Julian Kosiński
Urodzony 28 XI 1833 we wsi Iwoniszki w powiecie rossieńskim (Żmudź). Studia lekarskie w Petersburgu (do 1858); stopień doktora medycyny z nadania Rady Lekarskiej Królestwa Polskiego (1859); pracownik Akademii Medyko-Chirurgicznej (1862); profesor nadzwyczajny Szkoły Głównej (1869); profesor zwyczajny (1878).
Lekarz urolog, chirurg. Wybitny operator uznany za pioniera postępowania antyseptycznego w Polsce, propagator zasad higieny. Kierownik oddziału chirurgicznego w Szpitalu Ujazdowskim (1868); kierownik Katedry Chirurgii w Szkole Głównej (1869); kierownik Kliniki Chirurgicznej w Szpitalu Dzieciątka Jezus i Kliniki Chirurgicznej Szpitala św. Ducha (1878). Prezes Warszawskiego Towarzystwa Higienicznego, inicjator (niezrealizowanego) projektu budowy sanatorium dziecięcego w Brzegach. Otrzymał tytuł Honorary Fellow of the Royal College of Surgeons of England (1900); czynny członek Warszawskiego Towarzystwa Lekarskiego (1863).
Zmarł 24 III 1914 w Warszawie.
„Gazeta Lekarska” 1899, 15, s. 373–385; Kosiński J. [w:] PSB, t. XIV, Warszawa 1968–1969, s. 216–218.
„Kto to jest prof. Kosiński u nas, nie trzeba o to pytać: zna go kraj cały; od granicy do granicy rozbrzmiewa imię jego, powtarzane przez zastępy uczniów i przez tych, którym życie uratował lub zdrowie wrócił. Sława jego, jako dzielnego chirurga, rozeszła się szeroko nie tylko po dzielnicach naszych, imię jego stoi w szeregu pierwszorzędnych chirurgów europejskich, a bezsprzecznie jest on jednym z pierwszych w Słowiańszczyźnie” – tak to w roku 1899 na łamach „Gazety Lekarskiej” pisano o jednym z największych chirurgów tamtych czasów1.
Julian Kosiński przyszedł na świat dnia 28 listopada 1833 roku w Iwoniszkach, w ówczesnym powiecie rossieńskim w guberni kowieńskiej na Żmudzi. Jeden z najwybitniejszych chirurgów polskich wieku XIX, określany mianem pioniera urologii, pochodził z rodziny ziemiańskiej, wówczas już nieco zubożałej. Jego ojcem był Franciszek Kosiński, dzierżawca dóbr, matką – Barbara de domo Nożalska. Początkowe nauki, w zgodzie z ówcześnie panującym zwyczajem, pobierał w domu pod okiem matki i guwernerów. Później posłano go do gimnazjum w Kiejdanach, po ukończeniu którego i po zdaniu matury w roku 1853 postanowił, za zgodą ojca, rozpocząć studia medyczne. W tym celu wstąpił do Akademii Wojskowo-Lekarskiej w Petersburgu, szkoły wielce zasłużonej i sławnej w ówczesnej Europie. Uzyskawszy stypendium rządowe, mógł uczyć się w godnych warunkach, a szczególnie poświęcić się fascynującej go już wtedy chirurgii. Bez przeszkód w roku 1858 uzyskał stopień lekarza wraz z dodatkowym wyróżnieniem za wyniki w nauce, czyli przyznawanym najzdolniejszym prestiżowym srebrnym medalem.
Ponieważ Kosiński odbywał studia i uzyskał stopień doktora na uczelni wojskowej, było to równoznaczne z obowiązkiem pełnienia służby w szeregach armii carskiej. Zyskawszy doskonałe referencje, mógł wybrać sobie jednostkę. Wskazał wówczas na batalion narewski, który bazował w Warszawie. Takim to zrządzeniem losu znalazł się w stolicy Królestwa Polskiego. Już niebawem oddelegowano go do wojskowego Szpitala Ujazdowskiego, gdzie zamianowano go młodszym asystentem, co traktowano na równi z przyznaniem tzw. młodszej ordynatury. Latem 1859 roku, po dopełnieniu wszelkich formalności, Kosiński zdał egzamin przed Radą Lekarską Królestwa Polskiego, która przyznała mu tytuł doktora medycyny. Zezwolono mu też na podjęcie dodatkowej pracy w Katedrze Anatomii Opisowej Akademii Medyko-Chirurgicznej, którą kierował wówczas światowej sławy uczony prof. Ludwik Maurycy Hirszfeld (Hirschfeld). Kosiński pragnął bowiem pogłębić swoją wiedzę z zakresu budowy człowieka, tak aby móc z lepszym skutkiem prowadzić swoje operacje chirurgiczne. Była to jedna z typowych dla charakteru Kosińskiego cech, czyli nieustanna dążność do perfekcji i towarzyszące temu przekonanie, że w swoim fachu musi się jeszcze wiele nauczyć.
W trzy lata później Hirschfeld na tyle wysoko ocenił kwalifikacje, jak i zdolności Kosińskiego, że ten otrzymał stanowisko prosektora Katedry Anatomii. Również komendant szpitala Ujazdowskiego postanowił wykorzystać wiedzę i umiejętności swojego asystenta, powierzając mu w roku 1865 prowadzenie wykładów dla lekarzy wojskowych z zakresu anatomii topograficznej i chirurgii operacyjnej. W rok później Kosiński, dzięki uzyskanemu stypendium, mógł odbyć trzyletnią podróż naukową za granicę. Odwiedził wówczas szereg klinik chirurgicznych i zakładów anatomii w Berlinie, Paryżu, Londynie, Edynburgu, Heidelbergu, Pradze i Wiedniu. W czasie wizyty w Berlinie wizytował także zakład anatomii patologicznej, którym kierował jeden z największych lekarzy tamtej doby, Rudolf Virchow. Również pobyt w brytyjskich klinikach chirurgicznych wywarł na Kosińskiego duży wpływ, zwłaszcza gdy chodzi o zasady organizacji i metodyki zabiegowej.
Sumienność w pracy, duża zręczność w polu operacyjnym, wreszcie dorobek naukowy czyniły z Kosińskiego naturalnego kandydata na stanowisko profesora chirurgii w Szkole Głównej. Profesurę nadzwyczajną wraz z katedrą chirurgii operacyjnej otrzymał w styczniu 1869 roku. Latem tego samego roku, kiedy w miejsce rozwiązanej warszawskiej Szkoły Głównej powołano do życia Cesarski Uniwersytet Warszawski, Kosiński otrzymał tytuł profesora nadzwyczajnego Kliniki Chirurgii Szpitalnej w Szpitalu Dzieciątka Jezus. Zbiegło się to z jego rezygnacją ze stanowiska ordynatora w Szpitalu Ujazdowskim, z którym przez tyle lat był związany. W 1877 roku otrzymał profesurę zwyczajną, a w rok później, po śmierci prof. Polikarpa Girsztowta, objął Klinikę Chirurgiczną Wydziałową w Szpitalu Św. Ducha, którą kierował nieprzerwanie aż do roku 1899.
Przejęcie obowiązków kierownika kliniki odbywało się w cieniu wielkiej tragedii i wydarzeń, które choć dokładnie i wielokrotnie badane, pozostają w wielu miejscach niejasne i tajemnicze. Oto bowiem profesor Polikarp Girsztowt zmarł na skutek śmiertelnego zranienia, stając się ofiarą jednego z najgłośniejszych natenczas zabójstw. Zdarzenia, jeśli dobrze ich przebieg odtwarzamy, miały tak oto się układać. Girsztowt, noszący opinię człowieka porywczego, bywało nieprzebierającego w słowach, wpadał łatwo w zatargi, które nierzadko przybierały bardzo ostre formy. Zazwyczaj udawało się sprawy załagodzić, a sam Girsztowt sumitował się i nie raz dawał wyraz ubolewaniu, że uległ emocjom. Nie tym razem jednak. Do tragedii doszło w październiku 1877 roku, kiedy krewki chirurg swoim zwyczajem wszedł w konflikt z zecerem drukarni „Gazety Lekarskiej”. Girsztowt naciskał, aby zecerzy wykonali dodatkową, nieprzewidzianą wcześniejszą umową pracę, na co spotkał się ze stanowczym sprzeciwem. Profesora, wedle późniejszych relacji, ogarnął szał, zwolnił natychmiast głównego zecera, niejakiego Seroczyńskiego (lub Sroczyńskiego?), z pracy, a na odchodnym zarzucił mu niekompetencję i wrodzone lenistwo. W trzy dni później Seroczyński przyszedł do mieszkania Girsztowta, który już dawno zdążył ochłonąć i z pewnością spodziewał się, że trzeba będzie teraz jakoś cały incydent załagodzić i że zecer przyszedł doń z zamiarem odzyskania utraconej posady. Tymczasem ten z zaskoczenia zaatakował, raniąc profesora nożem w pachwinę tak fatalnie, że uszkodził tętnicę udową. Girsztowt nie stracił przytomności, mocno ucisnął krwawiącą ranę i posłał służącego po mieszkającego blisko profesora Juliana Kosińskiego.
W krótkim czasie przy słabnącym profesorze zgromadzili się jeszcze i inni doktorzy, gdyż wieść o nieszczęściu przeszła przez Warszawę lotem błyskawicy. Wobec dużego krwawienia zdecydowano się natychmiast operować. Głównym operującym był Kosiński. Zabieg przeprowadzono w domu i zakończył się on pełnym powodzeniem. Wydawało się, że Girsztowt wyzdrowieje. Niestety, co było zmorą tamtych czasów, wdało się zakażenie i martwica stopy, co szybko przerodziło się w sepsę. Nie było ratunku. Po paru dniach, opatrzony sakramentami świętymi, Girsztowt zmarł. Schedę po nim, w sposób nagły i nieoczekiwany, przejął Julian Kosiński, który od niedawna był mianowany naczelnym lekarzem nowo otwartego szpitala Rosyjskiego Czerwonego Krzyża.
Szpital, mieszczący się w Pałacu Brühlowskim, przyjmował rannych żołnierzy, którzy walczyli na wojnie z Turcją. Był to zatem dla Kosińskiego czas wyjątkowo ciężkiej pracy, w której musiał łączyć rozległą praktykę chirurgiczną z dydaktyką. Uniwersyteckiej chirurgii miał Kosiński poświęcić ponad 20 lat, zyskując sobie w owym czasie sławę i uznanie. Słusznie uchodził za jednego z najnowocześniejszych chirurgów polskich XIX wieku, a jego nazwisko znajduje się we wszystkich istotnych opracowaniach historii chirurgii w Polsce. Jego talent został dostrzeżony i nagrodzony nie tylko na naszym gruncie, ale również i za granicą. W roku 1900 słynne The Royal College of Surgeons nadało Kosińskiemu swoje członkostwo honorowe.
Kosiński wywodził się z rosyjskiej, a konkretnie petersburskiej szkoły, w której przy nauczaniu kładziono nacisk na chirurgię topograficzną, czyli opartą na dużej liczbie ćwiczeń na zwłokach. Dzięki temu zyskał niebywałą wprost sprawność i – co podkreślało wielu – najwyższe mistrzostwo w optymalnym wykorzystaniu warunków pola operacyjnego. Nie stracił przy tym gotowości do poszukiwania nowych rozwiązań, nie popadł w tępą rutynę. To właśnie Kosiński jako drugi, po piotrkowskim lekarzu Marianie Wygrzywalskim, zwrócił uwagę na znaczenie tzw. opatrunku listerowskiego w trakcie zabiegów operacyjnych. W krótkiej informacji z posiedzenia Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego, a publikowanej na łamach „Pamiętnika” tegoż Towarzystwa w roku 1868, Kosiński informował kolegów lekarzy o swoich osiągnięciach. Notatka zatytułowana Skuteczność opatrunku ran i wrzodów kwasem karbolowym zawiera opis zastosowania kwasu karbolowego, sublimatu oraz jodoformu jako środków antyseptycznych. Oto jej treść: „Kol. Kosiński pragnie zwrócić uwagę kollegów na skuteczność opatrunku ran i wrzodów kwasem karbolowym, który okazał się być jednym z najpotężniejszych środków dezinfekcyjnych. Od 5ciu tygodni jak kol. K. po powrocie z podróży naukowej zagranicą objął oddział chirurgiczny w szpitalu Ujazdowskim, miał w nim dziennie w przecięciu 240 chorych. Z tych połowa to jest około 120 leżeli na rany odkryte i wrzody. Z nich wielu ulegało ważniejszym operacjom, a mianowicie kol. K wykonał 2 wypiłowania końców stawowych kości, jedno w stawie stopowym, drugie w stawie ręki; 2 uretrotomie zewnętrzne, jednę uretrotomią wewnętrzną, jedno podwiązanie tętnicy dogłównej wspólnej (art. carotis communis). Z powodu tętniaka (aneurisma), dwa otwarcia ropni napływowych z przyczyny próchnienia żebra u jednego, u drugiego z prawdopodobnego cierpienia kręgów. Odcięcie niewielkiego włókniaka (fibroma) na goleni. Rana cięta goleni z odcięciem kawałka kości piszczelowej, dwie rany czaszki z obnażeniem kości. Pomimo tych tak ciężkich i licznych obrażeń kol. Kosiński nie obserwował ani jednego wypadku powikłania rany różą, gangreną szpitalną, lub pyemią, a przecież wiadomo jest wszystkim chirurgom, że pora roku obecna najwięcej sprzyja do ich wystąpienia. Rezultat tak świetny przypisuje kol. Kosiński opatrunkom kwasem karbolowym, a widział jego użycie rozpowszechnione w szpitalach angielskich, francuzkich i niemieckich z równem powodzeniem”. Kosiński podał również dokładnie skład mieszanek karbolowych oraz wskazał drogi ich stosowania. Oddajmy ponownie głos sprawozdawcy przebiegu posiedzenia. „Kwas karbolowy używa kol. K. w trzech postaciach a) jako linimentum do ran świeżych nieropiejących, złożone z 1 części kwasu na 12 części olei lini cocti. b) jako ciasto (pasta) (acidi carbolici pars. 1 Aquae destil. Part 5 Creatae albae q. s. ut fiat pasta mollis). Do ran po operacyach, gdy chcemy ich zagojenie otrzymać per primam intetionem i c) jako roztwór z jednej części kwasu na 48 wody”2. Z tego, co wiemy, wystąpienie Kosińskiego wywołało ożywioną dyskusję nie tylko w środowisku lekarskim warszawskim. Początkowa nieufność i sceptycyzm, z jakim wcześniej spotkał się Wygrzywalski, zaczęła z wolna ustępować. Niczym kamień wrzucony w wodę i kręgi wzbudzający, tak się upowszechniała na ziemiach polskich wiedza o zasadach listerowskich, znajdując dla siebie z czasem stałe miejsce w chirurgii.
Sam Kosiński działał ostrożnie i z rozwagą, sprawdzając, czy i w jakim zakresie na tych środkach można polegać, jakie stężenia dobierać, a przede wszystkim praktycznie je wypróbowując i skrupulatnie za każdym razem odnotowując wyniki takiego postępowania. Mając w rękach zarówno znieczulenie ogólne, jak i dopracowując latami zastosowanie metod antyseptycznych, mógł pokusić się o wykonanie ryzykownych zabiegów chirurgicznych. Jako pierwszy w Europie Wschodniej w roku 1884 wykonał zabieg całkowitego usunięcia nerki (nefrektomii). Warto przy tym zaznaczyć, że Kosiński, studiując ze zwykłą sobie skrupulatnością dotychczasowe nefrektomie, od Simona począwszy, poprzez Czernego i Langenbucha, zaproponował inny rodzaj cięcia celem dostania się do chorego narządu. Tak o tym pisał na łamach warszawskiej „Medycyny”: „Zdaniem mojem obydwa te wspomniane i dotąd prawie wyłącznie praktykowane sposoby wycięcia nerki [tj. Czernego i Langenbucha], z wielką korzyścią mogą być zastąpione, jeżeli nie we wszystkich, to przynajmniej w znacznej części przypadków tej operacyi, przez cięcie skośne idące od końca 11-go żebra, a raczej od przestrzeni znajdującej się pomiędzy 12 i 11-tem żebrem w dół i ku przodowi, ściśle w kierunku włókien mięśnia skośnego zewnętrznego brzucha”3. Pierwszy na ziemiach polskich przeprowadził zabieg usunięcia śledziony, czyli splenektomii (1896), o czym dał odczyt zatytułowany Wycięcie śledziony, wygłoszony na posiedzeniu Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego. Z osobą Kosińskiego należy też wiązać zabieg otwarcia przełyku w górnej jego części w celu wydobycia tkwiącego tam ciała obcego, co zostało przedstawione w doniesieniu Cięcie przełyku (Oesophagotomia) z roku 1897. Była to pierwsza taka operacja na ziemiach polskich. Również jako jeden z pierwszych wykonał operację plastyki przetoki podniebienno-nosowej. W roku 1898 pierwszy na ziemiach polskich usunął guz mózgu umiejscowiony w okolicy bruzdy Rolanda. Spopularyzował w Polsce zabieg uretrotomii metodą Maisonneuve’a. Miał także bardzo dobre rezultaty w operacjach plastycznych, ale jego „koronnym” zabiegiem stały się laparotomie, których do roku 1894 wykonał ponad 400.
Najwyższą ocenę jego kunsztowi wystawił Franciszek Kijewski, który pisał: „Kosiński, jako wychowany na wzorach mistrzów w wykonawstwie, sam jest mistrzem pod tym względem. Operuje wspaniale, nożem włada jak wirtuoz smyczkiem, jak rzeźbiarz dłutem lub snycerz rylcem, każdy ruch jego jest celowy, operacya, wykonana przez niego, jest to pewien popis, który nieraz wprawiał w zdumienie audytorium”4. Z kolei Władysław Szteyner z okazji 35-lecia jego profesury tak to ujmował: „Najwybitniejszą atoli właściwością Kosińskiego, prawdziwym talentem było istotne mistrzostwo w wykonywaniu najtrudniejszych operacyi, ta olbrzymia technika posunięta do największego stopnia. Pod tym względem nie ustępował, można powiedzieć, ani jednemu z największych, jakich mieliśmy sposobność widzieć w Europie, a równych sobie miał bardzo niewielu”5. I nic w tych pochwałach nie było przesadą, gdyż i dzisiejsi znawcy tematu nie przestają wysoko oceniać Kosińskiego. Tak o nim napisał znakomity historyk chirurgii, Władysław Lejman: „Kosiński był jednym z najwybitniejszych techników i najodważniejszych operatorów w historii chirurgii polskiej. Poza Mikuliczem i Rydygierem, nikt z ówczesnych polskich chirurgów nie dorównywał mu w biegłości operacyjnej. Operował bardzo szybko, co w warunkach prymitywnego jeszcze wówczas znieczulenia, pozwalało zmniejszyć dawkę podawanych wziewnie środków i było korzystne z uwagi na pooperacyjne powikłania płucne”6. Warto też podkreślić, że Kosiński, co wcale nie było w owych czasach normą, przed wykonaniem zabiegu zbierał bardzo dokładny wywiad, nakazywał szczegółowe badanie internistyczne, żądał zdania sprawy ze wszystkich dotąd przebytych schorzeń. Nieustannie nauczał, że rozwiązania najprostsze są najczęściej najbardziej skuteczne. Żądał, by operacje wykonywać szybko, w możliwie najmniejszym polu operacyjnym.
Wykłady jego cechowała precyzja i zwięzłość, bywało – czasami nadmierna drobiazgowość, lecz zawsze logiczna spójność i unikanie zbędnych ozdobników czy dygresji. Rano profesor zawsze odbierał sprawozdania studentów, którzy byli obowiązani informować go o nowo przybyłych pacjentach. Następnie uczył właściwego badania diagnostycznego na wybranych chorych. Po obchodzie, zazwyczaj krótkim, Kosiński osobiście przeprowadzał operacje. Po południu starsi asystenci nauczali desmurgii, a zatem prawidłowego opatrywania ran, do czego Kosiński przykładał zawsze dużą wagę. Nic zatem dziwnego, że słuchaczy miał całkiem liczne grono i wielu właśnie pod wpływem sławy, jaka opromieniała Kosińskiego, decydowało się związać swój los z chirurgią. Jednak tu musiał spotkać ich poważny zawód. Znana była bowiem niechęć Kosińskiego do dawania szansy samodzielnego wykonania zabiegu swoim asystentom, którym pozostawało baczne przyglądanie się temu, jak operuje profesor. Nie miał bowiem przekonania – ani nic nie wskazuje, by chciał je sobie wyrobić – co do faktycznych możliwości swoich uczniów. Wśród nich byli uzdolnieni operatorzy, m.in. Ryszard Bukowski, Antoni Gabszewicz, Witold Horodyński, Leon Kryński czy Władysław Matlakowski. I mimo że potrafili oni dać dowody swoich umiejętności i wiedzy, ba, zabłysnąć niewątpliwym talentem, ich mistrz całkiem otwarcie wątpił, by ktokolwiek z jego asystentów był godzien objąć po nim schedę w klinice uniwersyteckiej. Dlatego też, mimo że miał ku temu wszelkie predyspozycje, nie stworzył wokół siebie istotnej szkoły chirurgicznej. Jego uczniowie często zdobywali znaczącą wiedzę teoretyczną, natomiast rzadko kiedy mieli możliwość praktycznego zastosowania nabytych umiejętności. Można się tego doczytać między wierszami w pełnej szacunku dla swojego mistrza wypowiedzi: „Jaką wartość miały kilkoletnie studya na klinice Kosińskiego, my, asystenci, dobrze to wiemy; praca pod okiem starszych kolegów i profesora, ustawiczne kontrolowanie, twarde wymagania kierownika, wszystko to urabiało młodzież; tu trzeba było wytrzymywać próbę ogniową, ale kto ją przeszedł i po kilku latach opuścił klinikę, wychodził dostatecznie przygotowany nie tylko do samodzielnych studyów, ale i do nauczania innych”7. Nie żałował natomiast ani czasu, ani pieniędzy na doposażenie swojej kliniki. Często za własne pieniądze zakupywał instrumenty i sprzęt. Z własnych też funduszy rozbudował pomieszczenia do przeprowadzenia zabiegów w warunkach aseptycznych i septycznych, tworząc tak naprawdę pierwszy nowoczesny blok operacyjny.
I tak jak nagle, po niespodziewanej śmierci Polikarpa Girsztowta, Kosiński stanął na czele chirurgii warszawskiej, tak równie gwałtownie się z nią rozstawał w roku 1899. Wówczas to, jak oficjalnie informowano – z powodów osobistych, złożył rezygnację ze wszystkich pełnionych funkcji, w tym funkcji kierownika kliniki. Kosińskiemu został bowiem wytoczony proces o nieumyślne spowodowanie śmierci pacjentki na skutek pozostawienia w jamie brzusznej narzędzi chirurgicznych po operacji usunięcia torbieli jajnika. Kosiński operował wówczas w prywatnej klinice doktora Ignacego Solmana, który mu podczas zabiegu asystował. Tym, który podawał narkozę chloroformową, był Ludwik Zembrzuski, późniejszy profesor historii medycyny Uniwersytetu Warszawskiego. Zabieg przeszedł pomyślnie, niemniej jednak chora cały czas żaliła się na bóle w jamie brzusznej. Kosiński, podejrzewając, że mógł się wytworzyć ropień, dokonał reoperacji, ale nic niepokojącego nie stwierdził. Stan zdrowia pacjentki był chwiejny, raz czuła się dobrze, innym razem odczuwała bolesne dolegliwości. Zebrało się całe konsylium. Zastanawiano się nad kolejnym zabiegiem, choć jednomyślności co do tego nie było. Najważniejsze jednak, iż sama pacjentka, która najwyraźniej traciła zaufanie do chirurgów, nie wyrażała zgody na reoperację. Sprawa przybierała coraz bardziej niekorzystny obrót. Jak ustalił Jan Władysław Chojna, zarówno Solman, jak i Kosiński zaczęli podejrzewać, że w ciele pacjentki mogły pozostać dwie pensety chirurgiczne. Dlaczego wcześniej nie brano tego pod uwagę, nie zostało dokładnie wyjaśnione. W każdym razie chora zdecydowała się ostatecznie na zabieg, ale tym razem głównym operującym był prof. Wasiljew, Kosiński tylko mu asystował. Wasiljew odnalazł kleszczyki Peana, wydobył je, powstrzymał krwawienie i zaszył ranę. Niestety kobieta miała już rozległe zapalenie otrzewnej i skonała jeszcze na stole operacyjnym. Rodzina zmarłej zaskarżyła chirurgów, a sprawa stała się głośna. Sąd po parodniowej rozprawie, przesłuchaniu świadków i wysłuchawszy opinii, uniewinnił zespół operujących lekarzy. Kosiński już jednak do nauczania akademickiego nie powrócił, uważając, że jego dobre imię zostało w nieodwracalny sposób zbrukane. Surowy wobec innych stosował do siebie tę samą miarę, nie dopuszczając możliwości, by tej klasy chirurg co on popełnił tak tragiczny w skutkach błąd. I mimo że wielu prosiło go, by swą decyzję zmienił, a Franciszek Kijewski wystąpił z tekstem, w którym pokazywał, jak często wbrew woli chirurgów dochodziło do podobnych wypadków, i dowodził, iż warszawscy lekarze moralności ludzkiej i etyce swego zawodu w niczym nie uchybili, Kosiński pozostał niewzruszony. Złożona przezeń dymisja wywołała, kto wie czy nie większą od samej sprawy sądowej, dyskusję. Zdawano sobie bowiem sprawę, że odejście tej klasy chirurga z Uniwersytetu jest poważną wyrwą w akademickim kształceniu lekarzy. Jak bardzo był ceniony i poważany, najlepiej świadczy fakt dedykowania całego 21. numeru „Medycyny” właśnie jego osobie. Tej publikacji towarzyszył również okolicznościowy medal, na którym widniał napis: „Mistrzowi chirurgii polskiej”. Większość środowiska lekarskiego Warszawy stała za nim murem. Kosiński usunął się jednak w cień.
Działał i pracował jeszcze przez 15 lat, jednak już nigdy tak intensywnie jak przedtem. Oddawał się głównie pracy społecznej. W roku 1903 ukazała się ostatnia jego praca nosząca intrygujący i dzisiaj tytuł – Czy nie znajdziemy nigdy środka na wyleczenie raka?, w której argumentował, że tylko wczesne rozpoznanie i radykalna operacja mogą skutecznie zwalczać chorobę nowotworową. Po tej dacie prac naukowych już nie publikował.
Kosiński brał również udział w licznych przedsięwzięciach organizacyjnych w warszawskim środowisku lekarskim. Od roku 1863 był czynnym członkiem Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego, a w latach 70. kolejno jego wiceprezesem i prezesem. W roku 1896 został wybrany wiceprezesem Towarzystwa Doraźnej Pomocy Lekarskiej, czyli dobrze funkcjonującego Pogotowia Ratunkowego. Pełnił też funkcję prezesa założonego przez dr. Józefa Polaka Warszawskiego Towarzystwa Higienicznego. To właśnie za sprawą jego starań doszło do powstania Instytutu Higieny Dziecięcej Lenvala i ogrodów im. Raua. Był też Kosiński współzałożycielem Warszawskiego Towarzystwa Naukowego. Został zapamiętany jako współtwórca Towarzystwa Akcyjnego „Kolonia Zdrowotna dla Dzieci Słabowitych” w Brzegach pod Otwockiem. Pragnął, by powstało tam odrębne sanatorium pediatryczne. Niestety z tych planów nic wówczas nie wyszło. Był wieloletnim konsultantem w prywatnej klinice chirurgicznej doktora Solmana. Przez wiele lat współpracował z redakcją jednego z ważniejszych pism lekarskich, jakie ukazywało się wówczas na ziemiach polskich, czyli „Medycyny”, którą nie raz wspierał finansowo. W ostatnich latach życia zaangażował się, w tym również finansowo, w opiekę nad jedną ze szkół średnich – Szkołą Mazowiecką. Nigdy jednoznacznie nie wypowiadał się na tematy polityczne, ale też nie czynił tajemnicy ze swych sympatii dla Narodowej Demokracji.
Profesor Julian Kosiński zmarł w Warszawie dnia 24 marca 1914 roku i został pochowany na cmentarzu Powązkowskim. Ludwik Zembrzuski, oddając cześć zmarłemu mistrzowi, pisał: „Hojną dłonią natura uposażyła Kosińskiego, obdarzając go niepoślednimi zaletami umysłu i serca, które potrafił tak rozwinąć i zużytkować, że na schyłku długiego a pracowitego żywota miał byłby prawo powiedzieć o sobie owo proste a wymowne: non omnis moriar! Cześć jego pamięci!”8.
Wybrana literatura
Gryglewski R. W., Julian Kosiński, [w:] Złota księga medycyny warszawskiej, red. M. Krawczyk, Warszawa 2009, s. 199–203.
Kijewski F., Prof. Julian Kosiński, „Gazeta Lekarska” 1899, t. XXXIV (15), s. 373–385.
Kosiński Julian, [w:] A. Śródka, Uczeni polscy XIX–XX stulecia, wyd. 2, Warszawa 1995, s. 275–277.
Lejman W., Chirurgia, [w:] Zarys historii nauczania medycyny w Polsce do roku 1939, red. A. Śródka, Kraków 2012, s. 201–203.
Sokół S., Kosiński J. [w:] PSB, t. XIV, Kraków 1968, s. 216–218.
Szteyner W., Prof. Julian Kosiński, „Medycyna” 1899, t. XXVII (21), s. 461–465.
Zarys dziejów chirurgii polskiej, red. W. Noszczyk, Warszawa 2011, s. 187–188 i 198–199.
Zembrzuski L., Ś. p. Juljan Kosiński (ur. 1833–zm. 1914), „Nowiny Lekarskie” 1914, t. XXVI (5), s. 236–238.
1F. Kijewski, Prof. Julian Kosiński, „Gazeta Lekarska” 1899, t. XXXIV (15), s. 373.
2Sprawozdanie z 22 posiedzenia Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego dnia 17 listopada 1868 roku, „Pamiętnik Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego” 1868, t. LX (5), s. 268–269.
3J. Kosiński, Wycięcie nerki (Nephrectomia), „Medycyna” 1884, t. XII (39), s. 650.
4F. Kijewski, op. cit., s. 377.
5W. Szteyner, Prof. Julian Kosiński, „Medycyna” 1899, t. XXVII (21), s. 464.
6W. Lejman, Chirurgia, [w:] Zarys historii nauczania medycyny w Polsce do roku 1939, red. A. Śródka, Kraków 2012, s. 202.
7F. Kijewski, op. cit., s. 378.
8L. Zembrzuski, Ś. p. Juljan Kosiński (ur. 1833–zm. 1914), „Nowiny Lekarskie’’ 1914, t. XXVI (5), s. 238.