Aleksander Antoni Le Brun
Urodzony 12 V 1803 w Warszawie. Studia medyczne na UW (1820–1824) oraz w klinikach Francji, Anglii, Niderlandów i Niemiec; doktorat w Paryżu (1827); pracownik Akademii Medyko-Chirurgicznej w Warszawie od 1860, profesor zwyczajny (1860).
Chirurg, reorganizator Szpitala Dzieciątka Jezus; jeden z pionierów zastosowania chloroformu i eteru jako środków znieczulających podczas operacji chirurgicznej (1847). Jako pierwszy w Warszawie wprowadził w szpitalu obowiązkowe obchody lekarskie oraz karty obserwacji chorych.
Współzałożyciel i redaktor „Pamiętnika Towarzystwa Lekarskiego” (1837–1839), „Tygodnika Lekarskiego” (1847–1849) i „Gazety Lekarskiej” (1866–1868).
Prezes Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego, członek korespondent Towarzystwa Lekarskiego Krakowskiego; dyrektor Instytutu Szczepienia Ospy; uhonorowany m.in. Orderem św. Anny (1845), rangą radcy dworu (1851), radcy kolegialnego (1857) i radcy stanu (1868).
Zmarł 3 VI 1868 w Warszawie.
Wykłady z chirurgii, „Biblioteka Umiejętności Lekarskich” 1868; Chirurgia operacyjna, Warszawa 1869–1874.
„Gazeta Lekarska” 1868, t. IV, nr 49, s. 777–780; „Archiwum Historii Medycyny” 1966, t. XXIX, nr 4, s. 447; Le Brun A. A. [w:] PSB, t. XVI, Wrocław–Warszawa–Kraków–Gdańsk 1971, s. 590–591; Le Brun Aleksander Antoni [w:] Wielka Encyklopedia PWN, t. XV, Warszawa 2003, s. 395.
Aleksander Antoni Le Brun, dziekan Wydziału Lekarskiego Szkoły Głównej Warszawskiej, profesor tamtejszej Kliniki Chirurgicznej, był wieloletnim naczelnym lekarzem Szpitala Dzieciątka Jezus, członkiem czynnym Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego od 1828 roku i współzałożycielem „Pamiętnika Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego”. Był zacnym pod każdym względem Mężem, który za życia cieszył się powszechnym uznaniem, a którego niespodziewany zgon ranił boleśnie serca wszystkich kolegów i kirem żałoby pokrył gród cały. Sześćdziesiąt pięć lat życia, z których czterdzieści cztery na różnych usługach społecznych pożytecznie spędzone, nie dadzą się objąć pobieżnym artykułem, ale wymagają sumiennego i rozważnego ocenienia. Do tego zaś celu inaczej dojść nie można, jak tylko rozdziałem prac zmarłego śp. Le Bruna na tyle kierunków, ile ich składało się na wypełnienie tego pracowitego i pożytecznego krajowi żywota.
Pierwszą, najdawniejszą i najdłuższą widownią działalności Le Bruna był największy w kraju Szpital Dzieciątka Jezus, w którym lat 40 aż do zgonu przepędził, który swoim staraniem do stanu, w jakim się dziś znajduje, przyprowadził i którego blisko półwiekowa historia zespoliła się nierozdzielnie z historią życia Le Bruna.
Drugim polem działania Le Bruna było nasze Towarzystwo Lekarskie, pod którego chorągiew jeszcze w 1828 roku się zaciągnął; gdzie pierwszy przyczynił się do ujawniania prac Towarzystwa przez spisywanie rocznych sprawozdań i ich ogłaszanie w nowo założonym organie Towarzystwa, który przez całe życie najszczodrzej swymi wysokiej wartości pracami naukowo-literackimi zasilał, wytrwale bronił i losem którego aż do zgonu skwapliwie się zajmował.
Ostatni dziesiątek lat życia Le Bruna dostarczył mu najpiękniejszego pola, które w nowej szkole zdołał jak najchlubniej uprawiać, przez posiew między lekarską młodzieżą zdobytych swoją pracą, nauką i doświadczeniem wiadomości, patrząc z zadowoleniem na bujny plon, jaki przez niego rzucone ziarno już za życia wydało. Te trzy działy stanowią trzy główne okresy w życiu Le Bruna i są podstawą jego cennych prac, którymi sam zbudował sobie niewzruszony pomnik, jaki imię jego przekaże odległej potomności.
Aleksander Antoni Le Brun urodził się w Warszawie 12 maja 1803 roku z Tomasza Le Bruna – obywatela miasta Warszawy, i Adelaidy Demimuid. Tomasz Le Brun, będący siostrzeńcem Dufourda, sławnego za czasów króla Stanisława Augusta właściciela drukarni i wydawcy dzieł, w rok po urodzeniu się naszego Aleksandra umarł, pozostawiając wdowę z trzema nieletnimi synami: to jest Tomaszem, który był tajnym radcą, sekretarzem stanu w Radzie Administracji Królestwa, Aleksandrem i Piotrem. Łaskawa Opatrzność oddaliła ciężkie chwile sieroctwa od tych niemowląt, zsyłając im najlepszego ojca i opiekuna w osobie Antoniego Lesznowskiego, redaktora „Gazety Warszawskiej”, który w niedługim czasie młodą wdowę zaślubił. Lesznowski (ojciec także Antoniego Lesznowskiego, redaktora „Gazety Warszawskiej”, zmarłego w roku 1859), będąc sam człowiekiem wysoko wykształconym i dobrego serca, zajął się dziećmi swej żony jak własnymi, dając im jak najstaranniejsze wychowanie. I nasz Aleksander pierwsze lata dziecinne przepędził w domu rodzicielskim, pod okiem najczulszej matki i najlepszego przybranego ojca. Tak przygotowany w początkowych naukach w domu, oddany został do konwiktu księży pijarów na Żoliborzu. Stąd przeszedł na słuchacza nauk lekarskich do byłego Uniwersytetu Warszawskiego, który w dniu 18 października 1824 roku, mając lat 21, ukończył ze stopniem magistra medycyny i chirurgii. Pragnąc się dalej kształcić w obranym zawodzie, znalazł gotową pomoc w kochającym go ojczymie, który go niebawem wysłał do Paryża. Tu przez czas trzechletniego pobytu uczył się medycyny, przeważnie poświęcając się chirurgii, pod takimi znakomitościami, jak Larrey, Dubois, Dupuytren, Boyer, Richrand, Roux i Lisfranc, a po złożeniu egzaminu i obronieniu rozprawy pod tytułem Essai médicale sur la plique polonaise (Paryż 1827) otrzymał stopień doktora medycyny i chirurgii, potwierdzony potem przez Radę Lekarską Królestwa 27 sierpnia 1838 roku. Po otrzymaniu najwyższego stopnia naukowego wyjechał z Paryża i udał się do Londynu, gdzie słuchał wykładu Bella, Traversa, Lavrence’a i Coopera, następnie pojechał do Wiednia i Berlina, skąd w roku 1828 wrócił do Warszawy.
Rok 1828 stanowi początek działalności Le Bruna na rodzimej ziemi. Już w tym roku spotykamy go w liczbie członków czynnych Towarzystwa Lekarskiego i w tymże roku w „Pamiętniku Lekarskim Warszawskim” znajdujemy jego artykuły. Sposobiąc się głównie na lekarza praktykującego, pragnął niebawem dla nabytych wiadomości szersze znaleźć pole, jakoż zaraz w sierpniu następnego roku mianowany został lekarzem ordynującym w Szpitalu Dzieciątka Jezus bez pensji.
Otrzymawszy to miejsce, poczuł się na właściwym gruncie, który dopiero można było z pożytkiem dla ludzkości i kraju uprawiać po usunięciu napotykanych przeszkód, co zrazu nie tylko nie było łatwym, ale nawet niemożliwym. Ze tak jest istotnie, przekona nas rzut oka na ówczesny stan Szpitala Dzieciątka Jezus. Wiadomo, że ksiądz Baudouin pierwszy w Warszawie założył dom przytułku dla dzieci biednych i podrzutków, które umieścił w kupionej ze składek kamienicy przy Krakowskim Przedmieściu w roku 1732, że następnie August III Król Polski dekretem z dnia 21 maja 1761 roku ustanowił w Warszawie dom podrzutków i główny cywilny Szpital Dzieciątkiem Jezus zwany. W Szpitalu Dzieciątka Jezus mieścili się więc chorzy różnego rodzaju, prócz wenerycznych, inwalidzi, kobiety rodzące, podrzutki, mamki, a nad tym wszystkim czuwały siostry miłosierdzia i ksiądz misjonarz. Słowem, tak jak i innymi szpitalami warszawskimi, Szpitalem Dzieciątka Jezus rządziła administracja duchowna. Nie tu jest miejsce na pisanie historii tego szpitala, dość przytoczyć, że z postępem czasu ludność tego zakładu się powiększała, a za nią i wydatki, że różne wypadki dziejowe, dotykając kraju, oddziaływały szkodliwie na szpital. W dniu 1 czerwca 1813 roku ksiądz Grzankowski, rektor Szpitala Dzieciątka Jezus, do Najwyższej Rady tymczasowo zarządzającej Księstwem Warszawskim pisze: „Szpital Dzieciątka Jezus 885 dusz liczący, a niemowląt na wsi 767 mający, obciążony długami, w najmizerniejszym znajduje się stanie. Niewypłacanie wiejskim mamkom zniechęca lud wiejski do brania na wykarmienie nadzwyczaj przybywających podrzutków. Stąd jedna mamka w szpitalu po pięcioro lub czworo utrzymywać musi, tak więc przy niedostateczności pokarmu, wczesnej śmierci te niewinne ofiary stają się łupem. Niedostatek bielizny, odzieży, zgoła kończący się zapas pierwszych potrzeb do życia bolesny strapionej administracji wystawia widok”.
Lekarzem Szpitala Dzieciątka Jezus był wtedy p. Rychter, fizyk powiatu warszawskiego, który z powodu częstych wyjazdów w szpitalu mógł bywać raz lub dwa razy na tydzień, a przy tym człowiek podeszłego wieku. Siostry więc miłosierdzia same opiekowały się chorymi w liczbie paręset i dziećmi. Puszczały krew, otwierały ropnie i na tym kończyła się pomoc lekarska.
W 1815 roku usiłowano wprowadzić reformy mające poprawić stan szpitala. Na nic to się nie zdało. W dziewięć lat potem Le Brun po powrocie z czteroletniej naukowej podróży został ordynującym lekarzem Szpitala Dzieciątka Jezus. Pierwszy on zaczął odbywać codziennie wizyty w szpitalu, spisywać objawy chorobowe, pierwszy zaczął sporządzać swe spostrzeżenia w rodzaju pamiętników chirurgicznych, przeważnie z zamiłowaniem oddając się chirurgii i wykonując bardzo śmiałe operacje. O ile siły jednego człowieka dozwalały, starał się on usuwać miejscowe zło, ale działanie to nie mogło być wystarczającym na tak wielki zakład jak Szpital Dzieciątka Jezus. Służbę swą w szpitalu pełnił bezpłatnie. Administracja szpitala nie tylko nie doceniała bezinteresownych usług Le Bruna, ale nawet niezbyt pochlebnie mu się odwdzięczała. Bo kiedy w 1834 roku Le Brun upraszał Radę Główną Opiekuńczą Instytutów Dobroczynnych, aby za służbę szpitalną wyznaczyła mu jaką taką pensję, która by posłużyła przynajmniej do zwrotu kosztów wykładanych na narzędzia chirurgiczne, ówczesny administrator ks. Grzankowski wystawił mu taką opinię: „Z funduszów szpitalnych nie może być nic uszczuplonem dla przeznaczenia pensyi doktorowi, chyba ze szkodą ubogich chorych i dzieci sierot. Że gdyby p. Le Brun chciał porzucić zawód służenia bezpłatnie chorym, administracji będzie staraniem obmyśleć dla chorych doktora w miejsce pana Le Bruna z dobrem szpitala. Dotąd Opatrzność Boga pomimo klęsk wielkich nie dopuściła, ażeby chorym zbywało na biegłych doktorach; spodziewać się należy, że i nadal taż Opatrzność zaradzi potrzebie ubogich chorych”. Wywód ten niesłuszny i przykry dla Le Bruna, zupełnie był zbyteczny, gdyż w podaniu Le Bruna nie ma żadnej wzmianki, iż chce porzucić szpital, jest tylko skromna prośba o jaką taką pensję. Skończyło się, że wynagrodzenia Le Brun żadnego w tym szpitalu nie otrzymał, dopiero w dwa lata, to jest w listopadzie 1836 roku, dostał pierwszą pensję jako naczelny lekarz nowo otworzonego Domu Zdrowia na Ordynackiem. Mimo tych nowych obowiązków nie przestał Le Brun pełnić poprzedniej służby w Szpitalu Dzieciątka Jezus. A warunki były nader trudne. W szpitalu nie było oddzielnej sali operacyjnej, tak że operacje wykonywano na salach ogólnych, wobec kilkudziesięciu tam pozostających chorych, na których jęki i krzyki operowanych (pamiętajmy, że chloroformu wtedy nie było) okropny wpływ wywierały. Dla usunięcia też tak ważnej niedogodności szwagier Le Bruna, Celiński, syn profesora byłego uniwersytetu aleksandryjskiego, którego córkę Le Brun pojął za żonę, testamentem sporządzonym, przeznaczył 6000 złp. dla Szpitala Dzieciątka Jezus na „wybudowanie sali do operacyj chirurgicznych”.
Le Brun, jako wykonawca testamentu swego szwagra, starał się co prędzej zamiar szlachetnego ofiarodawcy urzeczywistnić, lecz niestety znalazł opór ze strony administracji szpitala. Udał się więc do Rady Głównej Opiekuńczej, lecz i ta żądaniu jego zadość nie uczyniła, nakazując wydzielić część sali na pokój do operacji. W tej sytuacji przy względzie na trwający nieład i znaczną śmiertelność panującą w szpitalu, nie pozostawało nic innego, jak pomyśleć o zmianie odwiecznego zarządu szpitala. Nie było to wtedy trudnym dla Le Bruna, bo stosunki pokrewieństwa z wysokimi dygnitarzami do tego mu pomagały. Brat rodzony Le Bruna – Tomasz Le Brun, był sekretarzem Stanu w Radzie Administracyjnej Królestwa, drugi krewny – Baszczyński, był prezydentem miasta Warszawy. Wskutek to zapewne ich usiłowań wyszedł w październiku 1838 roku Najwyższy Ukaz, który zwierzchnią władzę nad domem podrzutków i Szpitalem Dzieciątka Jezus oddawał świeckim władzom państwowym. Księżom misjonarzom polecono trudnić się tylko pełnieniem obowiązków religijnych, a siostrom miłosierdzia usługą przy tychże chorych, bez udziału w zarządzie zakładu. Powołano Komitet do urządzenia Szpitala Dzieciątka Jezus, do którego powołano Le Bruna jako nadzorcę pod względem lekarskim i dietetycznym. Korzyści, jakie odniósł Szpital Dzieciątka Jezus z tych rozporządzeń, były ogromne. Oczyścił się szpital z chorych syfilitycznych, wykorzeniono zarody świerzby, cały porządek w przyjmowaniu podrzutków, wydawaniu ich na wsie, doboru mamek szpitalnych odbywał się pod nadzorem lekarza inspektora. We wszystkich oddziałach chorych zapanował należyty porządek i ochędostwo, wszystkie sale były przewietrzane w miarę potrzeby i chorzy opatrzeni w to wszystko, czego ich choroba wymagać może.
Chorzy w Szpitalu Dzieciątka Jezus dzielą się na 4 główne oddziały: chorych gorączkowych, chorych chirurgicznych, chorych chronicznych i kobiet obłąkanych.
Przy oddziale chirurgicznym urządzoną została sala operacyjna wraz z trzema salami mniejszymi dla chorych operowanych. Wielkie są zasługi Le Bruna na tym polu położone w pierwszych latach jego zawodu. Z potwornie zaniedbanego zakładu dobroczynnego stworzył szpital z prawdziwego zdarzenia. O dalszych jego zasługach objaśniają nas jego prace Towarzystwu Lekarskiemu komunikowane.
W Towarzystwie Lekarskim zasługi Le Bruna zajmują jedną z pierwszych kart historii Towarzystwa. Le Brun, wpisany w poczet członków czynnych, był rzeczywiście przez cały czas jednym z czynniejszych. Pierwszy on w roku 1833 począł jako ówczesny sekretarz spisywać sprawozdania roczne z czynności Towarzystwa i te ogłaszać w „Pamiętniku Towarzystwa”, którego był współzałożycielem. Le Brun, pamiętając o tym, że nie dla samego tytułu wszedł do Towarzystwa Lekarskiego, wszystkimi swoimi pracami i spostrzeżeniami, czy to w prywatnej praktyce, czy też w szpitalu zdobytymi, dzielił się chętnie z towarzyszami i prawie wszystkie swoje wypracowania dla „Pamiętnika” przeznaczał, troszcząc się o jego byt nawet przed śmiercią. Dla przykładu w tomie „Pamiętnika” z roku 1839 umieścił Wyjątki z pamiętnika chirurgicznego Szpitala Dzieciątka Jezus z roku 1837, skąd dowiadujemy się o wykonanych przez niego 33 ważniejszych operacjach, między tymi trudnej operacji wyjęcia kamienia pęcherzowego i podwiązaniu tętnicy ramieniowej w celu uleczenia chorej z tętniaka, powstałego wskutek przebicia żyły na wskroś i ranienia tętnicy przez felczera krew puszczającego. Podwiązanie tętnicy ramieniowej prowadziło do zamierzonego celu, krwotok grożący śmiercią chorej zniewolił Le Bruna do odjęcia tego samego jeszcze dnia ramienia, czym chorą ocalił, która w trzy tygodnie zdrowa szpital opuściła. W tomie trzecim naszego „Pamiętnika” z roku 1840 ogłosił Opis kilku rzadkich wypadków i odbytych działań chirurgicznych, w którym jest mowa o guzie w gardzieli u dziecka, o przecięciu ścięgnistej błony w pochwie macicznej, utrudniającej pożycie małżeńskie przez 14 lat, o wyleczeniu tętniaka tętnicy ramieniowej przez nacisk i o dwóch operacjach kamienia pęcherzowego. Jedna z nich, wielce pouczająca, godna jest szczególnej uwagi. Pacjentem był 60-letni znakomity urzędnik państwowy. Le Brun, upewniwszy się o istnieniu w pęcherzu kamienia, przystąpił do operacji i tę, za pomocą cięcia bocznego litotomem brata Kosmy, wykonał i kamień wielkości bobu wydobył. Wyśledziwszy następnie pęcherz palcem i zgłębnikiem, przekonał się, że już w nim nic więcej się nie znajduje, i chorego w łóżku umieścił. Następnego dnia z powodu nieoddawania moczu przez chorego drogą sztuczną, ani naturalną, i znacznego rozszerzania pęcherza, zniewolony był mocz wypuścić kateterem. Toż samo powtórzył dnia 3. i 4. „Lecz nie małe było – pisze – moje pomieszanie, gdy tym razem kateter do pęcherza zaprowadzony trącił o kamień. Pomimo to starałem się pokryć moją niespokojność, nikomu nie objawiłem stanu chorego i postanowiłem dnia następującego, to jest w 5. dobie po operacji, przy zwyczajnym opatrywaniu chorego wydobyć ów zasmucający kamień”. Co też rzeczywiście dokonał, po pierwotnym rozdzieleniu brzegów rany palcem, wydobywszy kleszczami nie tylko jeden kamień, ale dwa, a każdy wielkości jaja gołębiego. Chory nie zorientował się, co zaszło. Rozklejenie rany 5. dnia po operacji nie miało żadnego szkodliwego wpływu na ogólny stan chorego, który co dzień czując się lepiej, 30. dnia już był zdrów. Wszystkie trzy kamienie ważyły półtorej uncji.
Niepotrzebnie dodawać, ile powyższy wypadek nauczający jest dla operatora. „Przykre zaiste – mówi Le Brun – położenie dla operatora, a przykrzejsze jeszcze dla chorego”. Dla uniknięcia takich sytuacji radzi Le Brun przyjąć za przepis chirurgiczny: „iżby oprócz najstaranniejszego wyśledzenia pęcherza przez ranę zaraz po operacji, powtarzać to jeszcze dni następnych przez cewkę moczową, a to celem niezwłocznego wydobycia jeszcze roztwartą raną pozostałych kamieni, lub ich szczątków, gdyby takowe znaleźć się miały”. W roku 1841 doniósł Towarzystwu o wydobyciu przez siebie z prostnicy kieliszka od wina, który sobie wsadził człowiek dorosły w kiszkę dnem do góry. Kieliszek ten 9 dni zostawał w kiszce, zrządzając biegunkę i zatrzymanie moczu. Chory w sześć dni był zdrów.
W sprawozdaniu z oddziału chirurgicznego Szpitala Dzieciątka Jezus pisze: „Ważniejsze operacje chirurgiczne odbywały się zawsze w mojej obecności i przy pomocy innych lekarzy. Tym sposobem należycie ustalały się wskazania do różnych działań chirurgicznych, a wypadki osiągnięte były z prawdziwą korzyścią dla nauki”.
W ogóle w roku 1841 udzielono pomoc instrumentalną 169 razy. Między tymi godne uwagi są: wypiłowanie prawej połowy szczęki dolnej, wydobycie kamienia pęcherzowego dwa razy i nauczający wypadek przebicia brzucha. Le Brun opisywał nie tylko szczęśliwe, ale i niepomyślne wypadki, przekładając przyznanie się do błędu dla ochronienia od niego kogo innego. „Kto się publicznie odzywa i wypadki swego doświadczenia głosi, niech wszystko wyzna rzetelnie. Prawda stanowi główną wartość nauki praktycznej, ona ją wznosi i ustala”. Począwszy od roku 1841 aż do 1850, Le Brun bez przerwy ogłaszał w „Pamiętniku Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego” naukowe sprawozdania z czynności Szpitala Dzieciątka Jezus. Tam też czytamy, jak Le Brun szedł równo z nauką i jak stosował nowe środki na Zachodzie odkrywane, że przy operacjach chirurgicznych w szpitalu użył eteru siarczanego dnia 20 lutego 1847 roku, u włościanki Marianny Godzińskiej, której wyłuszczył pierś rakową. W ogóle w roku 1847 większych operacji przy użyciu eteru wykonano 27 razy.
Jako pierwszy w Polsce zastosował do znieczulenia ogólnego chloroform 11 grudnia 1847 roku w trakcie operacji nacięcia czyraka mnogiego. Inne operacje przy jego pomocy przeprowadzone również najpomyślniej się powiodły, między nimi dokonana w 1849 roku pierwsza na świecie operacja odjęcia obu goleni, którą wykonał wraz z kol. Jabłonkowskim. Częste użycie przekonało Le Bruna o wyższości chloroformu nad eterem siarczanym. Już w roku 1840 Le Brun dobrze dał się poznać ze swej nauki i zdolności, które władza, oceniając, powierzyła mu wyższe miejsca lekarskie w kraju. Jakoż w maju roku 1840 mianowany został naczelnym lekarzem Szpitala Dzieciątka Jezus, w kilka dni potem powołany został na członka honorowego Rady Lekarskiej, a w kilka miesięcy potem Najwyższym Rozkazem przyznano mu za troskliwą służbę nagrodę pieniężną, jako pensję naczelnego lekarza Domu Zdrowia na Ordynackiem, gdzie pełnił służbę od listopada 1836 do maja 1841 roku. W tym roku Towarzystwo Naukowe Krakowskie mianowało go swoim członkiem.
W tym czasie, kiedy siły naukowe wzmocniły się w Warszawie, kiedy miasto nasze poczęło liczyć więcej lekarzy, niebawem uczuto potrzebę wydawania nowego pisma. Tak w 1847 roku powstał „Tygodnik Lekarski”, którego Le Brun był współredaktorem.
Przychodzimy teraz do trzeciego okresu życiu Le Bruna, do równie pięknego zadania, jak niesienie pomocy przy łożu cierpiącego lub tworzenie prac literackich, to jest do nauczania młodzieży lekarskiej! Rok 1860 otworzył przed Le Brunem to zaszczytne pole, które zmarły z takim namaszczeniem i zamiłowaniem aż do ostatnich chwil życia uprawiał. Reskrypt ministra oświecenia narodowego z dnia 5 lutego 1860 roku powołał Le Bruna na profesora zwyczajnego w Medyko-Chirurgicznej Warszawskiej Akademii, do wykładu chirurgii operacyjnej z desmurgią i kliniki chirurgicznej. W dniu 6 października i860 roku Le Brun rozpoczął wykład wspaniałą prelekcją, przez młodzież i publiczność gorącymi przyjętą oklaskami. W tej pięknej lekcji przebiegł pokrótce historię chirurgii od najdawniejszych aż do naszych czasów, a następne słowa zachęty do młodzieży dobrze nam utkwiły w pamięci: „Nie sądźcie Panowie, że możecie być lekarzami bez znajomości chirurgii. Niech was myśl ta na chwilę nie łudzi; medycyna i chirurgia są jedną nauką, a kto jej kapłanem być pragnie, w całej rozciągłości posiadać ją winien. Żaden zatem z Panów powiedzieć sobie nie może, że się operacjami chirurgicznymi trudnić nie będzie”. I dalej: „Nie daleki jest czas, a mieć będziemy wszędzie naszych lekarzy, naszych opiekunów zdrowia, na ojczystej ziemi zrodzonych i wyuczonych przez swoich rodaków. Cudzoziemcy wdzierać się tu nie będą i ciągnąć z nas korzyści ziomkom naszym przynależnej. Nasza nauka i doświadczenie wzrastać będą i zjednają nam zaufanie powszechne; krajowcy przestaną szukać za granicą pomocy, bo równie dobrą, równie skuteczną znajdą pomiędzy swymi. Takie to jest przeznaczenie wasze, Panowie; kraj wymaga i oczekuje od was obrony we wszystkich złych przygodach zdrowiu i życiu ziomków waszych zagrażających; pragnie, byście z kolei, następcom waszym przekazując plon waszej nauki i doświadczenia, przyczyniali się do wzrostu rzeczy lekarskich w kraju i do zdobycia dla niej [chirurgii – M. N.-Z.] samoistnego stanowiska, a wówczas z dumą narodową powiemy sobie: mamy polską medycynę, mamy polską chirurgię”.
Klinikę chirurgiczną Le Brun prowadził lat osiem, przez pierwsze trzy lata w Szpitalu Dzieciątka Jezus jako profesor medycznej akademii, a po wcieleniu jej do Szkoły Głównej, jako profesor tejże szkoły w Szpitalu św. Ducha, dokąd w roku 1863 klinika przeniesioną została. Wykład Le Bruna przy łóżku chorego odznaczał się ścisłością w badaniu, jasnością i sądem prędkim a trafnym, gruntującym się na jego wieloletnim doświadczeniu. Stosunek Le Bruna do chorych i młodzieży był wzorowy; umiał godzić powagę z miłością. W chorym zawsze widział swego bliźniego i umiał litować się nad jego cierpieniem, co wcale nie przeszkadzało mu w zachowaniu zimnej krwi tam, gdzie tego była potrzeba. Cierpliwy, wyrozumiały, pobłażliwy, kochający młodzież, w razie potrzeby potrafił ją strofować, wzajem będąc od niej gorąco kochany. Prawdziwy wzór lekarza profesora. Dwa razy piastował godność dziekana; w roku 1862 wybrany został pierwszym dziekanem wydziału lekarskiego w Szkole Głównej, a drugi raz w roku 1864. Od roku 1840 aż do 1867 był nadto członkiem honorowym Rady Lekarskiej, gdzie brał udział w pracach sądowo-lekarskich z chirurgią związek mających.
W roku 1862 był członkiem komitetu do reorganizacji służby zdrowia w Królestwie Polskim. W Towarzystwie Lekarskim w roku 1863 wybrany został na pierwszego przewodniczącego oddziału chirurgicznego, a w roku 1866 piastował znowu godność prezesa. W Towarzystwie Dobroczynności kierował do roku 1866 wydziałem lekarskim. Tyle i tak różnorodnych czynności jeszcze mu zostawiły dość czasu do krzątania się około rodzinnej literatury lekarskiej, którą prawdziwie umiłował. W roku 1866 przyjął czynny udział z większością profesorów wydziału lekarskiego w założeniu „Gazety Lekarskiej”. W 1867 roku gorliwie się zajął wydaniem „Biblioteki Umiejętności Lekarskich”, rozpoczynając opracowanie chirurgii operacyjnej, którą jego uczniowie dalej poprowadzili.
Otoczony powszechnym szacunkiem i miłością, zwrócił swymi pracami uwagę Rządu, który udzielił mu rangę radcy stanu i nadał szlachectwo dziedziczne. Le Brun, obok zacnych przymiotów duszy, charakteru prawego, odznaczał się wspaniałą postawą, która nakazywała go szanować, pięknym obliczem, humorem i dowcipem, które jednały mu serca tych, co się do niego zbliżyli. Pod koniec życia, z przyczyny nieszczęść rodzinnych, chwilowo opuszczała go jemu właściwa energia. Nieszczęścia te boleśnie raniły Profesora już od 1853 roku, kiedy to zmarł mu syn Józef. W trzy lata później stracił pierwszą żonę, Paulinę z domu Celińską. Tragedie rodzinne nadal nie opuszczały profesora. W rok po roku umierały kolejne dzieci, córka Cecylia i syn Konrad, a po dwuletniej przerwie, w 1860 roku, córka Maria. Po 5 latach profesor postanowił ożenić się ponownie z Ludwiką Rajmond. Ostatnią nadzieję na spokojne życie rodzinne zburzyła śmierć nowo poślubionej małżonki w 1866 roku. Le Brun pozostał sam z małym synem z drugiego małżeństwa. W roku 1867 odbyta podróż na wystawę paryską ocuciła nieco ciężko strapione serce Le Bruna. Wziął się z dawną energią do pracy, lecz nie na długo, ledwie na niecały rok. Niespodziewana i prawie nagła śmierć przecięła to zacne życie, dnia 3 czerwca 1868 roku, które tyle dla ludzkości i kraju dobrego zrobiło. Jak ciepłe serce biło pod tą wyniosłą na pozór dumną postawą, przekona Was najlepiej myśl o śmierci, objawiona w testamencie Le Bruna, pod dniem 28 września 1866 roku sporządzonym w słowach: „Towarzystwu Lekarskiemu Warszawskiemu zapisuje rsr. 500, do rozporządzenia niemi podług uznanej potrzeby. Moją bibliotekę lekarską przeznaczam dla Szpitala Dzieciątka Jezus, niech będzie ustawiona w sali dyżurnych, dla użytku lekarzy szpitalnych, radbym jednak, by kilka rzadkich i ważniejszych dzieł, w bibliotece mojej znajdujących się, stało się własnością biblioteki Towarzystwa Lekarskiego, bo tam właściwsze mieć będą przeznaczenie. O wybór tych dzieł upraszam kolegę dra Mulhausena, który mię zapewne przeżyje. Zbiór operowanych przeze mnie kamieni pęcherzowych, w osobnem pudełku zebranych, ofiaruję gabinetowi patologicznemu. Moje narzędzia chirurgiczne przeznaczam dla studentów szkoły głównej, którzy w roku śmierci mojej ukończą nauki lekarskie i stopień naukowy otrzymają. Upraszam kolegę dra Korzeniowskiego o zajęcie się rozdziałem tych narzędzi”.
Zgon nagły takiego człowieka obudził we wszystkich warstwach naszego społeczeństwa zdumienie i żal głęboki. Odbiciem tego żalu był świetny pogrzeb Le Bruna, na który, mimo niepewnej pogody, zbiegły się tysiące bogatych i biednych, jego rówieśnicy i uniwersytecka młodzież. Jego cenne szczątki na własnych barkach profesorowie z rektorem szkoły, młodzież i lekarze ponieśli aż do samego grobu. Przy zamknięciu na zawsze zimnej mogiły urocza, głęboka zapanowała cisza, wśród której mogłeś dostrzec tylko łzę roszącą oblicza dawnych i młodszych towarzyszy tego zacnego Męża oraz pożegnalny łoskot ostatniej garści ziemi. Le Brun został pochowany na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.
*Tekst opublikowany pierwotnie jako: Aleksander Antoni Le Brun. Wspomnienie pośmiertne, „Pamiętnik Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego” 1868, 31, nr 6, s. 281–334. Skróty i adaptacja – Monika Nowakowska-Zamachowska. Ortografia i interpunkcja uwspółcześnione, składnia i leksyka oryginału.