Joachim Lelewel

Urodzony 22 III 1786 w Warszawie. Studia filologiczne na Uniwersytecie Wileńskim. Profesor UW (1818–1821); doktorat na Uniwersytecie Jagiellońskim (1820); profesor historii na Uniwersytecie Wileńskim (1822–1824); na emigracji w Belgii zaproponowano mu stanowisko profesorskie na Wolnym Uniwersytecie w Brukseli, którego jednak nie objął.

Wybitny historyk mediewista. Przyczynił się do stworzenia naukowych podstaw komparatystyki historycznej, numizmatyki i kartografii oraz do uwzględniania w warsztacie historycznym źródeł związanych z kulturą materialną niższych warstw społecznych.
Redaktor naczelny „Tygodnika Wileńskiego” (1815–1817). Członek Towarzystwa Przyjaciół Nauk; członek Rządu Narodowego (1831) i licznych organizacji emigracyjnych.
Zmarł 29 V 1861 w Paryżu.

Historyka, Wilno 1815; Dzieje starożytne, Wilno–Warszawa 1818; Dzieje starożytne Indii, Warszawa 1820; Uwagi nad dziejami Polski i ludu jej, Poznań 1836; Numismatique du moyen age, Paryż 1835; Études numismatiques et archéologiques, Bruksela 1841; Polska dzieje i rzeczy jej (t. I–XX), Poznań 1855–1864.

H. Więckowska, Joachim Lelewel. Uczony – polityk – człowiek, Warszawa 1980; M. Wierzbicka, Joachim Lelewel (1796–1861), [w:] Historycy warszawscy ostatnich dwóch stuleci, red. A. Gieysztor, J. Maternicki, H. Samsonowicz, Warszawa 1986, s. 37–51; Lelewel J. [w:] PSB, t. XVII, Warszawa 1972, s. 21–25.

ANDRZEJ WIERZBICKI

JOACHIM LELEWEL

1786–1861

 

Przyszedł na świat 22 marca 1786 roku w Warszawie jako syn Karola i Ewy z Szeluttów. Jego dziad, który był nadwornym lekarzem Augusta III, podpisywał się jeszcze nazwiskiem Loelhoeffel de Loewensprung, jednak ojciec czuł się już Polakiem. W Rzeczypospolitej, a także później, w latach Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego, pełnił on szereg funkcji urzędniczych, będąc m.in. kasjerem generalnym Komisji Edukacji Narodowej, a po roku 1815 radcą stanu w Komisji Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego.

Od dziecka Joachim lubił myśleć „po swojemu”, a to narażało go na niemałe przykrości ze strony przywykłych do tradycjonalnych metod wychowania rodziców. Umyśliwszy sobie, że jeśli zgodnie z logiką po czwartku następuje piątek, to kolejny dzień tygodnia powinien nazywać się „szóstek”, usunął sobotę z własnego słownika i z uporem obstawał przy swoim mimo nakładanych na niego kar. Uparty i kapryśny, chodził własnymi drogami także i później. Dlatego, gdy jako młody adept historii dopytywał się o zasady i metody nauki historycznej, skwapliwie posłuchał „niepokornej” rady swego profesora (Tomasza Hussarzewskiego), żeby nie sięgać w tej sprawie do innych autorów (literatury przedmiotu), tylko samemu coś wyszukać i „obmyślić”. Zapewne było w tym coś z grzesznej ignorancji, ale nie tylko. Lelewel miał świadomość, że szacunek dla naukowych autorytetów może pozbawić jego myśl znamion oryginalności. Po latach tak o tym pisał: „Usłuchałem rady: nie zajrzawszy do nich, aby moich namysłów i pojęć w swoje nie wprowadziły drogi, puściłem myśl moją w rozmaite kierunki. Wylęgła się z tego Historyka”1. Owa Historyka stała się pierwszym i na długie lata jedynym polskim podręcznikiem metodologii historii. Metoda „ignorancyjna” nie była jednak preferowaną metodą Lelewela. W istocie historyk pochłaniał wręcz źródła i opracowania, i to w dwunastu językach. Ale porzucając tę dygresję, wypadnie przenieść się w czasy nieco wcześniejsze.

Kształcony początkowo w domu, a następnie w konwikcie pijarskim w Warszawie, został w 1804 roku przewieziony przez ojca do Wilna, by podjąć studia na nowo utworzonym uniwersytecie. Jakkolwiek uczęszczał na zajęcia z wielu przedmiotów, to jednak tym, który koncentrował najwięcej jego uwagi, była historia. Niestety w strukturze ówczesnej nauki uniwersyteckiej zajmowała ona miejsce niezbyt eksponowane. Przez rok dane mu było słuchać wykładów sędziwego już Tomasza Hussarzewskiego, ale po przejściu tego ostatniego na emeryturę, historia – według słów Lelewela – po prostu „znikła”.

Znacznie większy wpływ na kształtowanie się umiejętności naukowych przyszłego historyka wywarł natomiast profesor filologii klasycznej Gotfryd Ernest Groddeck – znakomity znawca dziejów starożytnych, a zarazem uczony posiadający dobrą znajomość nowoczesnej krytyki tekstów źródłowych. Ale i kontakt z Groddeckiem nie mógł w całości zaspokoić aspiracji naukowych Lelewela – w efekcie był on w znacznej mierze zdany na własną intuicję i pracowitość. Gorliwie uczył się języków obcych, podejmował też pierwsze samodzielne próby badawcze. W 1808 roku złożył egzaminy końcowe.

Lata 1808–1815 to okres, w którym borykał się ze sporymi trudnościami, usiłując znaleźć satysfakcjonujące go zajęcie zawodowe. Niezbyt owocna pod tym względem była współpraca z Tadeuszem Czackim, który, zwróciwszy uwagę na zdolnego historyka, ściągnął go do Krzemieńca, lecz tam powierzył mu jedynie pozaprogramowy wykład geografii starożytnej. Trudno też powiedzieć, by Lelewela mogła zadowolić urzędnicza posada, jaką zmuszony był przyjąć w 1811 roku, po powrocie do Warszawy. Pod względem naukowym nie były to jednak lata stracone. Historyk sporo pisał i publikował, a że nie kroczył utartymi torami, jego prace zwróciły uwagę wybitnych przedstawicieli naszej nauki. W 1815 roku skorzystał z propozycji rektora Jędrzeja Śniadeckiego i udał się do Wilna, gdzie powierzono mu funkcję zastępcy profesora historii powszechnej. Przeciągające się oczekiwanie na „pełną” profesurę sprawiło jednak, że zainteresowała go inna propozycja.

W 1817 roku w Warszawie, głównie ze zbiorów Liceum Warszawskiego i byłej Biblioteki Sądu Apelacyjnego, utworzono Bibliotekę Uniwersytecką. W rok później placówka ta została przekształcona w Bibliotekę Publiczną przy UW, a jej dyrektorem został Samuel Bogumił Linde – rektor Liceum Warszawskiego i profesor literatury i języków słowiańskich na Uniwersytecie. Stanisław Potocki – ówczesny minister oświaty – w imieniu Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego zwrócił się wówczas do Lelewela z propozycją objęcia stanowiska „zastępcy profesora Bibliografii w Królewsko-Warszawskim Uniwersytecie oraz Bibliotekarza Publicznej Biblioteki z pensją roczną złotych polskich sześć tysięcy”2. Lelewel nie odmówił, powrócił do Warszawy i przez pewien czas (1819–1821) łączył pracę w bibliotece z obowiązkami uniwersyteckiego wykładowcy. Z obu tych zajęć był niezbyt zadowolony. O czynnościach bibliotekarskich mówił, że mu „czas marnują” i utyskiwał: „Głupstwom zrobił żem się w bibliotekarstwo wplątał”. Swoją działalność akademicką, która obok wielce ograniczonych, na jego własną prośbę, wykładów z bibliografii (18 godzin i to dopiero w trzecim roku pracy) obejmowała też wykłady z historii polskiej na wydziale prawa, tak po latach wspominał: „Słuchaczów też nie miałem. Wnet spadła liczba do trzech, czwarty był bardzo pilny, nie liczący się do uczniów. Dopiero pod sam koniec, gdy przyszło historycznie mówić o teoriach konstytucji, liczba do kilkunastu podrosła”. Czytając owe słowa, można odnieść wrażenie, że lata profesury Lelewela w Warszawie należy zaliczyć do niezbyt udanych. Okazuje się jednak, że wręcz przeciwnie — wtedy to bowiem, chcąc nie chcąc, historyk zaczął się zajmować bibliologią, owocem czego stało się dzieło, które weszło do kanonu literatury specjalistycznej i zapewniło jego autorowi rangę klasyka. Bibliograficznych ksiąg dwoje (1823–1826), bo tak zostało ono zatytułowane, trudno byłoby uznać za efekt spontanicznych zainteresowań autora. Powstało ono, czego Lelewel nie ukrywał, z chęci złożenia dowodów, że pełnił swą bibliotekarską funkcję solidnie i przedmiot, który mu powierzono, „starał się poznawać”. A poznawać musiał go od podstaw, wcześniej bowiem „bibliografią” (dziś powiedzielibyśmy – bibliologią), jako wyodrębnioną dziedziną, zupełnie się nie zajmował. Profesjonalizm, rzetelność badawcza i talent sprawiły, że mimo niejednorodnej konstrukcji i łączenia wielu konwencji (monografii, biografii, katalogu, bibliografii, słownika, wydawnictwa źródłowego, komentarza krytycznego, recenzji itd.) było to, według kompetentnej badaczki, „dzieło jedyne w swoim rodzaju, na wskroś oryginalne i ciągle na nowo inspirujące” (A. Żbikowska-Migoń).

Jeżeli w Warszawie na wykłady z historii przychodziło do Lelewela najwyżej kilkunastu słuchaczy, to wcześniej w Wilnie gromadziły one nawet po kilkuset uczestników. Trudno się zatem dziwić, że kiedy w 1822 roku, po wygraniu konkursu na stanowisko profesora historii powszechnej, zjechał ponownie do Wilna, został powitany przez młodzież z entuzjazmem. Na wykład inauguracyjny przybyły takie tłumy, że trzeba było przełożyć go na dzień następny i przenieść do największego uniwersyteckiego audytorium. Wyraźny w owych latach wzrost nastrojów patriotycznych wśród wileńskiej młodzieży sprawił, że oczekiwała ona od nowo powołanego profesora czegoś więcej niż „suchej” opowieści o dziejach powszechnych. I Lelewel spełnił te oczekiwania. W swych wykładach – nawet wówczas, gdy mówił o starożytnych Grekach czy Rzymianach – gloryfikował ideały wolnościowo-republikańskie, wpajając w studentów przekonanie, że są to wartości nieprzedawnione. Wzbudzał szacunek i podziw. Adam Mickiewicz, który znalazł się wówczas w gronie słuchaczy jego wykładów, poświęcił mu jeden ze swych wierszy (Do Joachima Lelewela), w którym odnajdujemy taką oto ewokację:

LELEWELU! Rzetelną każdy chlubę wyzna,

Ze ciebie takim polska wydała ojczyzna,

Na świętym dziejopisa jaśniejąc urzędzie,

Wskazujesz nam, co było, co jest i co będzie.

Rzecz prosta, upowszechnianie idei republikańsko-demokratycznych musiało zaniepokoić władze autokratycznie rządzonego imperium, które dość szybko przystąpiły do rozprawy z organizacjami Mareckimi. Rząd dusz, jaki Lelewel sprawował nad studentami, spowodował, że, mimo iż nie miał on bezpośrednich kontaktów z tajnymi organizacjami młodzieży, w sierpniu 1824 roku został usunięty z uniwersytetu z „zezwoleniem” na powrót do Królestwa Polskiego. Od tego czasu, aż do wybuchu powstania listopadowego, pozostawał bez żadnego oficjalnego zatrudnienia. Utrzymując się głównie z niewielkich dochodów, jakie przynosiła mu rodzinna kamieniczka przy ul. Długiej w Warszawie, zajął się teraz badaniami numizmatycznymi i archeologicznymi, działał w Towarzystwie Przyjaciół Nauk, pisywał do warszawskich czasopism, przygotowywał do druku wydawnictwa źródłowe.

Aktywność naukowa szła w parze z coraz wyraźniejszym angażowaniem się historyka w życie polityczne, i to zarówno w jego tajnym, jak i jawnym, tolerowanym przez władze, nurcie. Pod zarzutem przynależności do Towarzystwa Patriotycznego został postawiony w 1828 roku przed Komisją Śledczą, jednak wobec braku dowodów nie pociągnięto go do odpowiedzialności. W rok później zdecydował się kandydować do sejmu i został wybrany posłem z powiatu żelechowskiego. Na forum sejmowym występował między innymi przeciwko cenzurze prewencyjnej, co niewątpliwie przyczyniło się do wzrostu jego popularności, zwłaszcza wśród opozycyjnie i spiskowo usposobionej młodzieży. To właśnie do Lelewela, na kilka dni przed Nocą Listopadową, zgłosili się młodzi podchorążowie – wtajemniczając go w plany przygotowanego powstania. Jednak w wydarzeniach, które potem nastąpiły, historyk nie potrafił wykazać się niezbędną dla działacza i przywódcy politycznego determinacją. Być może dlatego, że przyszło mu odegrać dwie trudne do pogodzenia role – członka rządu i przywódcy Towarzystwa Patriotycznego, a więc organizacji w stosunku do rządu opozycyjnej. I tu, i tam usiłował zachować postawę umiarkowaną, co sprawiło, że działał bez większego rozmachu i zdecydowania.

Po upadku powstania listopadowego Lelewel udał się do Paryża, gdzie wkrótce stanął na czele Komitetu Narodowego Polskiego. Liczył na wywołanie powstania zbrojnego w Polsce, zsynchronizowanego z ruchami rewolucyjnymi na Zachodzie, i dlatego nawiązał rozległe kontakty z międzynarodowymi organizacjami konspiracyjnymi. Ale rachuby te zawiodły, bezpośrednim zaś efektem jego ożywionej działalności polityczno-propagandowej był wydany przez władze nakaz opuszczenia Francji. Kolejnym etapem emigracyjnej tułaczki Lelewela, i to etapem, który trwał już niemal do samej śmierci historyka, stała się Belgia. Udał się tam na piechotę, ubrany w niebieską robotniczą bluzę, którą z upodobaniem nosił także i później. Poprzedzony famą patriarchy polskiej rewolucji, a zarazem wybitnego uczonego, spotkał się z serdecznym przyjęciem ze strony belgijskich liberałów i demokratów. Z działalności politycznej bynajmniej nie zrezygnował, wręcz przeciwnie – po krótkim okresie adaptacji do nowych warunków podjął ją z wyjątkową aktywnością. Wszedł w skład tajnego związku Dzieci Ludu Polskiego, który wraz z Młodą Polską słał do kraju emisariuszy w celu przygotowania nowego powstania, dążył też do zjednoczenia demokratycznych stronnictw emigracyjnych, co jednak udało mu się tylko częściowo. Zjednoczenie Emigracji Polskiej, którego został przywódcą, nie zdołało wszak objąć Towarzystwa Demokratycznego Polskiego, a po upływie kilku lat w ogóle przestało istnieć. Nastąpiło to w wyniku rozłamu spowodowanego poparciem udzielonym przez Lelewela i jego stronników powstaniu krakowskiemu 1846 roku. Grupa Lelewela znalazła się wówczas w szeregach TDP, natomiast jej przeciwnicy przystąpili do stronnictwa Czartoryskiego.

Druga połowa lat czterdziestych XIX wieku to okres, w którym działalność polityczna Lelewela ponownie przybrała formę współpracy z międzynarodowymi ruchami rewolucyjno-demokratycznymi. Historyk spodziewał się wielkiej europejskiej rewolucji ludów i z nią głównie łączył nadzieje na odbudowę państwa polskiego. W 1847 r°ku wszedł w skład zarządu międzynarodowej Asocjacji Demokratycznej..., w której funkcję jednego z wiceprzewodniczących piastował Karol Marks. Nie był jednak ani komunistą, ani socjalistą. Licząc na powszechną rewolucję demokratyczną, wzywał zarazem do bratania się szlachty z ludem, a zatem teoria walki klas była mu obca. Natomiast w jego marzeniach o Polsce „gminowładnej”, w której ziemia, stanowiąca własność poszczególnych gmin, oddawana byłaby ich członkom w dożywotnią uprawę, odnaleźć można pewne elementy socjalizmu utopijnego. W dobie Wiosny Ludów Lelewel prowadził ożywioną działalność propagandową na rzecz sprawy polskiej, próbując między innymi oddziaływać na Parlament Frankfurcki, ale z chwilą, gdy fala ruchów rewolucyjnych przesiliła się, zrezygnował z czynniejszego życia politycznego. Skoncentrował się teraz na pracy naukowej i przygotowywaniu do druku kolejnych tomów swych dzieł. Zył w Brukseli więcej niż skromnie, w nieopalanej izbie, w której – dopiero na krótko przed śmiercią uczonego – przyjaciołom udało się, zresztą wbrew jego woli, postawić piec. Na początku lat sześćdziesiątych pogarszający się stan zdrowia historyka sprawił, że bliscy znajomi przewieźli go na leczenie do Paryża. Umieszczony w jednej z najlepszych tamtejszych klinik, zmarł w trzy dni później, to jest 29 maja 1861 roku. W 1929 roku trumna ze szczątkami Joachima Lelewela przewieziona została do Polski, by spocząć na wileńskim cmentarzu Na Rossie.

* * *

Nie było w Polsce ani przed, ani po Lelewelu historyka o tak rozległej skali zainteresowań i dokonań badawczych. Bez względu na to, czy przyjęlibyśmy kryterium „przestrzenne”, „problemowe” czy „chronologiczne”, ocena dorobku tego uczonego wypaść musi naprawdę imponująco. Jego wykłady z historii powszechnej obejmowały okres od starożytności aż do czasów nowożytnych, przy czym epoka antyczna doczekała się dwóch, opartych na własnych badaniach źródłowych, dzieł: Dzieje starożytne (1818) i Dzieje Indii (1820). Jego prace poświęcone dziejom ojczystym sięgały odległych prapoczątków państwa i społeczeństwa polskiego, by „kończyć się” na czasach mu współczesnych. A przecież to nie wszystko. Lelewel był pierwszym polskim dziejopisem, który podjął w sposób pogłębiony problematykę metodologii i metodyki badań historycznych (cykl rozpraw pisanych w latach 1815–1826, wydany pośmiertnie w 1861 roku pod wspólnym tytułem Historyka), był autorem cennych prac z zakresu geografii historycznej (m.in. pięciotomowa, opublikowana w latach 1849–1857, Géographie du moyen âge), był także europejskiej sławy numizmatykiem, któremu książki z tej dziedziny (głównie trzyczęściowe, zaopatrzone w atlas z własnymi rysunkami autora, dzieło Numismatiques du moyen âge, 1835 oraz Études numismatiques et archéologiques..., 1841) przyniosły najwyższe uznanie Towarzystwa Numizmatycznego w Brukseli. Wyrazem tego uznania było obdarzenie historyka polskiego dożywotnią godnością honorowego prezesa tego Towarzystwa oraz dwukrotne wybicie uświetniających jego zasługi medali. By jednak skończyć z nużącym zapewne Czytelnika wyliczaniem położonych przez Lelewela zasług, przypomnieć wypadnie, że dał on początek rozwojowi profesjonalnego bibliotekoznawstwa w Polsce, a także nauk pomocniczych historii oraz krytycznie uprawianej historii historiografii.

Z punktu widzenia rozwoju polskiej myśli historycznej, ale nie tylko, bo i politycznej także, szczególnie doniosłe znaczenie miała Lelewelowska koncepcja dziejów narodowych. Znamionowała ona nową, romantyczną fazę rozwoju polskiej historiografii. Spróbujmy zatem odpowiedzieć na pytanie, na czym polegały różnice między romantyczną koncepcją dziejów Polski a tą, którą uznajemy za typową dla historiografii oświecenia. Przypomnijmy, że historycy, którzy kształtowali swe poglądy pod wpływem idei wieku „światła i rozumu”, przyjmowali zazwyczaj założenie o wspólnych dla wszystkich narodów stadiach i etapach rozwojowych. Proces historyczny toczył się jak gdyby wzdłuż jednej linii (monolinearyzm), a różnice cywilizacyjne między poszczególnymi ludami i narodami zależały od tego, w którym punkcie na owej linii znajdował się w danym momencie każdy z nich. I oto romantycy przeciwstawili się takiej teorii. Odrzucając „dogmat jednej linii”, uznali, że narody lub większe całości etniczne i kulturowe (np. Słowianie czy też ludy Europy Zachodniej) mogą rozwijać się w odmiennych, właściwych tylko sobie kierunkach. Co więcej, kierunki te są dla nich niejako „obowiązujące” – chcąc uniknąć anomalii rozwojowej, trzeba iść własną, zindywidualizowaną drogą (multilinearyzm). Różnie nazywano owe narodowo zróżnicowane kierunki procesu historycznego, najczęściej jednak określano je mianem „idei przewodnich”, „zasad narodowych” lub „ducha narodu”. Według Lelewela taką „przewodnią ideą” dziejów Polski była idea „gminowładztwa”. Tłumacząc to sformułowanie na język współczesny, moglibyśmy powiedzieć, że była to idea republikańsko-demokratycznej formy rządów, jedynej, która – zdaniem tego historyka – pozwalała na wcielenie w życie haseł wolności, równości i braterstwa. Lelewel sądził, że w swej najczystszej postaci wystąpiła ona u zarania naszych dziejów narodowych, kiedy to ziemia miała stanowić własność poszczególnych gmin, a ich członkowie w powszechnych wyborach wybierali swego „naczelnika”. I to był klucz do Lelewelowskiej historii Polski, wszystko bowiem, co w późniejszym toku dziejów było złe (m.in. utrata przez chłopów ich „obywatelstwa”, próby zaprowadzenia feudalnych stosunków prawnych czy też absoluty stycznej monarchii), polegało na oddalaniu się od republikańsko-demokratycznych ideałów, natomiast wszystko, co dobre, było z kolei przybliżaniem się do nich. Wychodząc z takich przesłanek, historyk idealizował na przykład okres szlacheckiej demokracji („gminowładztwa szlacheckiego” – 1374–1586), w którym widział wiele symptomów powrotu do dawnych gminowładczych ideałów. A choć ubolewał nad tym, że poza zasięgiem szlacheckiej wolności i równości pozostawała znaczna część narodu, to tylko w niewielkim stopniu obniżał wysoką ocenę, jaką wystawiał ówczesnej Polsce.

Niestety, Rzeczpospolita nie potrafiła ustrzec się od niebezpieczeństw, które płynęły z zewnątrz, zwłaszcza z Zachodu. W następnym bowiem okresie („gminowładztwo szlacheckie w zawichrzeniu” 1586–1795) polskie idee przewodnie, polski „duch narodowy”, zostały zaatakowane przez zachodnie przeszczepy, jakimi były nietolerancja religijna oraz hierarchia społeczna, znajdująca wyraz w wykształceniu się w obrębie stanu szlacheckiego warstwy arystokratycznej. Proces słabnięcia sił witalnych Rzeczypospolitej nie doprowadził jednak, według Lelewela, do jej upadku. Historyk stał bowiem na stanowisku, że polski „duch narodowy”, jakkolwiek osłabiony cudzoziemskimi wpływami, odżył w dobie reform Stanisławowskich i Konstytucji 3 maja i gdyby nie akcja „trzech rozbójników”, Polacy sami przywróciliby prawidłowy – „gminowładczy” kierunek rozwoju.

Powrócę zatem do postawionego wcześniej pytania o różnice między oświeceniową a romantyczną (Lelewelowską) koncepcją dziejów Polski. Po pierwsze – uniwersalnej normie prawidłowego rozwoju, utożsamianej najczęściej w oświeceniu z normą zachodnią (interpretacja okcydentalistyczna), przeciwstawił Lelewel normę rodzimą, słowiańsko-polską. Kryterium oceny polskiego procesu dziejowego stawało się w ten sposób kryterium „wewnętrznym”, a nie „zewnętrznym”. Po drugie – interpretacji monarchicznej przeciwstawił interpretację republikańską, która znalazła między innymi wyraz w tezie, że już od początków dziejów Polski przejawiała się w nich nowoczesna zasada „króla dla narodu”, nie zaś, jak było to na Zachodzie (nie mówiąc już o „tyrańskim” Wschodzie), zasada „narodu dla króla”. W Polsce król był, zgodnie z naszym „duchem narodowym”, wybieralnym „naczelnikiem” – czy wręcz „prezydentem”, nie zaś wolnym od odpowiedzialności przed narodem, dziedzicznym jedynowładcą. Po trzecie – tak zwanej pesymistycznej ocenie polskich dziejów narodowych, znajdującej swój wyraz w tezie o samozawinionym upadku, przeciwstawił Lelewel ocenę „optymistyczną”, nasyconą pierwiastkami idealizacji narodowej przeszłości i kładącą akcent na „zewnętrzne” czynniki upadku Rzeczypospolitej, przede wszystkim na zaborcze działania państw ościennych.

* * *

Oczywiście dziś trudno byłoby nam się zgodzić z wieloma tezami Lelewela. Zarówno teoria odwiecznego polskiego gminowładztwa, jak i skłonność do gloryfikacji ojczystej przeszłości spotkały się z silną krytyką jeszcze w XIX-wiecznej historiografii polskiej. Lecz nie na trwałości poszczególnych tez, składających się na całość Lelewelowskiej koncepcji dziejów narodowych, polega jej znaczenie. Będąc ripostą na jednostronność koncepcji monarchicznych, także i koncepcja Lelewela nie ustrzegła się jednostronności. Republikanizm i demokratyzm tego historyka spowodowały jednak, że nie tylko w deklaracjach, które jak wiadomo nie były obce także szkole oświeceniowej, łączonej z osobą biskupa Naruszewicza, ale i w praktyce dziejopisarskiej powstała pierwsza polska synteza, kładąca akcent na dzieje społeczeństwa, nie zaś jego władców. Jej znaczenie polega również na tym, że stała się etykietą polskiego romantyzmu, a znalazłszy początkowo liczne grono zwolenników, i to nie tylko pośród historyków zaliczanych do tzw. szkoły lelewelowskiej, odżywała w różnych postaciach także i wówczas, gdy mogło się wydawać, że należy już tylko do przeszłości.

Joachim Lelewel to człowiek ze wszech miar wybitny. Jako ideolog i jeden z czołowych przywódców Wielkiej Emigracji, jako historyk imponujący rozległością i rangą swego dorobku naukowego, jako patriota, cieszący się ogromnym autorytetem moralnym – stał się postacią niemal legendarną. Pisano o nim wiele, i to nie tylko na kartach dzieł naukowych, ale i utworów literackich (by wspomnieć choćby pięcioaktowy dramat S. Wyspiańskiego Lelewel, 1899), a chociaż jego poglądy polityczne i koncepcje historyczne znajdowały tyluż gorących zwolenników co przeciwników, zarówno jednych, jak i drugich jednoczył zazwyczaj niekwestionowany szacunek dla osoby uczonego.

1J. Lelewel, Przygody w poszukiwaniach rzeczy naukowych polskich, [w:] tegoż, Dzieła, t. I, Warszawa 1957, s. 42 [pierwodruk: Poznań 1858].

2Cyt. za: H. Więckowska, Joachim Lelewel. Uczony — polityk — człowiek, Warszawa 1980, s. 77.