Zejdler, która prócz nieocenionych przymiotów serca i duszy, sprawujących rok już dwunasty moje szczęście domowe, wniosła nadto znakomity posag, mający posłużyć do ustalenia losu dzieci”. Choć Andrzej Zahorski, analizując dzieje warszawskiego mieszczaństwa u schyłku XVIII wieku, wymienia jako właściciela dworku oznaczonego numerem 244 przy ulicy Mostowej jedynie S. Zaydlera oraz zapewne tegoż samego S. Zaydlera jako współwłaściciela, wraz z Falinerem, domu o numerze 715 przy ulicy Leszno, to Zaydlerów nie ma jeszcze wśród patriarchatu mieszczańskiego Warszawy. Wydaje się, że 20 lat później rodzina doszła do wyraźnej zamożności. W dziejach małżeństwa jest i nuta sentymentalna, romantyczna, przydana może przez biografów. Wspomniany już Marceli Motty notuje: „Pobożna ta i łagodna pani, nie mogąc, że tak powiem, przeżyć męża, z niezwykłą rezygnacją i przytomnością ułożywszy wszelkie sprawy familijne i majątkowe do najdrobniejszych szczegółów, położyła się spokojnie i umarła cztery tygodnie po nim, bez żadnej choroby, li tylko ze zmartwienia”. Co ciekawe, jak donosi „Kurier Warszawski”, eksportacja zwłok nastąpiła z ulicy Świętokrzyskiej, z domu oznaczonego numerem 1337, co by świadczyło o tym, że rodzina Bentkowskich posiadała w centrum miasta już niejedną posesję.
Ród Bentkowskich był dość ubogi w XVIII wieku. Ojciec przyszłego profesora, Józef, były konfederat barski, służył na dworach Sanguszków i Sapiehów. W Lubartowie, w województwie lubelskim, 27 maja 1781 roku przychodzi na świat syn Józefa i Marianny z Nowickich – Feliks Jan. Ojciec, po przeniesieniu się do Warszawy w 1787 roku, zaczyna kształcić syna zrazu w szkołach pijarskich i pojezuickich. Brak zasobów kazał młodemu Bentkowskiemu już wówczas utrzymywać się z korepetycji. Ciekawym epizodem młodości przyszłego profesora jest trzyletni (1797–1800) pobyt w Skierniewicach u Ignacego Tiede, plenipotenta arcybiskupa Krasickiego. W zachowanej autobiografii Bentkowskiego nie ma słowa o spotkaniu z Ignacym Krasickim, choć przecież z jego biblioteki korzystał młody nauczyciel dzieci Tiedego. Nie sposób oprzeć się myśli, że spotkania z księciem poetów dawnej Polski lub tylko jego widok (a Krasicki w Skierniewicach przebywał systematycznie) pociągnęły Bentkowskiego w stronę piśmiennictwa artystycznego i historycznego wielkich czasów Stanisława Augusta.
Kolejny etap życia Bentkowskiego to pobyt w Instytucie Pedagogicznym w Zullichau nad Odrą, gdzie uzyskuje średnie wykształcenie, a jednocześnie pracuje jako nauczyciel języka polskiego w klasach niższych. W 1802 roku jest już w Saksonii, na Uniwersytecie w Halle, tu słucha czołowych wówczas myślicieli niemieckich. W 1805 roku wraca do kraju, powołano go bowiem na nauczyciela języków starożytnych i języka niemieckiego w założonym w Warszawie Liceum. Zainteresowania naukowe Bentkowskiego są dość rozległe, wykłada wymowę, historię literatury, historię Polski, już jako profesor Liceum od 1809 roku obejmuje stanowisko kierownika nauczania języka polskiego, stylu i literatury (część obowiązków przekaże z czasem księdzu Szweykowskiemu). W 1810 roku zostaje kierownikiem nauczania historii i geografii, kieruje biblioteką Liceum, współpracuje z Lindem przy redagowaniu Słownika języka polskiego. Utrzymując przez wiele lat kontakt z „Allgemeine Literatur-Zeitung”, zamieszcza w piśmie wychodzącym w Halle rozprawy historyczne m.in. o Kołłątaju, Surowieckim i Niemcewiczu. W Gotha, w „Pädagogische Bibliotek” publikuje po niemiecku pracę pedagogiczną, którą po latach (w 1825) wydaje w Warszawie pt. W jaki sposób nauczyciel powinien budzić i podtrzymywać w uczniach zajęcie przy wykładzie w ogóle, a w szczególności przy nauczaniu matematyki, historii i języków. W życie Warszawy wrasta coraz wyraźniej, już to jako nauczyciel dzieci Tomasza Ostrowskiego, już to jako jeden z egzekutorów testamentu Tomaszowej Ostrowskiej, już to jako zastępca sekretarza Izby Edukacyjnej, a od 1813 roku jako członek Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. W roku 1816 znajdujemy go w masońskiej loży „Braci Polaków”, loży ziemiańsko-oficerskiej, skupiającej elity Królestwa, generalicję, oficerów, w tym adiutantów wielkiego księcia Konstantego; było tu ośmiu senatorów, w tym minister sprawiedliwości Franciszek Węgleński. Kolegami Bentkowskiego po młotku i kielni są także Józef Dionizy Minasowicz, Franciszek Wężyk i kompozytor Jan Stefani. Warto dodać, że w późniejszym okresie z 18 profesorów Wydziału Nauk i Sztuk Pięknych – 10 nosić będzie wolnomularskie fartuszki.
Zobowiązany przez Towarzystwo do Ksiąg Elementarnych do ułożenia podręcznika historii literatury dla klasy VI szkół wojewódzkich prowadzi prace nad dawnym piśmiennictwem, które zaowocują w 1814 roku dziełem jego życia – Historią literatury polskiej wystawioną w spisie dzieł drukiem ogłoszonych. Będzie to pierwsza wiarygodna, naukowo opracowana bibliografia polskiego piśmiennictwa wraz z opisem tekstów zgodnie z normą, jaka w pierwiastkowych dziejach myśli o literaturze przeważała. Dwa tomy Bentkowskiego odegrają ogromną rolę – nie tylko ujawniającą dawne zasoby polskiej kultury, ale przede wszystkim inspirującą do podejmowania trudu dokumentacji, zbieractwa, gromadzenia polskiej książki. Pamiętniki z epoki ujawniają nagły, niebywały rozkwit szlachetnej manii gromadzenia dawnej polskiej książki i radości, gdy kolekcjoner odnajdzie coś, o czym nawet Bentkowski nie wiedział. W nagrodę za swe dzieło otrzymuje tytuł doktora filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego i – co niezwykle ciekawe – pierścień brylantowy od cara Aleksandra.
W 1814 roku przejmuje naczelną redakcję „Pamiętnika Warszawskiego”, jednego z pierwszych w Polsce poważnych pism naukowych. W roku utworzenia Królestwa Polskiego pozycja Bentkowskiego, wówczas 34-letniego, jest rzetelnie ugruntowana.
19 listopada 1816 roku car Aleksander składa swój podpis pod aktem powołania w Warszawie Uniwersytetu. W kolejnym roku trwają intensywne prace pod kierunkiem Stanisława Kostki Potockiego i Stanisława Staszica nad przekuciem dokumentu w uniwersytecką rzeczywistość. Kompletowanie zespołu profesorów zajmie sporo czasu. Bentkowski zostaje powołany na zastępcę profesora w 1817 roku, a rok później na stanowisko profesora zwyczajnego historii powszechnej. Wykłady prowadził będzie aż do zamknięcia uczelni. Równocześnie wchodzi w skład władz uniwersyteckich. W wyborach pierwszego rektora na czteroletnią kadencję dostaje jeden głos, choć nie było jego zgody na kandydowanie. Jeden głos dostał także Bandtkie, cztery Linde (mimo poparcia jego kandydatury przez Stanisława Kostkę Potockiego). Wygrywa były kolega, profesor z Liceum Warszawskiego, Wojciech Szweykowski, zbierając 15 głosów. Bentkowski zostaje natomiast w 1821 roku dziekanem Wydziału Nauk i Sztuk Pięknych, funkcję tę będzie sprawował przez 10 kolejnych lat.
Jeśli osiągnięcia naukowe Bentkowskiego i prowadzone przez niego wykłady z historii powszechnej są różnie oceniane, podobnie jak i rozbieżne są opinie o jego charakterze i postawie politycznej, to osiągnięcia organizacyjne nie podlegają już takiej niejednoznaczności. Podkreśla się ogromne zaangażowanie Bentkowskiego w prace Wydziału. Jest współtwórcą gabinetów: numizmatycznego, form architektonicznych i machin. Inspiruje i opiekuje się prowadzonymi wykopaliskami. Wciąga studentów do prac naukowych i tak na przykład w 1825 roku, na posiedzeniu Towarzystwa Przyjaciół Nauk, referuje pracę studenta Antoniego Cyprysińskiego Opis statystyczno-geograficzny obwodu sandomierskiego. Obsadza na stanowisku profesora Fryderyka Skarbka, wówczas zaledwie 26-letniego. Jako dziekan wchodzi z urzędu do tzw. Rady Uniwersytetu, która zajmuje się sprawami organizacyjno-gospodarczymi. Wcześniej jeszcze, bo w roku 1818, pracował w komisji przygotowującej projekt medalu upamiętniającego założenie uczelni, zabierał głos w dyskusji nad specjalnym strojem akademickim. O tyle ważna jest tu jego opinia, że optował w niej za strojem bliższym munduru wojskowego, a nie togi znanej z tradycji kościelnej. Jako wykładowca wyraźnie łączył wymagania moralne z prawdą historyczną, lecz bez nadmiaru naukowego krytycyzmu. Marceli Handelsman przywołuje jego własny plan rocznych wykładów: „w jednym roku wykładuje się obszerniej dzieje starożytne, a wieki średnie przechodzą się krócej, w drugim roku dzieje starożytne w ogólniejszych wystawują się rysach, a wieków średnich historia opowiada się w drobniejszych szczegółach, w trzecim na koniec roku historia starożytna i wieki średnie w skrytości są przedstawione, a dzieje XVI, XVII i XVIII wykładają się obszerniej”. Tak jak od Niemców zaczerpnął pomysły w sprawie systematyzacji i koncepcji opisu zjawisk literackich (tu wzorował się na sześciotomowej Historii literatury J. G. Eichhorna wydanej w Getyndze w latach 1805–1812, podobnie jak czerpał pomysły z Wachlerowskiej koncepcji wiązania literatury z historią i różnymi formami życia umysłowego narodu), tak też w przygotowywanym dukcie wykładu historycznego szedł drogami już przetartymi. Korzystał z zarysu propedeutyki historycznej F. R. Ruhsa, zarysu historii powszechnej Fernanda Esprit de l’histoire oraz Rysu historii powszechnej Kajdanowa.
Nie był zatem Bentkowski ani oryginalnym, ani twórczym profesorem historii, raczej jej rzetelnym wykładowcą. Owa rzetelność narażona została na szwank zapisami statutu uczelni (który zresztą współredagował). W przyjętym dokumencie znalazła wyraźne odzwierciedlenie nowa sytuacja polityczna. Lata nadziei na liberalizację i dobrą wolę cara Aleksandra minęły, a ostry kurs wobec Królestwa Kongresowego ujawnił się w zapisach statutu z 8 września 1821 roku: „Wszyscy profesorowie w Uniwersytecie składać będą co rok, do ostatnich dni lipca, każdy u właściwego dziekana, prospekta, czyli programata przyszłych prelekcji, wymieniając autorów, których się szczególnie trzymać zamyślają”. Niebawem minister Stanisław Grabowski dokładniej określi swym reskryptem, jak mają wyglądać owe krótkie „projekta”: „Co się zaś tyczy nauk pod ogólnym znamieniem moralnych zwykły niekiedy być oznaczonemi, jako to filozofia, prawo natury, historia i literatura – prospekta takowe powinny obejmować razem i wykład skrócony głównych prawd i zasad, na jakich profesor opiera dalsze rozwijanie nauki, nie mniej przedstawienie związku, z pomocą którego profesor mógłby przy udzielaniu swojej nauki wspierać ogólne zamiary religijno-moralnego chrześcijańskiego wychowania i oświecenia”.
Bentkowski, jako dziekan, daje wzorowy przykład swym profesorom. Przygotowany przezeń na rok 1823 prospekt realizuje wszystkie intencje powrotu do ciemnogrodu: „Francja zdemoralizowana przez lekkomyślność pisarzów politycznych, antyreligijnych, antysocjalnych, popada w odmęt rewolucji. Zgromadzenie Narodowe upatrzyło dla Francji, a z nią dla połowy Europy zbawienie następnych pokoleń w papierowych konstytucjach ułożonych podług zasad filozoficznych [...]. W Niemczech nowatorowie religijni zaszczepili ducha kontrowersji i o dwa wieki cofnęli wstecz cywilizację własnej ojczyzny [...] Polska wskutek swego znikczemnienia podzielona od sąsiadów zniknęła z rzędu mocarstw europejskich. Za powrotem systematu prawości otrzymuje od wspaniałego monarchy więcej niż oczekiwać, niż spodziewać się mogła”.
Ostatnie zdanie wypowiedziane kilka lat wcześniej świadczyłoby o rozbudowanych nadziejach polskiego społeczeństwa wobec cara Aleksandra w pierwszych latach po Kongresie Wiedeńskim, w 1822 roku zaś, po utworzeniu policyjnego dozoru na Uniwersytecie, jest wyłącznie świadectwem koniunkturalizmu politycznego. Pozostaje pytanie, na ile profesorowie w praktyce wykładów realizowali przedstawiane władzy do zatwierdzenia prospekty. Wspomnienia studentów z owych lat wskazują na to, że często wykłady odbiegały od owych rygorystycznych zapisów. A dopilnowanie zgodności praktyki z założeniami było już zadaniem instytucji Dozoru. Generalny Inspektor Dozoru Uniwersyteckiego, zrównany niemal z Rektorem w hierarchii władzy, miał „prawo wchodzenia we wszelkie czynności Uniwersytetu”, „przy odwiedzaniu audytoriów daje baczność, czy nauki wykładane są stosownie do programatu, o każdym uchybieniu ostrzega rektora lub dziekana”. Inspektorowie wydziałowi i podinspektorowie powinni „czuwać nad utrzymaniem ducha bogobojności i moralności młodzieży, czuwać, by między uczniami nie formowały się żadne związki i stowarzyszenia”.
Ultralojalny Bentkowski zapewne literalnie trzymał się nowych zasad. Z rozproszonych informacji i opinii o jego wykładach i kontaktach ze słuchaczami przywołajmy kilka, które potwierdzają skrajne, choć częściej negatywne opinie o profesorze. „Miru nie miał – wspomina Kazimierz Władysław Wójcicki – pomiędzy studentami Uniwersytetu Warszawskiego. Dobrego wzrostu, atletycznej budowy, miał głos silny, donośny a surowe oblicze. Studenci bali się go, ale nie kochali, jak Skrodzkiego i Brodzińskiego, dla jego szorstkiego obejścia, lubo cenili jego wykłady i naukę”. Szmer niezadowolenia się rozlegał, gdy profesor poniżał wystraszonego „pierwszoletniego” studenta pytaniem: „A proszę mi powiedzieć, czy rewolucja francuska była po narodzeniu, czy przed narodzeniem Chrystusa?”. Pamiętnikarze notują, że za lekceważący stosunek do młodzieży studenckiej w listopadzie 1828 roku był „wytupany”. Znacznie ważniejsza jest opinia o jego zachowaniu w listopadzie 1830 roku, kiedy to uruchomiono śledztwo po denuncjacji Franciszka Kruszelnickiego przeciwko grupie studentów, którzy mieli zawiązać spisek antyrządowy. Do komisji śledczej, obok dwóch generałów rosyjskich, powołano rektora Szweykowskiego, dziekana Bentkowskiego, a także generała Wincentego Krasińskiego, ojca Zygmunta. W zapiskach Kazimierza Lewandowskiego (Pamiętnik wychodźca polskiego) znalazło się zdanie: „z tego wyliczenia widzieć można, że sprawa ta była oddana prawdziwym katom narodu polskiego, oprócz rektora Szweykowskiego, który był znany z patriotyzmu”. Inaczej ocenia postawę w komisji współczesny historyk Stefan Kieniewicz, wymieniając Szweykowskiego i Bentkowskiego jako „życzliwych młodzieży”.
W relacji Lewandowskiego, wówczas studenta Uniwersytetu, jest i zabawny, a zarazem uczłowieczający zawsze zdystansowanego Bentkowskiego epizod z przesłuchań. Oto wyprowadzony przez delatora z równowagi jeden z oskarżonych zawołał w czasie konfrontacji: „a ja już tego nie wytrzymam – jak cię piznę!”, na co Bentkowski, podnosząc się, rzecze: „Ależ mój panie Piwowarski, przecież go tu w naszej przytomności nie piźniesz”.
Inny z epizodów działalności Uniwersytetu w okresie przedpowstańczym wiązany był pierwotnie z Bentkowskim, obecnie przeważa opinia, że w dramatycznym wydarzeniu nie uczestniczył. Chodzi o słynny wykład w obecności dwóch zaledwie studentów: Zygmunta Krasińskiego i syna służalczego prezydenta Warszawy Karola Wojdy. Pozostali studenci zbojkotowali wykłady, by 13 marca 1829 roku wziąć udział w pogrzebie patrioty, senatora Bielińskiego. Dla Krasińskiego, zmuszonego przez ojca do obecności na uczelni, był to początek głębokiej traumy. Niegdyś sądzono, że dla dwóch słuchaczy prowadził wykład właśnie Bentkowski, dziś wskazuje się na Bandtkiego. Opinie o lojalizmie Bentkowskiego gruntowała świadomość, że od 1823 roku był on także nauczycielem Pawła, syna wielkiego księcia Konstantego.
Warto dodać, że w latach pracy uniwersyteckiej profesor Bentkowski nie prowadzi aktywniejszej działalności naukowej. Większość poważniejszych prac naukowych powstała w okresie wcześniejszym, a niektóre, jak np. przekład F. P. D. Guizota Dzieje cywilizacji europejskiej od upadku cesarstwa rzymskiego zachodniego do rewolucji francuskiej opublikuje dopiero w 1842 roku.
Status społeczny Bentkowskich i rodzinne tradycje wymagały potwierdzenia szlachectwa. Odpowiednie przepisy władz rosyjskich wyraźnie określiły procedury i w ich efekcie powstała publikacja Spis szlachty Królestwa Polskiego z dodaniem krótkiej informacji o dowodach szlachectwa (Warszawa 1851). Nie tylko Feliks Bentkowski wylegitymował się ze szlachectwa (a zrobił to zapobiegliwie dwukrotnie, raz z wpisem do ksiąg szlachty pod numerem 260, drugi raz pod numerem 31, co tak objaśnia publikacja z 1851 roku: „dwie gwiazdki, że rodzina taka albo pojedyncze onej członki podwójny tytuł do szlachectwa udowodnili, to jest przed ogłoszeniem prawa i po ogłoszeniu prawa nabyty”). Ze szlachectwa legitymują się także osobno trzej synowie Bentkowskiego (notabene legitymuje się także inny profesor uniwersytetu, Samuel Bogumił Linde, zapisem w księgach: „de Linde herbu Słownik”). Synowie Bentkowskiego w roku publikacji Spisu... odgrywali już, lub odegrają, swe znaczące role w dziejach kraju. Najstarszy Alfred, jedyny, który nie ma swego hasła w Polskim Słowniku Biograficznym, urodzony 3 czerwca 1813 roku, rozpoczął studia na Uniwersytecie Warszawskim tuż przed jego zamknięciem, służył w powstaniu pod Chłopickim, z korpusem Giełguda przekroczył granicę pruską. W Królewcu uzyskał stopień doktora medycyny i chirurgii, powędrował do Rzymu, gdzie wstąpił do zakonu zmartwychwstańców, leczył matkę Makrynę Mieczysławską, przyjął święcenia kapłańskie i w 1850 roku, a więc dwa lata przed swym ojcem, umarł w Rzymie i tam został pochowany.
Władysław, urodzony w 1817 roku, mimo młodego wieku poszedł w ślady starszego brata, był w gwardii honorowej Chłopickiego, walczył w bitwie grochowskiej i warszawskiej. W karierze wojskowej odnotować także trzeba jego udział w stopniu majora w wydarzeniach wiosny ludów na Węgrzech w 1848 roku. Po powrocie w Poznańskie został w 1852 roku (a więc w roku śmierci ojca) posłem do sejmu pruskiego. Prowadził także działalność wydawniczą (korespondencja z Norwidem z 1850 roku wokół sprawy wydania Zwolona). Za udział w powstaniu styczniowym, jako szef sztabu Langiewicza, był dwukrotnie więziony.
Młodszy brat Władysława, Leon Jarosław, urodzony w 1823 roku, ożeniony z córką Franciszka Salezego Dmochowskiego, wędrował jako osadnik w koloniach francuskich w południowo-wschodniej Afryce. Po powstaniu styczniowym działał w Paryżu w agencji Władysława Czartoryskiego, współorganizował polskie szkolnictwo, by wreszcie zająć się zbiorami bibliotecznymi księcia. Żmudnej, sumiennej jego pracy wiele zawdzięcza obecne Muzeum Czartoryskich w Krakowie.
Poza Alfredem, stale przebywającym za granicą, ze szlachectwa legitymowali się Władysław Jan oraz Leon Jarosław. Spis... wymienia także Karola Fryderyka Maksymiliana. Być może, poza córką, mieli Bentkowscy nie trzech, a czterech synów. Przywołanie ich losów rzuca pewne światło i na postawę Bentkowskiego, i na tradycje rodzinne.
Po wybuchu powstania listopadowego profesor Lach Szyrma (niegdyś nazwany przez Bentkowskiego „najnędzniejszym wykładaczem”) tworzy gwardię akademicką i staje na jej czele. Kazimierz Brodziński pełni warty z bronią w ręku. Co robi Bentkowski podczas nocy listopadowej, następnych dni, tygodni, miesięcy? Zapewne, podobnie jak stojący znacznie wyżej w hierarchii społecznej Kajetan Koźmian, stara się ukryć, może przeczekać w zaciszu domowym. Tymczasem synowie ostrożnego lojalisty są w formacjach powstańczych. Równoważy to obrazek, nieco uszczypliwy, pozostawiony przez Teresę Kicką, która wspomina, że w roku koronacji cara Mikołaja na króla Polski Alfred Bentkowski, wówczas szesnastoletni syn profesora, z kolegą, obaj paradnie ubrani „przebiegali konno ulice i na wszystkich placach ogłaszali program ceremoniału koronacyjnego”. Dwa lata później Alfred jest już w wojsku powstańczym. I to wydaje się pewnym symbolem losów Feliksa Bentkowskiego, losów rozpiętych między ukochaniem dziejów ojczystych, tradycją barską a zgodą na sytuację rozbiorową. Między pełną akceptacją i umiejętnością korzystania z postawy ultralojalnej a przechowywaniem tradycji narodowej. Los synów Bentkowskiego, toute proportion gardée, mógłby odbijać konflikt Wincentego Krasińskiego i jego syna Zygmunta. Wydaje się jednak, że konfliktu w rodzinie Bentkowskich nie było, bo historia nie zmusiła Feliksa ani razu do jednoznacznego, dramatycznego wypowiedzenia się w sytuacji ekstremalnej. Był przeciętnym profesorem, przeciętnym badaczem, położył zasługi dla organizacji Uniwersytetu Warszawskiego i, tak jak już powiedzieliśmy, zapisał się w dziejach polskiej kultury wyłącznie jako autor monumentalnej jak na ówczesne czasy Historii literatury polskiej.
Wybrana literatura
Bieliński J., Królewski Uniwersytet Warszawski, Warszawa 1907–1912.
Dzieje uniwersytetu Warszawskiego 1807–1915, red. S. Kieniewicz, Warszawa 1981.
Handelsman M., Polska katedra historii powszechnej w Warszawie, „Przegląd Historyczny”, t. XX, Warszawa 1918.
Koczorowski S. P., Bentkowski F. J. [w:] PSB, t. I, Kraków 1935.
Makowski S., Feliks Bentkowski 1781–1852 [w:] Z dziejów polonistyki warszawskiej, Warszawa 1964.
Skimborowicz H., F. Bentkowski i A. Krzyżanowski, „Gazeta Warszawska” 1852, nr 227–236.
Szenic S., Cmentarz Powązkowski 1851–1890, Warszawa 1982.
Wójcicki K. W., Cmentarz Powązkowski pod Warszawą, t. II, Warszawa 1856.