Ludwik Osiński

Urodzony 24 VIII 1775 w Kocku. Uczeń szkół pijarskich m.in. w Łomży i Szczuczynie. Pracownik UW (od 1818), profesor stały (1821); doktor filozofii (1825).

Tłumacz poezji łacińskiej i francuskiej; wchodził w skład komitetu redakcyjnego polskiego tłumaczenia Kodeksu Napoleona.
Redaktor „Pamiętnika Warszawskiego” (1809).
Członek (1801) i sekretarz (1803) Towarzystwa Przyjaciół Nauk; członek Dyrekcji Rządowej Teatru Narodowego; dyrektor Szkoły Dramatycznej (od 1815); dziekan Wydziału Nauk i Sztuk Pięknych (1830).
Zmarł 27 XI 1838 w Warszawie.

Andromeda, 1807; O Koperniku, „Gazeta Warszawska” 1808, 94; Wiersz na powrót zwycięskiego wojska do stolicy, Warszawa 1809.

Osiński L. [w:] PSB, t. XXIV, Warszawa 1979, s. 339–345.

DARIUSZ DZIURZYŃSKI

LUDWIK OSIŃSKI

1775–1838

 

O pożytkach i sławie jego profesury

Praca wykładowcy uniwersyteckiego nie zawsze wiąże się z dokonaniami mierzonymi liczbą i objętością uczonych rozpraw, częstotliwością cytowania naukowego, rankingami punktacji (filadelfijskiej bądź innej) oraz bogatą ofertą zajęć. Podobne czynniki nie przesądzały, pomimo jakże odmiennych warunków historycznych i ekonomicznych, o zatrudnieniu na Uniwersytecie Warszawskim w dalekiej przeszłości. Czasem droga do etatu wiodła nie przez wyścigi scjentystów i dydaktyczny proteizm, lecz przez osiągnięcia na polu zdecydowanie wykraczającym poza aktywność badawczo-naukową. Decydował o nim dorobek literacki, uznanie artystyczne, zasługi publiczne oraz prestiż społeczny kandydata. Taki był właśnie przypadek Ludwika Osińskiego, wybitnego klasyka warszawskiego, tłumacza, poety, dramaturga piszącego dla samego Cesarza Francuzów1, oratora, człowieka teatru, sekretarza Towarzystwa Przyjaciół Nauk, urzędnika ministerstwa sprawiedliwości, współtwórcy przepisów polskiego prawa administracyjnego, tłumacza Kodeksu Napoleona, wolnomularskiego „kawalera różanego krzyża” w stopniu najwyższym (czyli siódmym), wreszcie ozdoby stołecznych salonów. Osiński, jak słusznie zauważył Zbigniew Libera, „nie był typem uczonego”2, ale posiadał za to przymioty rzadko dostępne uczonemu mężowi: talent literacki i krasomówczy, stołeczną i ogólnokrajową sławę oraz – przymierzając do jego biografii współczesne kategorie – medialność. I to dzięki nim został zatrudniony w 1818 roku jako wykładowca literatury i nauczyciel stylistyki, wiążąc się z warszawską uczelnią na następnych 12 lat.

Nowo powstała polonistyka warszawska miała swoich historyków literatury narodowej w osobach Feliksa Bentkowskiego i Kazimierza Brodzińskiego, miała również swych językoznawców: leksykografa Samuela Bogumiła Lindego i gramatologa Onufrego Kopczyńskiego, ale tylko autor Ody na cześć Kopernika i polskiego Cyda przysparzał młodemu Wydziałowi Nauk i Sztuk Pięknych, a w konsekwencji całemu Królewskiemu Uniwersytetowi Warszawskiemu, zainteresowania w oczach społeczeństwa oraz rozgłosu w prasie. „Niewielką popularnością cieszyły się w Warszawie otwarte dla publiczności wykłady uniwersyteckie. Jedynie profesor literatury powszechnej Ludwik Osiński, jeden z wojujących klasyków, sławny ze swego kunsztu oratorskiego, zdołał przyciągnąć na swe prelekcje szersze audytorium”3. W podobnym duchu wypowiadał się ponad 140 lat wcześniej jego uczeń i biograf, Franciszek Salezy Dmochowski: „Życzenie powszechne zgadzało się [...] ze zdaniem Komisji Oświecenia, że sława literacka Osińskiego, nabyta przekładami tragedii i odami, ściągnie mnóstwo słuchaczy na otwarcie kursu literatury”4. Można więc chyba określić bohatera niniejszego szkicu, bez narażania się na zarzut przesadnej modernizacji, mianem pierwszego celebryty w dziejach polonistyki warszawskiej. Celebryty wszakże mającego wiele literackich i państwowych zasług. W dodatku takiego, który generować musiał niemałe zyski dla kasy uniwersyteckiej, jeżeli pamiętać, że wykłady otwarte – naonczas odpłatne – w przypadku innych profesorów przynosiły wyłącznie niszowo-deficytowe skutki...

Skoro więc Ludwik Osiński został zatrudniony na uczelni warszawskiej nie za osiągnięcia na polu nauki, lecz za bycie głośnym literatem i autorytetem publicznym, oznacza to, że omawianie jego biografii uniwersyteckiej nie może obejść się bez odwołań do kontekstu pozaakademickiego. Tworzy on bowiem nierozerwalną całość z pracą tego wykładowcy historii literatury oraz znawcy stylu.

Osiński wyraził gotowość podjęcia pracy uniwersyteckiej w 1813 roku, na etapie formowania planów przyszłej uczelni przez ministerstwo oświaty Księstwa Warszawskiego. Chęć zatrudnienia w projektowanym Uniwersytecie była zapewne podyktowana potrzebą stałego dochodu i wyzwolenia się od uciążliwych obowiązków sekretarza Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk, a także od niepewnej fortuny redaktora prasowego5. Wobec wydłużającej się inicjatywy stworzenia warszawskiej uczelni zdecydował się przyjąć w 1814 roku funkcję zarządcy i dyrektora Teatru Narodowego, jak wówczas mawiano, antreprenera sceny narodowej, po ustępującym Wojciechu Bogusławskim, prywatnie – swoim teściu. Obok tego stanowiska otrzymał również obowiązki dyrektora Teatru Francuskiego w Warszawie, a także wykładowcy literatury dramatycznej, języka polskiego i sztuki aktorskiej w reaktywowanej Szkole Dramatycznej, działającej przy scenie krajowej6. Stanowisko dyrektora Teatru Narodowego uczyniło Osińskiego z miejsca jednym z głównych członków elity kulturalnej Warszawy i kraju, oddając w jego ręce możliwość bezpośredniego wpływania na gust i edukację artystyczną społeczeństwa. W ówczesnej stolicy, przed powstaniem Uniwersytetu, kilka było najważniejszych instytucji życia kulturalnego: salon literacki, towarzystwo muzyczne, wystawa, uroczyste posiedzenia TPN-u i właśnie scena teatralna. Zawiadywanie Teatrem Narodowym przekazywało nowemu dyrektorowi – poza dobrodziejstwem inwentarza w postaci ciągłych trosk menadżersko-finansowych – niebagatelny przecież instrument komunikacji społecznej i dialogu kulturalnego. Miało tego świadomość otoczenie Osińskiego, pamiętające po wielu latach wystawienia jego przekładów dramatycznych oraz publicznie wygłaszane oracje. „Żywy głos przemawiający do licznego zgromadzenia daleko silniejsze czyni wrażenie niżeli książka w domowem ustroniu czytana; przeto tłumaczenia wzniosłych tragedii przez Osińskiego dokonane, a na Teatrze Narodowym wystawione, jego ody i mowy miane na publicznych posiedzeniach Towarzystwa Przyjaciół Nauk [...] w żywej pamięci utrzymywały imię i sławę pisarza”7. W 1818 roku, wraz z rozpoczęciem przez Osińskiego pracy na uczelni, do wymienionych instytucji przybyła jeszcze jedna – regularny wykład uniwersytecki, na którym sławny literat i opiekun sceny narodowej co tydzień przemawiał do młodzieży studenckiej i elit stolicy. I jak niegdyś premiery spolszczonych Horacjuszy, Cyda i Cynny, tak teraz deklamowane słowo ex cathedra entuzjazmowało miejscowych odbiorców. Osiński jak nikt inny zdawał się przygotowany do pracy uniwersyteckiego prelegenta – doświadczenie okolicznościowego mówcy i obrońcy sądowego, biegłość tłumacza scenicznych aleksandrynów i autora wzorcowych ód, nauczanie języka i literatury ojczystej w akademii przyteatralnej, konsultacje w dziedzinie gry aktorskiej, a także własne, skromne doświadczenie aktora wyposażały nowego wykładowcę we wszelkie atuty, by z konserwatywnej formy dydaktycznej, jaką jest prelekcja uniwersytecka, uczynić parasceniczny monodram, a może nawet coś w rodzaju współczesnego performance’u.

Ludwik Osiński, świadom osobistych zasług i kompetencji, traktował siebie jako mocnego partnera w dialogu z władzami uniwersyteckimi i państwowymi. W negocjacjach zawodowych z ministrem oświecenia Stanisławem Kostką Potockim, proponującym mu objęcie katedry literatury polskiej, wysunął autorski postulat prowadzenia prelekcji uniwersyteckich, ale – z literatury obcej; uznał mianowicie, że „katedra literatury polskiej nie może zapewne ograniczyć się w tern, co nam język ojczysty w tej mierze dostarcza, lecz musi w sobie połączać i to, co nam starożytni zostawili i czem się sprawiedliwie szczycić mogą obce narody [...] mniemam, że porównywanie rozlicznych płodów geniuszu i przykładów z tego najwłaściwiej doprowadzić może do okazania jasnych, niewątpliwych i sądem doświadczenia ustalonych reguł sztuki”8. Wyrażona wola została zaakceptowana i przez następne cztery lata, od maja 1818 roku do lipca 1822 roku (momentu etatyzacji Kazimierza Brodzińskiego, powołanego do nauczania historii literatury narodowej), Osiński prowadził de facto pierwszą w Polsce i pierwszą w Europie uniwersytecką katedrę komparatystyki literackiej – w jednej, czyli własnej osobie – wykładając to, co umiał najlepiej: historię arcydzieł literatury starożytnej i nowożytnej w przekładach na język polski. Gdy w 1821 roku władze uniwersyteckie nadal nie spieszyły się z poprawą statusu jego zatrudnienia i oferowały mu profesurę tymczasową miast stałej, odpisał z nieskrywanym poczuciem własnej wartości: „Znane są liczne a mozolne zatrudnienia moje około kierunku Teatru Narodowego, łączy się z nimi mój los i dobre imię. Ani stanu mojego zamieniać mogę na tymczasową niepewność, ani bym też śmiał żądać w Uniwersytecie takich wynagrodzeń, które by mię postawiły w możności zastąpienia siebie w znacznej części jednych obowiązków dla poświęcenia się drugim”9. Po tych dyplomatycznych, acz sugestywnych słowach następowała prośba o dymisję, wyartykułowana – dodać należy – w przeddzień otwarcia nowego roku akademickiego. Rektor warszawskiej wszechnicy, Wojciech Anzelm Szweykowski, postawiony wobec perspektywy wakatu dydaktycznego, ale także świadom tego, że „opinia publiczna mocniejsza [jest] od ustaw szkolnych”10, wystarał się dlań w zawrotnym tempie o nominację na profesora stałego, z ominięciem etatu tymczasowego. 13 listopada 1821 roku Ludwik Osiński otrzymał awans stosowny do prestiżu dyrektora sceny narodowej i, jak pisał o sobie, „znanego zasługą i zdolnościami literata”11. O tym, że był on nie tylko silnym podmiotem zawodowym, ale także nie mniej silnym negocjatorem pro domo sua, świadczy ponadto fakt, że wywalczył dla siebie uprzywilejowane warunki zatrudnienia: należało do nich prócz autorskiego programu pobieranie najwyższej pensji profesorskiej (w wysokości 6000 złp) w zamian za wykonywanie 1/3 pensum dydaktycznego (ówczesny profesor miał obowiązek prowadzić sześć godzin zajęć tygodniowo, gdy Osiński realizował dwie: jedną w postaci wykładu z literatury porównawczej, drugą w postaci zajęć ze stylistyki). Nic więc dziwnego, że nawet po upływie niemal 100 lat jego gwiazdorska postawa zawodowa spotykała się z uzasadnioną krytyką12. Uchylone powyżej kulisy pracy Osińskiego pokazują także – niczym historyczne zwierciadło – inne zjawisko wspólne dla początków i współczesności Uniwersytetu. Jest nim nie tylko kompromis między sławą publiczną a specjalizacją pracownika, ale także trudna do osiągnięcia równowaga między postulatem jednoetatowości profesora a ekonomicznymi realiami.

Na skutek przyznanych preferencji zawodowych i kryjących się za nimi uzasadnień przylgnęła do Osińskiego jednostronna opinia akademickiego gwiazdora, „człowieka Staszica” (jako że to właśnie jego wola miała ostatecznie rozstrzygnąć dyskusję nad obowiązkami profesora na korzyść zainteresowanego), „faworyta Ministerstwa” – pracownika, na którego Rada Ogólna z rektorem na czele nie mogła wywierać realnego wpływu. Nie tylko współcześni, ale również potomni przyczyniali się do pogorszenia jego wizerunku uniwersyteckiego. Stanisław Tarnowski zarzucał Osińskiemu odtwórczość czy wręcz plagiatowość treści wykładów13, Tadeusz Grabowski w biernym naśladownictwie zagranicznych wzorów umysłowych w prelekcjach uniwersyteckich dostrzegł jedno ze znamion tzw. pseudoklasycyzmu14, a Stanisław Wasylewski na łamach opiniotwórczego w środowisku naukowym „Pamiętnika Literackiego” wyrokował ongiś: „Osiński [...] był tylko zbyt lekko pojmującym swe obowiązki profesorem [...]. Wykładów drukować nie myślał. Najgorszą przysługę zrobili mu ci, którzy te wypisy i notatki jako Dzieła L. Osińskiego wydali”15. Niewiele poprawiała sytuację w oczach akademików wyjątkowa popularność Osińskiego intra et extra muros, jako że sława literata i autorytetu publicznego nie stanowi równowartości zasług naukowych. A jeśli dodać, tytułem przykładu, że Kazimierz Brodziński jako wykładowca miał na swoich prelekcjach z historii literatury polskiej raptem pięciu studentów z Wydziału Nauk i Sztuk Pięknych plus kilku studentów z Wydziału Prawa i Administracji, zaś na cosobotnie wykłady Osińskiego ściągały tłumy, zajmując największą w ówczesnym kampusie uniwersyteckim Salę Kolumnową, zaszczycali je swą obecnością Sołtykowie, Mostowscy i gen. Wincenty Krasiński, a romantyzująca młodzież akademicka tupała gniewnie nogami i wydawała prowokacyjne gwizdy, to okaże się, że działalność wykładowa Osińskiego, przekraczająca świat uniwersytecki w stronę kroniki współczesnego obyczaju, miała prawo wzbudzać ambiwalentne reakcje. Niech za komentarz posłużą słowa rektora warszawskiej uczelni, wizytującego wykłady Osińskiego: „Prelekcje jego więcej sławy niż pożytku przynoszą, jako nadto publiczne, z których ani egzaminuje, ani zdaje raportu. Jako o należącym do wyjątku więcej nie daję zdania. Wszakże w jego zachowaniu się w ogólności nie mam zarzutu”16 [podkr. – D. D.].

Swoje wykłady zaplanował Osiński jako historyczny przegląd szczytowych osiągnięć epiki, dramatu, liryki oraz sztuki wymowy. Trzy pierwsze rodzaje systematyzowały beletrystykę, konkretnie twórczość poetycką, choć prelegent planował także omówienie prozy powieściowej jako awansującego tekstu współczesności, rodzaj czwarty – krasomówstwo – reprezentował literaturę, którą z punktu widzenia XX wieku można określić mianem stosowanej. W ramach poezji epickiej omówił szczegółowo gatunek epopei na materiale starożytnym (Homer i Wergiliusz), nowożytnym (Tasso, Ariosto, Milton) i najnowszym (Wolter, Krasicki); poezja dramatyczna została przedstawiona pod postacią tragedii (m.in. tragicy ateńscy, dramat elżbietański, klasycyści francuscy XVII i XVIII wieku – wśród nich „Rasyn” i ulubiony „Piotr Kornel”); poezja liryczna doczekała się egzemplifikacji w gatunkach: ody, satyry, bajki i sielanki; z kolei dział retoryki został zilustrowany mowami typu sądowego, kaznodziejskiego i pochwalnego. Teoria estetyczna zasilająca wywód Osińskiego wywodziła się głównie z myśli starożytnej (Arystoteles, Horacy), rozpraw prawodawców francuskiego smaku (Boileau, Wolter), nie zabrakło jednak odwołań do Fragmentów Augusta Wilhelma Schlegla jako przykładu bieżących przewartościowań. Podział na sztukę rymotwórczą i sztukę wymowy oraz ich wewnętrzne uporządkowanie wyrażały hierarchię genologiczną charakterystyczną dla obowiązującej estetyki klasycystycznej, której Osiński był zdeklarowanym, choć, jak pokazuje otwartość na nowe zjawiska literackie (gatunek powieści, dramaturgia Szekspira, myśl szkoły jenajskiej), zdolnym do relatywizmu entuzjastą17. „Jeżeliby najsłuszniejsze nawet uwielbienie starożytnych wzorów mogło się stać szkodliwym dla swobód imaginacji, kiedy, jak mówi Szlegel, uczeni, stawszy się panami skarbów starożytności, nie zdolni jaśnieć własnymi płodami, przyznali dawnym przewagę bez granic i śmieli utrzymywać, iż dowcipowi ludzkiemu nic po nich nie pozostaje nad niewolnicze naśladowanie, byłoby się w samej rzeczy na co użalać. Ślepe uszanowanie dla dawnych, nieograniczona pogarda wszystkiego, co by w naszych dziełach nie miało podobieństwa ze starożytnymi, mogłoby bez wątpienia zniszczyć nowe siły odradzającej się sztuki”18. Nie można zgodzić się z pobrzmiewającą do dziś stereotypową opinią, jakoby autor Andromedy należał do grona najsurowszych i najbardziej nieprzejednanych klasyków warszawskich. Już bowiem Stefan Kawyn podkreślał, że stanowisko Osińskiego w sprawach literackich cechowała większa elastyczność i tolerancja niż Kajetana Koźmiana, koryfeusza obozu klasycznego19.

Metodę, a także porządek wykładu przejął Osiński z popularnego wówczas opracowania francuskiego historyka i krytyka literatury Jeana-François de La Harpe’a, Le Lycée, ou Cours de littérature ancienne et moderne, które w 16 tomach ukazało się po raz pierwszy między 1798 a 1804 rokiem i następnie było wielokrotnie wznawiane w pierwszych dziesięcioleciach XIX wieku20. Polegała ona na porównawczym rozbiorze arcydzieł literatury obcej, uwzględniającym reprezentatywne głosy krytyki: „ustalenie pewnego sądu w przedmiotach sztuki polega na łatwym objęciu rozlicznych względów, które towarzyszą każdej całości, tego zaś nabyć można przez usilny rozbiór dzieł istniejących, przez porównywanie pisarzów, przez badanie środków, jakich oni używali do sprawienia silnych na umyśle naszym wrażeń”21. Osiński, „przechodząc kolejno rodzaje poezji i wymowy, i rozbierając w sposobie porównawczym dzieła pisarzów”22, dokonywał w istocie szczegółowego omówienia – niekiedy posuniętego do nużącej praktyki streszczeń – wątków treściowych i wyznaczników gatunkowych wielkich dzieł literatury, zwracając uwagę na ciągłość wzorów literackich w klasyczności greckiej, rzymskiej i francuskiej. Samo porównanie jako metoda badań literackich – obok metody zasadniczej i przeważającej, czyli krytycznego rozbioru dzieła – występowało tutaj na poziomie refleksji genologicznej i dotyczyło ogólnych uwag na temat przemian eposu, tragedii bądź ody. Wrażliwość komparatystyczna Osińskiego ujawniała się więc na poziomie makroliterackim i stanowiła jedynie dopełnienie, a nie główny cel wywodu prelegenta.

Inaczej zresztą w latach 1818–1830 być nie mogło. Literaturoznawstwo porównawcze jako odrębna dyscyplina badań wówczas po prostu nie istniało. W historii narodzin komparatystyki, przypadającej na XIX wiek we Francji, wyróżnia się trzy zasadnicze etapy: powstanie pojęcia, kształtowanie się metody i dojrzewanie dyscypliny badawczej, powiązane z wyłanianiem się instytucji uniwersyteckich i akademickich. Pojęcie: „literatura porównawcza” zostało po raz pierwszy użyte w 1816 roku przez François Noëla w pracy Cours de littérature comparée, metoda badawcza – ograniczona początkowo do śledzenia faktualnych związków między dziełami i pisarzami – rodziła się w latach 30. i 40., a pierwsza katedra komparatystyki uniwersyteckiej powstać miała dopiero w 1910 roku na Sorbonie; warto dodać, że pierwszy międzynarodowy zjazd komparatystów odbył się również w Paryżu z okazji wystawy światowej 1900 roku23. Osiński jako wykładowca komparatystyki na polonistyce warszawskiej zaczerpnął więc od de la Harpe’a porównawczy rozbiór dzieła literackiego, a od Noëla – wszystko na to wskazuje – zapożyczył świeżo powstały koncept. Należy więc zgodzić się z Henrykiem Markiewiczem, który stwierdził, że komparatywność warszawskiego wykładowcy miała pokrewieństwo z nazwą, ale nie z przedmiotem samych prelekcji24. Ten ostatni miał się bowiem stopniowo wyłonić dopiero w późniejszych dziesięcioleciach.

Czymże więc był ów Wykład literatury porównawczej, czytanej w Uniwersytecie Warszawskim25, jeśli spojrzeć nań przez pryzmat współczesnej świadomości literaturoznawczej? Był usystematyzowanym pod względem chronologicznym, narodowym i genologicznym omówieniem arcydzieł sztuki pisarskiej, prezentacją zbioru mistrzowskich osiągnięć, który określić wypada jako wykład z literatury światowej bądź powszechnej. Był również przeglądem literatury tłumaczonej w języku polskim, historią krajowego przekładu literackiego wraz z cennymi uwagami translatorskimi, które znalazły trwałe miejsce w oświeceniowej teorii tłumaczenia26. Był także publicznie prezentowanym i odnawianym przez 12 lat kanonem tekstów klasycystycznych oraz – na skutek utworów przemilczanych bądź skrytykowanych – projektem antykanonu literackiego z punktu widzenia wyznawcy wielkiego stylu. Był także zespołem wzorów i prawideł twórczości wprowadzających w zagadnienia sztuki pisarskiej, swoistym wykładem z écriture: „Siedząc klasyczne piękności, porównywając je z sobą, a więcej zawierzając uczuciu niżeli szkolnej pedantyzmu rozwadze, poznamy drogę, jaką postępować przystoi, aby dojść do utworzenia płodów, i nowych, i godnych zalety”27. Był nadto zbiorem wypisów z „drogi przez najlepszych mistrzów wskazanej”, jeśli zauważyć, że cytaty z Miltona lub Szekspira zajmują w redakcji książkowej często po kilka stron. Kurs uniwersytecki Osińskiego stanowił również źródło wiedzy bądź przypomnienia o dziełach wybitnych, dyskutowanych w towarzystwie, których osobie kulturalnej nie wypadało nie znać. Był więc ów „wykład literatury porównawczej” swego rodzaju erudycyjnym przewodnikiem po dziejach literatury obcej, zastępującym brak stosownych syntez w polskiej historiografii literackiej. Cotygodniowe prelekcje Osińskiego stanowiły wreszcie okazję do spotkania z poetą-profesorem, indywidualnością pisarską i autorytetem intelektualnym, dla jednych – arbitrem dobrego smaku, dla drugich – symbolem estetycznoliterackiej konserwy, którego obecność prowokowała do publicznej dezaprobaty. Uczęszczający na wykłady profesora romantycy warszawscy (Gaszyński, Mochnacki, Krasiński, Odyniec, Dominik Magnuszewski czy Gustaw Zieliński), mogący pojawiać się na nich przedstawiciele ukraińskiej szkoły poezji (Goszczyński i Malczewski) mieli w jego osobie regularnie dostępny, otwarty i bezpośredni cel ataków28. Kajetan Koźmian czy Franciszek Morawski nie pracowali na UW i nie wychodzili co tydzień przez wieloosobową publiczność, by dawać świadectwo wierności mainstreamowej estetyce. Jeśli Warszawa stanowiła właściwe pole namiętnego sporu o romantyczność, stało się to nie tylko za sprawą publicystyki Mickiewicza, ale także, a może przede wszystkim, za sprawą tych właśnie prelekcji29.

Wygląda więc na to, że kurs literatury Ludwika Osińskiego przynosił co najmniej tyle samo pożytku, co gwiazdorskiej sławy. A faktyczne pożytki historycznoliterackie przyjdzie badaczom jeszcze ustalić i opisać.

Na koniec jeszcze jeden pożytek z omówionej działalności wykładowej. Ludwik Osiński został początkowo zatrudniony jako zastępca profesora tymczasowego historii literatury polskiej. Wymieniony w akcie nominacji typ profesora urzeczywistnił się dopiero w 1822 roku w osobie Kazimierza Brodzińskiego. Oznacza to, że przez pierwsze cztery lata polonistyka warszawska była w istocie komparatystyką warszawską, a u początków stołecznych studiów z filologii polskiej znalazła się dyscyplina przekraczająca polonocentryzm i granice problematyki narodowej. Profesor Osiński okazuje się więc także, z perspektywy naszej współczesności, pomysłodawcą i ojcem cenionego od dłuższego czasu internacjonalizmu w dydaktyce i badaniach uniwersyteckich30. „Polonistyka w przebudowie”, „polonistyka w czasach transformacji”, „polonistyka przełomu” lub „po przełomie” nie musi zatem sięgać wyłącznie do amerykańskich kampusów, by odkryć niebanalne źródło inspiracji dla swego dalszego rozwoju. „Nie ma żadnego powodu, abyśmy naśladując lekkomyślnie romantyków, gardzili nadal mądrością pokolenia szwoleżerów”31.

1W 1807 roku Osiński stworzył dramat jednoaktowy Andromède na cześć Napoleona Bonapartego jako restauratora państwowości polskiej; inscenizacja odbyła się w obecności Cesarza Francuzów w Teatrze Narodowym 14 stycznia 1807 roku; wydanie książkowe tłumaczenia: L. Osiński, Andromeda. Drama liryczne w 1 akcie, Warszawa 1808. Zob.: R. Przybylski, Klasycyzm, czyli prawdziwy koniec Królestwa Polskiego, Gdańsk 1996, s. 333–334.

2Z. Libera, Tradycje polonistyki w Warszawie, [w:] Z dziejów polonistyki warszawskiej. Profesorowi Julianowi Krzyżanowskiemu w dwudziestą piątą rocznicę objęcia Katedry Historii Literatury Polskiej na Uniwersytecie Warszawskim, Warszawa 1964, s. 64.

3M. Janowski, Narodziny inteligencji 1750–1831, Warszawa 2008, s. 163–164.

4F. S. Dmochowski, Życie, dzieła i epoka Ludwika Osińskiego, [w:] L. Osiński, Dzieła, t. I, Warszawa 1861, s. XIII.

5W latach 1809–1810 Osiński był redaktorem naczelnym wznowionego „Pamiętnika Warszawskiego”, wcześniej prowadzonego przez Franciszka Ksawerego Dmochowskiego. Nowemu redaktorowi udało się wydać jedynie cztery tomy periodyku, po czym inicjatywa upadła z przyczyn finansowych.

6Zob.: R. Skręt, Osiński L. [w:] PSB, t. XXIV, Warszawa 1979, s. 341–343.

7F. S. Dmochowski, op. cit., s. I–II. Warto w tym miejscu przytoczyć także słowa tego biografa odnoszące się do konkretnych sukcesów scenicznych Osińskiego: „Teraźniejsze pokolenie nie widziało reprezentacji Horacjuszy [wyst. 1802], Cyda [wyst. 1801] i Cynny [wyst. 1808 – dopiski D. D.], i tylko oceni ich zalety, czytając tłumaczenia Osińskiego – lecz dziś jeszcze przypominam sobie, jakie wrażenie czynił na mnie i na masie widzów Bogusławski lub Kudlicz w roli starego Horacjusza, Szymanowski i Werowski w roli Rodryga lub Cynny, Ledóchowska, a po niej pani Halpert, w roli Kamili lub Ksymeny. Ich gra wyciskała z oczu naszych łzy boleści lub dreszcz przerażenia wzbudzała, a wiersz tłumacza w harmonijnych uściech artystów nowego wdzięku, nowej mocy nabierał. Zaręczam, że każdy z filozofujących i zimnych krytyków byłby wówczas uległ powszechnemu wrażeniu i przyznał, że utwory, które tak długo i tak silnie wzruszały widzów, nie mogą być niezgodne z sercem ludzkiem i muszą znakomite piękności zawierać. [...] Ówczesne gazety i «Pamiętnik Warszawski» świadczą, z jakim zapałem publiczność przyjęła tłumaczenie tragedii Horacjusze. Pierwsze wystawienie było w połowie przez artystów Teatru Narodowego, w połowie przez amatorów z wyższego towarzystwa polskiego odegrane. Bogusławski, dyrektor teatru, najznakomitszy artysta, jakiego kiedykolwiek scena polska posiadała, grał starego Horacjusza; Truskolewska, wielka aktorka tragiczna – rolę Kamili; młodego Horacjusza – Pawłowicz; Kuriacjusza przedstawił sam tłumacz [podkr. – D. D.]; pani Stanisławowa Sołtykowa, małżonka b. podstolego koronnego i posła na Sejmie Czteroletnim, grała rolę Sabiny. Teatr brzmiał nieustannemi oklaskami; publiczność po raz pierwszy słyszała tak piękne wiersze, tak wzniosłe myśli i nieznany, jak dotąd, szlachetny, wyższy styl dramatyczny. Nie tylko wywołano tłumacza, lecz przejęci zapałem widzowie na rękach podnieśli go wśród okrzyków uwielbienia”; ibidem, s. III–IV.

8L. Osiński, List do Komisji Rządowej z d. 18 IV 1818 r., cyt. za: J. Bieliński, Królewski Uniwersytet Warszawski (1816–1831), Warszawa 1912, t. III, s. 468.

9J. Bieliński, Literatura porównawcza, [w:] idem, Królewski Uniwersytet Warszawski, op. cit., s. 473.

10Ibidem, s. 474.

11Ibidem, s. 473.

12Nieoceniony monograf pierwszego okresu historii Uniwersytetu Warszawskiego w następujący sposób podsumował postawę Osińskiego: „Przede wszystkim wyjaśniliśmy, na zasadzie korespondencji urzędowej, ile to kłopotu miała Komisja Oświecenia z Osińskim; do jakich ustępstw skłaniała się, wbrew statutom, aby go utrzymać na katedrze. Byty tu wprawdzie owe «wstrząśnienia i wojny», ale charakteru czysto miejscowego; one to właśnie dążyły do tego, aby profesor zwyczajny wykłady swe prowadził według planu i podawał słuchaczom swoim krytyczną, porównawczą historię literatury powszechnej. Nie zgodził się Osiński na te słuszne żądania magistratury, gdyż teatr, któremu przewodniczył, tak dużo pochłaniał czasu, iż profesor na lekcje uniwersyteckie [tu: wykłady – dop. D. D.] mógł tylko jedną godzinę poświęcić. Któż więc winien? Naturalna rzecz, że tylko Komisja Oświecenia, która powinna była w roku 1821 udzielić dymisję profesorowi, lekceważącemu obowiązki” (J. Bieliński, op. cit., s. 487).

13S. Tarnowski, Historia literatury polskiej, t. IV, Kraków 1900, s. 83.

14T. Grabowski, Ludwik Osiński i ówczesna krytyka literacka, Kraków 1901; idem, Krytyka literacka w Polsce w epoce pseudoklasycyzmu, Kraków 1918.

15S. Wasylewski, Ze sprawozdań ze szkół średnich za rok 1907, „Pamiętnik Literacki” 1907, R. 6, s. 516.

16Cyt. za: J. Bieliński, Literatura porównawcza, op. cit., s. 470.

17M. Brehmer, Ludwik Osiński, [w:] Z dziejów polonistyki warszawskiej, op. cit., s. 103.

18L. Osiński, Wstęp do: idem, Wykład literatury porównawczej (fragmenty), [w:] Oświeceni o literaturze. Wypowiedzi pisarzy polskich 1801–1830, oprac. T. Kostkiewiczowa, Z. Goliński, Warszawa 1995, t. II, s. 395–396.

19S. Kawyn, Wstęp, [w:] Walka klasyków z romantykami, Wrocław 1960, s. XIII.

20Notice biographique et littéraire sur La Harpe0 [w:] J.-F. De La Harpe, Cours de littérature ancienne et moderne, Paris 1840, t. I, s. 3. Materiału do przeglądu zagadnień retorycznych dostarczyła zaś praca Hugha Blaira w tłumaczeniu francuskim Leçons de Rhétorique (wyd. oryg. 1783) – informację podaję za: Oświeceni o literaturze..., op. cit., s. 394.

21L. Osiński, Wymowa. Wstęp czytany przy rozpoczęciu powtórnego kursu literatury porównawczej, [w:] Oświeceni o literaturze..., op. cit., s. 423.

22J. Bieliński, Literatura porównawcza, op. cit., s. 470.

23H. Janaszek-Ivaničková, W stronę historii, [w:] idem, O współczesnej komparatystyce literackiej, Warszawa 1989, s. 16–21.

24H. Markiewicz, Badania porównawcze w literaturoznawstwie polskim, [w:] idem, Przekroje i zbliżenia dawne i nowe, Warszawa 1976, s. 422.

25Dokładny tytuł zbioru prelekcji uniwersyteckich w edycji zbiorowej pism Osińskiego – zob.: L. Osiński, Dzieła, t. II, Warszawa 1861.

26E. Balcerzan, E. Rajewska, Pisarze polscy o sztuce przekładu 1440–2005. Antologia, Poznań 2007, s. 76–79.

27L. Osiński, Dzieła, t. II, Warszawa 1861, s. 8.

28Opinia Jana Czeczota: „Byłem na eleganckiej Osińskiego lekcji [...] Błyszczy znikomą swoją, przed wieki wypracowaną sławą, umie bawić kompanią [...] jest tylko najlepszym dwornisiem”; opinia Franciszka Malewskiego: „Osiński skarży się, że na jego lekcji [...] częste chrząkania przerywają mowę, chce porzucić” (cyt. za: R. Skręt, Osiński L. [w:] PSB, op. cit., s. 343).

29P. Żbikowski, Klasycyzm po stanisławowski. Zarys problematyki, Warszawa 1999, s. 129–130.

30L. Marinelli, Polonocentryzm w historii literatury – jego racje i ograniczenia (w uniwersyteckiej syntezie historycznoliterackiej), „Teksty Drugie” 2005, nr 1–2, s. 198–214.

31R. Przybylski, op. cit., s. 280.