Teodor Dydyński

Urodzony 31 III 1836 w Bydgoszczy. Studia na Uniwersytecie Wrocławskim, potem w Berlinie i Heidelbergu. Doktorat (1864), habilitacja (1866). Wykładał prawo rzymskie w Szkole Głównej Warszawskiej, potem na UW jako profesor nadzwyczajny, profesor zwyczajny (od 1888). Profesor honorowy UW (1919).

Historyk prawa rzymskiego, przedstawiciel kierunku historycznego w badaniach nad prawem rzymskim, autor wydawnictw źródłowych dotyczących prawa rzymskiego.
Prezes Towarzystwa Naukowego Warszawskiego (1913–1916).
Zmarł 5 IX 1921 w Warszawie.

Cesarz Hadryan. Studium historyczne, 1899, Historya źródeł prawa rzymskiego, 1904.

J. Kodrębski, Teodor Dydyński (1836–1921), „Zeszyty Naukowe UŁ” 1968, seria 1, z. 59, s. 135–149; Dydyński T. [w:] PSB, t. VI, Kraków 1948, s. 48–49.

JAN KODRĘBSKI

TEODOR DYDYŃSKI*

1836–1921

 

Profesor prawa rzymskiego Szkoły Głównej i Uniwersytetu Warszawskiego Teodor Dydyński zasługuje na uwagę badacza przynajmniej z dwu powodów – po pierwsze jest jednym z nielicznych nowoczesnych romanistów polskich, i to jednym z najpłodniejszych, po drugie zaś przez przeszło czterdzieści lat (1866–1909) zajmował katedrę prawa rzymskiego na Wydziale Prawa w Warszawie. W tym czasie był jedynym romanistą czynnym naukowo w Królestwie Kongresowym. Wywrzeć więc musiał niewątpliwie pewien wpływ na liczną rzeszę absolwentów wydziału prawa w Warszawie drugiej połowy XIX i początków XX w., wśród których niemało było ludzi dla naszego kraju zasłużonych. Już choćby z tej racji zasługuje Dydyński na zainteresowanie.

* * *

Teodor Dydyński urodził się 31 marca 1836 r. w Bydgoszczy. Ojciec jego, wywodzący się ze zubożałej szlachty, był urzędnikiem sądowym. Zainteresowania naukowe posiadał również brat naszego romanisty, ksiądz i proboszcz w Kłecku (pow. gnieźnieński), który zajmował się amatorsko historią regionalną, biorąc również udział w działalności społecznej1. Przyszły uczony kształcił się w pruskim gimnazjum państwowym w Trzemesznie, znanym z patriotycznych nastrojów, jakie w nim panowały. Po ukończeniu gimnazjum rozpoczął Dydyński w 1856 r. studia filologii klasycznej na Uniwersytecie Wrocławskim. Wrocław był w tym czasie najczęstszym miejscem studiów młodzieży wielkopolskiej, zwłaszcza niezamożnej. Nie posiadając majątku, musiał Dydyński myśleć o zdobyciu konkretnego zawodu; wybór studiów wskazuje na zamiar poświęcenia się nauczycielstwu. We Wrocławiu spędził Dydyński dwa lata. Słuchał wtedy, oprócz wykładów ściśle związanych ze swoim kierunkiem studiów, znanego historyka Polski Roeppella i polonisty Wojciecha Cybulskiego. Większy wpływ miały jednak na niego zapewne wykłady profesora prawa rzymskiego Huschkego, na które również uczęszczał. Huschke był znakomitym wykładowcą i interpretatorem Instytucji Gajusza. Jako uczeń Savigny’ego był też jednym z czołowych przedstawicieli niemieckiej szkoły historycznej w romanistyce. Trudno powiedzieć, jaki wpływ wywarł Huschke na Dydyńskiego, a w szczególności – czy jego wykłady skłoniły młodego filologa do zmiany kierunku studiów i zajęcia się w przyszłości prawem rzymskim. Jest jednak znamienne, że w całej swojej twórczości naukowej specjalnie wiele uwagi poświęcał Dydyński postaci i dziełom Gajusza, tłumaczył jego Instytucje i sam myślał o pracy edytorskiej2.

W 1858 r. Dydyński rezygnuje ze studiów filologicznych i przenosi się na wydział prawa uniwersytetu berlińskiego, spędziwszy zaś dwa lata w Berlinie, kontynuuje studia na starym uniwersytecie heidelberskim, którego wydział prawa cieszył się szczególną sławą. Tak w Berlinie, jak i w Heidelbergu studiowało wielu Polaków, byli wśród nich przyszli profesorowie Szkoły Głównej3. W Heidelbergu spędza Dydyński cztery lata i w 1864 r., po ośmiu latach studiów wyższych, w tym sześciu latach studiów prawniczych, uzyskuje stopień doktora praw. Jego rozprawa doktorska poświęcona nauce prawa rzymskiego o służebnościach ukazuje się drukiem w Heidelbergu rok później. W czasie swych studiów heidelberskich Dydyński studiuje pod kierunkiem Vangerowa, romanisty dziś raczej zapomnianego, ale wówczas cieszącego się wielką sławą i autorytetem.

Ukształtował Dydyńskiego jako naukowca pobyt na niemieckich uniwersytetach4. Był on dość typowym przedstawicielem ówczesnej nauki niemieckiej, przeniesionym na grunt polski. Było to zresztą naturalne – niemal wszyscy współcześni mu profesorowie prawa rzymskiego na uniwersytetach rosyjskich mieli za sobą studia pod kierunkiem niemieckich romanistów. Carskie władze młodych prawników-stypendystów mających poświęcić się karierze profesorskiej wysyłały na studia specjalizacyjne do Niemiec, głównie do uniwersytetów w Lipsku i Heidelbergu. Przykładem może być Petrażycki. Trzeba pamiętać, że nauka prawa rzymskiego w XIX w., w jeszcze większym stopniu niż filologia klasyczna, była kształtowana przez uczonych niemieckich. Najcenniejsze prace romanistyczne powstawały w Niemczech, a gdy po wielu latach Dydyński zapragnął dać się poznać nauce światowej jako wydawca instytucji justyniańskich, pracę swą, stanowić mającą wstęp źródłoznawczy do tego, niestety niewykonanego dzieła, wydał w Berlinie po niemiecku. Ta przewaga nauki niemieckiej w dziewiętnastowiecznej romanistyce wynikała z kilku przyczyn.

Przede wszystkim wiek XIX jest okresem wspaniałego rozwoju humanistyki niemieckiej, zwłaszcza w zakresie metodologii. Odnosi się to w szczególności do filologii klasycznej, historii starożytnej i innych nauk o starożytności. W prawie rzymskim, dyscyplinie, której zasób źródeł był uważany w XIX w. jako w zasadzie zamknięty i stały, znakomicie rozwinięte przez niemiecką naukę o starożytności metody badawcze miały szczególne pole do popisu. Świetny rozwój niemieckiej filologii klasycznej przyczynił się istotnie do rozwoju prawa rzymskiego, zwracając uwagę romanistów na prace edytorskie czy poszukiwanie interpolacji w zbiorach justyniańskich (inerpolationenjagd).

Dalszą okolicznością powodującą świetny rozwój romanistyki niemieckiej jest fakt, że do początku XX w. część Niemiec żyła pod rządem zmodernizowanego prawa rzymskiego, tak zwanego powszechnego prawa niemieckiego lub prawa pandektów. Prawo rzymskie było więc aż do wejścia w życie 1 I 1900 kodeksu prawa cywilnego (Bürgerliches Gesatzbuch) prawem żywym. Pociągało to za sobą konieczność praktycznego zajmowania się nim. Wreszcie wielką zasługę dla rozwoju niemieckiej romanistyki ma niemiecka szkoła historyczna Savigny’ego i Puchty, jak również cały, wspaniale rozwinięty w ówczesnych Niemczech kierunek badań historyczno-prawnych. Nawet ci, którzy, jak Jhering, zrywali ze szkołą prawno-historyczną, zajmowali się nadal romanistyką. Okres berlińskich i heidelberskich studiów Dydyńskiego jest okresem triumfów szkoły historyczno-prawnej. Nauka prawa rzymskiego jest w Niemczech ówczesnych uprawiana dwojako. Z jednej strony mamy w tym czasie w Niemczech, podobnie jak i w innych krajach, badania historii prawa rzymskiego oraz instytucji prawnych takich, jakie niegdyś obowiązywały w Rzymie. Z drugiej strony mamy tak zwaną pandektystykę, czyli badania nad prawem rzymskim obowiązującym na niektórych terytoriach Niemiec w XIX w. Stosownie do tego dydaktyka uniwersytecka przewiduje trzy odrębne wykłady romanistyczne – tak zwaną historię zewnętrzną prawa rzymskiego, czyli historię państwa i prawa rzymskiego, zarys prawa dogmatycznego według Instytucji Gajusza i kodyfikacji justyniańskiej, wreszcie pandekta, czyli szczegółowy wykład rzymskiego systemu prawa prywatnego w tej formie, w jakiej obowiązywało w Niemczech XIX w.

Szkoła historyczno-prawna zajmowała się głównie dawnym prawem rzymskim, a zwłaszcza jego historią. Do tej szkoły należeli mistrzowie Dydyńskiego, a zwłaszcza Vangerow5, który zresztą zajmował się także pandektami. Był on następcą słynnego Thibaut, wydawcą czasopisma „Archiv für zivilistische Praxis”, autorem podręczników pandektów, a równocześnie prac z historii prawa rzymskiego.

Także praca doktorska Dydyńskiego wiąże się swym tematem i jego ujęciem ze szkołą historyczną. Trudno ustalić, czy, zmieniając kierunek studiów z filologicznego na prawny, nasz autor myślał o poświęceniu się karierze naukowej. Dla syna urzędnika sądowego, w okresie gdy polityka państwa pruskiego nie była jeszcze Polakom wroga, kariera sądowa czy administracyjna wydawać się mogła czymś bardziej naturalnym. Po uzyskaniu w 1864 r. doktoratu udaje się Dydyński do znanego już sobie Wrocławia i rozpoczyna tam aplikację sądową jako tak zwany referendariusz. Długotrwałe studia naszego romanisty, a teraz rozpoczęcie trzyletniej bezpłatnej aplikacji wskazują, że sytuacja materialna jego rodziny nie musiała być zła. Równocześnie jednak z rozpoczęciem pruskiej aplikacji wszczyna Dydyński starania o uzyskanie katedry prawa rzymskiego w świeżo utworzonej Szkole Głównej Warszawskiej. Być może do starań tych Dydyńskiego popchnęła zawarta w Heidelbergu znajomość z Walentym Miklaszewskim, który jako stypendysta Komisji Rządowej Oświecenia przygotowywał się na uniwersytetach zagranicznych do wykładania na wydziale prawnym Szkoły Głównej. Być może kierował nim tylko odruch patriotyczny, chęć pracy na polskim uniwersytecie, być może jednak sądził, że w nieustabilizowanych warunkach wybije się łatwiej niż na uniwersytetach niemieckich. W tym ostatnim wypadku miał rację – w niemieckich warunkach nie uzyskałby płatnego stanowiska na uniwersytecie przed upływem kilku lat. Przed odbyciem służby referendarskiej, to jest przed trzema laty, nie uzyskałby również żadnego stanowiska w administracji pruskiej czy sądownictwie. W każdym razie w 1865 r. Dydyński przyjeżdża do Warszawy i, celem uzyskania stanowiska wykładowcy, wydaje w Warszawie przekład I księgi Instytucji Gajusza, który poprzedza zwięzłym wstępem, opartym na źródłach niemieckich. Zainteresowanie Gajuszem nie opuści Dydyńskiego do końca jego pracy naukowej. Przekład Instytucji wykonał Dydyński być może jeszcze w Heidelbergu. W 1865 r., gdy Dydyński zwrócił się do Komisji Rządowej Wyznań i Oświecenia z prośbą o powierzenie mu wykładów z prawa rzymskiego, Szkoła Główna Warszawska miała już trzech wykładowców tego przedmiotu. Byli nimi Paweł Popiel, Franciszek Maciejowski i Walenty Miklaszewski, który rok przedtem uzyskał doktorat w Heidelbergu razem z Dydyńskim. W praktyce sytuacja przedstawiała się nieco inaczej. Miklaszewski mianowany został wprawdzie adiunktem prawa rzymskiego i karnego, ale poświęcić się miał zamiar jedynie prawu karnemu, prawo rzymskie wykładał jedynie dodatkowo i tymczasowo. Maciejowski, wykładowca kursów prawnych przy warszawskim Gimnazjum Gubernialnym jeszcze w latach czterdziestych, miał lat 67, a wykład prawa rzymskiego objął w zastępstwie Popiela, który wyjechał za granicę na urlop naukowy. W tych warunkach na stałe Szkoła Główna mogła dysponować tylko jednym wykładowcą, Pawłem Popielem, który swoją nominację zawdzięczał jedynie swym arystokratycznym koneksjom. Popiel pochodził mianowicie ze znanej rodziny ziemiańskiej i był bratankiem ówczesnego rektora Akademii Duchownej w Warszawie, późniejszego biskupa płockiego i, po wielu latach, arcybiskupa warszawskiego, księdza Wincentego Chościak-Popiela. Jak wynika z jego pamiętników, nominacja wiązała się z pozycją stryja6 – w tym momencie Popiel miał dwadzieścia kilka lat i nie posiadał żadnego dorobku naukowego. W okresie powstania styczniowego związki Popiela z arystokracją polską i episkopatem przekreśliły z kolei jego karierę.

W każdym razie, mimo pozornego nadmiaru romanistów, kandydatura Dydyńskiego została przyjęta przychylnie. Być może władze carskie chętnie widziały kandydata – człowieka nowego, niemającego żadnych stosunków ze społeczeństwem Królestwa Polskiego, wreszcie wychowanka pruskich uczelni i byłego pruskiego urzędnika. Było to przecież tuż po powstaniu. Dydyński dawał zapewne gwarancje lojalności i posłuszeństwa dla carskiej władzy. Trudności kandydatura Dydyńskiego napotykała jedynie w samej Szkole Głównej, gdzie zażądano od niego uprzedniej habilitacji. Jakoż w 1866 r. uzyskał on na wydziale prawa Szkoły Głównej veniam legendi z prawa rzymskiego na podstawie rozprawy Rzecz o różnicy między zastawem a hypotheką według prawa rzymskiego. Była to niewielka rozprawka, licząca 52 strony i nawiązująca do jego pracy doktorskiej. Sądzić można, że tak rada wydziału prawa, jak i sam autor traktowali habilitację raczej jako formalność. W tymże roku Komisja Rządząca Wyznań i Oświecenia mianowała Dydyńskiego adiunktem prawa rzymskiego Szkoły Głównej. Trzeba tu przypomnieć, że adiunkt w tym czasie był kimś innym niż obecnie – adiunktem zostawało się po habilitacji, zasadniczo adiunkt posiadał te same kwalifikacje co profesor zwyczajny i nadzwyczajny oraz te same obowiązki. Główna różnica leżała w poborach – adiunkt zarabiał 700 rubli srebrnych rocznie6. Była to pensja skromna, wystarczająca na utrzymanie, ale dużo niższa od profesorskiej (1500 r.s.) i odpowiadająca poborom niższych urzędników rządowych. Współczesna badaczka uważa, że zdecydowanie się na karierę naukową w ówczesnych stosunkach było sui generis ofiarą na ołtarzu miłości ojczyzny. Wynikało to ze złej sytuacji majątkowej profesury w porównaniu z urzędnikami państwowymi i z nieugruntowanej sytuacji zawodowej i społecznej profesorów, zależnych od zmieniającej się sytuacji politycznej8. Wspominaliśmy już, że ze strony Dydyńskiego nie można mówić o rezygnacji z korzyści materialnych w związku z jego przeniesieniem się do Warszawy. Nie było to zapewne poświęcenie się dla ojczyzny, ale nie była też chęć zrobienia szybkiej kariery czy majątku.

Już w 1866 r. zaczyna Dydyński wykładać historię i instytucje prawa rzymskiego. W tym samym czasie przedmioty romanistyczne wykładali Franciszek Maciejowski, Paweł Popiel, Władysław Miklaszewski i Władysław Okęcki – późniejszy tłumacz Tacyta. Miklaszewski i Okęcki mieli jedynie wykłady monograficzne – jeden o procesie cywilnym rzymskim, drugi o rzymskim prawie małżeńskim. Tak znaczna liczba profesorów i wykładów prawa rzymskiego budziła zrozumiałe zastrzeżenia u współczesnych. Wynikało to, jak tłumaczy Kraushar, z braku specjalistów w zakresie prawa obowiązującego, braku zrozumiałego w warunkach, w jakich powstawała Szkoła Główna9.

W 1868 r. Dydyński mianowany zostaje pełniącym obowiązki profesora nadzwyczajnego, a wkrótce potem zostaje jedynym wykładowcą prawa rzymskiego. Gdy bowiem w 1869 r. Szkoła Główna przekształcona została na rosyjski Cesarski Uniwersytet Warszawski, władze carskie usunęły Popiela i Okęckiego ze względu na ich nieprawomyślność polityczną, Maciejowski poszedł na emeryturę, a Miklaszewski objął katedrę prawa karnego. W ten sposób pozornie ryzykowna decyzja Dydyńskiego o przeniesieniu się do Warszawy uwieńczona została pełnym sukcesem. Sytuacja naszego romanisty nie była jednak w rosyjskim Uniwersytecie Warszawskim łatwa. Pozostawiono go na katedrze tak z uwagi na to, że z pięciu romanistów posiadał niewątpliwie najwyższe kwalifikacje naukowe, jak i ze względu na nieskazitelność polityczną i obcość w środowisku warszawskim. Musiał jednak pozostawać pod nadzorem, co spowodowało zapewne, że wystrzegał się jak najstaranniej jakichkolwiek posądzeń o nieprawomyślność, i to raczej w większym stopniu niż jego koledzy. Można to wyczuć między wierszami tego, co piszą o nim Kraushar czy Posner10. Dydyński z tego względu nie cieszył się popularnością wśród młodzieży. Wynikało to także z jego cech osobistych – był to człowiek oschły, małomówny i powściągliwy, trzymający się z dala od młodzieży studiującej i prowadzący dość samotne życie.

Władze rosyjskie nie szczędziły mu jednak upokorzeń. Jego habilitacja przeprowadzona w Szkole Głównej nie została uznana i w 1872 r. musiał uzyskać na Uniwersytecie SanktPetersburskim stopień doktora nauk prawnych, aby utrzymać swe stanowisko. Złożył w tym celu obszerną pracę o zastawie w prawie rzymskim, opublikowaną w języku rosyjskim, którego uprzednio nie znał. Była ona znacznie rozszerzoną wersją jego rozprawy habilitacyjnej. Wtedy dopiero został profesorem nadzwyczajnym, a w 1888 r. profesorem zwyczajnym. Była to, jak na ówczesne stosunki, bardzo wolna kariera. Narodowość Dydyńskiego niewątpliwie ją hamowała. Rosjanie zostawali w tym okresie profesorami zwyczajnymi po paru latach pracy na Uniwersytecie, a niekiedy zaraz po habilitacji.

Musiał się też Dydyński nauczyć języka rosyjskiego, w którym od 1869 r. wykładał. Posner pisze, że myślał on po niemiecku, wykładał po rosyjsku, a mówił po polsku11. Rosyjskiego, jak się wydaje, nigdy Dydyński dobrze nie opanował i wykłady w tym języku były dla niego trudne i męczące12.

Jak przedstawiała się nauka prawa rzymskiego w Polsce, gdy trzydziestoletni Dydyński rozpoczął wykłady w Szkole Głównej? Tradycje czasów dawnych, sięgające jeżeli nie Kadłubka, to wszechnicy krakowskiej możemy tu pominąć. W XIX w. prawo rzymskie w Królestwie Polskim reprezentowali przede wszystkim Jan Wincenty Bandtkie i Wacław Aleksander Maciejowski. Nie pozostawili oni jednak po sobie dzieł romanistycznych większej wagi. Zajmowali się raczej dydaktyką. Prawem rzymskim na ziemiach pod zaborem rosyjskim zajmowali się jeszcze Capelli w Wilnie i Jan Szwajnic, profesor prawa rzymskiego na kursach prawniczych Gimnazjum Gubernialnego w Warszawie, ale ich prace również wiązały się ściśle z dydaktyką. Dydyński nie miał więc poprzedników, których dzieło mógłby kontynuować. Jego koledzy zaś dopiero zaczynali się zajmować naukowo prawem rzymskim. Maciejowski był autorem użytecznego podręcznika, Okęcki i Miklaszewski wydali zarysy swych wykładów monograficznych, ale ich zainteresowania prawem rzymskim ograniczały się do krótkiego okresu wykładania tego przedmiotu.

W Galicji drugiej połowy XIX w. działali wtedy Fryderyk Zoll i Józefat Zielonacki, ale kontakty warszawskiego środowiska naukowego z Galicją nie były zbyt bliskie. Po odejściu od romanistyki jego kolegów Dydyński pozostał sam i pozostawał samotny naukowo aż do przejścia na emeryturę w 1909 r. Wydawał co prawda swe prace naukowe także po rosyjsku, ale kontaktów z nauką rosyjską nie utrzymywał. Już bliższe stosunki miał z Krakowem i Lwowem, gdzie F. Zoll i M. Chlamtacz recenzowali jego prace.

Koschembahr-Łyskowski twierdzi w swoim wspomnieniu pośmiertnym o Dydyńskim, że działalność naukowa naszego romanisty odpowiadała pewnemu z góry zakreślonemu planowi, że „przyświecała mu myśl przyczynienia się do stworzenia samodzielnej nauki polskiej prawa rzymskiego”, że, obejmując katedrę w Warszawie, opracował plan swej twórczości naukowej i plan ten realizował przez całe życie. Chyba to zbyt przesadne sądy, ale nie ulega wątpliwości, że w twórczości Dydyńskiego przewijają się pewne stałe elementy. Przywiązywał on niewątpliwie wielką wagę do tego, aby wyposażyć naszą naukę romanistyczną w narzędzia badawcze i pomoce dydaktyczne, których była pozbawiona. W Galicji o tym nie myślano, zapewne ze względu na organiczne związki z nauką niemiecką. Wielką zasługą Dydyńskiego jest, że zrozumiał konieczność pracy u podstaw polskiej romanistyki i że tej niewdzięcznej pracy się podjął. Dlatego swą pracę twórczą rozpoczął przekładem Instytucji Gajusza (dwa tomy, Warszawa, 1865–1867), niestety niedokończonym, ale jedynym w naszej literaturze i do dziś dnia używanym w pracy dydaktycznej. Później, w 1881 r., dokonuje dzieła jeszcze cenniejszego, dając nam Słownik łacińsko-polski do źródeł prawa rzymskiego. Obszerny ten słownik oparty jest, co prawda, na niemieckim romanistycznym słowniku Heumanna i samodzielny wkład Dydyńskiego nie jest tu duży, nie zmienia to jednak korzyści, które świadczy to dzieło, do dziś dnia niezastąpione w polskiej literaturze naukowej. Wreszcie w 1904 r., na kilka lat przed emeryturą, wydaje pierwszy w języku polskim nowoczesny podręcznik Historii źródeł prawa rzymskiego. Jest on obszerniejszy niż wydany później podręcznik Zolla i do dziś nie ma właściwie w polskiej literaturze naukowej innego, równie szczegółowego. Podręcznik Dydyńskiego niewątpliwie opiera się na wzorach niemieckich podręczników Kruegera czy Küblera, ale jest pracą samodzielną, wykazującą wielką i wszechstronną erudycję autora, znakomitą znajomość literatury naukowej, i to nie tylko niemieckiej, wreszcie śmiałość i samodzielność sądów. Wysoko ceni go Chlamtacz w swej recenzji w „Kwartalniku Historycznym”13. Dodać należy, że Dydyński wydał w języku rosyjskim pełny przekład Instytucji Gajusza, opatrzywszy je obszernym wstępem, oraz, tylko po rosyjsku, dwutomowy wybór źródeł prawa rzymskiego, przeznaczony dla potrzeb seminaryjnych. Z tymi pracami podstawowymi, przeznaczonymi dla studentów i badaczy, wiążą się prace historyczne Dydyńskiego. Zdawał on sobie sprawę, że romanista zwraca się do nader wąskiego kręgu czytelników, tym też tłumaczy napisanie książki o Hadrianie, która choć nosząca podtytuł „studium historyczno-prawne” i świadomie unikająca elementów biograficznych przeznaczona jest niewątpliwie dla szerszej publiczności, dając interesujący obraz cesarstwa rzymskiego późnego pryncypatu14. Nie jest to praca popularnonaukowa w naszym rozumieniu, obarcza ją obfity aparat naukowy, ale mogła liczyć na szeroką poczytność w warunkach powszechnej znajomości historii i kultury rzymskiej wśród inteligencji kończącej ówczesne gimnazja, w których języki klasyczne były głównym przedmiotem.

Monografia o cesarzu Hadrianie zasługuje na uwagę ze względu na dość rzadkie u dziewiętnastowiecznych romanistów zrozumienie dla problematyki kulturalnej i społecznej. Szczególnie wiele uwagi poświęca Dydyński problemowi romanizacji i współżyciu różnych narodów w cesarstwie rzymskim. Wiele uwagi poświęca też nasz autor roli władcy absolutnego, chwaląc Hadriana za to, ze „wysoko pojmował stanowisko panującego i urzeczywistniał wielką ideę służby dla dobra publicznego”15. Można w tym, jak i w kwestii zgodnego współżycia wielu ludów w Imperium Romanum, znaleźć aluzję do smutnej współczesności polskiej XIX w. i przyczynę zajęcia się przez Dydyńskiego tą postacią i tą epoką. W pracy tej widać również wyraźny wpływ T. Mommsena, zwłaszcza przy przedstawianiu prowincji rzymskich, przy tym jednak wykazuje autor znajomość bogatej literatury niemieckiej i francuskiej. Godne uwagi, że brak niemal zupełnie powoływania się na pozycje rosyjskie. Na wiele lat przed pracą o Hadrianie zajął się nasz autor problematyką historii społeczno-gospodarczej swą pracą O prawie rolnym w starożytnym Rzymie (Warszawa 1881). Miała ona charakter popularny, co nie przeszkadzało wykorzystaniu w niej bogatej literatury. Wśród prac przeznaczonych dla szerszej publiczności należy wymienić jeszcze niektóre artykuły dla Wielkiej Powszechnej Encyklopedii Ilustrowanej Orgelbrandta (Agrarne Prawa, Antejustyniańskie Prawa, Comitia – oto najważniejsze z nich).

Nurt ściśle romanistyczny w twórczości Dydyńskiego reprezentują jego prace promocyjne: O różnicy między zastawem a hipoteką (Warszawa 1865 – rozprawa habilitacyjna) i Załog w rimskom prawie (Zastaw w prawie rzymskim – rozprawa złożona celem uzyskania stopnia doktora nauk prawnych na Cesarskim Uniwersytecie SanktPetersburskim w 1872 r.); dalej obszerny wstęp do rosyjskiego wydania Instytucji Gajusza (Warszawa 1902), wreszcie rozprawa o rękopisach Instytucji justyniańskich – Beiträge zur handschriftlichen. Überlieferung der Justinianischen Rechtsquellen: Institutionen, Berlin 1891. Prace promocyjne Dydyńskiego cechuje solidna erudycja i zgodność z zasadami niemieckiej szkoły historycznej. Trzecia praca – wstęp do przekładu Gajusza na język rosyjski, zwraca uwagę samodzielnością sądów i krytycznym stanowiskiem wobec poglądów przeważających podówczas w romanistyce. Wbrew zdaniu Mommsena i większości współczesnych badaczy, opowiada się Dydyński za tezą, że Gajusz był prawnikiem rzymskim, a nie prowincjonalnym. Jak wiadomo, pogląd taki jest obecnie powszechnie przyjęty w nauce16. Zwracaliśmy już uwagę, że postaci i dzieła Gajusza poświęca nasz autor wiele uwagi. Pisał o nim w zwięzłym wstępie do polskiego przekładu Instytucji Gajusza, potem w omówionym wstępie do przekładu rosyjskiego, popularnie przedstawił postać i dzieło Gajusza na łamach petersburskiego tygodnika „Kraj”17, a wreszcie poświęcił mu wiele miejsca w swym podręczniku historii prawa rzymskiego. Wszystkie te prace zaszczytnie świadczą o erudycji i zmyśle historycznym Dydyńskiego oraz o jego ambicji naukowej. Problem Gajusza był bowiem jednym z głównych problemów historii prawa rzymskiego. Wreszcie na specjalną uwagę zasługuje wyżej wymieniona praca niemiecka Dydyńskiego. Jest to wykaz rękopisów instytucji justyniańskich, znajdujących się w bibliotekach europejskich, opatrzony uwagami źródłoznawczymi i będący owocem licznych podróży naukowych. Obejmuje on około 270 pozycji, a więc przeszło dwa razy więcej niż przestarzała praca Schradera18. Według planów Dydyńskiego, praca ta miała być wstępem do naukowego, krytycznego wydania Instytucji Justyniańskich, opartego nie, jak dotychczas, na jednym czy kilku rękopisach, ale na wykorzystaniu wszystkich zachowanych tekstów. Trudno powiedzieć, czemu nasz romanista zrezygnował z tego zamiaru, którego realizacja dałaby mu poczesne miejsce w nauce światowej. Być może zraził go brak zainteresowania dla jego pracy, aczkolwiek tak w nauce polskiej, jak niemieckiej zyskała pochlebne opinie19. W każdym razie mamy tu do czynienia z ambitną próbą wejścia w krąg światowej romanistyki poprzez przełamanie bariery językowej i zajęcie się zagadnieniem tak podstawowym, jak prace nad tekstem kodyfikacji justyniańskiej. Dla nauki polskiej wartość pracy Dydyńskiego polega także na tym, że opisał on cztery polskie rękopisy instytucji justyniańskich, przyczyniając się w ten sposób do wzbogacenia znajomości dziejów prawa rzymskiego w Polsce.

Jeżeli pokusimy się teraz o ogólną ocenę dorobku naukowego Teodora Dydyńskiego, to zwrócimy uwagę, że cechował ją pewien praktycyzm, polegający na zamiłowaniu do badania źródeł. Być może wyniósł to nasz autor ze swych studiów filologicznych. Był zawsze daleki od zajmowania się samymi konstrukcjami prawnymi, co tłumaczy się łatwo nieistnieniem w Polsce pandektystyki rozumianej na wzór niemiecki. Nie pociągały go również bezpłodne badania interpolacji, jakie były modne w czasie jego działalności naukowej.

Swe ambicje naukowe wiązał Dydyński ściśle z celami dydaktycznymi i popularyzatorskimi w najlepszym rozumieniu tego słowa. Na specjalną uwagę zasługują jego zainteresowania historią i zrozumienie dla historii społecznej i kulturalnej, rzadkie u dziewiętnastowiecznych romanistów. Zdawał on sobie dobrze sprawę, że historia prawa jest tylko częścią historii ogólnej20, a zasadę tę wprowadzał w życie swą twórczością naukową. Jako historyk, wyznawał poglądy zdecydowanie pozytywistyczne, twierdząc, iż „ludzi zasługujących wobec sądu historii na imię wybitnych osobowości oceniać należy, uwzględniając ich zdolności intelektualne, stopień uobyczajnienia społeczeństwa i duch czasu, w którym żyli i działali”, i, dalej „wartość każdej historycznej osobistości zależy od jej stosunku do interesów ogólnych, społecznych”21. Koncepcja społeczeństwa i historii u Dydyńskiego jest typowa dla historiografii mu współczesnej. Inna rzecz, że uwagi metodologiczne z zakresu historiografii są u niego nader rzadkie, w jego konkretnych i zwięzłych pracach nie ma miejsca na ogólne rozważania. Jako romanista stawiał Dydyński bardzo wysoko prawo rzymskie, uważając je za „nieprzebrany skarbiec wszelkich umiejętności prawniczych”22, ale, jak wykazał w swoim podręczniku historii prawa rzymskiego, doskonale zdawał sobie sprawę z historycznych, społecznych i gospodarczych uwarunkowań prawa. Wskazuje na to również jego książka o Hadrianie, w której wskazał na społeczne podłoże prawodawstwa tego władcy. Nie był nasz autor dogmatykiem – romanistą, jakich było wtedy tylu.

Sądzić można, że najpełniej chyba z dziewiętnastowiecznych polskich romanistów reprezentował nurt historyczny w romanistyce i, bodaj jedyny, łączył historię społeczno-polityczną starożytnego Rzymu z historią prawa rzymskiego.

Działalność dydaktyczna Dydyńskiego jest nam mniej znana niż jego działalność naukowa z uwagi na skąpą liczbę źródeł i opracowań do dziejów rosyjskiego Uniwersytetu w Warszawie. Wiemy, że Dydyński zaczął swą działalność dydaktyczną w Szkole Głównej ambitnie, od prowadzenia w latach 1866–1868 ćwiczeń seminaryjnych i komentowania, wespół ze studentami, tekstów źródłowych. Było to czymś nowym na warszawskim wydziale prawa, a zresztą nie tylko na warszawskim. Potem nasz romanista ograniczał się do wykładów kursowych, od 1869 r. prowadzonych po rosyjsku. Językiem tym władał słabo, choć niewątpliwie musiał się go nauczyć. Posner ocenia go, jako dydaktyka, ujemnie, podkreślając jego wielką łagodność i dobrotliwość jako egzaminatora. Wykładał Dydyński dwa przedmioty, to jest historię źródeł prawa rzymskiego i instytucje, czyli system rzymskiego prawa prywatnego. Od 1897 r. do emerytury wykładał też tak zwane prawo nadbałtyckie, czyli prawo niemieckie (pandektowe), obowiązujące w guberniach nadbałtyckich (obecna Łotwa i Estonia). Do tego wykładu przygotowały go dobrze jego niemieckie studia. Nie piastował Dydyński żadnych stanowisk uniwersyteckich, mimo iż wśród profesorów ówczesnego uniwersytetu warszawskiego był jednym z wybitniejszych. Wiązało się to niewątpliwie z tym, że był Polakiem i nigdy nie wyparł się swej narodowości. W swej działalności naukowej i dydaktycznej Dydyński skrupulatnie wystrzegał się jakichkolwiek podejrzeń o nieprawomyślność, a nawet dbał o to, aby wszystkie swe polskie prace naukowe wydawać także po rosyjsku. Niektóre z nich ukazywały się w języku rosyjskim przed wydaniem w języku polskim. Przykładem może być książka o Hadrianie, wydana po rosyjsku na koszt Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego w 1896 r., a po polsku, nakładem Kasy im. Mianowskiego, w 1899 r. Tylko po rosyjsku wydał Dydyński swą pracę habilitacyjną i podręcznik instytucji prawa rzymskiego, będący właściwie skryptem z wykładów (Naczała prawa rymskogo, Warszawa 1876). Nie brał też Dydyński aktywnego udziału w życiu warszawskiego polskiego środowiska naukowego, co zresztą wynikało nie tylko z ostrożności i cech jego charakteru, ale i z faktu, że tak jako romanista, jak i jako historyk starożytności reprezentował dyscypliny w Warszawie tych lat przez nikogo innego nieuprawiane. Wydaje się zresztą, że i z nauką rosyjską nie utrzymywał Dydyński żadnych bliższych kontaktów. Uczeni rosyjscy odnosili się do profesorów rosyjskiego Uniwersytetu w Warszawie lekceważąco, większość z nich bowiem nie reprezentowała poważnego poziomu naukowego23. Najczęściej jego prace były recenzowane w Galicji, gdzie Fryderyk Zoll i Marceli Chlamtacz oceniali je bardzo pochlebnie. Byli to zresztą uczeni podobnej formacji naukowej, również uczniowie niemieckich uniwersytetów.

W czasach pracy naszego romanisty w Warszawie rusyfikacja wyższej uczelni warszawskiej postępowała coraz szybciej. Po roku 1869 mimo rosyjskiego języka wykładowego większość profesorów to Polacy. Na opróżniane przez nich z czasem stanowiska powoływani są jednak wyłącznie Rosjanie. W 1892 r. na 14 wykładowców wydziału prawa jest jeszcze 5 Polaków. W 1909 r. ostatni Polak ustępuje z katedry prawniczej. Jest nim Dydyński. Na jego miejsce powołano zresztą uczonego dużej miary, reprezentanta nowej szkoły badań nad najdawniejszym prawem rzymskim, Wasyla Synajskiego, w okresie międzywojennym profesora uniwersytetu w Rydze. O powołaniu na zwolnioną przez Dydyńskiego katedrę Polaka oczywiście mowy być nie mogło.

Na ostatnie lata życia Dydyńskiego przypada okres jego działalności w Towarzystwie Naukowym Warszawskim. W 1906 r. Dydyński, jako Polak – profesor uniwersytetu i wykładowca Szkoły Głównej był jednym z założycieli Towarzystwa. W 1913 r., po śmierci Aleksandra Jabłonowskiego, został wybrany jego prezesem24. Wybór ten mógł budzić zdziwienie, zważywszy że Dydyński miał 77 lat, od kilku lat był na emeryturze i od prawie 10 lat nie publikował i nie pracował naukowo. Jak już wyżej wskazano, nigdy nie cieszył się też zbytnią popularnością ani uznaniem warszawskiego środowiska naukowego. Być może wszystkie te cechy przyczyniły się raczej do tego wyboru. Dydyński nie miał zawistnych, a jego lojalność wobec władz carskich i brak obciążeń politycznych sprawiały, że kandydatura jego nie napotkała z ich strony na zastrzeżenia.

Prezesem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego był Dydyński trzy lata. W 1916 roku ustąpił z tego zaszczytnego stanowiska, w związku z wyjazdem z Warszawy na wschód, przed niemiecką ofensywą. Zastosował się w tym do wezwań administracji carskiej, być może chodziło mu o zachowanie emerytury. Rewolucję rosyjską przeżył na Kresach, w gościnnym dworze ziemiańskim, a do Warszawy wrócił w 1919 r. W tymże roku mianowany został, razem ze swymi kolegami ze Szkoły Głównej, Holewińskim i Miklaszewskim, profesorem honorowym Uniwersytetu Warszawskiego. Wykładów już nie wznowił, zmarł dwa lata później, 5 września 1921 roku, w wieku 85 lat. Umarł raczej zapomniany, nie odezwał się ku jego czci żaden z jego uczniów. Jedynie jego następca na katedrze, Ignacy Koschembahr-Łyskowski, wygłosił na posiedzeniu wydziału historycznego TNW dość oziębłe i banalne wspomnienie.

Gdybyśmy teraz chcieli ocenić zasługi Teodora Dydyńskiego dla nauki polskiej, to musielibyśmy przyznać, że są one poważne i trwałe.

Wzbogacił on naukę polską prawa rzymskiego szeregiem prac do dziś dnia użytecznych w pracy dydaktycznej czy badawczej. Dzięki niemu, dzięki jego wytrwałej ambicji i pracowitości w Warszawie popowstaniowej istniała romanistyka uprawiana na dobrym, światowym poziomie. W historii nauki prawa rzymskiego w Polsce Dydyński stanowi cenne i ważne ogniwo25. Nie stworzył on wprawdzie szkoły naukowej i nie pozostawił uczniów (wyjątkiem jest Feliks Szenwic, docent prawa rzymskiego Wolnej Wszechnicy Polskiej), ale jego wykłady przyczyniły się do wykształcenia wielu setek prawników, wśród których wielu – jak choćby Marceli Handelsman – dało dużo kulturze polskiej. Na swój sposób ten skromny i pracowity człowiek pasuje do ogólnego obrazu pozytywizmu warszawskiego.

*Tekst opublikowany pierwotnie w: „Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Łódzkiego. Nauki Humanistyczno-Społeczne” 1968, seria 1, z. 59, s. 135–148.

1Dydyński T. [w:] PSB, t. VI, Kraków 1948, s. 48.

2Przygotowaniem do niej był wydany przez Dydyńskiego wykaz rękopisów justyniańskich – patrz niżej.

3Studiowało tam wielu przyszłych profesorów warszawskiego wydziału prawa, a aż pięciu spośród nich uzyskało tam doktorat – Miklaszewski, Dydyński, Okęcki, Józefowicz i Oczapowski. Tylko absolwenci uniwersytetu petersburskiego byli liczniejsi. Jeżeli do wymienionej piątki dodać tych, którzy studiowali krótko w Heidelbergu, sądzić można, że większość warszawskich profesorów prawa była związana z heidelberską wszechnicą. Patrz też J. Matejko, Profesorowie uczelni warszawskich, [w:] Społeczeństwo Królestwa Polskiego, t. I, Warszawa 1965, s. 175–198.

4Koschembahr-Łyskowski, Posner i inni piszący o Dydyńskim zgodnie stwierdzają, że słuchał on wykładów największego może romanisty drugiej połowy XIX w. Rudolfa Jheringa. Jednak, jak wynika z encyklopedii i słowników biograficznych, Jhering nigdy nie wykładał na uniwersytetach, na których studiował Dydyński. W okresie studiów Dydyńskiego był on profesorem prawa rzymskiego na uniwersytecie w Giessen. Nie wydaje się więc, aby nasz romanista miał z Jheringiem jakieś kontakty osobiste.

5Deutsche Allgemeine Biographie, Leipzig 1895, s. 479–482.

6Fragment z pamiętników Pawła Popiela odnoszący się do jego nominacji cytuje S. Borowski, Szkoła Główna Warszawska 1862–1869. Wydział Prawa i Administracji, Warszawa 1937, s. 55. Same pamiętniki Popiela zaginęły.

7J. Matejko, op. cit., s. 192.

8Ibidem, s. 197.

9A. Kraushar, Siedmiolecie Szkoły Głównej Warszawskiej 1862–1869, Warszawa 1883, s. 196–200.

10Ibidem.

11S. Posner, Teodorowi Dydyńskiemu Wspomnienie, „Gazeta Sądowa Warszawska” 1908, nr 27, R. 36, s. 433–436.

12Ibidem. Patrz też „Tygodnik Ilustrowany” 1921, nr 42 – wspomnienia pośmiertne o Dydyńskim oraz „Kurier Warszawski” 1921, nr 246, 6 IX – Śp. prof. dr Teodor Dydyński.

13„Kwartalnik Historyczny” 1905, s. 84–93 – obszerna i pozytywna recenzja Marcelego Chlamtacza z podręcznika historii prawa.

14T. Dydyński, Cesarz Hadryan. Studium historyczne, Warszawa 1899.

15Ibidem, s. 8.

16A. Honore, Gaius, Oxford 1962, passim. Por. L. Wenger, Die Quellen des Römischen Rechts, Wien 1953, s. 507 i nast.; H. F. Jolowicz, Historical Introduction to the study at Roman Law, Cambridge 1961, s. 397; W. Kunkel, Herkunft und sozial Stellung der römischen Juristen, Weimar 1952, s. 187.

17„Kraj” 1887, nr 52.

18E. Schräder, Prodromus Corporis Iuris Civilis, Berlin 1823.

19„Kwartalnik Historyczny” 1891, s. 661–664 – recenzja Leonarda Piętaka. Patrz recenzję H. Conrata w „Deutsche Literaturzeitung” 1891, nr 4 oraz recenzję Seckela w „Kritisches Vireteljahrschrift für Gesetzgebung Und Rechtswissenschaft” 1894, nr 2.

20T. Dydyński, op. cit., s. 207.

21Ibidem, s. 208.

22T. Dydyński, Historya źródeł prawa rzymskiego, Warszawa 1904, s. 6; por. S. Posner, op. cit.

23S. Askenazy, Uniwersytet Warszawski, Warszawa 1905, s. 39 i nast.

24Archiwum Polskiej Akademii Nauk, Towarzystwo Naukowe Warszawskie, protokoły posiedzeń zarządu, t. X, k. 348. Patrz też t. VIII, k. 170 – Dydyński razem z Holewińskim, Krausharem i Miklaszewskim przedstawia na członka TNW młodego romanistę Bronisława Bonffuła.

25Ostatnio historią Wydziału Prawa Szkoły Głównej zajmował się W. Sobociński, Wydział Prawa i Administracji Szkoły Głównej Warszawskiej, „Roczniki Uniwersytetu Warszawskiego” 1964, t. V, z. 2, s. 11–44. Środowiskiem naukowym historyczno-prawnym Warszawy tych lat zajmował się J. Bardach, Nauka historii państwa i prawa w Królestwie Polskim doby Szkoły Głównej, ibidem, s. 105–145. Prace te nie poświęcają, niestety, Dydyńskiemu większej uwagi.