Tytus Chałubiński

Urodzony 29 XII 1820 w Radomiu. Studia w Akademii Medyko-Chirurgicznej w Wilnie (1838–1840), na Uniwersytecie w Dorpacie i w Würzburgu; doktorat na Uniwersytecie w Würzburgu (1844); profesor zwyczajny Akademii Medyko-Chirurgicznej (1857); pracownik Szkoły Głównej (1862–1869).

Wybitny lekarz, mineralog, specjalista w zakresie chorób wewnętrznych, zwłaszcza gruźlicy; propagował fizykalne badanie pacjentów. Odkrywca walorów zdrowotnych Zakopanego i kultury Podhala, taternik.
Lekarz naczelny szpitala ewangelickiego w Würzburgu; ordynator Szpitala Dzieciątka Jezus (1857); przewodniczący Kasy im. Mianowskiego (1881–1886); twórca stacji klimatycznej w Zakopanem.
Zmarł 4 XI 1889 w Zakopanem.

Historyczny przegląd mniemań o płciowości i sposobie zapładniania się roślin, „Biblioteka Warszawska” 1843; Rzut oka na dzieje botaniki i na stosunek jej do innych umiejętności przyrodzonych, „Biblioteka Warszawska” 1846; Metoda wynajdywania wskazań lekarskich, Warszawa 1874.

A. Wrzosek, Tytus Chałubiński. Zycie, działalność naukowa i społeczna, Warszawa 1970; Słownik biologów polskich, red. S. Feliksiak, Warszawa 1987, s. 94–95; Chałubiński T. [w:] PSB, t. III, Kraków 1937, s. 253–256.

STANISŁAW ZWOLSKI

TYTUS CHAŁUBIŃSKI

1820–1889

 

Z okazji 10. rocznicy śmierci Tytusa Chałubińskiego czołowy przedstawiciel polskiej szkoły filozofii medycyny Edmund Biernacki pisał: „Wielkie znaczenie czeka naturalnie w przyszłości i przedstawicieli medycyny. Ale i zadanie synów tej wiedzy i zawodu przedstawia się coraz trudniejszym i bardziej złożonym, coraz też mniej istotnie «powołanych» do stanu medycznego znajdywać się będzie. [...] Głęboki myśliciel lekarski Sonderegger twierdził, że «kto jest człowiekiem wzorowym z poznania przyrody, charakteru i ducha, ten tylko może być lekarzem takim, jakim lekarz być powinien. [...] Nic nie ma na ziemi większego i piękniejszego niż człowiek, jest on najtrudniejszym i najwznioślejszym zadaniem do myślenia i działania. Jego istnienie i śmierć, jego życie i cierpienie, wszystko jest w najwyższym stopniu dziwnym i wzruszającym. Ale, pamiętając o tym i chcąc być lekarzem, musisz przynieść z sobą helle Augen und feine Ohren – oczy ku patrzeniu, uszy ku słuchaniu, duży dar spostrzegawczy, cierpliwość i ciągłą cierpliwość do uczenia się bez końca, światłą, krytyczną głowę, żelazną wolę, która wzmacnia się w cierpieniu, a obok tego ciepłe, wrażliwe serce, pojmujące i współczujące wszelkiemu cierpieniu, a przy tym przyzwoitą powierzchowność zewnętrzną, gładkość w obejściu i zręczność w palcach, zdrowie ciała i duszy. Wszystko to musisz posiadać, nie chcąc być nieszczęśliwym i złym lekarzem. Musisz nosić na sobie jak wielki błąd ciężar wszystkowiedztwa, a mimo to zachować świeżość poety, musisz zważać wszelkie sztuki szarlatanerii, a pozostać uczciwym człowiekiem. Medycyna i wszystko na tym się skupia, musi być twoją religią i polityką, twoim szczęściem i nieszczęściem!» Tym wymaganiom zapewne tylko rzadki gieniusz z ciała i ducha zadość uczynić może, ale każdy, komu drogie są interesy medycyny, za wzór postawić je sobie powinien. A jeśli obejrzymy się za postacią, która odtwarzała sobą ten ideał Sondereggera, to nikt inny pierwej na myśl nie przyjdzie jak Chałubiński”1.

Urodził się w Radomiu 29 grudnia 1820 roku w rodzinie patrona trybunału Szymona Chałubińskiego i szlachcianki Teodozji de domo Wnorowskiej. Wcześnie stracił rodziców. Po ukończeniu gimnazjum w Radomiu studiował medycynę wpierw w Akademii Medyko-Chirurgicznej w Wilnie. Bardziej pociągały go studia przyrodnicze, ale wybitne osobowości medyczne tej uczelni w osobach Józefa Mianowskiego i Adama Bielkiewicza zachęciły go do kontynuacji studiów. Po likwidacji Akademii Medyko-Chirurgicznej udał się na przesławny uniwersytet dorpacki, gdzie językiem wykładowym był niemiecki. Początki studiów w Dorpacie były trudne. Nie przystał do tzw. złotej polskiej młodzieży, wykładów niemieckich nie rozumiał. Przy pomocy Ludwika Natansona szybko opanował język niemiecki. Zaliczył „philosophicum”, czyli przedmioty przyrodnicze, będące podstawą do zajęć ze studiów medycznych. Tu studiował początkowo nauki przyrodnicze, szczególnie botanikę u znakomitego botanika Bungego, wieńcząc te studia pracą kandydacką wydaną, rzecz jasna, po niemiecku, ale którą opublikował na łamach „Biblioteki Warszawskiej” pt. Historyczny przegląd mniemań o płciowości i sposobie zapładniania się roślin. Podkreślił tu rolę teorii Schleidena. W okresie pobytu w Dorpacie on i jego koledzy – Natanson i Ludwik Krzywicki – nawiązali znajomość z rodziną sędziego Wildego. Chałubiński miał plany matrymonialne w stosunku do córki sędziego. Wyjazd do domu i śmierć matki pokrzyżowały te plany. Praktyczna natura Chałubińskiego zwyciężyła, porzucił studia przyrodnicze na rzecz medycyny w Würzburgu, gdzie w roku 1844 uzyskał dyplom doktora na podstawie pracy Ueber den Harn in physiologischer und pathologischer Hinsicht. Nie można odrzucić przypuszczenia, że motywem podjęcia studiów w Würzburgu była też chęć kontaktu ze Schleidenem. Nie byłyby te studia i wyjazdy możliwe, gdyby nie matka chrzestna, Barszczewska, która je finansowała. Chałubiński przebywał przez trzy lata na uczelniach w Paryżu i Wiedniu. Powróciwszy do Warszawy w roku 1845, zamieszkał w budynku popijarskim w trudnych warunkach. Kontynuował swoje zainteresowania z zakresu botaniki, przedstawiając rozprawę Rzut oka na dzieje botaniki i na stosunek jej do innych umiejętności przyrodzonych (1846) oraz tłumacząc dzieło z botaniki wybitnego francuskiego badacza Adriana de Jussieu. Przekład tej książki ukazał się w 1849 roku i był pierwszym podręcznikiem botaniki w języku polskim na wysokim poziomie.

Chałubiński musiał zdać egzaminy, żeby podjąć praktykę lekarską. Został zatrudniony w szpitalu ewangelickim pod dyrekcją Ferdynanda Dworzaczka, znakomitego lekarza, ale o dużej refleksji filozoficznej. Dworzaczek, zwolennik empiryzmu w medycynie, dzielił się swoim doświadczeniem z podległym sobie personelem lekarskim. Przekazywał im wiedzę nabytą w klinikach paryskich, m.in. Laënneca. Wkrótce znakomity lekarz z powodu choroby oczu przekazał, w roku 1847, obowiązki lekarza naczelnego Tytusowi Chałubińskiemu, uzyskując akceptację zboru ewangelickiego, w tym jego prezesa honorowego, też lekarza, Wilhelma Malcza. W tym samym roku Chałubiński został wybrany członkiem czynnym Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego. Zainaugurował obecność w składzie tego gremium odczytem na temat teorii niemieckiego lekarza Johanna Rademachera. Chałubiński – na co zwrócił uwagę autor Stulecia Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego 1820–1920, Peszke – zapoczątkował unaukowienie wystąpień, od tej pory bardziej rzeczowych i odpowiednio przygotowanych. W niespełna rok później przeżył przygodę wojskową w powstaniu węgierskim jako lekarz (oczywiście według tradycji rodzinnej, bo Adam Wrzosek kwestionował tę możliwość w swojej biografii Chałubińskiego). Zawarł związek małżeński z Antoniną Kozłowską, która wkrótce, bo w roku 1850, po urodzeniu syna Franciszka, zmarła. Szpitalowi ewangelickiemu szefował do 1857 roku. Objęcie przez Chałubińskiego stanowiska naczelnego lekarza zbiegło się z ożywieniem działalności Towarzystwa Lekarskiego i rozwojem prasy medycznej. Obok „Pamiętnika Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego” powstał „Tygodnik Lekarski”, którego redaktorem został Ludwik Natanson, kolega ze studiów dorpackich. Sam Chałubiński propagował, w ślad za Dworzaczkiem, nowy kierunek kliniczny oparty na postępach patomorfologii i fizykalnym badaniu pacjentów. Ówczesny system leczenia w ujęciu Chałubińskiego to przestrzeganie diety oraz unikanie narkotyków i nadmiaru leków. Zalecał stosowanie pijawek i przede wszystkim umiejętne, życzliwe podejście do chorych. Leczył wielu pacjentów z różnych warstw społecznych. Byli wśród nich Zygmunt Krasiński i Józef Ignacy Kraszewski. Chałubiński umiejętnie gospodarował swoim czasem, prócz pracy w szpitalu i prywatnej praktyki zajmował się jeszcze chemią, mineralogią i botaniką. A ponadto interesował się muzyką, malarstwem, literaturą i teatrem.

Uczony zamienił jeden z pokoi w pracownię chemiczną, o której tak pisał Szokalski: „Zastaliśmy pana Tytusa w bardzo szczególnej pozycji: rozmamłany, w starym szlafroku, siedział na ziemi pod piecem i coś w nim pitrasił. Pierwsza moja wizyta przeszła bardzo obojętnie, gdyż cała uwaga gospodarza zwrócona była na tygiel: odpowiadał mi półsłówkami, z musu, tak że gdybym tego nie rozumiał, pewnie byłbym już więcej do niego nie zajrzał. Później, gdyśmy się lepiej poznali, polubiliśmy się serdecznie. Chałubiński przy tyglu i Chałubiński w towarzystwie byli to dwaj różni ludzie. Ożywiony, dowcipny, nawet satyryczny, sięgał umysłem głęboko i błyskał nieraz niezwykłym w trafności i zajmującym pomysłem. Była to niezwykła inteligencja, obok zalet wysokich serca, dająca mu pewną nad umysłami władzę, z której jako lekarz umiał cudownie korzystać”2. Laboratorium chemiczne stało się warsztatem pracy dla grupy zaprzyjaźnionych z Chałubińskim uczonych. Po zgłębieniu botaniki i chemii przyszła kolej na mineralogię. W pewnym okresie wszystkie wycieczki zagraniczne Chałubiński poświęcał na zwiedzanie gabinetów mineralogicznych i poszukiwanie cennych okazów. Pasji kolekcjonerskiej towarzyszyło też kształcenie w innych naukach. Być może te rozległe studia zagłuszały żal po stracie żony. W dwa lata później, w 1852 roku, ożenił się ponownie – z Anną de domo Leszczyńską.

Klęska Rosji w wojnie krymskiej, śmierć cara Mikołaja I, a także śmierć Paskiewicza oraz powołanie nowego namiestnika – Michaiła Gorczakowa, obudziły nadzieje w społeczeństwie Królestwa Polskiego, chociaż nowy imperator Wszechrosji mówił: „Żadnych marzeń, panowie”. Zapowiedź władz o utworzeniu Akademii Medyko-Chirurgicznej wiązała się z wieloma nadziejami w środowisku potencjalnych studentów, przyrodników i lekarzy. Przyśpieszyło to decyzję Chałubińskiego o rezygnacji z pracy w Szpitalu Ewangelickim i przyjęciu nominacji bezpłatnie ordynującego lekarza w Szpitalu Dzieciątka Jezus, w którym miała powstać klinika. Po rezygnacji z obowiązków naczelnego lekarza podjął pracę ordynatora w tymże szpitalu. Otwarcie Akademii Medyko-Chirurgicznej nastąpiło w roku 1857. Powołanie Chałubińskiego na profesora chorób wewnętrznych, a później szefa Kliniki Terapeutycznej ożywiło działalność tej uczelni. Wszedł do Konferencji, czyli Senatu Akademii, w roku 1860, a 23 października tegoż roku odbyło się uroczyste otwarcie Kliniki Terapeutycznej.

Uczony pragnął, aby każdy z jego słuchaczy myślał. Dążył do podania swoim odbiorcom ścisłej, na rozumowaniu opartej naukowej metody, która chroniłaby lekarza od popełniania błędów. Pojmował chorobę jako jeden z przejawów życia pod zmienionymi warunkami i na każdą chorobę patrzył z punktu widzenia ogólnego, biologicznego. Organizm był dla niego całością złożoną z części wzajemnie na siebie oddziałujących. Mimo że sam był wspaniałym erudytą, przy leczeniu zalecał studentom o książkach zapomnieć. Dla niego lekarz powinien przede wszystkim gruntownie leczyć. Aby to zadanie spełnić dobrze, musi obserwować chorego od początku do końca. „Na jednym chorym możemy się nauczyć pół medycyny, lecz musimy tego chorego obserwować od początku do końca. [...] Nie od ilości – kontynuował Chałubiński – spostrzeganych przypadków, lecz od jakości spostrzegania onych i od ścisłości, z jaką się to spostrzeganie odbywa, zależna jest summa korzyści odnoszonych ze studiów klinicznych”. Każdy student musiał chorego dokładnie opisać, musiał wyczerpać wszelkie znane mu sposoby badań klinicznych. Chałubiński był przeciwnikiem koncepcji, że chory jest tylko przedmiotem do badania. Przeciwstawiał się wszelkiej szablonowości i schematyzmowi w leczeniu pacjentów.

Wykłady Chałubińskiego, mimo ich szerokości i głębokości ujęcia, nie zawsze były zrozumiałe, przynajmniej dla początkujących. Uczony odwoływał się do historii, do filozofii, cytował Goethego, szczególnie Fausta, którego, nawiasem mówiąc, znał na pamięć.

Wkrótce Akademia weszła w skład większej jednostki dydaktyczno-naukowej, tj. Szkoły Głównej Warszawskiej. Szkoła przetrwała okres powstania styczniowego i dopiero w 1869 roku została definitywnie zamknięta, a na jej miejsce powołano Cesarski Uniwersytet Warszawski.

W okresie swojej działalności uczelnianej, mimo ostrożnej postawy wobec wzmagających się konfliktów między społeczeństwem polskim a władzami rosyjskimi, wziął aktywny udział w łagodzeniu napięć między nimi. Jako jeden z wybitnych obywateli Warszawy został powołany do Tymczasowej Rady Miejskiej, obok pisarza Kraszewskiego, rabina Meiselsa, szewca Hiszpańskiego i Jakuba Natansona. Jego interwencje u namiestnika, księcia Gorczakowa, czy później u Wielopolskiego przyczyniły się do decyzji, które oszczędziły niepotrzebnego przelewu krwi ludności cywilnej. Chałubiński wziął udział w przygotowaniu tzw. adresu do cara, który mówił „o długoletnich cierpieniach narodu”, o braku odpowiedniego organu, któremu społeczeństwo przedstawiałoby swoje życzenia, i domagał się powrotu do konstytucji z 1815 roku. Pod adresem podpisały się 142 najbardziej znane osoby w Warszawie z Andrzejem Zamoyskim i rabinem Meiselsem na czele, z wyjątkiem margrabiego Wielopolskiego. Chałubiński jako człowiek ewolucji, ugodowy, człowiek pracy organicznej, widział się bliższym Wielopolskiemu. Patrzył z przerażeniem, że zbliża się, jego zdaniem, niepotrzebny rozlew krwi w postaci powstania antyrosyjskiego. Mimo tej postawy, jako jeden z czołowych autorytetów ówczesnej Warszawy, został nawet uwięziony jesienią 1863 roku, ale prawdopodobnie interwencja jego przyjaciela z czasów studenckich lub żony księcia Gorczakowa u ówczesnego namiestnika, wielkiego księcia Konstantego, spowodowała, że wkrótce wyszedł z więzienia i wyjechał za granicę. Zostawił żonę Annę z dziećmi. Przebywał w Paryżu i Dreźnie. Spotkał swoją narzeczoną z okresu dorpackiego, Antoninę Wilde. Po powrocie do Warszawy w październiku 1864 roku podjął ponownie pracę w Szkole Głównej, w Klinice Terapeutycznej, która staraniem Józefa Mianowskiego, rektora tejże, została przeniesiona do najnowocześniejszego wówczas w Warszawie Szpitala Św. Ducha. Chałubiński aktywnie uczestniczył w życiu organizacyjnym, pracował w komitecie, który przedstawił Projekt Ustawy Uniwersytetu wraz z motywami, z polecenia J.W. Dyrektora Głównego Prezydującego w Komisji Oświecenia Publicznego. Obok pracy dydaktycznej Chałubiński prowadził intensywną praktykę lekarską, był wtedy najbardziej wziętym lekarzem warszawskim. Szalejąca cholera w 1867 roku wymagała ogromnego wysiłku i temu nie sprostał organizm Chałubińskiego. Znakomity lekarz berliński Ludwik Traube zalecił mu zmianę klimatu i dłuższe leczenie. Powróciwszy do Warszawy w 1868 roku, po rozwodzie z drugą żoną Anną, ożenił się z Antoniną z Wildów, primo voto Krzywicką.

W dalszym ciągu pracował w Szkole Głównej. Wkrótce jednak nadzieja, że będzie kontynuacja tych instytucji, które stworzył Wielopolski, upadła. Zaczął się proces rusyfikacji; jednym z jego przejawów było przekształcenie Szkoły Głównej w Cesarski Uniwersytet Warszawski, którego otwarcie nastąpiło 13 września 1869 roku. W tym czasie Chałubiński przebywał za granicą. Rok 1870/1871 był ostatnim rokiem pracy akademickiej Chałubińskiego i ostatnim rokiem, w którym można było jeszcze wykładać po polsku. Rosyjskie Ministerstwo Oświaty pozbyło się go z uczelni, sugerując, że udzieliło mu dymisji na jego prośbę. Jego odejście z uczelni uczcili uczniowie w roku 1873 spotkaniem, na którym wręczono Chałubińskiemu album z fotografiami przeszło stu uczniów z napisem: „Tytusowi Chałubińskiemu w dowód wdzięczności za trudy podjęte około wykształcenia klinicznego kilkunastu pokoleń lekarskich szkoły warszawskiej ofiarują byli uczniowie, a obecnie koledzy”; oni to założyli fundusz na nagrody za najlepszą pracę z medycyny. Pierwszym laureatem tej nagrody został znakomity lekarz Henryk Dobrzycki.

Po odsunięciu od pracy dydaktyczno-naukowej, niejako na podsumowanie tejże działalności, wydał Chałubiński dziełko pt. Metoda wynajdywania wskazań lekarskich. Plan leczenia i jego wykonanie (1874). Praca ta spotkała się z entuzjazmem uczniów i krytycznym stosunkiem innych badaczy, takich jak Henryk Łuczkiewicz z Warszawy czy Fryderyk Kazimierz Skobel z Krakowa. Ten ostatni zwrócił uwagę na niejasność wypowiedzi Chałubińskiego: „Myśl ukrywa się wśród mnóstwa wyrazów zbytecznych”. W rok później w cyklu „Pisma lekarskie dra T. Chałubińskiego b. profesora Kliniki Terapeutycznej w Warszawie” wyszło studium Zimnica. Studium ze stanowiska praktycznego. Wysoko je ocenił Ignacy Baranowski, pisząc, że jest ono „wzorem pracy, opartej na ścisłej obserwacji klinicznej”. Spotkała je jednak także krytyka i zarzut, że Chałubiński jest konserwatystą i słabo orientuje się w postępach nauki. Prawdopodobnie te krytyki były powodem rezygnacji z kontynuowania zamierzonej serii prac lekarskich.

Po śmierci byłego rektora Szkoły Głównej Józefa Mianowskiego powzięto myśl uczczenia jego pamięci przez założenie instytucji wspierającej działania ludzi nauki. I to zebranie odbyło się w mieszkaniu Chałubińskiego, który stał się w roku 1881 pierwszym przewodniczącym Kasy im. Józefa Mianowskiego i pełnił tę funkcję do roku 1886.

Pomimo wielkiej pracy lekarza-praktyka nigdy nie odmawiał Chałubiński swego udziału w pomocy wszelkim przedsięwzięciom naukowym. Był współredaktorem „Pamiętnika Fyzyograficznego” i „Wszechświata”.

Druga połowa lat 70. to zwrot Chałubińskiego do jego największej namiętności badawczej, tj. botaniki. Powrót ten związany był z jego „ucieczką” na Podhale i odkrywaniem Zakopanego i Tatr. W dużej mierze pobytowi Chałubińskiego, jego regularnym odwiedzinom, zainteresowaniu górami i zdrowiem górali oraz opisom tamtejszych mchów zawdzięcza Zakopane swój rozwój.

Chałubiński zmarł 4 listopada 1889 roku w Zakopanem. Pięknie pisał o Chałubińskim po jego zgonie znakomity pisarz Bolesław Prus: „Czyny Chałubińskiego nie wstrząsnęły światem, bo trzeba pamiętać, że wielcy działacze pojawić się mogą tylko w warunkach od dawna przygotowanych, wśród których odgrywają role ostatniej kropli. [...] Gdyby Virchow nie miał przed sobą olbrzymiej pracy uniwersytetów niemieckich, obok siebie mnóstwa badaczy i laboratoriów, a pod ręką odpowiednich funduszów, może jako lekarz miałby sławę dobrego tancerza albo causera, ale nie reformatora. Chałubiński urodził się i żył na naukowej pustyni, nie mógł więc ani stworzyć, ani zreformować nauki. To jednak, co zrobił, zdradzało na każdym kroku człowieka przechodzącego zwykłą miarę. Był naprawdę ideałem lekarza, a do jego osoby wybornie pasowały wszystkie określenia doskonałości w tym fachu. Lekarz powinien stawiać trafne diagnozy – Chałubiński stawiał najtrafniejsze; powinien używać prostych środków w leczeniu – on używał najprostszych. Powinien budzić zaufanie – on budził takie, iż zdawało się, że przed jego jasnym wzrokiem sama śmierć ucieka; powinien mieć serce – on miał chyba dwa serca: jedno dla nieszczęścia, drugie dla rzeczy wzniosłych. Lekarz powinien być uczony – Chałubiński był nim, nawet poza granicami swego fachu, jako botanik, minerolog i meteorolog; powinien być mistrzem – był mistrzem jako profesor swoich uczniów; powinien być obywatelem – był nim i znowu niepospolitym. Należał do tych, którzy przyczynili się do równouprawnienia Żydów, zdjęli z nas plamę ucisku; a jeżeli z tego faktu nie umieliśmy wyciągnąć korzyści, to już nie on winien”3.

Tytus Chałubiński był tym, o którym można powiedzieć, że „przez życie całe przeszedł wedle zasady: nulla dies sine linea i – trawestując tę maksymę – można też powiedzieć, że nie przeżył jednego dnia bez dobrego uczynku, w każdym wymiarze”.

1E. Biernacki, Chałubiński i obecne zadania lekarskie, Łódź 1900, s. 304–305.

2Cyt za: B. Petrozolin-Skowrońska, Król Tatr z Mokotowskiej 8, Warszawa 2005, s. 63.

3B. Prus, Tytus Chałubiński, „Kurier Codzienny” 1889, nr 311.