Edward Przewoski
Urodzony 15 I 1849 we wsi Glinianka (powiat nowomiński). Studia medyczne w Szkole Głównej Warszawskiej (1867–1872); pracownik UW (1872); doktorat tamże (1873); profesor UW (1896), profesor Akademii Sztuk Pięknych (1908–1918).
Znawca anatomii patologicznej; zajmował się m.in. badaniami nad nowotworami, rzucawką porodową, urazami układu nerwowego oraz budową mięśnia sercowego.
Prezes Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego, wiceprezes II Zarządu Wystawy Higienicznej w Warszawie (1896); członek Towarzystwa Naukowego Warszawskiego.
Zmarł 16 V 1925 w Warszawie.
Artykuły m.in. w: „Archiv für patoligische Anatomie u. Phisologie und f. klinische Medizin” (1875); „Gazecie Lekarskiej” (1881); Kurs obszczej patołogiczeskoj anatomii, Warszawa 1900; Kurs czastnoj patołogiczeskoj anatomii, Warszawa 1902.
Przewoski E. [w:] PSB, t. XXIX, Warszawa 1986, s. 34–35.
Edward Przewoski (Przewóski), znany i szanowany w Warszawie lekarz, profesor anatomii patologicznej, z pewnością zasłużył na pamięć następnych pokoleń. Poza ogromną wiedzą merytoryczną z zakresu interesującej go dziedziny medycyny wyróżniał się wśród profesorów (nie tylko zresztą warszawskich) niebywałą łatwością przekazywania wiedzy fachowej studiującej na Uniwersytecie Warszawskim młodzieży. Jednym słowem był genialnym nauczycielem, co jest nieczęsto spotykaną, a wyjątkowo cenną zaletą kierownika katedry. Edward Przewoski nie był rodowitym warszawianinem, ale całe swoje życie związał z tym miastem, więc należy uważać go za warszawianina z wyboru.
Urodził się 15 stycznia 1849 roku we wsi Glinianka w powiecie nowomińskim. Jego ojciec Paweł Przewoski był wójtem gminy, a matka, Emilia ze Szczygielskich, zajmowała się – jako modelowa żona i matka wieku XIX – domem. Rodzice wysłali młodego Edwarda do II Gimnazjum w Warszawie. Po jego ukończeniu w 1867 roku, zafascynowany zawodem lekarza, wstąpił na Wydział Lekarski w Szkole Głównej Warszawskiej. Szczęśliwie w tym czasie w Warszawie istniała możliwość odbywania studiów lekarskich i do tego na czysto polskiej uczelni wyższej. Poziom nauczania medycyny, dzięki ogromnemu wysiłkowi polskich profesorów, nie odbiegał tu od europejskiego, a więc młodzież garnęła się do studiowania na tutejszej uczelni, nie myśląc o wyjeździe za granicę. Na kursie anatomii prawidłowej i patologicznej Przewoski okazał się wyróżniającym studentem. Swoją pracowitością, zamiłowaniem do przedmiotu i kulturą osobistą zwrócił uwagę ówczesnego kierownika Katedry Anatomii Patologicznej – Włodzimierza Brodowskiego.
W przeciwieństwie do rozlicznej braci medycznej, młodemu Przewoskiemu zdecydowanie bardziej odpowiadało żmudne zgłębianie tajników kolejnych kursów medycyny niż jakiekolwiek rozrywki. Musiał więc być bardzo pilnym, choć zapewne raczej ponurawym studentem. W rezultacie udało mu się ukończyć studia z wyróżnieniem w 1872 roku i już w listopadzie tego roku został zatrudniony na stanowisku prosektora w Katedrze Anatomii Patologicznej Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego.
Dużo się zmieniło w Warszawie w czasie studiów Przewoskiego. Po upadku powstania car zaostrzył restrykcje wobec polskiej młodzieży. Nie zamknął uczelni, pozornie zmieniając wyłącznie nazwę. W rzeczywistości miała się ona stać zaściankowym Uniwersytetem, czysto rosyjskim, z rosyjskimi lub całkiem uległymi Rosji wykładowcami. Częściowo udał się ten plan Rosjanom. Bogatsza lub bardziej przedsiębiorcza młodzież opuściła Warszawę, udając się na studia do Krakowa lub innych europejskich ośrodków akademickich. Pozostali musieli zadowolić się nauką na Uniwersytecie o poziomie zdegradowanym do niskiego. Sytuację ratowała garstka polskich profesorów, którzy nie opuścili swoich stanowisk, choć po części utrzymując nauczanie na odpowiednim poziomie. Decyzja Przewoskiego o pozostaniu na Uniwersytecie okazała się więc zbawienna dla studentów. Młody, zdolny człowiek otrzymał już w 1873 roku tytuł doktora nauk medycznych na podstawie pracy napisanej w języku rosyjskim pt. O pochodzeniu i sposobie rozprzestrzeniania raka. Od tego momentu rozpoczął dodatkowo wykłady z zakresu anatomii opisowej. Wykładał splanchnologię, jak wspomina jeden z jego studentów – Ludwik Czarkowski. Z tego to działu zrezygnował bowiem Czausow – Tatar, ówczesny kierownik Katedry Anatomii Prawidłowej. Podobno Czausow był nudnym i mało kompetentnym wykładowcą, jednym słowem prawie w ogóle nie posiadał znajomości anatomii. Dlatego też było to posunięcie nad wyraz roztropne, co podkreśla w swoich wspomnieniach Ludwik Czarkowski. Niewątpliwie trudno jest się uczyć wykładu na pamięć, szczególnie w sytuacji, gdy ma się nikłe pojęcie o wykładanym przedmiocie.
A jakie były te pierwsze wystąpienia naszego bohatera? Podobno bardzo udane, pomimo że dla niego samego niezwykle stresujące. Studenci stanowią wymagające audytorium, a Przewoski był bardzo młody, dopiero co sam ukończył studia. Zacytujmy wspomnianego Ludwika Czarkowskiego: „Przewoski 26-cio czy 27-letni podówczas młodzieniec rozpoczynał wykład zwykle srodze zaambarasowany, z miną przerażoną idącego na egzamin sztubaka, co chwila rumienił się jak pensjonarka, co chwila brakło mu wyrazu rosyjskiego, a sztukować go polskim widocznie bał się. Swoją drogą przedmiot znał wybornie i słuchaliśmy go z zajęciem. Ubawił też nieraz całe audytorium, gdy z braku preparatu i znośnego po rosyjsku wyrażenia się, dopomagał sobie gestykulacją, pokazując na własnym ciele położenie rozmaitych narządów. Szczególnie śmieszyły nas te jego gęsta, gdy chodziło o narządy moczowo-płciowe. Wykładał dwa razy na tydzień po dwie godziny”. Dodatkowo, oprócz czystej anatomii, zwykł był podawać w trakcie wykładu budowę drobnowidową, czyli histologiczną omawianych narządów. Nie było to łatwe dla studenta pierwszego kursu medycyny, gdyż elementy histologii wchodziły w zakres kursu drugiego. Ponadto Przewoski egzaminował studentów z anatomii razem z Czausowem. Każdy ze swoich wykładów. Przewoski często wychodził poza zakres obowiązującej wiedzy i dopytywał z zakresu histologii, którą uważał za nieodłącznie związaną z anatomią. Na szczęście był człowiekiem wyrozumiałym i nawet całkowitą ignorancję studenta w tej dziedzinie, przy znajomości anatomii, honorował trójką. Wspomniane wykłady prowadził do roku 1881.
Nie wykłady jednak były najważniejszym zajęciem Przewoskiego. Stanowisko prosektora było równoważne ze stanowiskiem asystenta w Katedrze Anatomii Patologicznej u profesora Brodowskiego; należy w tym miejscu podkreślić, że Przewoski był jego ulubionym asystentem, ale... podobno nadskakiwał Brodowskiemu i płaszczył się przed nim. Jednak nie to zapewne stanowiło o sympatii szefa. Przede wszystkim Przewoski był człowiekiem skromnym, pracowitym, zręcznym przy wykonywaniu sekcji, biegłym w badaniach histologicznych, szybko się uczył i wkrótce nabył ogromnego doświadczenia w diagnostyce anatomopatologicznej. Chociaż, jak wspomniano, nie wykładał po polsku, nie wydał nawet w ojczystym języku podręcznika dla studentów, to był przecież Polakiem, a Brodowski nie wyobrażał sobie, że katedrę mógłby przejąć po nim Rosjanin.
Przewoski był postacią bardzo kontrowersyjną. Jego postępowanie, z pozoru niepatriotyczne, faktycznie było jednak bardzo skuteczne. W ten oto sposób katedra anatomii patologicznej, po emerytowanym Brodowskim, na zrusyfikowanym prawie całkowicie Uniwersytecie, przeszła w polskie ręce. W „Przeglądzie Lekarskim” z tego roku czytamy: „Czcigodny prof. Brodowski znalazł godnego siebie następcę w osobie świeżo mianowanego prof. anatomii patologicznej, Edwarda Przewóskiego. Nominacya ta wywołała rzadkie u nas zadowolenie wśród młodzieży uniwersyteckiej i całego ogółu. Słusznie należała się ta katedra Przewóskiemu za ćwierćwiekową pracę naukową i pedagogiczną. Jako prosektor i pomocnik prof. Brodowskiego, Przewoski był niezrównanym nauczycielem nie tylko dla studentów, ale i dla lekarzy, zwłaszcza też lekarzy szpitala Dzieciątka Jezus (przy tym bowiem szpitalu znajduje się prosektorium anatomii patologicznej), którym przy każdej sekcji nie szczędził cennych objaśnień i wskazówek. Przewóski należy do grona wybrańców, którym udało się przestąpić progi naszej Wszechnicy. Od wielu lat żaden z naszych pracowników naukowych nie mógł nawet marzyć o birecie profesorskim...”. Tak więc katedra anatomii patologicznej utrzymała się jako jedna z trzech obsadzonych przez Polaków.
Przewóski był wybitnym naukowcem. Ogłosił około 100 prac z zakresu anatomii patologicznej. Za najważniejsze uważa się opisy histopatologiczne naczyniaków wsierdzia i naczyniaków chłonnych jelit. Opisał obrzęk ciałek Paciniego (rodzaj zakończeń czuciowych). Opisał zjawisko i obraz patologiczny wstrząśnienia układu nerwowego i zaproponował określenie shock (szok) na konsekwencje kliniczne tych zaburzeń. Podał możliwe przyczyny eozynofilii w przebiegu nowotworów złośliwych. Przedstawił bardzo dokładny wielonarządowy obraz zmian anatomopatologicznych u kobiety zmarłej z powodu rzucawki porodowej. Opis nie był pierwszym w świecie, jak się do tej pory uważało, ale, potwierdzając zmiany wielonarządowe widywane przez innych autorów, stanowił cenny wkład w ogólnoświatowe badania w tej materii. Drukował w językach polskim, rosyjskim i niemieckim. Był członkiem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego od początku jego istnienia.
W latach 1900 i 1902 Przewóski wydał litografowane skrypty ze swoich wykładów, jak wspomniano, w języku rosyjskim. Wywołało to powszechne oburzenie, obiecał więc opublikowanie ich także w języku ojczystym. Zamiaru tego nigdy nie zrealizował, wydał za to po polsku w 1916 roku litografowane wykłady z anatomii prawidłowej. Skrypty z anatomii patologicznej okazały się najlepiej opracowanym podręcznikiem na rynku. Każdy zeszyt był przez niego osobiście przeglądany i podpisany. Skrypt był dość drogi jak na kieszeń studenta, ale wydawano go w częściach po kilka zeszytów, dzięki czemu bardzo szybko znikał z księgarni. Wybaczyli więc studenci ten przejaw uległości wobec władz rosyjskich swojemu profesorowi, tym bardziej, że jego stosunek do studentów był właściwie nienaganny. Zawsze służył im swoją radą i pomocą. Troszczył się o nich z największym zaangażowaniem, dbał o asystentów i Wydział Lekarski. Stworzono mu nieoczekiwanie taką możliwość, powierzając stanowisko dziekana. Wreszcie, utrudzony ciągłym balansowaniem pomiędzy uległością w stosunku do władz rosyjskich a walką o interesy polskiej młodzieży, odszedł z Uniwersytetu i jako emerytowany profesor rozpoczął wykłady z anatomii w Warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych.
Przewoski prowadził również, dla celów zarobkowych, pracownię analityczną dla klinicystów. Zapewne niełatwo było wyżyć na poziomie godnym profesora z pensji uniwersyteckiej. Prowadził więc wieczorami praktykę prywatną, która nie cieszyła się jednak dużą popularnością. Zapewne zwracano się do niego raczej ze względu na tytuł naukowy niż faktyczną wiedzę. Tak przynajmniej wynika znowu ze wspomnień Ludwika Czarkowskiego, w tym momencie już lekarza. Żartem można by zauważyć, że faktycznie zbyt dużej praktyki w leczeniu Przewoski nie miał, raczej analizował porażki lekarzy klinicystów na stole sekcyjnym. Czarkowski wspomina jednak sytuację przemawiającą na korzyść profesora, a mianowicie pewna rodzina wezwała Przewoskiego do chorego w stanie agonalnym. Był to pacjent uprzednio prowadzony przez młodego Czarkowskiego. Czarkowski zdawał sobie sprawę, że nie jest w stanie mu pomóc, lecz według ówczesnej wiedzy leczył go lekami pobudzającymi. „Przewoski dosyć lekceważąco potraktował ten sposób kuracji, natomiast usilnie nastawa! na podawanie choremu jednobromku kamfory, środka kojącego, który w tym przypadku nie tylko, że był zbyteczny, ale mógł być szkodliwy. Fakt ten nie podniósł bynajmniej w moich oczach Przewoskiego jako praktyka. Zapytałem go wręcz, odkądże to zajmuje się praktyką lekarską. Odparł, iż właściwie oficjalnie nie zajmuje się nią, ale pomimo to, nieraz zwraca się publiczność doń, bo przecież profesorem jestem, nie biorę mniej niż trzy ruble za wizytę”. Wiele w tych słowach goryczy i może złości Czarkowskiego na starszego kolegę z powodu podważenia sposobu terapii. Zastanowiwszy się jednak dłuższą chwilę, rację przyznamy Przewoskiemu. Mimo ogromnego postępu medycyny od tamtych czasów postępowanie z chorym terminalnym powinno być takie samo: ulżyć cierpieniu i pozwolić godnie odejść. Środki kojące przede wszystkim. Czy mogą w ogóle zaszkodzić? Te zasłużone trzy ruble to nie tylko opłata za tytuł, ale też za duże doświadczenie lekarskie.
Tyle o naszym bohaterze jako o naukowcu i lekarzu. Teraz przeanalizujmy jego niebywałe zasługi społeczno-organizacyjne. Był wieloletnim prezesem Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego. Towarzystwo nie było instytucją zależną od władz rosyjskich. Skupiało lekarzy przede wszystkim z terenu zaboru rosyjskiego. Główny cel naukowy Towarzystwa stanowiła wymiana doświadczeń i najnowszej myśli naukowej lekarskiej wśród lekarzy warszawskich i tych działających na prowincji. Prezesem nie obierano osoby z przypadku, kierowano się zawsze zaangażowaniem w prace Towarzystwa, autorytetem naukowym i zdolnościami organizacyjnymi. Te wszystkie zalety musiał posiadać Przewoski, przewodnicząc tej znamienitej organizacji. Pełnił również funkcję kierownika pracowni Towarzystwa. W 1896 roku udało mu się zorganizować II Wystawę Higieniczną w Warszawie. Był wiceprezesem jej zarządu. Warto w tym miejscu wspomnieć, że wystawy tego typu były rodzajem międzynarodowych targów, na których prezentowano najnowsze produkty lecznicze i medyczne. Stanowiły okazję do zapoznania się z nowinkami z zagranicy i przede wszystkim do promocji polskich produktów, nierzadko tańszych i skuteczniejszych. Poza tym polski przemysł mógł oficjalnie zaistnieć na arenie międzynarodowej.
Na koniec trzeba napisać o staraniach Przewoskiego o poprawienie warunków swojego ukochanego zakładu Anatomii Patologicznej. Warunki pracy w zakładzie nie należały bowiem do najlepszych. Brud, stare sprzęty i mury wymagające remontu nie mogły tworzyć komfortowych warunków pracy. Znów odwołamy się do studenckich pamiętników: „Prosektorjum mieściło się w piętrowej brudnej kamienicy z wejściem od ulicy Zgoda, mury pociągnięte były z zewnątrz jakąś naturalnie najtańszą farbą wodną, barwy niebieskawoszarej, w wielu miejscach odrapanej; okna – zasnute pajęczyną, zakurzone, zabryzgane błotem. Wchodziło się przez pojedyncze drzwi z wagą do podłużnej sionki, w której na prawo była stancyjka odźwiernego, kacapa protegowanego przez Czausowa, nieco dalej, po lewej stronie, drzwi prowadzące do gabinetu anatomii patologicznej dziekana Brodowskiego. U końca sionki na lewo było wejście na dziedzińczyk, z którego trafiało się do sieni, a z niej na prawo do teatru anatomicznego, na lewo do trupiarni i zarazem salki sekcyjnej, na wprost zaś do gabinetu profesorów wykładających rozmaite działy anatomii (Czausow, Przewóski, Brodowski). [...] Prosektorjum była to obszerna, wysoka sala o czterech, czy sześciu oknach z obu przeciwległych stron t. j. jeden szereg od ulicy, drugi od dziedzińca, posadzkę miała cementową, ściany wybielone wapnem, za sprzęty kilkanaście owalnych stołów, falszmarmurowych lub drewnianych i na biało pokostowanych, kilkanaście takichże stołków oraz ławy wzdłuż ścian pod oknami; u jednych drzwi wejściowych, między niemi a piecem był kran z wodą i zlew, nad niemi zaś wałek drewniany, na którym zawieszony był zeszyty końcami ręcznik, tak by obracał się w kółko; ręcznik prawie zawsze był mokry więc wielu z nas przynosiło własny lub wycierało ręce w bibułę, śmielsi biegli do pobliskiego gabinetu asystenta i korzystali z jego ręcznika prawie zupełnie czystego. Każdy ze studentów winien był kupić sobie fartuch, bądź od starszego kolegi, bądź od stróża ceratowy lub z weksatyny (droższy). Podzieliliśmy się na grupy czterech osób każda do jednego stołu, który już przez cały rok szkolny do tej grupy należał”.
W 1905 roku Przewoski przeniósł swój zakład do nowego, doskonale zaprojektowanego gmachu Collegium Anatomicum, u zbiegu ulic Teodora i Wspólnej. Z dumą i zachwytem opisał ten nowoczesny budynek: „Obecnie pracownia Anatomii patologicznej przedstawi się zupełnie inaczej. Jeżeli pomieszczenie jej nie grzeszy zbyteczną obszernością i wygodą, to w każdym razie jest ono suche, widne i pomieścić może około 22 pracujących. Dobrych drobnowidzów i wszelkich innych narzędzi pracownia ma dostateczną liczbę [...]. Do pracowni ma dostęp każdy, zarówno student, jak i lekarz skończony. W pracowni dokonywane są prace zarówno rozleglejszego charakteru, jak i ćwiczenia mające na celu tylko naukę studentów, praktyczne uzupełnienie wykładu”. Do celów dydaktycznych służyło również muzeum anatomii patologicznej, zwane gabinetem, które było oczkiem w głowie Przewoskiego. Zgromadzone tam preparaty świadczyły niezbicie o faktycznym istnieniu różnorakich patologii opisywanych w podręcznikach. Pełniło ono ówcześnie rolę „Prezentacji multimedialnej” do wykładów. Ciekawe jest to, że studenci zapamiętują najczęściej nie rzeczy najważniejsze, ale te najciekawsze. Oto co zapamiętał nasz student: „okazy były porządnie poustawiane i ponumerowane z napisami w języku łacińskim. Zapamiętałem: b. dobrze odrobioną czaszkę ludzką, rozebraną na części składowe, tak, że każda kość była oddzielona od sąsiednich, że można je było dokładnie przestudiować, a jednocześnie były spojone ze sobą za pomocą subtelnych śrubek, drucików i sprężynek, tak, że kości trzymały się razem, przedzielone od siebie niewielkimi szparami, barwę miały czysto białą i świeciły się, jak polakierowane; czaszka była ustawiona na czarnym postumencie pod kloszem; całkiem na to zasługiwała ze względu na cierpliwość, pracowitość i umiejętność sporządzenia takiego okazu [...]. Była tam też skóra, zdjęta ze zwłok murzyna i wypchana, było takież prącie olbrzymiej zaiste wielkości, dostarczone, jak nas objaśniał Józef, ze szpitala Ujazdowskiego po pewnym Kozaku, było wreszcie kilka kołtunów, z których jeden uderzał swym ogromem: właścicielka, nie mogąc utrzymać go o własnych siłach, używała wózka i na nim z tyłu ciągała za sobą, aż wreszcie zdjęto jej tę wątpliwą ozdobę w klinice i przechowano na wieczną rzeczy pamiątkę. Podziwialiśmy jeszcze obfity zbiór rozmaitych potworków: Bezgłowych, jednookich (cyklopów), o zwiększonej liczbie nóg, rąk, dołowych, pozrastanych mniej lub więcej itp.” Świetnie wyposażony zakład, wraz z bogatym w zbiory muzeum, mógł stać się początkiem odrębnej warszawskiej szkoły anatomopatologicznej. Niestety niespokojny czas rewolucji lat 1905–1908, a potem wybuch I wojny światowej obróciły te nadzieje wniwecz.
Profesor był żonaty z Władysławą Grzybowską, majętną kobietą, dzięki której mógł się rozwijać naukowo i angażować w prace społeczne, a praca zarobkowa nie musiała być najważniejszym problemem życiowym. Pomimo tego, jak wspomnieliśmy, potrafił z własnej pensji utrzymać rodzinę, a swoją pracę cenił wysoko. Miał córkę jedynaczkę, Janinę. Interesował się sztuką – w swoim mieszkaniu zgromadził spory zbiór obrazów malarzy polskich, brązów i starych mebli.
Edward Przewoski zmarł 16 maja 1925 roku w Warszawie, właściwie nie pozostawiając po sobie znamienitych następców. Został pochowany na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.