Ludwik Maurycy Hirszfeld

Urodzony 3 IV 1814 w Nadarzynie koło Warszawy. Studia medyczne w Paryżu. Doktorat w École Pratique de Médicine (1848); pracownik UW (od 1859); profesor nadzwyczajny w Paryżu (1850); profesor zwyczajny (1859).

Autor klasycznego podręcznika anatomii układu nerwowego człowieka. Członek Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk.
Zmarł 10 V 1876 w Warszawie.

Neurologie ou description et iconographie du sistème nerveux et des organes des sens de l’homme, Paryż 1853; Anatomia opisowa człowieka, Warszawa 1861–1869.

„Czas” 1876, nr 110; Hirszfeld L. M. [w:] PSB, t. IX, Wrocław–Kraków–Warszawa 1961, s. 533; Wielka Encyklopedia PWN, t. XI, Warszawa 2002, s. 331.

MONIKA NOWAKOWSKA-ZAMACHOWSKA*

LUDWIK MAURYCY HIRSZFELD

1814–1876

 

Ludwik Hirszfeld był profesorem anatomii opisowej w Akademii Medyko-Chirurgicznej Warszawskiej, potem w Szkole Głównej, a następnie na Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim. Był wielkim anatomem, którego osiągnięcia można porównać do osiągnięć wielkich uczonych odrodzenia. Jego życie stanowi najlepszy dowód na to, co może osiągnąć człowiek owładnięty determinacją. Żywot jego służyć może za wzór niezwalczonej energii męża, który wyłącznie pracą i zasługą zdobył sobie zaszczytne w świecie stanowisko. Zaiste legendą fantastyczną trącą perypetie wieloletnie i losy ciężkie, jakie przechodził ów człowiek, nim osiągnął najwyższy, dla Żyda z Kongresówki wówczas na ogół nieosiągalny, szczebel w szkolnictwie, hierarchii naukowej i stanowisku społecznym.

Ludwik Maurycy Hirszfeld urodził się w roku 1814 w Nadarzynie, z ubogich rodziców, dalekich bardzo od cywilizacji europejskiej, którzy mu dali tylko takie wychowanie, jakie odbiera masa ludności izraelickiej konserwatywnej. W 1825 roku rodzina przeniosła się do Warszawy, gdzie ojciec jego był rzezakiem. Młode lata spędził więc w rzeźni na Solcu, niechlujnym przedmieściu Warszawy. Tutaj w trakcie uboju i ćwiartowania koszernego mięsa poznawał budowę anatomiczną zwierząt i badał położenie ich narządów wewnętrznych, studiując z ksiąg naukowych po kryjomu tajniki budowy ciała ludzkiego. Równocześnie uczył się Talmudu jako młody kandydat na przysięgłego rabina lub rzezaka rytualnego. W 17. roku życia nagle poczuł chęć wyzwolenia się z ponurej atmosfery fanatyzmu, ze środowiska przesądów, ze świata zamkniętego pobożnego getta. Pod wpływem popularnych książek hebrajskich o treści przyrodniczej i lekarskiej zaczyna w ukryciu zgłębiać, bez planu i programu, tajniki świeckich nauk i marzyć o sztuce lekarskiej. Swoją miłość do medycyny musi ukrywać przed współbraćmi z gminy, postanawia więc uczyć się gry na skrzypcach, by w ten sposób odwrócić od siebie podejrzenie o fascynację naukami zakazanymi.

Poduczywszy się trochę nauk świeckich, rozejrzawszy się po ich niezmiernym obszarze, zapragnął zapuścić umysł w ten niezgłębiony ocean i w tym celu, bez żadnej pomocy, bez środków, udał się na uniwersytet wrocławski. Naiwny marzyciel i miłośnik muzyki, chłopiec 19-letni, z pełną głową wiadomości chaotycznych, z paką ksiąg medycznych pod jedną, z nieodstępnymi skrzypcami pod drugą pachą, opuszcza potajemnie ukochany przezeń dom rodzicielski, kierując kroki swe w noc letnią w stronę Wrocławia, w mniemaniu, że się podwoje słynnej naówczas Wszechnicy Wrocławskiej otworzą przed nim szeroko na wzór starożytnych Jerozolimy akademii i uczelni. Tam najprzód, w 1833 roku, starał się o studia medyczne, jednak nie przyjęto go z powodu braku odpowiednich kwalifikacji naukowych. Ponieważ nie miał żadnych dochodów, musiał powrócić do Warszawy. Pogłoski o emigrantach polskich cieszących się we Francji wielką sympatią odurzają go, budząc w nim wiarę łatwego osiągnięcia wymarzonego celu. Jak nieugięty musiał być jego charakter, jak wielkie pragnienie wiedzy, a dusza chętna nowych przygód, jeśli już w rok potem, już nawet ożeniony przez zapobiegawczą rodzinę, zdecydował się na podróż do dalekiego Paryża. Podróż owa, a raczej wędrówka, jest owiana woalem przepięknej legendy, mówiącej o tym, jak biedny, ale nieustraszony chłopiec podróżuje pieszo, boso i głodno, nocując w rowach przydrożnych, „podgajając” w ambulatoriach szpitalnych Berlina rany na nogach, zarobkując po drodze grą na skrzypcach, żywiąc się zielonym groszkiem i tym, co mu dobrzy ludzie z litości zapodali. Przemycając się przez różne granice jak włóczęga bezpaszportowy, przybywa nareszcie młody Hirszfeld do Paryża. Przeszło 20-letni ojciec rodziny, którą zostawił na razie samopas na Solcu w domu rodzicielskim, marzyciel niepoprawny, niemogący i tutaj składać żadnego egzaminu w jakimkolwiek języku europejskim, wpada na oryginalny pomysł kontaktu z uniwersytetem: wstępuje jako posługacz do prosektorium w słynnej pracowni anatomicznej profesora Jeana-Baptiste’a Bourgery’ego w École Pratique de Médicine, gdzie kątem zamieszkuje, zajęty całymi dniami oskrobywaniem i bieleniem kości dla studentów anatomii.

Była to pierwsza praca Hirszfelda we wspaniałym Paryżu i początek jego wiekopomnej kariery naukowej. Wkrótce awansował na demonstratora i towarzyszył profesorowi na wykładach, przygotowując odpowiednie preparaty do pokazów. W wolnych chwilach pędził na inne wykłady i lektoraty, chłonąc wiedzę z fizyki, chemii, biologii, łaciny i francuskiego. Był młodzieńcem tak bystrym i takim zręcznym preparatorem, a przy tym tak znakomite preparaty anatomiczne wychodziły spod jego ręki, że otworzyło mu to drogę do wielkiej kariery naukowej. Według legendy, pewnego dnia jeden z asystentów profesora przygotowujący owe preparaty na wykład nie spisał się dobrze, pomylił bowiem temat i przysposobił próbki innych tkanek. Wtedy Hirszfeld przyniósł własne preparaty anatomiczne, wykonane subtelnie i precyzyjnie. Bourgery był tak zaskoczony kunsztem ich wykonania, że wykrzyknął mimowolnie w zachwycie wobec audytorium „a genoux messieurs!” (na kolana panowie!). Widząc w Hirszfeldzie geniusz naukowy, wystarał się dla niego od francuskiego ministra oświaty o zgodę na studia medyczne na Sorbonie. Nikła wcześniej nadzieja na pracę w upragnionym zawodzie lekarza nieoczekiwanie przybrała realne kształty i w 1848 roku po obronieniu rozprawy Des injections capillaires Hirszfeld otrzymał stopień doktora medycyny. Przedstawił w niej nowatorskie techniki preparowania drobniutkich naczyń, przez nastrzykiwanie ich specjalną techniką. Dzięki temu drobny system kapilarny stał się łatwo dostępny badaniom anatomicznym.

W ciągu tych 14 lat w Paryżu uczył się przeważnie, jeżeli nie wyłącznie, anatomii człowieka w pracowni profesora Bourgery’ego. W szkole tego dzielnego mistrza tak znakomite zrobił postępy w dokładnym obrabianiu anatomicznych preparatów, zwłaszcza systemu nerwowego, że Bourgery, jak wspomniano, przyjął go na swego współpracownika (préparateur), a następnie w rok po doktoracie został profesorem nadzwyczajnym anatomii (professeurparticulier) w École Pratique w Paryżu. Tutaj wykazał wielkie zdolności nauczania i na swoich demonstracjach anatomicznych miewał zawsze licznych słuchaczy, szczególniej z grona lekarzy czasowo w celach naukowych bawiących w stolicy Francji, w tym osobliwie z Anglii i Ameryki. W roku 1853 wydał wspólnie z p. Léveillé (rysownikiem) dzieło Néurologie ou description et iconographie du système nerveux et des organes des sens de l’homme, które imię jego zrobiło głośnym i utorowało autorowi drogę do profesury w Warszawie. Był to pierwszy tak doskonały atlas układu nerwowego. Zawierał 92 tablice z rysunkami; wszystkie niezwykle staranne i dokładne przedstawiały oryginalne preparaty z największą dokładnością wykonane przez Hirszfelda. Książka ta została wydana jeszcze trzykrotnie we Francji, w Anglii i Ameryce. Pojawiły się w niej nowoczesne pionierskie ilustracje mózgu i opon mózgowych. Wszystkie rysunki zostały uznane za klasyczne i znalazły się w kopiach w wielu podręcznikach anatomii na całym świecie, a imię autora na zawsze się uwieczniło. Jego ilustracje zainspirowały kilka najbardziej popularnych atlasów anatomii na świecie. W niedługim czasie został laureatem konkursu Moniou, nagrody Akademii Nauk i medalu l’Institut de France i wziął wkrótce potem zaszczytny udział w wiekopomnym wydaniu zbiorowej anatomii 12-tomowej pod redakcją Bourgery’ego.

Hirszfeld zajmował się również w tym czasie praktyką prywatną, która mu znaczne przynosiła dochody. Dokładna znajomość, obok anatomii opisowej i fizjologii, także makroskopowej anatomii patologicznej ułatwiła mu jednoczesne otrzymanie tytułu szefa kliniki u profesora Leona Rostana w Hotel Dieu, gdzie pracował w szczególności nad guzami mózgu. Tutaj wykładał i ogłaszał prace kliniczne, drukowane m.in. w Roczniku Towarzystwa Paryskiego Lekarzy Polskich.

Wydawać się mogło, że międzynarodowa sława, uznanie i pieniądze uczynią tego zacnego człowieka szczęśliwym. Nic bardziej błędnego. Hirszfeld w głębi swej pięknej duszy tęsknił za swoją ojczyzną, Polską, gdzie się urodził i tyle walk przeżył, za starymi rodzicami, którzy mu mrzonki dziecięce z głowy wybijać usiłowali, za tym tłumem krewnych i przyjaciół, co mu kiedyś kamienie pod nogi rzucali. Gdy w październiku 1857 roku został uroczyście otwarty w Warszawie pierwszy kurs Cesarsko-Królewskiej Warszawskiej Akademii Medyko-Chirurgicznej z wykładem polskim, mocno zabiło w Paryżu tęskniące za krajem serce młodego profesora. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności dr Cycuryn, prezydent warszawskiej uczelni, w trakcie poszukiwań nowych sił naukowych dowiedział się o Hirszfeldzie i zaproponował mu pracę w Warszawie, co zostało przez niego przyjęte z największym entuzjazmem. Hirszfelda zarekomendował mu Leon Rostan jako „mózg wśród anatomów ówczesnej epoki”.

Ten okryty wielką światową sławą anatom porzucił posadę profesora w Paryżu, klinikę i praktykę prywatną, a wraz z nimi dobrą pensję i światowe życie w stolicy Francji. Na schyłku roku 1859 został mianowany profesorem w Akademii Medyko-Chirurgicznej i wyjechał do Warszawy, przecież nie stolicy wspaniałej Polski, której to nie było wówczas na mapie świata, ale na rubieże Rosji, by tutaj w zaborze rosyjskim krzewić wśród naszej młodzieży patriotyzm, wprowadzać polskie słownictwo naukowe i rozwijać polską naukę. Okazało się, że nie jest to wcale takie łatwe, jakby się nam mogło wydawać. Problem stanowił język polski, raczej obcy dla Hirszfelda, który mówił biegle po francusku i zapewne po hebrajsku. A po polsku? Wbrew oczekiwaniom dobrze radził sobie i z tym językiem, choć wychowany w tradycyjnej gminie żydowskiej, zapewne niezbyt często go używał. Pierwszy wykład odbył bez przygotowania, tuż po przyjeździe. Hirszfeld bez zażenowania oznajmił słuchaczom: „Pierwszy raz przemawiając do zebranych tu Panów, w niezwykłem zaprawdę znajduję się położeniu. Na tutejszej zrodzony ziemi, ale wśród obcych wychowany żywiołów, przez długi w cudzych krajach pobyt, pomimo woli odwykłem od płynnego wyrażania się w języku, w którym dziś mam wykładać panom anatomię, tę najważniejszą pomocniczą naukę sztuki lekarskiej, tę główną jej podstawę. Położenie to tern trudniejsze jest dla mnie, że jak Panom wiadomo, niedawno do kraju przybywszy, za mało dotąd miałem czasu, by dokładnie obznajomić się z przyjętym w ostatnich czasach słownictwem anatomicznym. Jednak wyznaję otwarcie, nie straciłem otuchy, bo nadzieja, że przez ciągłą wprawę i osobiste z panami stosunki coraz to łatwiej wyrażać się będę w stanie, dodała mi odwagi potrzebnej do przyjęcia zaszczytnego dla mnie wyzwania, abym młodzi polskiej wykładał w ojczystym narzeczu to, czego sam w obcym uczyłem się języku. Powiem więcej, niezawodne mam przekonanie, że stosunki nasze po bliższem zapoznaniu się będą rodzajem wzajemnej nauki i współpracownictwa; ja z Panami podzielę się wiadomościami, jakie po mozołach i pracy nabyłem, panowie przez ciągłą rozmowę będziecie mnie wprawiać w polszczyznę. Słowem, będzie to stowarzyszenie wspólnej pracy, a godłem naszem Viribus unitis! Przedmiotem naszych zajęć ma być człowiek, rozebrany, rozczłonkowany na owe tysięczne części, które, w jedną połączone całość, stanowią świat mały (microcosmosus) w świecie wielkim, szerokim (macrocosmosus). Mamy go badać w jego przyrządach i częściach składających takowe i z martwego ciała poznamy drogi życia; będziemy śledzić w tym jego stanie za narzędziami, jakich życie wymaga”. Student, słuchacz mu współczesny ten wykład wstępny profesora odebrał bardzo przychylnie, uważając, iż „niezwykłe losy i świetna kariera naukowa były przyczyną, że jego lekcję przyjęto nadzwyczaj sympatycznie, jakkolwiek wypowiedzianą łamaną polszczyzną”.

Przedmiot zapowiadał się dla adeptów sztuki lekarskiej pasjonująco, należało tylko zacząć wszystko od podstaw, poduczyć się języka i dopiero co ustalonej polskiej terminologii anatomicznej, przygotować preparaty, stworzyć muzeum anatomiczne, przygotować dobre wykłady dla studentów, a przede wszystkim napisać podręcznik. Jednym słowem zreformować gruntownie nauczanie anatomii. Wierzył, że anatomię należy ściśle skorelować z kliniką, w tym więc duchu nauczał polską młodzież. W ciągu krótkiego czasu wydał Hirszfeld swoją pięciotomową Anatomję opisową człowieka, która miała ogromny wpływ na kolejnych autorów tego typu publikacji na całym świecie. Tak jak zapowiedział, wykładał wyłącznie po polsku do końca istnienia Akademii i przez cały czas istnienia Szkoły Głównej Warszawskiej.

Gdy w roku 1869 zamieniono Szkołę Główną na rosyjski uniwersytet i zobowiązano pisemnie cały skład profesorów w ciągu roku rozpocząć wykłady w języku rosyjskim, Hirszfeld już po kilku tygodniach pierwszy odważył się w tym języku, prawie zupełnie sobie obcym, wygłaszać prelekcje, wprawdzie śmieszną jakąś pstrokatą ruszczyzną, przypominającą mixtum compositum z polskiego i rosyjskiego, francuskiego i żydowskiego. „Atoli zdolności jego i zapał do anatomii szczodrze – według słuchacza ówczesnego – tę wadę wynagradzały. Kochał bowiem swój przedmiot i zapał wlewał w słuchaczów”. Najważniejsze było to, że Hirszfeld nadal nauczał polską młodzież. Bowiem rosyjska już wówczas uczelnia pozbyła się w większości znakomitych sław naukowych polskich, zatrudniając na to miejsce rosyjskich profesorów o podejrzanej reputacji. Dzięki takim znakomitościom jak Hirszfeld młodzież polska, choć zabrano jej język ojczysty, mogła kształcić się dalej na dobrym poziomie i w duchu narodowym. Ułatwiał to łagodny charakter profesora o gołębim sercu, który był znawcą najdrobniejszych szczegółów i tajników anatomii. Słynął jednocześnie jako niezmiernie zajmujący i dowcipny, nieraz porywający profesor i rysownik, jako uosobienie łagodności, jako delikatny i pobłażliwy egzaminator, który w tymże duchu nastrajał zbyt surowych i wielce wymagających prosektorów i adiunktów.

Przepracowany umysłowo i cierpiący stale na dolegliwości sercowe, poprosił Hirszfeld w maju 1875 roku o zwolnienie go od obowiązków profesorskich, które to zwolnienie otrzymał dopiero w rok później. Zakończył swój pracowity żywot 10 V 1876 roku, w miesiąc po pożegnalnym wykładzie. Była to nieoceniona strata dla nauki polskiej i światowej, dla zgnębionej polskiej młodzieży studenckiej. Młódź akademicka, której był prawdziwym przyjacielem, niosła trumnę na barkach przez całe miasto, aż do miejsca wiecznego spoczynku na cmentarzu żydowskim na Powązkach.

*Tekst opracowała Monika Nowakowska-Zamachowska na podstawie: Z. Bychowski, Ludwik Maurycy Hirschfeld, Profesor anatomii (1814–1876), „Archiwum Historii i Filozofii Medycyny oraz Nauk Przyrodniczych” 1939, t. X, z. 1, s. 177–181; S. Janikowski, Prof. dr Ludwik Hirschfeld. Wspomnienie pośmiertne, „Przegląd Lekarski” 1876, r. 15, nr 21, s. 237; Prof Dr Hirschfeld. Wspomnienie pośmiertne, „Gazeta Lekarska” 1876, r. 10, t. XX, nr 21, s. 321–322; Pierwsza prelekcya anatomii opisującej prof. Hirschfelda w Ces. Król. Medyko-Chirurgicznej Akademii dnia 15 września 1859 roku, „Tygodnik Lekarski” 1859, r. 13, nr 40, s. 349–352; wykorzystane zostały in extenso obszerne fragmenty tych publikacji.