Erazm Majewski

Urodzony 2 VI 1858 w Lublinie. Studia przyrodnicze na UW; profesor zwyczajny UW (od 1919).

Przyrodnik i socjolog. Wskazywał analogie między badaniami przyrodniczymi, archeologicznymi i społecznymi. Jego zbiory archeologiczne stały się podstawą Muzeum Archeologicznego w Warszawie.
Redaktor czasopism „Wisła” i „Światowid” (obu od 1899).
Członek honorowy Międzynarodowego Instytutu Socjologicznego w Paryżu; członek Towarzystwa Naukowego Warszawskiego (1908); współpracownik Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności w Krakowie.
Zmarł 14 XI 1922 w Warszawie.

Słownik nazwisk zoologicznych i botanicznych polskich, Warszawa 1885; Koniec świata. Przegląd wypadków, jakie mogą spowodować zagładę ziemi, Warszawa 1887; Nauka o cywilizacji. Prolegomena i podstawy do filozofii dziejów i socjologii, Warszawa 1908; Kapitał, Warszawa 1914; Bankructwo pieniądza papierowego i cywilizacji opartej na wierze w dobroć natury ludzkiej, Warszawa 1920.

Erazm Majewski, „Wiadomości Archeologiczne” 1983, 2, s. 163–190; „Z Otchłani Wieków” 1958, 6, s. 407–408; Majewski E. [w:] PSB, t. XIX, Warszawa 1974, s. 176–178.

WŁODZIMIERZ ANTONIEWICZ

ERAZM MAJEWSKI*

1858–1922

 

Pragnąc oddać cześć św. pamięci prof. E. Majewskiego w organie Państwowego Grona Konserwatorów Zabytków Przedhistorycznych, której to instytucji zmarły był pierwszym prezesem, naszkicujemy jeden tylko fragment z jego tak czynnego życia, wyrażającego stosunek ś.p. E. Majewskiego do archeologii przedhistorycznej, jego na tym polu zasługi i dokonania. Obraz ten wystąpi najplastyczniej i będzie najwierniejszym rzeczywistości odbiciem, skoro nań rzucimy i światła, i cienie, jeśli obok harmonii poszczególnych rysów znajdą się też kontrasty, właściwe żywotnej naturze ludzkiej. Jako tło nieodzowne podamy kilka wyrwanych dat z życiorysu. Ś.p. Erazm Majewski urodził się w Lublinie w roku 1858. Po ukończeniu w Lublinie szkoły początkowej i średniej, udał się na Uniwersytet Warszawski. Poświęcił się następnie przemysłowi chemicznemu w Warszawie, zdobywając w ciągu żmudnego i niestrudzonego żywota dosyć znaczny majątek. Stan dobrobytu pozwolił mu oddać się umiłowanym pracom naukowym, których skala jest nader rozległa, mianowicie w dziedzinie botaniki i w ogóle nauk przyrodniczych, etnografii i etnologii, socjologii, ekonomii oraz archeologii przeddziejowej. Zakres – jak na jedno życie ludzkie – wprost olbrzymi i możliwy do, choćby ogólnego, objęcia jedynie dla umysłu tak uniwersalnego, jaki cechuje ś.p. prof. E. Majewskiego. Uregulowany i wystarczający stan majątkowy umożliwił mu też częste, zwłaszcza w młodszych latach, wędrówki i podróże wzdłuż i wszerz Europy, które rozszerzyły niepomiernie horyzonty umysłowe i upodobania naukowe ś.p. E. Majewskiego, dając mu zarazem możność nawiązania szerokich stosunków z zagranicznym światem intelektualnym, tak ważnych w intensywnej działalności każdego pracownika naukowego. Dostateczne zasoby materialne dały ś.p. E. Majewskiemu także możność stworzenia cennych zbiorów archeologicznych, które u schyłku życia oddał na własność społeczeństwa polskiego. Rzadką zaiste w Polsce postać gorącego rzecznika i pomnożyciela nauki tworzy ś.p. E. Majewski, który, podnosząc w pocie czoła przemysł krajowy i zyskując dzięki niemu dość dużą fortunę, wyzyskał ją umiejętnie dla dobra nauki polskiej i dla zadowolenia własnej, górnolotnej ambicji. Całe życie, od wczesnej młodości aż do nagłego zgonu w 64. roku życia, wypełniła ś.p. E. Majewskiemu ciężka, niezmordowana i młodzieńcza wprost działalność, i właśnie ów wciąż ruchliwy i czynny umysł, jako odpowiednik gorącego temperamentu, jest może najwybitniejszą cechą osobowości ś.p. E. Majewskiego, obok wyrobionego poczucia własnej wartości, obok silnej woli i konsekwencji, z jaką zmierzał twardo i bez wahania do wyznaczonego sobie celu. Wszystkie zaś te znamiona składają się bezspornie na typ nieprzeciętny i wydatnie odróżniający się od osławionego, może niesłusznie i nazbyt pochopnie, typu Polaka współczesnego.

* * *

Archeologią przedhistoryczną zainteresował się E. Majewski w latach dziewięćdziesiątych ub. stulecia, z właściwą sobie werwą i gorliwym zapałem. Do studium tego przedmiotu przeszedł z dziedziny z jednej strony geologii, z drugiej zaś etnologii, odczuwając dotkliwy brak znajomości rozwoju człowieka przedhistorycznego, pojawiającego się całkiem wyraźnie w epoce dyluwialnej, i który w konsekwencji przekazał po tylu tysiącach lat w dziedzictwie tradycji jaskrawe przejawy kultur dawno minionych starożytnym formom życia materialnego i duchowego ludu współczesnego. Przejście zatem do nowego zakresu badań dokonało się u E. Majewskiego w sposób konsekwentny i zdecydowany. Dołączył się do tego silny bodziec w kierunku kolekcjonowania zabytków przeddziejowych, jakim było poznanie zasobnych zbiorów wykopalisk za granicą, często zawdzięczających swe powstanie bogatym i świadomym znaczenia prehistorii mecenasom. Takim twórcą przyszłego Muzeum Narodowego Archeologicznego w Polsce zapragnął być E. Majewski, co ujawnił w szeregu artykułów, które miały propagować tę potrzebną u nas i zaniedbaną ideę [...]. Poza tym mnogość rozlicznych wyrobów krzemiennych masowo występujących na wydmach piaszczystych pow. stopnickiego, także w majątku wuja E. Majewskiego, p. F. Zembrowskiego, przyczyniły się do natychmiastowego zajęcia się poszukiwaniami archeologicznymi w pow. stopnickim, zarówno samodzielnie, jako też z pomocą chętnych amatorów i nawet płatnych eksploratorów. Jako owoc pierwszych badań prehistorycznych E. Majewskiego pojawiła się w roku 1895 monografia stanowisk wydmowych we wsi Ossówka w pow. stopnickim, dorównująca pod względem zewnętrznym wzorowym publikacjom G. Ossowskiego [...].

Chwila pojawienia się E. Majewskiego w rzędzie archeologów polskich była jedną z najcięższych chwili dla prehistorii polskiej, zwłaszcza na obszarze b. Kongresówki. Okres ożywionych i znakomitych, jak na owe czasy, badań terenowych i opisów materiałów naukowych, dokonanych przez hr. J. Zawiszę, A. Pawińskiego i J. Przyborowskiego (1870–1885), przebrzmiewały już z wolna w Warszawie. Tak wspaniale zaś rozwijająca się ta gałąź nauki w Krakowie za czasów A. H. Kirkora, J. N. Sadowskiego, dr. I. Kopernickiego i nade wszystko G. Ossowskiego, z chwilą przymusowego wyjazdu tego ostatniego badacza z Małopolski, podupadła znacznie i dopiero w kilka lat później została podniesiona na należyty jej poziom przez dr. Wł. Demetrykiewicza. W Wielkopolsce działali jeszcze może najwydatniej wówczas Wł. Jażdżewski, dr K. Koehler i dr B. Erzepki, w Wilnie zaś pracowali na tej niwie niemal samotrzeć W. Szukiewicz, T. Dowgird i M. E. Brensztejn. Temu ubóstwu personalnemu odpowiadał też niedostatek poruszonych problematów naukowych, skutkiem czego przeważna część zagadnień prawie z wszystkich epok przeddziejowych z terytorium Polski leżała odłogiem. Pola tedy do pracy było dużo, wszystkiego nie mógł ogarnąć jeden umysł, należało zacząć pracę od ciężkiego trudu gromadzenia i publikowania surowych materiałów, trzeba było zająć się tylko badaniem specjalnie pewnej najbardziej zagrożonej i najmniej znanej na ograniczonym terenie kategorii zabytków; wszystko to zrozumiał E. Majewski, przystępując do nowej pracy, i poświęcił się poszukiwaniom zabytków z epoki kamiennej, występujących na wydmach stopnickich, pragnąc nawiązać do świetnej tradycji swoich w Polsce poprzedników, zwłaszcza do wyników badań J. Przyborowskiego. Do tego skłaniały go też wzmożone za granicą, zwłaszcza w Francji, studia nad epoką kamienną i możność czerpania wzorów dla analogicznych i pogłębionych prac z zakresu pradziejów Polski. Orientował się też E. Majewski w konieczności wydawania opracowań monograficznych grup kulturalnych danych epok czy też całostek terytorialnych, czy wreszcie poszczególnych znalezisk i wykopalisk i właściwie, poza jedną ogólniejszą pracą archeologiczną [...] i kilku archeologiczno-historycznymi [...], wszystkie jego rozprawy i artykuły z zakresu prehistorii wykazują ściśle monograficzny charakter w powyższym ujęciu. Inna rzecz, iż nie wszystkie prace E. Majewskiego stały na poziomie nauki europejskiej, nie wszystkie są wolne od poważnych braków metodologicznych i rzeczowych.

Już w pierwszej swej monografii zabytków z Ossówki zdradza Majewski niedocenianie topograficznego rozłożenia poszczególnych skupin zabytków na wydmach opisanych. Wspomina o kilku wydmach w okolicy Ossówki, ale nie podaje, z którego stanowiska pochodzą schematycznie zestawione typy wyrobów krzemiennych i innych wykazujących – jak sam zauważył – przynależność do kilku innych okresów przeddziejowych, mianowicie do końcowych okresów paleolitu, do wczesnego i późniejszego neolitu oraz do epoki brązu. Być może, iż, po dokładnym zaznaczeniu miejsc pochodzenia poszczególnych typów, dałoby się zauważyć, obok mieszanych, także stanowiska czyste, zawierające zabytki z pojedynczych okresów epoki kamiennej, w każdym razie z wyłączeniem szelskiego, aszelskiego i mustierskiego, o których nieopatrznie autor też wspomina. Takie obserwacje ułatwiłyby niewątpliwie odnoszenie danych wyrobów krzemiennych do odpowiednich przemysłów paleolitycznych, epipaleolitycznych i wczesno- oraz późnoneolitycznych, usunęłyby – być może – trudność, z którą Majewski wciąż się borykał bez uzyskania trwalszych rezultatów. Chroma też opis typów narzędzi krzemiennych, niezbyt umiejętnie wydzielanych oraz ich właściwości morfologicznych, z których sobie współcześnie za granicą coraz lepiej zdawano sprawę. Inną jeszcze właściwością publikacji archeologicznych E. Majewskiego, którą już można zauważyć w pracy o Ossówce, jest dziwna rozlewność i częste operowanie ogólnikami, niedającymi konkretnego sądu o danym problemacie poruszonym, tudzież podkreślanie efektownych – zdaniem autora – momentów, obliczonych specjalnie na wrażenie, jakie ujęty przez Majewskiego materiał polski zrobi na badaczach obcych. Wypływem tego było zaś pominięcie drobnych obserwacji nie tak niespodzianych i brak opracowania szczegółów istotnych wszystkich zabytków, występujących na stanowiskach wydmowych, co oczywiście odbić się niekorzystnie musiało na rezultatach prac Majewskiego, zwłaszcza większych i ważniejszych. E. Majewski był samoukiem w dziedzinie prehistorii. Dając się ponosić wrodzonemu temperamentowi, nie posiadł, drogą żmudnych i drobiazgowych studiów, metodyki pracy terenowej ani teoretycznej, nie zgłębił wartości analizy form i typologii, nie dotarł do ujęcia i zrozumienia potrzeby i sposobów wyzyskania metody porównawczej, tak niezmiernie ważnej w archeologii. Majewski właściwie nieumiejętnie opisywał zabytki, nie usiłując najczęściej uchwycić najbardziej charakterystycznych cech danego okazu, a chętnie wzorując się na opisach w literaturze zagranicznej, nierzadko operował zapożyczonymi pojęciami na oznaczenie zgoła innych form i pojęć w ogóle. Wspomnę też o niedbałości w cytowaniu literatury w pracach Majewskiego. Otóż albo przytacza tylko nazwisko autora, albo tylko materiał obcy bez podania źródła, albo też nierzadko zestawia literaturę zaczerpniętą z jakiejś zagranicznej pracy, której nb. nie wyszczególnia [...]. Są to wady, które popełniają, niestety, liczni pracownicy bezustannie w celu popisania się łatwą erudycją, która oczywiście może znaleźć uznanie jedynie u laików i czy prędzej, czy później zostanie odpowiednio ocenioną. Wpływ literatury zagranicznej, ale w znacznie mniejszym stopniu nowych metod badawczych i wyników badań systematycznych, na prace E. Majewskiego jest nader widoczny [...]. Umiejętnie trawestuje rezultaty zagranicznych dociekań naukowych i podciąga pod nie, nie zawsze szczęśliwie, materiały z ziem Polski. Powiedziałbym, że niewiele sam się uczy z studiów obcych, pod względem metodologicznym i rzeczowym nieraz doskonałych. Być może stoi to w ścisłym związku z uważaniem przez E. Majewskiego archeologii przedhistorycznej za naukę „bodaj jedną z najłatwiejszych. Przy lada podręczniku jednym i drugim sama prawie przychodzi, a reszta zależy już tylko od dobrej woli i osobistych zalet pracownika” [...]. Tak błędne z gruntu przekonanie wyznawał E. Majewski aż do końca życia i ono było pewnie powodem, iż właściwie nigdy Majewski nie ogarnął przez wytrwałe studia żadnej części prehistorii systematycznie i dokładnie, w sposób odpowiadający pojęciu fachowości, na której opierać się mogą jedynie twórcze usiłowania. To również, zapewne, było powodem, iż E. Majewski nie udoskonalił wcale swej metody badań terenowych, polegającej niemal wyłącznie na wyjęciu z ziemi (przez siebie samego albo przez współpracowników) wykopalisk, które by mogły powiększyć rosnące wciąż kolekcje zabytków przeddziejowych. Z tego powodu naturalnie typ zbieracza stale przeważa w postaci E. Majewskiego nad typem badacza, zapatrzonego w problematy, rozszerzające i rozświetlające horyzonty naukowe, i pod tym kątem widzenia traktującego wykopaliska i zabytki, a nie dla ich przedmiotowej wartości i osobliwości. I co jest faktem ciekawym i dziwnym, to to, że E. Majewski – wnosząc z drobnych wzmianek, rozrzuconych bezładnie w różnych artykułach – zdawał sobie sprawę z jedynie właściwych sposobów badania np. stanowisk wydmowych, ze znaczenia i możliwości uchwycenia na wydmach piaszczystych stratygrafii, z potrzeby śledzenia zamkniętych, mniej lub więcej, gniazd zabytków, w odróżnieniu od siebie, z konieczności ścisłych obserwacji terenowych, a mimo to wszystko w praktyce zaniedbał tych desideratów, zupełnie je lekceważył, ze szkodą dla gromadzonych z dużym trudem i kosztem materiałów naukowych i dla własnych prac, które na nich oparł. Jest to zagadka – przynajmniej dla mnie – która jest chyba wypływem nieścisłości i pewnego rodzaju nieporządku myślenia w połączeniu z osobliwym temperamentem oraz gorączkową chęcią dojścia za wszelką cenę do oryginalnych wyników w zagadnieniach, oby jak najrychlej i najefektowniej, pod względem ilościowym, a mniej jakościowym, opracowywanych i wydawanych, zgodnie ze zwodniczą w nauce zasadą bis dat, qui cito dat.

Te właściwości, które spotykamy po raz pierwszy w monografii Ossówki, natrafiamy też w monografii powiatu stopnickiego [...]. Jest to dzieło podjęte na wielką skalę i, niestety, niedokończone. Nie dorównywa ono np. monografii Prus Królewskich G. Ossowskiego, zwłaszcza pod względem metody i szlachetnego sposobu opracowania – jeśli w ogóle da się oba te dzieła zestawiać z sobą. Monografia pow. stopnickiego jest mimo swe braki cennym nabytkiem dla literatury archeologicznej polskiej, ponieważ autor przed dwudziestu laty zwrócił w niej znów uwagę archeologów polskich na niedoceniane od czasów J. Przyborowskiego, a tak cenne i ważne zabytki zwłaszcza krzemienne z epoki kamiennej, starszej i młodszej, tak bogato występujące w Polsce na stanowiskach otwartych. Monografię tę podzielił E. Majewski na dwie części, wzajemnie się dopełniające. Część I objęła wykaz materiału podstawowego, tj. wszystkich zabytków, w porządku zbadanych miejscowości. W cz. II podał obszerniej, nie zawsze krótkie i treściwe, opisy owych zabytków w okazach najbardziej dla powiatu stopnickiego typowych, z usystematyzowaniem materiału podług rodzaju przedmiotów i epok. Obie części poprzedził krótki opis geograficzny i geologiczny okolicy, pogląd na rozmieszczenie miejscowości, w których znaleziono okazy archeologiczne. Miał je zaś zakończyć ogólny pogląd na charakter archeologiczny Stopnickiego [...]. Opracowanie monografii poprzedziły drobne opisy poszukiwań terenowych, prowadzonych w Stopnickiem przez E. Majewskiego i jego pomocników [...]. Przyniosły one sporą ilość ciekawych i ważnych wiadomości o zabytkach, odnoszących się do kilku okresów przeddziejowych z mało znanego zakątka Polski. Ale i te notatki i spostrzeżenia nie wynoszą się ponad poziom współczesnych opisów wykopalisk, dokonanych przez amatorów, a drukowanych razem z publikacjami Majewskiego w stworzonym przezeń roczniku „Światowit”. Wiadomości, podane przez Majewskiego, nie dorównują w żadnym razie pracom ówczesnych dr. Wł. Demetrykiewicza ani nawet W. Szukiewicza, które cechuje subtelna sumienność, prostota, niesilenie się na ryzykowne i nieodpowiedzialne uogólnienia, na które nie dozwalał jeszcze współczesny im stan wiedzy. Monografia pow. stopnickiego cierpi od początku do końca na tym, że jest oparta na niemetodycznie i nieumiejętnie zebranym materiale. Przykrą doprawdy rzeczą jest stwierdzenie faktu, iż E. Majewski nie przeprowadził ani jednego systematycznego wykopaliska jakiejś całości zabytkowej, czy to osady, czy cmentarzyska. Ograniczał się jedynie do zaczęcia robót albo zaopiekowania się nimi przez krótki czas, nie pozwalając nawet na splanowanie czy poczynienie obserwacji w terenie. Sam mówi o tym w § 13 monografii pow. stopnickiego: „zgromadzenie niezwykle obfitego materiału naukowego, w krótkim stosunkowo g-letnim okresie czasu, nie było zadaniem zbyt łatwem dla jednego eksploratora. Nigdybym tego nie dokazał i nie osiągnął plonu tej miary i wartości, pracując sam jeden nad poszukiwaniami. Tajemnicę powodzenia stanowi okoliczność, że wraz ze mną pracowała rzesza małoletnich pomocników z ludu, a przedewszystkiem, że miałem dzielnego i wytrwałego współpracownika na miejscu w osobie p. Fr. Zembrowskiego”. W Ossówce i Beszowie „średnio przez kilkanaście dni rocznie pracowało przez lat siedem po kilkunastu chłopców i dziewczynek. Cóż w tej sumie znaczyć może praca własna? Nie siliłem się nawet spożytkować jej w tym mało produkcyjnym kierunku, mając dość do czynienia w zakresie, w którym nie mogłem się wyręczyć pomocą obcą”. Niestety, owoce tyloletniej pracy zbiorowej, uciążliwej i kosztownej, okazują się w większości wypadków bez głębszej wartości naukowej, z powodu przemieszania zawartości poszczególnych gniazd i zespołów zabytków na rozlicznych stanowiskach, niewyróżnianych dokładniej i objętych wspólną nazwą miejscowości. W § 15 tejże monografii Stopnickiego czytamy ze zdumieniem: „opisywanie znalezisk oddzielnymi «gniazdami» byłoby drogą długą i powolną, a w pewnej mierze nawet zbytkowną... Dotychczas obierałem do opisów miejscowości i przedmioty, przedstawiające największe między sobą różnice”. I dlatego praca o Stopnickiem nie zaczyna należytych, kompletnych i sumiennych monografii stanowisk przedhistorycznych na wydmach polskich, które to opisy są najważniejszą potrzebą do chwili obecnej, jako jedynie słuszna podstawa do nierzadko zbyt pochopnych i nieumotywowanych hipotez o kulturach i okresach epoki kamiennej w Polsce.

Niemożność rozróżniania wyrobów krzemiennych z poszczególnych stanowisk utrudniła E. Majewskiemu podział tych wyrobów na grupy chronologiczne, których możliwość przypuszczał wyraźnie zarówno w ramach paleolitu, jako też neolitu [...]. Nie zgruntował zaś na tyle morfologii wyrobów krzemiennych, aby, na tym kryterium się wsparłszy, wprowadzić ład chronologiczny. Przytaczanie zaś analogii co do form i rodzajów zabytków stopnickich z okazami staropaleolitycznymi obcymi wykazuje najlepiej powierzchowność wiedzy autora w tym zakresie. Jedyną wartość posiada rozczłonkowanie zabytków stopnickich na szereg typów i opis, zresztą ogólnikowy, cech poszczególnych typów, dokonany na dokładnej, niemal dosłownej zasadzie odnośnej, a rzadko cytowanej, literatury archeologicznej francuskiej. Poza tym nadmienić trzeba smutne przemieszanie wśród cennych i ciekawych ilustracji materiału stopnickiego wizerunków zabytków obcych i niestopnickich, wynikłe – przypuszczam – raczej z nieporządku redakcyjnego, aniżeli przez świadome i celowe podstawienie1. W każdym bądź razie pojawienie się monografii pow. stopnickiego nie pozostało bez dużego pożytku w ubogiej literaturze archeologicznej polskiej, a dzięki jej popularnemu tonowi, wiadomości tam zawarte dotarły do szerszych warstw miłośników prehistorii, zwracając ich uwagę na drobne i pomijane, a tak cenne i ważne wyroby krzemienne i zachęcając do ich zachowywania dla dobra nauki.

Bardzo efektowną, ale również pozbawioną znaczniejszej wartości naukowej pracą jest rozprawa kompilacyjna pt. Linja falista pozioma jako motyw zdobniczy w ceramice przedhistorycznej [...]. Wykazuje w niej Majewski pracowite zebranie rozproszonego materiału i na tym polega jej cenność, ale owo studium niedomaga również na brak metodycznego postawienia problematu zasadniczego, skutkiem czego wyniki są trudne do przyjęcia i zbyt jednostronne. Konkluzją bowiem tej pracy jest uogólnienie, że „tak więc ornament grodziskowy słowiański nie jest zapożyczony, musimy go uważać za bezpośrednią puściznę po przodkach słowian – po tej bezimiennej ludności przedhistorycznej, której część na tern samem miejscu t. j. w Europie środkowej, stała się z biegiem wieków ludem prasłowiańskim. Jaki jest stosunek ornamentu słowiańskiego doby grodziskowej do neolitycznego sznurkowego i rytego z obszaru Europy środkowo-północnej, to mogą wyświetlić dopiero dalsze badania. Biorąc jednak pod uwagę wszystko, co wyżej powiedziano, możebny tu jest stosunek bardziej bezpośredniego pokrewieństwa, niż to dotychczas przejmowało”. Niepodobna dziś dyskutować z takim stanowiskiem, jednak nie sposób nie wyrazić wątpliwości co do celowości i co do charakteru ściśle naukowego, a więc, opartego na wyrobionej metodzie, studium pomienionego.

Do ciekawszych i poprawniejszych rozpraw E. Majewskiego zaliczyłbym szkic o „nowoodkrytym ornamencie sznurkowym falistym w ceramice neolit, połudn. okolic Królestwa Pol.” [...], oraz bezsprzecznie najlepsze prace: „o kurhanach ze szkieletami barwionemi świata nadczarnomorskiego” [...] oraz „o charakterze starszych kurhanów grupy jackowickiej” [...]. W pierwszej robótce są wprawdzie ryzykowne próby ustalenia chronologii naczyń z ornamentyką sznurową, ale skoro się weźmie stan zagadnienia starszeństwa ceramik neolitycznych w Niemczech w roku 1904 pod uwagę, trudno robić z tej kwestii zarzut Majewskiemu. W następnych dwu przytoczonych rozprawach, które łączą się w jedno większe studium, poddaje Majewski słusznej krytyce charakterystykę i podział kurhanów ze szkieletami barwionymi południowej Rosji, zaproponowany przez A. Spicyna (nie przytoczywszy zresztą należycie odnośnych prac tego archeologa rosyjskiego) i proponuje własne uwagi w tym względzie, stwarzając, jako jeden z pierwszych, na podstawie analizy form grobowych zabytków i porównań, należyte ramy chronologiczne dla tej grupy. Wskazał też umiejętnie na stosunki i związki, które z końcem neolitu i z początkiem epoki brązu – do jakiego to okresu słusznie zalicza kurhany jackowickie – istniały i łączyły wschodnie Węgry, kraje bałkańskie, nadczarnomorskie, Kaukaz i krąg trojański oraz egejski, wysnuwając tylko zbyt pośpiesznie, na podstawie rozmieszczenia zausznic spiralnych, wniosek, „że wszędzie, gdzie (one) zostały znalezione, są one śladem jednego szczepu, dowodem jego jedności etnicznej”.

Wrodzony E. Majewskiemu temperament, z jakim odnosił się też do spraw i zagadnień naukowych, czasem tak ponosił go w słowie żywym i pisanym, iż niekiedy poglądy krytyczne i umotywowanie tonęły wprost w subiektywnych wrażeniach i zarzutach, których siła argumentów nie stała w prostym stosunku do zrównoważonego oporu poddawanej dyskusji sprawy. Takim niemal wybuchowym zjawiskiem jest np. krytyka Majewskiego hipotezy G. Kossinny o germańskim pochodzeniu indoeuropejczyków [...]. W wielu punktach, a głównie w prostowanych szczegółach, ma Majewski zupełną rację – atoli, obok ziarn prawy, przewala się znaczny balast sądów, których nieścisłość jest konsekwencją nieprzepracowania należytego omawianych problematów i co więcej nieporozumień, które wynikły z niedokładnej znajomości odnośnych zjawisk archeologicznych, na podstawie których zbudował Kossinna, w założeniu słuszną, w szczegółach zaś i niektórych uogólnieniach poplątaną i niedociągniętą do istotnego stanu rzeczy, wzmiankowaną hipotezę i metodę tzw. etnologiczną.

Ten prawie żywiołowy stosunek Majewskiego do nowych teorii, ale w znaczeniu znów niezastosowania potrzebnego krytycyzmu, daje się np. stwierdzić w zajętym stanowisku w kwestii istnienia i wyglądu człowieka trzeciorzędowego [...], którego pojawienie się w miocenie, na podstawie znalezisk w Ameryce i wywodów prof. Ameghino, uznał Majewski skwapliwie za wiarygodne, bez uwagi na uzasadniony sceptycyzm, panujący w sferach pierwszorzędnych antropologów europejskich.

Jeszcze o jednej pracy, która jest wynikiem zamiłowania E. Majewskiego do oryginalnych i nowych odkryć, bez zastosowania dokładnego i wszechstronnego do nich aparatu krytycznego – wspomnę już mimochodem, mianowicie o monografii toporków kamiennych z okolic górnego Bugu i Styru [...]. Toporki te, zrobione ze zlepieńca sarmackiego, uważa Majewski za neolityczne, choć są one zupełnie obce temuż okresowi epoki kamiennej zarówno z powodu zgoła odmiennej techniki ich wyrobu, jak niemniej też dziwnego kształtu. Jakkolwiek nie ma bezsprzecznych podstaw do uważania tych osobliwych wyrobów za falsyfikaty współczesne, to jednak na podstawie ich różnorakich, ale specyficznych form, nietrudno je uważać za naśladownictwa toporów żelaznych, wykonane prawdopodobnie w średniowieczu.

Osobny dział zainteresowań E. Majewskiego stanowiło śledzenie początków i pochodzenia Słowian oraz ich pierwotnych siedzib [...]. Majewski był zwolennikiem autochtonizmu Słowian i dzielnie ciętym piórem tezy tej bronił na podstawie wiadomości przeważnie historycznych i językowych, w mniejszym stopniu wciągając do swoich spostrzeżeń w tej dziedzinie materiały archeologiczne. Artykuły te i rozprawki Majewskiego posiadały dużą wartość dydaktyczną i uświadamiały szeroki ogół o zagadnieniach w tym zakresie i o rezultatach dociekań uczonych słowiańskich. Oczywiście są one umiejętną i zręczną kompilacją, nie przynoszącą do stanu badań nowych i oryginalnych sprawdzianów.

W ten sposób przebiegliśmy w krótkim przeglądzie działalność literacką E. Majewskiego w dziedzinie archeologii przedhistorycznej. Była ona nader ożywiona, poruszała rozliczne i zawsze aktualne tematy z właściwą Majewskiemu lekkością i entuzjazmem. I można dojść do przekonania, iż E. Majewski posiadał wybitny talent popularyzatorski, w najszlachetniejszym tego pojęcia znaczeniu. Jego swobodny i barwny język, łatwość tłumaczenia kwestii trudnych i zawiłych, dalej chęć nauczania i pragnienie zyskania zrozumienia i uznania, poza tym zdolności narracyjne, przy rozległych horyzontach myślowych, i wszechstronność zamiłowań naukowych i wiedzy – to wszystko znamiona niecodziennego umysłu i przejawy niepospolitego talentu popularyzatora. Tym się też tłumaczy owa duża ilość przystępnych i porywających odezw do społeczeństwa w sprawach naukowych, muzealnych i dotyczących ochrony zabytków. To spowodowało również ustawiczne dążenie do zainteresowania szerokich warstw tym wszystkim, co sam umiłował i co go w danej chwili szczególnie zajmowało [...].

Dużą i rzetelną zasługą E. Majewskiego było założenie i wydawanie przez z górą lat dwanaście rocznika „Światowita”, poświęconego archeologii słowiańskiej (t. I w roku 1899, ostatni XI w roku 1913). Po długiej przerwie, po zamilknięciu w roku 1884 „Wiadomości Archeologicznych”, powołał Majewski własnym sumptem do życia i działania nowe czasopismo archeologiczne, które od razu skupiło wokół siebie wszystkich miłośników prehistorii i pracowników na tej niwie, którzy oddawali opisy wykopalisk chętnie do rozporządzenia redakcji „Światowita”. Wydatnie zwiększał materiały redakcyjne sam wydawca, który rzeczywiście z wielką umiejętnością i zamiłowaniem postawił „Światowita” na poziomie prawdziwie europejskim. Zarówno dział rozpraw, jak korespondencji i drobnych wiadomości tudzież przegląd literatury i zestawienia bibliograficzne cechuje sumienny i pieczołowity dobór i dążenie do wzbudzenia szczerego zainteresowania u szerszych kręgów czytelników. A sztuka to i praca niemała, oceni ją należycie każdy, kto się bliżej zetknął z trudnościami prowadzenia redakcji czasopism naukowych w Polsce. Pełną wyrazu dbałość wykazuje też dział ilustracyjny i strona typograficzna, która jest istotnie wzorowa. Rzecz prosta, iż w szeregu tomów daje się zauważyć nierównomierność pod względem wydawniczym i zawartości faktycznej, i to głównie w tomach, których Majewski wskutek choroby sam wydać nie był w stanie i powierzył to innym. Zebranie tylu współpracowników, częściowe ich urobienie i wykształcenie przez redaktora i zyskanie dla prehistorii szeregu ciekawych i ważnych materiałów oraz drobnych przyczynków naukowych, tudzież wytworzenie w ciężkich chwilach rozwoju nauki naszej w Warszawie tak nieodzownej do skutecznego i ofiarnego działania atmosfery naukowej – to niespożyta zasługa E. Majewskiego, to pomnik jego dokonania, aere perennius...

W większym jeszcze stopniu promieniującym dookoła ogniskiem prehistorii w Warszawie mogło być, i częściowo w rzeczy samej było, Muzeum Archeologiczne, stworzone w roku 1892 i ofiarnie rozwijane przez E. Majewskiego. Potrzeba takiej instytucji – ze względów natury li tylko politycznej – zrazu prywatnej, która stać się wszakże miała w sprzyjających warunkach własnością publiczną, była wielka i nawet paląca. Najlepszym tego dowodem jest fakt, iż zbiory, założone przez Majewskiego, rosły szybko dzięki chętnej ofiarności osób posiadających wykopaliska w prywatnym posiadaniu. W roku 1908 zbiory te zostały oddane do użytku publicznego przez wystawienie w gmachu „Zachęty Sztuk Pięknych”. W roku 1916 zostało Muzeum Majewskiego przeniesione do lokalu Muzeum Narodowego Miejskiego, przy ul. Podwale 15, gdzie urządzili je wzorowo J. Kostrzewski i L. Kozłowski. Tam pozostawało ono, nieotwarte dla publiczności, aż do roku 1921, kiedy to właściciel, po zerwaniu z błahych powodów pertraktacji z Ministerium WRiOP o oddanie Muzeum na własność Państwa Polskiego2, zdecydował się zbiory swe ofiarować Towarzystwu Naukowemu Warszawskiemu. Jest to hojny dar, bo to liczba ofiarowanych TNW wraz z urządzeniem muzealnych eksponatów wynosiła ponad 32 000 okazów. Z polecenia Zarządu TNW przeniesiono zbiory E. Majewskiego do sali pocerkiewnej w Pałacu Staszica, nieprzygotowanej, niestety, na pomieszczenie Muzeum, które z powodu niezaopatrzenia lokalu zostało narażone na powolne niszczenie się. Również, z powodu trudności finansowych, nie dotrzymało TNW zobowiązań wobec ofiarodawcy i nie uprzystępniło ani za życia E. Majewskiego, ani dotychczas cennych tych i tak potrzebnych zbiorów publiczności i specjalistom.

Muzeum E. Majewskiego stało się, z natury swej istoty, środowiskiem pracy badawczej w zakresie archeologii przeddziejowej w Warszawie. W nim oddawali się studiom naukowym w tej dziedzinie i za fundusze Majewskiego czynili poszukiwania terenowe z pożytkiem dla Muzeum i dla siebie samych młodzi archeologowie, jak L. Kozłowski, S. Krukowski i L. Sawicki, którzy, rozwijając swoją wiedzę i zamiłowanie w kierunku badań epoki kamiennej, wyprzedzili potem mistrza tak pod względem udoskonalonej metody badawczej, jak i pod względem rzeczowym. Ale nie może ulegać kwestii, że wyszli oni z kręgu zainteresowań naukowych i spod kierowniczej zrazu dłoni E. Majewskiego w początkach swych studiów fachowych i ten fakt pozostanie na zawsze jego trwałą zasługą. Były też trudne do ominięcia tarcia między młodymi współpracownikami a E. Majewskim, który niekiedy miał chęć opracowania ciekawszych i osobliwszych plonów żmudnych ich wykopalisk, tak, jak to np. stało się z opublikowaniem przez E. Majewskiego bez skrupułów najciekawszego zabytku, zdobytego przez ś.p. M. Himnera w Popudni na Ukrainie, mianowicie miniatury neolitycznej zagrody na palach (100–102). W tym przede wszystkim wyrażał się trudny do zrozumienia swego rodzaju egoizm i drażliwa ambicja E. Majewskiego, które nie sprzyjały zgoła utworzeniu na dłuższą metę trwałej organizacji powiększającego się równomiernie i samorzutnie grona archeologów w Warszawie.

W ostatnich piętnastu latach nie zajmował się już E. Majewski żywiej archeologią przedhistoryczną. Pociągnęły jego impet i upodobania studia socjologiczne i ekonomiczne. Stracił wreszcie, wciąż luźniejszy w miarę rozrastania się prehistorii, kontakt z tą umiejętnością. Rzucił się z porywem w odmęt koncepcji filozoficznych, wyzyskując dla nich również swój zasób przestarzałych już nieco wiadomości o życiu ludzi w prawieku [...]. Nadeszły lata wojny światowej, która wpłynęła też na pewną zmianę oblicza duchowego i przedmiotu baczniejszych obserwacji i spostrzeżeń E. Majewskiego. Świetlanym wreszcie wynikiem krwawych zmagań państw i ludów w Europie stało się zmartwychwstanie państwowe Polski. Wraz z nim wskrzeszono w Warszawie, zdławione ciężką łapą zaborcy, zakłady naukowe – Uniwersytet. I oto w roku 1919 ofiarowała Rada Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Warszawskiego powalonemu ciężką niemocą E. Majewskiemu zaszczytną pierwszą katedrę archeologii przedhistorycznej, a Państwowe Grono Konserwatorów Zabytków Przedhistorycznych powołało go na pierwszego prezesa. Stało się to niewątpliwie dla oddania wdzięcznego wyrazu zasługom E. Majewskiego na niwie prehistorii polskiej, bezinteresownie, wyłącznie dla okazania dużego ich uznania, bo bez nadziei otrzymania odeń w zamian znojów kierownika zakładu uniwersyteckiego oraz pracy wykładowcy i czynnego kierownika organizacji archeologii przeddziejowej w Polsce. Doczekał się więc E. Majewski dowodów niemałej wdzięczności od społeczeństwa polskiego za oddanie swych sił i majątku na cele nauki ojczystej, za entuzjazm i ciężki trud bojownika w obronie ideałów naukowych, za rezultaty wytężonej i nieustannej pracy, którą brutalnie przerwała nielitosna śmierć, w ciągłym dążeniu do prawdy z przeświadczeniem, że „kto własnym umysłem szukał prawdy i porządku świata i potykał się o przeszkody, które nam ułomność nasza napiętrzyła, kto śledził walkę umysłów z niewiadomem, ten wie, co sądzić o «ostatniem słowie nauki», na które chętnie powołują się umysły lękliwe i skrępowane dogmatem. Ostatniego słowa niema w nauce, bo ludzkość nie spoczywa w pracy”. [...]

*Tekst opublikowany pierwotnie jako: Erazm Majewski jako prehistoryk, „Wiadomości Archeologiczne” 1923, s. 1–10. Ortografia i interpunkcja uwspółcześnione, składnia i leksyka oryginału.

1Por. L. Sawicki, „Wiadomości Archeologiczne” 1922, VIII, s. 64–67, przyp. I.

2Por. W sprawie Muzeum prof. Er. Majewskiego w Warszawie, „Wiadomości Archeologiczne” V, s. 228–237.