Henryk Fryderyk Hoyer

Urodzony 26 IV 1834 w Inowrocławiu. Studia medyczne we Wrocławiu (1853–1856) i w Berlinie (1856–1857); doktorat na Uniwersytecie Berlińskim (1857); profesor adiunkt w Akademii Medyko-Chirurgicznej w Warszawie (1859); profesor nadzwyczajny (1860), profesor zwyczajny Wydziału Lekarskiego Szkoły Głównej (1862).

Doktor medycyny, histolog, embriolog. Przyczynił się do wyjaśnienia roli szpiku kostnego jako narządu krwiotwórczego; autor pierwszego polskiego podręcznika histologii.
Redaktor naczelny „Tygodnika Lekarskiego” (1867–1868); współwydawca „Gazety Lekarskiej” (od 1881). Członek (od 1860) i prezes (1877–1879) Warszawskiego Towarzystwa Lekarskiego; członek Akademii Umiejętności (od 1895).
Zmarł 3 VII 1907 w Warszawie.

Histologia ciała ludzkiego, Warszawa 1862; O nierwach rogowoj obołoczki, Warszawa 1871.

W. Dobrzycki, Uczczenie 25-letniej pracy na polu naukowem Prof. H.F. Hoyera, „Medycyna” 1884, t. XII, nr 52, s. 857–868; Hoyer H. [w:] PSB, t. X, Warszawa 1962–1964, s. 38–40.

HENRYK DOBRZYCKI

HENRYK FRYDERYK HOYER*

1834–1907

 

Henryk Fryderyk Hoyer, ojciec histologii polskiej, wyodrębnił histologię jako samodzielną dyscyplinę naukową. Pochodził z rodziny niemiecko-polskiej. Jego ojciec Ferdynand, aptekarz z Inowrocławia, był Niemcem. Rodzina jego przybyła w te strony w XVIII wieku z terenu Saksonii. Ów ożeniony był z Polką, Heleną Trzcińską. Z małżeństwa tego 26 kwietnia 1834 roku na świat przyszedł bohater naszego eseju Henryk. Osierocony przez matkę jako niemowlę, wychowywany był przez ojca, który dbał bardzo o wykształcenie syna. Niestety w domu nie mówiło się po polsku, mało więc poznał ten język, którego w przyszłości miał się doskonale nauczyć. Kształcił się w niemieckim gimnazjum w Bydgoszczy, potem udał się na studia medyczne do Wrocławia i Berlina. Tam uzyskał doktorat na podstawie dysertacji: De tunicae mucosae narium structura. Do 1859 pozostawał asystentem Katedry Fizjologii Uniwersytetu we Wrocławiu, by w tymże roku przyjąć Katedrę Fizjologii i Histologii Akademii Medyko-Chirurgicznej w Warszawie. Po utworzeniu Szkoły Głównej Warszawskiej z tytułem profesora zwyczajnego kierował tu Katedrą Histologii i Embriologii. Po jej zamknięciu i powołaniu Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego przyjął tu profesurę i objął Katedrę Histologii, Embriologii i Anatomii Porównawczej. Objęcie katedry w rosyjskim uniwersytecie wiązało się z koniecznością zdecydowania się na wykładanie w języku rosyjskim i na przedstawienie pracy doktorskiej obronionej na rosyjskiej uczelni. Hoyer napisał więc po rosyjsku i przedstawił w uniwersytecie w Kijowie drugą swą dysertację – O nierwach rogowoj obołoczki (1873).

Hoyer był typowym przedstawicielem tego rozważnego i ostrożnego badacza, który sto faktów stwierdzi, zanim jakiś wniosek wyprowadzi, który usiłował, o ile tylko środki badania na to pozwalały, zgłębić każde zjawisko wszechstronnie pod wszelkimi możliwymi warunkami i który wiedział, że tylko tą drogą można się uchronić od złudzeń i fałszywych wniosków, tak często na liczne prowadzących bezdroża. Z działalności naukowej i nauczycielskiej profesora Hoyera przede wszystkim nasza korzystała społeczność. Za jego gruntowne, sumienne i liczne prace, jakimi wiedzę przyrodniczo-lekarską sowicie wzbogacił, wyrażał mu również uznanie cały szereg zagranicznych badaczy, z którymi prof. Hoyer od początku swej działalności w naukowych zostawał stosunkach. Zasługi Hoyera bardzo są liczne. Przede wszystkim widnieją one na polu odkryć i fundamentalnych badań naukowych, dalej na polu pedagogicznym i wychowawczym, wreszcie, na polu autorskim i redaktorskim oraz na polu współpracy z licznymi wydawnictwami naukowymi.

Aby zrozumieć działalność i pionierskie usiłowania przez profesora Hoyera rozpoczęte, niezbędnym jest przedstawienie choć w najogólniejszych zarysach ówczesnego stanu nauki u nas i naszych naukowych zasobów. Niepodobna by było inaczej ocenić tych trudności, z jakimi Hoyer miał do walczenia, i tej jego energii, z jaką się od pierwszej zaraz chwili zabrał do pracy nauczycielskiej i autorskiej, do organizowania pracowni i położenia pierwszych pod nią fundamentów i wreszcie do pracy nad samym sobą. Na wstępie powiedzmy od razu, iż warunki, wpośród których znalazł się, przybywszy do kraju, były bardzo trudne i rozwojowi nauki w ten sposób, jak ją Hoyer pojmował, wcale niesprzyjające, pomimo tego, że otworzenie Akademii Medycznej w Warszawie skupiło pewną liczbę ludzi naukowo pracować umiejących.

Powołany do Akademii w roku 1859 w charakterze profesora, adiunkta fizjologii i histologii, jako człowiek młody, gdyż zaledwie lat 25 podówczas liczący, za mało miał Hoyer jeszcze życiowego doświadczenia i za mało był obznajomiony z miejscowymi stosunkami, aby swe zamiary i dążenia bez staczania walk z zacofanymi pojęciami i bez ciężkich nieraz przejść do skutku doprowadzić. Pole badań naukowych leżało u nas podówczas odłogiem; środki naukowe były szczupłe lub całkiem niedostateczne, umysły do wdrożenia się w naukę nieprzygotowane. Trzeba było wszystko samemu tworzyć, do pracy nawoływać i własnym przykładem zachęcać, gdyż z byłego Uniwersytetu Warszawskiego zaledwie tradycja pozostała, a dwadzieścia sześć lat, jakie od czasu jego zamknięcia upłynęło, były aż nadto dostatecznymi, aby nasze środki i siły naukowe rozproszyć oraz wszelką organiczną pracę uniemożliwić. Aby nauka rozwijać się mogła, potrzebuje ona gałązki oliwnej, potrzeba spokoju. Nic też dziwnego, że kraj nie mógł dać przytuliska systematycznej pracy i że zamiast uprawiania nauk ścisłych i doświadczalnych zagłębił się w sferę poezji, w której ulgi szukał.

Brak szkoły lekarskiej w kraju stał się powodem, iż w ciągu tego czasu wszelkie nowe siły lekarskie musiały z zewnątrz, to jest z zagranicy napływać. Ze zaś owa importowana wiedza lekarska nie z jednej wychodziła fabryki, bo jeden z medyków z Paryża, drugi z Berlina, a inny z Wiednia itp. do kraju nadciągał, utworzyła się przeto u nas taka gmatwanina pojęć i poglądów, że o jakiejś wspólnej pracy mowy być nie mogło, bo lekarze choć byli rodakami, w rzeczach lekarskich porozumiewać się nie mogli. Konserwatyzm ma to do siebie, że nie tylko nowe zdobycze naukowe wszelkimi siłami od siebie odpycha i z nich się nieraz naśmiewa, lecz że nadto broni z wytrwałością godną lepszej sprawy dawnych doktryn i przesądów. Jak wielką była siła owego konserwatyzmu, dowodzi tego między innymi ten fakt, że już lat kilka Akademia Medyczna istniała, a pomimo tego jeden z profesorów, na którym patologia cellularna Yirchowa robiła wrażenia zimnego prysznica, miał odwagę z katedry niejednokrotnie powtarzać: „Panowie! Nie leczymy komórki, lecz organizm”. Szanowny pan profesor genialnym tym frazesem chciał od razu przekonać słuchaczy o bezcelowości badań histologicznych! Inny znów wzięty medyk, po wycięciu raka, nie bez złośliwego uśmiechu do jednego z nas się odezwał: „Panie kochany, niech no się pan zabawi pod mikroskopem, może pan jakieś tam komórki w tym raku wynajdzie”.

Takie to podówczas panowały poglądy, gdy dla zajęcia nauczycielskiego stanowiska przybył Hoyer. Dowodzić chyba nie potrzeba, iż podobnego położenia rzeczy nie można nazwać zachęcającym. Nie zniechęciło to jednak Hoyera; im większe napotykał przeszkody, z tym większą energią pracował. Wiedział, że starych rutynistów na bojowników postępu nie przerobi, dlatego też od samego początku wziął sobie za zadanie skupić wokoło siebie młode siły, wdrożyć je do naukowego badania i wytworzyć – o ile się da – licznych pracowników, którzy by sobie nawzajem pomagali, wspólnie się kształcili, aby z czasem powstał gmach własnej, niezapożyczanej wiedzy, zdolnej dostroić się do ogólnej europejskiej nauki. Zdaje nam się, że taki był najogólniejszy plan, jaki sobie Hoyer nakreślił, i że z tego punktu widzenia najwłaściwiej jest działalność jego oceniać. Dla urzeczywistnienia tego planu, nigdy Hoyer nie zaniedbał skorzystać ze sposobności przyjęcia czynnego udziału w pracy naukowej, gdziekolwiek sposobność ta się nadarzyła, ani razu nie cofnął się przed najtrudniejszym zadaniem, gdy z tego pewna korzyść dla nauki osiągnąć się dała.

I tak, nie znalazłszy w naszej literaturze odpowiednich dzieł z zakresu przedmiotów, które wykładał, napisał Hoyer oryginalne dzieło o histologii, dwa zaś o fizjologii i jedno o embriologii pod jego kierunkiem zostały przetłumaczone. W roku 1867 Hoyer, pomimo nawału zajęć, podjął się szalonej redaktorskiej i wydawniczej pracy w „Tygodniku Lekarskim”, aby mieć możność przemówienia do grona lekarzy praktyków, aby ich z nowszymi metodami badania zapoznać i do naukowych studiów zachęcić. Nie przepuścił też sposobności wejścia do redakcji „Gazety Lekarskiej”, której od 1888 roku był współpracownikiem i po części kierownikiem. Zwrócił Hoyer uwagę i na to, że Towarzystwo Lekarskie Warszawskie stanowiło ognisko, w którym jednoczyli się lekarze praktycy celem wzajemnego komunikowania sobie spostrzeżeń przeważnie na polu klinicznym, i zrozumiał zaraz, że i w gronie lekarzy praktyków może być użytecznym, zapisawszy się w niedługim czasie do liczby członków Towarzystwa. Wszelkie zjazdy naukowe, bądź w kraju, bądź za granicą, znajdowały zawsze w osobie Hoyera jednego z najdzielniejszych uczestników. Prasa krajowa i zagraniczna zaliczała Hoyera do swych najsumienniejszych pracowników, bądź to w charakterze autora prac oryginalnych, bądź w charakterze sprawozdawcy z ważniejszych prac polskich do publikacji zagranicznych lub odwrotnie.

Z tego, co dotąd powiedziano, wynika, iż działalność Hoyera bardzo była wszechstronną i że chcąc cały jej obszar objąć, potrzeba różne jej kierunki systematycznie rozpatrywać. Objąwszy stanowisko profesora, rozumiał Hoyer, że niezależnie od sumiennie prowadzonych wykładów, potrzeba uczącym się dostarczyć odpowiednich podręczników, których brak podówczas silnie czuć się dawał. Ze zaś histologia stanowiła główną specjalność Hoyera i była, jak dla naszego piśmiennictwa, przedmiotem zupełnie nowym, nic dziwnego, że od napisania histologii rozpoczął. Po trzechletniej pracy ukazała się w roku 1862 jego Histologia ciała ludzkiego. Kto sobie przypomni, że w tamtych czasach histologia była nauką, której zasadnicze podstawy jeszcze nie były ustalone, i że nasze ówczesne słownictwo bardzo wiele przedstawiało do życzenia, ten zrozumie całą trudność położenia, w jakim się znalazł Hoyer wobec takiego zadania, jakim było napisanie systematycznego kursu tej nauki. Dla Hoyera zadanie to przedstawiało jeszcze jedną więcej i bardzo ważną trudność, ze względu na niedostateczne przygotowanie językowe. Chociaż jako zrodzonemu z matki Polki Trzcińskiej nie był obcym język polski, wszelako nie władał on nim na tyle, aby móc poprawnie pisać, zwłaszcza że, jak wiadomo, całe swe wyższe wykształcenie odebrał Hoyer na wszechnicach niemieckich. Wytrwałą i nieustającą pracą przełamał on wszelkie trudności i pisał po polsku tak poprawnie i z takim odczuciem wszelkich subtelności językowych, że każdy artykuł Hoyera mógł służyć za wzór ścisłości w pisaniu. Mozoląc się lat kilka nad wyrobieniem sobie tak trudnego języka, jakim bez zaprzeczenia jest język polski, nie przewidywał Hoyer, że za lat dziesięć z takimiż samymi, jeżeli nie jeszcze większymi trudnościami językowymi walczyć mu przyjdzie; ale cierpliwość jego była większa od tych ciężkich prób, na jakie go los wystawił, gdyż w niedługim czasie zaczął wykładać i pisać Hoyer wcale poprawnie po rosyjsku.

Po histologii przyszła kolej na fizjologię. Nie trzeba przypominać, że prace z zakresu fizjologii, jakie podówczas w języku polskim istniały, albo nie obejmowały całości przedmiotu, albo też nie posiadały, zdaniem Hoyera, odpowiednich warunków pod względem pedagogicznym. Hoyer uważał za niezbędny taki podręcznik, który by przedstawiał całość przedmiotu w zasadniczych rysach, nie wchodząc zbytecznie w szczegóły. Ku temu celowi najodpowiedniejszym się okazał podręcznik Lodimara Hermanna, do przetłumaczenia którego zachęcił Hoyer kolegę Portnera. Otóż Hoyer, mając li tylko na uwadze korzyść słuchaczy, podjął się najniewdzięczniejszej pracy; napisał obszerny wstęp oraz opatrzył przekład tak licznymi przypisami, że z książki zrobiło się coś zupełnie nowego i powstało wyborne dzieło, które stało się wkrótce najbardziej poszukiwanym. Ta sama historia powtórzyła się przy wydaniu fizjologii (Donders, Hoyer i Wundt) przez kolegów Fabiana i Stokmanna w roku 1871 oraz embriologii Yierordta przez Neufelda przetłumaczonej i w roku 1873 wydanej. Nie ulega wątpliwości, że gdyby Hoyer napisał oryginalny podręcznik fizjologii, mniej pracy by w niego włożył, niż w wydanie dzieł powyższych. Ale, powiedzmy otwarcie, Hoyer był za sumienny na to, aby napisanie oryginalnego dzieła o fizjologii przedsięwziąć. Chociaż znający przedmiot gruntownie w całej jego rozciągłości, gdyż wiele wiwisekcji i doświadczeń fizjologicznych sam wykonał, wiele prac czysto fizjologicznych pod jego kierunkiem wykonanych zostało, nie chciał jednakże oryginalnego pisać dzieła. Rozumiał, że do tego celu potrzeba by samemu cały przedmiot przepracować, wyłącznie mu się poświęcić, potrzeba asystentów, olbrzymich środków pomocniczych, słowem, potrzeba tego wszystkiego, na czym mu jeszcze podówczas zbywało. Ci, którzy sądzą, iż Hoyer był tylko czystym teoretykiem, że badania naukowe traktował w oderwaniu od celów praktycznych, w wielkim są błędzie. Nikt tak jak Hoyer dotykalnie nie wykazał tych bezpośrednich korzyści, jakie z badań zwanych teoretycznymi dla medycyny praktycznej wynikają.

Dążność do zsolidaryzowania kierunku teoretycznego z praktycznym i wykazania, że one wzajemnie uzupełniać się powinny, po raz pierwszy w działalności Hoyera zaznaczyła się z chwilą objęcia przez niego redakcji „Tygodnika Lekarskiego”, który w latach 1867 i 1868 sam wyłącznie redagował. Z chwilą objęcia redakcji przez Hoyera, tygodnik zmienił swoją fizjonomię. Liczne sprawozdania lub streszczenia z prac, które rzadko kiedy dawniej się tam znajdowały, zaczęły się nieporównanie częściej pojawiać. Były one przeważnie pióra Hoyera, który – tak jak wszędzie – tak i na stanowisku redaktora nie szczędził pracy, a jak w tym razie niesłychanych wysiłków, aby czytelnicy „Tygodnika” rzetelną korzyść odnieść mogli. Obeznał się on jednocześnie w ciągu tego czasu z konieczności z mnóstwem prac z zakresu medycyny praktycznej i kto wie, czy temu właśnie nie należy zawdzięczać, że w swych licznych poszukiwaniach nigdy medycyny praktycznej nie spuszczał z uwagi. Drogo jednakże Hoyer to zbliżenie się do medycyny praktycznej, a w szczególności do redaktorstwa czysto praktycznego organu okupił; bowiem w ciągu półtoraletniej redakcji, a szczególniej pod jej koniec, nieraz sam prawie własnymi pracami musiał od góry do dołu „Tygodnik” zapełnić, doznawszy dotkliwego zawodu ze strony tych, którzy mu swą pomoc solennie przyrzekli.

Z działalnością Hoyera na stanowisku redaktora pisma dla praktyków przeznaczonego łączy się ściśle jego działalność w Towarzystwie Lekarskim Warszawskim. I tu pracował on, aby rozbudzić zamiłowanie do ścisłych badań oraz faktami przekonać, że z poszukiwań w pracowniach medycyna praktyczna bezpośrednie odnosi korzyści i że jeżeli lekarz swego fachu nie chce traktować jak rzemiosła, musi być badaczem i iść za postępem nauki. Towarzystwo Lekarskie Warszawskie od razu zrozumiało Hoyera, który swymi mozolnymi badaniami natychmiast się dzielił z kolegami, ile razy doszedł do jakiegoś pewniejszego rezultatu, demonstrując wielokrotnie liczne preparaty i wyjaśniając znaczenia nowych zdobyczy dla celów praktycznych. Pięciokrotne obranie Hoyera prezesem, który przedtem w charakterze przewodniczącego sekcji anatomii, fizjologii i nauk przyrodniczych oraz wiceprezesa Towarzystwa pracował, jest jednym z dowodów wysokiego uznania, jakie ze strony Towarzystwa Hoyerowi okazane zostały. Nie odmawiając zasługi innym przewodniczącym Towarzystwa, których dobre chęci dla instytucji i praca dla ogółu należały do faktów stwierdzonych, wyznać musimy, iż nigdy tyle ruchu i życia naukowego w Towarzystwie nie dało się zauważyć, jak za czasów prezesostwa Hoyera. Niemałą też zasługę Hoyera stanowi czynne przyłożenie ręki do zorganizowania pracowni przy Towarzystwie; bo chociaż wszyscy już od dawna odczuwali jej konieczność, to jednak on dopiero chęć na uczynek zamienił. Wszelkie te dążenia i wytrwała praca Hoyera w Towarzystwie odniosły ten skutek, że zyskało ono na powadze, że wytworzyła się pewna łączność naukowa nawet pomiędzy lekarzami członkami a nieczłonkami Towarzystwa, słowem, że stan lekarski, iż tak powiemy, się unaukowił i że nauka zaczęła ludzi interesować.

Jak wspomnieliśmy wyżej, nie zaniedbywał Hoyer nigdy sposobności przyjęcia udziału w pracy naukowej i z tego względu uczestnictwo w zjazdach przyrodniczo-lekarskich zarówno polskich, jak i zagranicznych uważał on sobie za obowiązek, ceniąc wysoki wpływ żywego słowa i możność przedstawienia rezultatów swych badań szerszemu kołu. Nawet od skromnej roli sprawozdawcy się nie cofał, referując polskie prace i pomieszczając z nich wyborne referaty w trzech najpoważniejszych specjalnych publikacjach niemieckich poświęconych anatomii, fizjologii, histologii oraz biologii, których to pism był stałym współpracownikiem. Niezależnie od korzyści, jakie stąd nauka odnosiła za sprawą Hoyera, i my zdobywaliśmy sobie uznanie u cywilizowanego świata, który się dowiadywał nareszcie, że i tu są ludzie umiejący pracować i dorzucić choć drobne ziarnko do skarbnicy ogólnej wiedzy. Hoyerowi zatem należy się i pod tym względem jak najgłębsze uznanie, że naukę naszą na zewnątrz tak zaszczytnie na zjazdach naukowych reprezentował lub z nią świat zagraniczny zaznajomił. Że Hoyer szczerze honor naszej nauki miał na uwadze, dowodzi tego fakt, iż prace swe jeżeli nie wpierw po polsku, to przynajmniej współcześnie po polsku i po niemiecku ogłaszał, a takie jego postępowanie było wynikiem głębokiego przeświadczenia, że względem społeczeństwa, które go do siebie przygarnęło i docenić potrafiło, zaciągnął pewne zobowiązania. Szczodrze się też on nam wypłacał, pracując wszelkimi siłami nad wyrobieniem nauki krajowej. Na naukę w ścisłym znaczeniu zapatrywał się Hoyer z wysokiego stanowiska, uważając ją za źródło siły dającej prawo do bytu. Naród, który bada, który wnika w przyczyny zjawisk, wnika w siebie, wnika w warunki swego istnienia, rachuje się z położeniem – kto bada, ten myśli, ten myśleć musi; kto myśli, ten istnieje. Przyczyniać się więc do utworzenia własnej nauki znaczy wytwarzać warunki własnego istnienia. W taki sposób pojmował Hoyer ostateczne zadanie nauki, która tyko pozornie poza sferą celów praktycznych się znajdując, odgrywa w życiu zarówno jednostek, jak i całych społeczeństw kardynalne znaczenie.

Przedstawiona działalność Hoyera to tylko cząstka dopiero w porównaniu z obszarem jego działalności ściśle naukowej. Tu to jest jego prawdziwe pole, na którym bezustannie był czynnym; w pracowni zaopatrzonej zasobami jego własnych starań był on dopiero jak u siebie w domu, gdyż Hoyer był przede wszystkim badaczem i to badaczem-myślicielem, który bada z planem i umie patrzyć na całość zjawisk oraz ich wzajemny do siebie stosunek. Zbadawszy tysiąckrotnie wszystkie tkanki ludzkiego i zwierzęcego ustroju tak w różnych epokach ich życia, jako i w różnych okresach rozwoju płodowego, badał Hoyer tkanki nie tylko z punktu widzenia czysto morfologicznego, lecz usiłował wykryć związek pomiędzy budową a ich funkcją zachodzący, usiłował za pomocą budowy objaśnić czynnościowe znaczenie pierwocin ustroju podlegających nieskończonym odmianom kształtu. „Szanowni koledzy”, odezwał się na uczcie Hoyer, „badałem komórkę, ale w stosunku do całości”. Tak więc mikroskop w rękach Hoyera służył do badania całego człowieka. W badaniach drobnowidowych tylko ścisłe metody, dokładność narzędzi i wyrobiona technika mogą od błędów uchronić. Najmniejszy przyczynek do udoskonalenia techniki może się stać niesłychanie płodnym w rezultaty i otworzyć nowe, zupełnie nieprzewidywane drogi badania, że w tym względzie jeden tylko fakt sobie tu przypomnimy, a mianowicie: stosowanie barwników mających własność barwienia jednych, a oszczędzania drugich utworów. Drobne to z pozoru odkrycie do jakichże świetnych już doprowadziło wyników i ile rozjaśniło spornych kwestii! Udoskonalić zatem technikę badania znaczy najskuteczniej przyczynić się do rozwoju nauki, a pod tym względem kto wie, czy Hoyer nie zajmuje najzasłużeńszego stanowiska wpośród histologów.

Oryginalne prace Hoyera dotyczyły embriologii, histologii porównawczej, histologii ciała ludzkiego, techniki drobnowidowej i wreszcie – parazytologii. Dla medycyny praktycznej najdonioślejsze znaczenie miały: o bezpośrednim łączeniu się drobnych tętniczek z naczyniami mającymi cechy żył (trzy prace); spostrzeżenia nad rozkładem naczyń krwionośnych w kościach i utkaniem szpiku kostnego (prac cztery), poszukiwania nad zakończeniem nerwów w rogówce (prac pięć) i inne.

Jeżeli niewątpliwie punktem kulminacyjnym zasług Hoyera jest jego działalność jako badacza, również pierwszorzędnego znaczenia dla przyszłości naszej nauki było stworzenie przez niego szkoły naukowej. Palmy pierwszeństwa w tym względzie nikt mu chyba nie odbierze. Hoyer, zadając trafnie obmyślane tematy, poruszał zawsze ważne kwestie, nie odmawiając nigdy swej pomocy, ile razy ktoś był przeniknięty szczerą chęcią do pracy i rzetelną miłością nauki. A jaka to była pomoc ze strony Hoyera ci tylko wiedzieć mogą, którzy jej sami doznawali. Czterdzieści przeszło prac pod jego kierunkiem dokonanych, z których niejedna przez wydział lekarski złotym medalem nagrodzoną została, oto niezatarte ślady jego usiłowań na tym polu. To w jego zakładzie w 1875 roku Władysław Mayzel odkrył mitozę w komórkach zwierzęcych.

W 1894 roku z powodu choroby oczu i ciągle pogarszającego się wzroku Hoyer musiał zrezygnować z pracy w Uniwersytecie. Trudno być histologiem, gdy ślepota uniemożliwia badanie preparatów pod mikroskopem. Zajął się wtedy filozofią medycyny. Napisał bardzo ważną pracę w tej materii: Zasadnicze pojęcia naukowe w świetle krytyki poznania. Postanowił również nareszcie założyć rodzinę i ożenił się z Ludwiką Werner, córką profesora farmacji Akademii Medyko-Chirurgicznej. Miał z nią syna Henryka Ferdynanda, wybitnego uczonego, biologa, badacza układu limfatycznego kręgowców, profesora i rektora UJ. Henryk Ferdynand otrzymał przydomek Hoyer młodszy.

Zainteresowania profesora wykraczały poza medycynę. Brał na przykład udział w Komisji Teorii Ogrodnictwa i Nauk Przyrodniczych. Zmarł w Warszawie 3 lipca 1907 roku w wieku 73 lat. Został pochowany na cmentarzu ewangelicko-augsburskim na Woli.

*Tekst opublikowany pierwotnie jako: Uczczenie dwudziesto-pięcioletniej pracy na polu naukowem i nauczycielskiem profesora Henryka Fryderyka Hoyera, „Medycyna” 1884, t. XII, nr 52, s. 857–868. Skróty, adaptacja i uzupełnienia – Monika Nowakowska-Zamachowska.