Augustyn Frączkiewicz
Urodzony 19 VII 1796 w Kurozwękach (Małopolska). Studia matematyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim (1815–1819); wykładowca matematyki w liceum św. Anny w Krakowie (1820–1825); doktorat na Uniwersytecie Jagiellońskim (1828). Pracownik UW od 1828; pracownik Szkoły Głównej (1862–1869).
Matematyk, wybitny pedagog. Zajmował się algebrą i geometrią.
Adiunkt obserwatorium astronomicznego (1835); profesor matematyki i inspektor (od 1842) Kursów Pedagogicznych, dziekan Wydziału Matematyczno-Fizycznego Szkoły Głównej (1862); członek Akademii Umiejętności (1873); członek honorowy Towarzystwa Przyrodniczego im. Mikołaja Kopernika we Lwowie.
Redaktor „Pamiętnika Umiejętności Czystych i Stosowanych”.
Zmarł 31 XII 1883 w Warszawie.
O gnomice analitycznej, Kraków 1819; Dowody różnych podań z trygonometrii płaskiej i geometrii elementarnej, Kraków 1827; Demonstratio formulae dijferetialis a Cl. Cauchy inventiae determinandis summis serierum inservientis cui subiunguntur quator propositiones geometricae, Kraków 1828.
Frączkiewicz A. [w:] PSB,t. VII, Kraków 1949, s. 102–103.
Augustyn Frączkiewicz urodził się dnia 19 lipca 1796 roku w miasteczku Kurozwękach, w byłym województwie krakowskim, z rodziny mieszczańskiej. Otrzymawszy nauki początkowe w domu rodziców, posłany był naprzód do szkoły normalnej w Staszowie dla nauczenia się tamże, między innymi, języka niemieckiego, a następnie w roku 1807 do ówczesnego gimnazjum kieleckiego, które w przeciągu lat siedmiu ukończył. Pragnąc zostać profesorem matematyki, jak to sam powiadał, wstąpił w roku 1815 do Uniwersytetu Jagiellońskiego i tu, sposobiąc się do przyszłego powołania przez lat cztery, uzyskał świadectwo z postępem celującym ze wszystkich przedmiotów matematycznych i fizycznych, na wydziale filozoficznym wykładanych. Już w końcu ostatniego roku pobytu tamże, zastępował profesora matematyki elementarnej w uniwersytecie, szybko więc, bo w 21 roku życia zaczął pracować na polu, które sam był sobie obrał i które do 71 roku swego życia, zatem przez całe pół wieku, uprawiał z niewielkimi przerwami ciągle.
W tymże roku 1819 przeniósł się do Szkoły wojewódzkiej w Kielcach, gdzie z upoważnienia Komisji Rządowej Wyznań religijnych i Oświecenia publicznego wykładał przez rok jeden matematykę jako zastępca nauczyciela. Następnie wraca do Krakowa i tam w stopniu zastępcy profesora wykłada matematykę w trzech wyższych klasach liceum św. Anny przez rok szkolny 1820/1821, a później, otrzymawszy drogą konkursu patent na aktualnego profesora matematyki przy wspomnianej Szkole, pełni te obowiązki przez lat trzy, to jest do roku 1824/1825. Rząd krakowski przychylił się w roku 1825 do żądania Frączkiewicza, uwolnił go na lat dwa od służby i upoważnił do tymczasowej podróży naukowej po znakomitszych ogniskach nauki w Europie, z czego też młody profesor skwapliwie skorzystał i podróż tę własnym kosztem odbył. W październiku już jednak 1826 roku wraca do liceum św. Anny, wykłada swój przedmiot dalej, a w roku 1828 doktoryzuje się.
Na początku roku szkolnego 1828/9 znowu Komisja Rządowa Wyznań religijnych i Oświecenia publicznego, wskutek odbytego konkursu, powołała Frączkiewicza do Uniwersytetu Królewsko-Warszawskiego na profesora stałego algebry i rachunku wyższego, z pensją 6000 złp. Odtąd już Frączkiewicz nie opuszcza Warszawy. Po zwinięciu Uniwersytetu, mianowany został w roku 1834 profesorem w gimnazjum gubernialnym i adiunktem obserwatorium astronomicznego; w roku 1835 dodatkowo członkiem komitetu egzaminacyjnego, a w roku 1836 profesorem matematyki czystej w ówczesnych Kursach Dodatkowych, w którym to zakładzie pozostał i po jego zamianie na Kursa Pedagogiczne. Współcześnie pełnił obowiązki inspektora tych Kursów od roku 1842. W roku 1853 podał się do emerytury i jako emeryt poświęcał się z wielkim zamiłowaniem pracom matematycznym, pilnie śledząc postęp tychże za granicą.
Po dziewięcioletnim wypoczynku, w roku 1862, gdy otwierano Szkołę Główną, Frączkiewicz został zaproszony na profesora matematyki czystej w tym zakładzie i dziekana wydziału fizyczno-matematycznego. Z obowiązków dziekana zwolnił się po upływie lat dwu, profesorem zaś pozostał aż do czasu zamienienia Szkoły Głównej na dzisiejszy Uniwersytet, z chwilą otwarcia którego w roku 1869 wystąpił już ostatecznie ze służby.
W pierwszym roku po otwarciu Szkoły Głównej wykładał na I kursie algebrę wyższą, w drugim na II kursie rachunek różniczkowy i początki całkowego, a następnie na kursach III i IV, aż do zwinięcia Szkoły, części specjalne rachunku całkowego, rachunek różnic i wariacyjny.
Z druku wydał, oprócz rozprawy na stopień doktora filozofii, w języku łacińskim pt.: Demonstratio formulae dijferentialis ab A. Cauchy inventae determinandis, summis serierum, inservientis, cui subjuguntur quatuor propositiones geometricae (Kraków, 1828, in 4-to, stron 11), liczne artykuły, po większej części niewielkich rozmiarów, w „Rocznikach Towarzystwa Naukowego Krakowskiego”, w warszawskim „Pamiętniku Umiejętności Czystych i Stosowanych” oraz w „Bibliotece Warszawskiej”. Dokładną bibliografię tych prac, wraz z ich krytyczną oceną, podamy nieco później, gdyż może jeszcze zdołamy rozpatrzeć pozostałe po zmarłym manuskrypty.
Biograficzne daty, któreśmy treściwie przedstawili, świadczą, że zmarły profesor pracował więcej na niwie bezpośredniego nauczania niż w zakresie piśmienniczym. W tym ostatnim kierunku rozwijał najżywszą i najpoważniejszą działalność wówczas, gdy w Uniwersytecie Warszawskim otrzymał katedrę, a przez nią wszedł w bliskie zetknięcie z wykładem matematyki wyższej. Gdy później sposobność ta minęła i Frączkiewicz musiał się ograniczyć w wykładzie do niższych gałęzi matematyki, zmniejszyła się odtąd jego produkcja piśmiennicza, do której stracił dawniejszą codzienną pobudkę. O jego pracach naukowych drukowanych i tych, co pozostały w rękopisie, a z których może jeszcze niejedna da się zużytkować, krytyka, choćby najsurowsza, wydać musi, jesteśmy tego pewni, sąd pochlebny, przyznając autorowi przede wszystkim, że był sumiennym badaczem przedmiotu i że umiał przedstawić najzawilszą kwestię naukową przystępnie. Tu właśnie uwydatnia się główna cecha nauki tego męża i uwielbianego przez uczni profesora. Był on mistrzem żywego słowa. Nikt lepiej od niego nie umiał wykładać matematyki. Na lekcjach jego uwaga młodzieży nie słabła i nie nużyła się ani na chwilę, żaden ze słuchaczy nie czuł zmęczenia, choć Frączkiewicz jednogodzinną lekcję, do której był obowiązany, przewlekał zawsze do dwu godzin, a często i do półtrzeciej. Nie istniał dla niego dzwonek oznajmiający, że czas obowiązkowej pracy upłynął, nie troszczył się, że już drugi raz zadzwoniono, lecz pochylony przy tablicy, klęcząc na ziemi, gdy miejsca zbrakło, rozwijał długie szeregi wzorów matematycznych, od czasu do czasu zwracając się do nas, zwykle do jednego z nas, z charakterystycznym zwrotem: „bo możeś nie zrozumiał? Powiedz! Widzę po oczach, że nie dobrze pojmujesz!” I powtarza! znowu to, co był wyłożył, powoli, z naciskiem na ważniejsze wyrażenia, gładząc składnię i styl, tak, iż wykłady jego można było bezpośrednio z notatek naszych składać do druku.
Jeżeli też o którym z pedagogów, to o nim powiedzieć można, że żył tylko w szkole i dla szkoły. Poza tym zadaniem swego życia nie znał prawie innych celów, ani ogólnych, ani osobistych. Prawy obywatel kraju, interesował się wszystkim, co obchodziło współziomków, ale w żadnej pracy społecznej poza obrębem szkolnictwa udziału nie przyjmował. Ja chcę tylko uczyć, powiedział sobie, a trzeba przyznać, że obrał sobie tę cząstkę pracy społecznej, która u nas powinna być najważniejszą. Jak uczył, o tym wspomniałem i to powinno wystarczyć, byśmy mu mogli złożyć niepodzielny hołd jako obywatelowi kraju, hołd tym większy, że poza obrębem szkoły nie znał on i osobistych celów. Poprzestając na swym wynagrodzeniu, nie wiedział on, co to ambitne plany karierowiczów lub sztuka wyzyskiwania sytuacji drogą nadużyć w służbie; oszczędny nie przez chorobliwe dziwactwo, ale skutkiem małego zakresu potrzeb, tak małego, że nie było w nim nawet potrzeby korzystania z codziennych dziś prawie warunków wygody, jak np. kolej żelazna, żył tylko myślą o spełnianiu swego obowiązku, a jedyną osobistą jego dumą i rozkoszą serca było przeświadczenie, że go spełniał jak mógł i umiał.
Z chwilą, gdy go spełniać przestał – umarł. Nie teraz dopiero, nie, Frączkiewicz umarł już 14 lat temu, umarł razem ze Szkołą Główną, której był chlubą. Odtąd przynajmniej należał całą duszą tylko do przeszłości, teraźniejszość przestała go obchodzić. Odwiedzającym go od czasu do czasu uczniom opowiadał wspomnienia z lat ubiegłych, bardzo dawnych i kiedy niekiedy tylko znać było, że go przebiegał dreszcz troski. O cóż się troszczył, o czym myślał? Oto o naukowym języku polskim. Zaniedbacie go, mówił, zepsujecie. A to skarb nie mniej ważny od mowy potocznej, o którą zresztą możemy być spokojniejsi o tyle, że jest ona dziedzictwem milionów. Ta troska o język naukowy żywo zajmowała w ostatnich latach jego uwagę i pod jej to wpływem zamierzał, o ile wiemy, cały swój majątek, oszczędnością długiego życia nagromadzony, zapisać krakowskiej Akademii Umiejętności jako fundusz dla ludzi, pracujących u nas na specjalnym polu matematyki. Nie wytworzywszy sobie własnego ogniska domowego i wcześnie oderwany od rodzeństwa, z którym zresztą tylko pamięć łączyć go mogła, przeznaczał dla rodziny cząstkę swojej fortuny, resztę zaś, prawie całość, składał na ołtarzu nauki.
Społeczeństwo nasze może się pochlubić Frączkiewiczem. Był to obywatel, który trafnie pojął i umiejętnie spełnił zadanie życia; był to sumienny uczony, wzorowy profesor i uczciwy człowiek. Zasłużył na wdzięczność uczniów i na zaszczytną wzmiankę w dziejach naszego szkolnictwa.
*Tekst opublikowany pierwotnie w: „Wszechświat” 1884, t. III, nr 1, 6 I. Ortografii; i interpunkcja uwspółcześnione, składnia i leksyka oryginału.