Józef Przyborowski

Urodzony 17 III 1823 w Gałęzowie pod Wrześnią. Studia filologiczne i historyczne na Uniwersytecie Wrocławskim (1843–1852); wykładowca gimnazjum św. Marii Magdaleny w Poznaniu; profesor nadzwyczajny Szkoły Głównej (1865).

Bibliograf i badacz literatury staropolskiej oraz gramatyki języka polskiego, numizmatyk, archeolog i kolekcjoner monet polskich.
Członek Towarzystwa Literacko-Słowiańskiego we Wrocławiu, kustosz poznańskiego Archiwum Grodzkiego, współzałożyciel Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, członek Komisji Archeologicznej Wileńskiej, bibliotekarz Biblioteki Głównej w Warszawie (1862–1871).
Zmarł 13 V 1896 w Warszawie.

Wiadomość o życiu i pismach Jana Kochanowskiego, Poznań 1857; Wycieczki archeologiczne po prawym brzegu Wisły, Warszawa 1874; Wycieczki archeologiczne nad Świder, Warszawa 1875; Kilka uwago numizmatyce średniowiecznej z powodu dzieła K. Stronczyńskiego „Monety dawnej Polski”, Warszawa 1884.

Przyborowski J. [w:] PSB, t. XXIX, Warszawa 1986, s. 76–79.

GRZEGORZ P. BĄBIAK

JÓZEF PRZYBOROWSKI

1823–1896

 

Kustosz książki polskiej

W majowym numerze „Tygodnika Ilustrowanego” z 1896 roku podano informację o śmierci „niepospolitego badacza języka polskiego i jego literatury, niezrównanego bibliografa, biegłego archeologa i numizmatyka, niegdyś profesora Szkoły Głównej”1. Był postacią na tyle znaną i cenioną, że jego sylwetce poświęcono obszerny, dwustronicowy artykuł, w którym podsumowano jego dorobek i zasługi dla „narodu bez państwa”. Był także postacią, której losy odbijały meandry XIX stulecia, przeobrażeń społecznych, stosunku do walk narodowo-wyzwoleńczych i pojmowania własnej działalności naukowej jako rodzaju misji dla kraju.

Józef Przyborowski, bo o jego odejściu donosiła prasa, był dzieckiem swojej epoki, wychowany i ukształtowany przez tradycję szlacheckiego dworku, w którego kręgu – pośrednio bądź bezpośrednio – będzie obracał się do końca życia. Urodzony w Wielkopolsce, w Gałęzowie pod Wrześnią, był synem burgrabiego grodzkiego przedeckiego Kazimierza i Marcjanny z Waliszewskich. W pamiętnym roku 1830, w nie do końca jasnych okolicznościach stracił oboje rodziców, ani bowiem wspomnienia z epoki, ani współczesny życiorys zamieszczony w Polskim Słowniku Biograficznym nie podają, czy fakt ten wiązać należy z wydarzeniami listopadowego zrywu. Chłopcem zaopiekował się wówczas daleki kuzyn, ziemianin Stanisław Loga, który kilka lat później umieścił go w gimnazjum w Trzemesznie.

Co znamienne, już wówczas wyrwany, choć niewyobcowany z własnej warstwy, liczyć musiał na siebie, upatrując w pracy intelektualnej swoją dalszą drogę życiową. To także zadecydowało o wstąpieniu na Uniwersytet we Wrocławiu w 1843 roku, gdzie studiował filologie klasyczną i słowiańską oraz historię2. Już od tego czasu datują się jego zainteresowania archeologią, numizmatyką i zabytkami piśmienniczymi, które rozwinął w swojej warszawskiej działalności. Śladem tego są odczyty wygłaszane przez Przyborowskiego w Towarzystwie Literacko-Słowiańskim, do którego należał. W związku z problemami zdrowotnymi i odbyciem obowiązkowej służby wojskowej w armii pruskiej, egzaminy kończące studia złożył dopiero w 1852 roku. Podobnie jak Bronisław Chlebowski i wielu innych współczesnych mu, naukę mógł kontynuować bądź dzięki mecenatowi społecznemu, bądź państwowemu. Przyborowski był beneficjentem obu: w czasach gimnazjalnych korzystał ze wsparcia Alumnatu Szlacheckiego, natomiast w okresie studiów z zasiłku rządowego. Ten ostatni warunkował, że po zakończeniu nauki absolwent zobowiązany był do pracy w szkolnictwie. Nie było to ani niczym wyjątkowym, ani deprecjonującym. System ten rozpowszechniony był także w pozostałych zaborach, a znanym jest fakt, że stypendystą takim był również Mickiewicz. Dawało to możliwość zdobycia wyższego wykształcenia, a następnie posady na początku drogi zawodowej, państwu zaś zapewniało dopływ kadr do szkolnictwa.

Przyborowski rozpoczął zatem swoją drogę inteligenta tam, skąd wyruszył w świat, tzn. w gimnazjum w Trzemesznie, z którego kilka lat później został przeniesiony do stolicy Wielkiego Księstwa Poznańskiego i zatrudniony w gimnazjum św. Marii Magdaleny. Warte podkreślenia – w kontekście jego późniejszej pracy w warszawskiej Szkole Głównej – jest to, że od początku nie skupiał się on wyłącznie na nauczaniu łaciny, greki i języka polskiego, ale rozwijał także własne prace naukowe. To w Poznaniu objął obowiązki kustosza Archiwum Grodzkiego, gdzie uporządkował jego zasoby, jednocześnie gromadząc dla siebie materiały do dalszych badań. Opublikował wówczas swój pierwszy artykuł naukowy w ogólnopolskiej „Gazecie Warszawskiej” pt. O mennicy łobżenieckiej, której istnienie udowodnił wbrew twierdzeniom Józefa Łukaszewicza. Kolejne teksty zamieszczał w: „Gazecie Wielkiego Księstwa Poznańskiego”, „Bibliotece Warszawskiej” i „Wiadomościach Bibliograficzno-Archeologicznych”. W cytowanym na początku szkicu jego autor pisał: „W roku 1857 [Przyborowski] wystąpił z jedną z najważniejszych prac swoich, stanowiącą wzór, jak należy opracowywać krytycznie życiorysy i objaśniać dzieła wybitnych autorów. Była to Wiadomość o życiu i pismach Jana Kochanowskiego, któremu i później wiele pracy poświęcił i był niewątpliwie pod każdym względem najlepszym znawcą tego pisarza”3. Rościsław Skręt konkluduje, że książką tą, obok Małeckiego i Nehringa, zajął miejsce jednego z najnowocześniejszych badaczy historycznoliterackich tamtego czasu4.

We wstępie tej rozprawy Przyborowski napisał: „Przyszło nawet pomiędzy pracującymi nad Kochanowskim, pierwszemu wystąpić i występuję bez wahania, bo mam to przekonanie, żem zrobił, ile było w mej mocy. Karczowałem pole nietknięte prawie; co krok trzeba było zbijać mylne dotychczas mniemania, a stąd zakradł się do mej pracy, mimo mej chęci, miejscami ton polemiczny, który rad bym usprawiedliwił zaręczeniem, że nie powodowały mną żadne niechęci osobiste, lecz li tylko miłość prawdy”5. Opierając się na materiałach archiwalnych, położył on podwaliny pod badania nad życiem i twórczością poety z Czarnolasu oraz jego rozgałęzionej rodziny.

Prace w archiwum miejskim w Poznaniu przyczyniły się do tego, że Przyborowski wszedł również w skład grupy ziemian i inteligencji, z inicjatywy których powołane zostało Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk (1857). Powstało ono ćwierć wieku po likwidacji warszawskiego Towarzystwa i w obliczu trudności, jakie przeżywało krakowskie, w czasach germanizacji Uniwersytetu Jagiellońskiego. Warto przypomnieć, że to właśnie Wielkopolska około połowy wieku przyjęła na siebie misję kulturotwórczą, której owoce, jak Biblioteka Raczyńskich czy właśnie Towarzystwo Naukowe, promieniować miały na pozostałe zabory. Zabory, które wówczas zmagały się ze zintensyfikowaną polityką wynaradawiającą. To poznańskie Towarzystwo przejąć miało rolę analogiczną do tej, jaką odgrywał warszawski Pałac Staszica, a którą zamknąć można w haśle z tamtego czasu: „arki między dawnymi a nowymi laty”. To te i podobne im instytucje skupiały nici społecznego mecenatu, zbierając i chroniąc zabytki rodzimej przeszłości. Ich opisaniem, w szczególności zaś tych prehistorycznych, zajął się Przyborowski w powołanym przy Towarzystwie Przyjaciół Nauk muzeum. Zaowocowało to szeregiem kolejnych prac naukowych z tej dziedziny, np. o napisach runicznych w Mikorzynie (głośny falsyfikat z połowy wieku). Jak pisano: „Prace powyższe zwróciły nań uwagę i zjednały mu uznanie u świata naukowego. Rozprawę swą łacińską [o deklinacjach przymiotników polskich w XIV i XV w. – G.B.] wydał już jako członek Towarzystwa Naukowego w Krakowie (później Akademii Umiejętności), Archeologicznego w Wilnie, oraz Towarzystwa szląskiego we Wrocławiu. Komisja rządowa oświecenia publicznego wezwała go wówczas na lektora języka polskiego i bibliotekarza w świeżo otwartej Szkole Głównej w Warszawie”6.

Na początku lat sześćdziesiątych Przyborowski zatem należał już do elity intelektualnej kraju, o czym świadczy przynależność do niemal wszystkich najważniejszych naukowych organizacji. Prestiż, jakim się cieszył, oraz poparcie ks. Adama Jakubowskiego (zastępcy dyrektora honorowego Biblioteki Głównej) i Kazimierza Krzywickiego (dyrektora Komisji Wyznań Religijnych) zadecydowały o tym, że został powołany na stanowisko bibliotekarza Biblioteki Głównej w Warszawie. Jego nominacja (21 listopada 1862) przypadła jednak na najbardziej burzliwy okres niepokojów i bezpośrednich przygotowań do styczniowego zrywu.

Przyborowski – Wielkopolanin, podobnie zresztą jak i powołany miesiąc wcześniej Estreicher – Galicjanin – powściągliwie odnosili się do powstania, nie uczestnicząc w żadnej formie działalności spiskowej. Postawa ta, którą uznać można za swoisty manifest polityczny, ma kilka wyjaśnień. Po pierwsze obaj byli ludźmi Wielopolskiego, podzielającymi jego punkt widzenia na sprawy krajowe, po drugie euforia powstańcza, wbrew dzisiejszym opiniom, nie była masowa, a pamięć polistopadowych represji pozostawała nadal żywa. Obaj pracą, a nie walką chcieli działać dla społeczeństwa. Po trzecie wreszcie – powołani na swe stanowiska u schyłku 1862 roku – funkcji swych jeszcze nie objęli. Daleko posunięta ostrożność w obu przypadkach mogła brać się z faktu, iż nie chcieli oni, jako poddani obcych państw, ryzykować zerwaniem tak prestiżowych umów, deportacją i zamknięciem dalszej drogi kariery. Dlatego i Przyborowski, i Estreicher stanęli niejako obok dziejących się wypadków i nie uważali ich za przeżycie pokoleniowe w takim stopniu, w jakim było nim ono dla generacji studentów Szkoły Głównej. Dla obu był to świadomy wybór, akceptowany zresztą przez otoczenie.

Obaj przyjeżdżają zatem do Warszawy już po opadnięciu pierwszej fali narodowej euforii, Estreicher – 17 lutego, a Przyborowski – 31 marca 1863 roku. Jeśli pierwszy górował przygotowaniem bibliotecznym i w randze podbibliotekarza rozpoczął prace nad uporządkowaniem i inwentaryzacją zbioru, to drugi miał większy dorobek naukowy i większą świadomość historyczną, filologiczną i prawną7.

Monografistka biblioteki uniwersyteckiej, Helena Kozerska, w swojej klasycznej już dziś rozprawie napisała, że to głównie dzięki taktowi Przyborowskiego oraz czujności ks. Jakubowskiego stosunki z podbibliotekarzem Estreicherem układały się poprawnie. Przyborowski odstąpił Estreicherowi inicjatywę uporządkowania i rozklasyfikowania zbiorów, sam natomiast pozostawił sobie reprezentację Biblioteki oraz zajął się jej działem polskim i ukochanym gabinetem numizmatycznym8. Natomiast po wizytacji przedstawicieli Komisji Rządowej w 1864 roku i krytyce systemu wprowadzonego przez Estreichera zwiększyła się rola Przyborowskiego, który objął np. bezpośrednią pieczę nad działem rękopisów. Osobny rozdział w pracach nad stworzeniem biblioteki stanowiły sprawy związane z przejmowaniem przez nią księgozbiorów likwidowanych w wyniku represji instytucji i kasowanych klasztorów. Przyborowski wszedł w skład komisji, wraz z bibliotekarzem Seminarium Archidiecezjalnego, która w 1865 roku dokonała segregacji zbiorów: pokarmelickich i pobernardyńskich, a dwa lata później także: potrynitarskich, poaugustiańskich, pokapucyńskich i podominikańskich. Część z nich została przejęta do Biblioteki Głównej, reszta do biblioteki seminaryjnej, część wywieziono do Rosji.

Kozerska zauważa ponadto, że cichy konflikt między tendencjami rusyfikatorskimi władz oświatowych a dążeniami polskiego kierownictwa Biblioteki do planowego uzupełniania księgozbioru o polskie i zachodnioeuropejskie dzieła odbijał się niekorzystnie na pracach instytucji. Dochodziła do tego i redukcja personelu, i wycofywanie się samego Estreichera, który zajęty był już pracami nad Bibliografią, przygotowaniem doktoratu i wykładami z bibliografii w Szkole Głównej9. Około 1867 roku większość spraw przeszła zatem w ręce Józefa Przyborowskiego, ale był to także rok, kiedy miejsce polskiej Komisji Rządowej Oświecenia Publicznego zajął rosyjski Okręg Naukowy Warszawski, co oznaczało schyłek polskiej biblioteki. Do końca jednak prowadziła ona prace katalogowe i porządkowe, których nie ułatwiał trudny charakter Estreichera, a łagodziła dyplomacja i pozycja Przyborowskiego10.

W czerwcu 1869 roku car zatwierdził ustawę o nowym Uniwersytecie w Warszawie. Rok później w maju Biblioteka Główna, Gabinet Numizmatyczny i Muzeum Starożytności zostały oddane w bezpośredni zarząd Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego. Po miesiącu kurator Okręgu Naukowego polecił Przyborowskiemu, aby ten przekazał gmach i zbiory wszystkich tych placówek specjalnie powołanym komisjom. Zachowała się notatka dra Zygmunta Celichowskiego z wielkopolskiej Biblioteki Działyńskich w Kórniku, który jako jeden z ostatnich Polaków zwiedzał książnicę i jej zbiory: „Dnia 4 lipca obejrzałem bibliotekę w towarzystwie Przyborowskiego. Z przeglądu notuję kilka szczegółów. Biblioteka Główna zawiera około 200 tysięcy tomów i mieści się w 18 pokojach. Jedna sala przechodzi przez całą długość budynku [Pałacu Kazimierzowskiego – G. B.] (przedzielona filarami podpierającymi galeryą na kilka pokojów). Układ jest na polonica i aliena. Pięknie reprezentowany jest dział czasopism i dział teologiczny. Manuskrypta i inkunabuły są w osobnym zamkniętym miejscu. [...] Zwiedzałem Muzeum około 12 w południe. W godzinę po tym oddawał je Skimborowicz komisji, wyznaczonej przez Uniwersytet, albowiem tak Muzeum, jak Biblioteka, przechodzą pod zarząd Uniwersytetu. Urzędowanie p. Przyborowskiego kończy się 13 lipca 1871 r.”11.

Jednak Przyborowski – obok obowiązków w bibliotece – był także wykładowcą na uczelni. Pierwszy kurs, który rozpoczął już w 1862 roku, obejmował zajęcia z historii literatury oraz języka polskiego (fonetyka, morfologia, etymologia, składnia i historia języka). Uczestniczyło w nim 34 studentów, w tym: Jan Baudouin de Courtenay, Adolf Dygasiński i Ernest Swieżawski. Rok później problematyka zajęć rozszerzona została o zagadnienia głosowni języka. Zmiany nastąpiły w 1865 roku, kiedy na stanowisko docenta został przyjęty Adam Bełcikowski. W następnym roku akademickim Józef Przyborowski skoncentrował się tylko na wykładach o języku, powierzając historię literatury polskiej do końca XV wieku Aleksandrowi Tyszyńskiemu, poezji polskiej XVII wieku zaś – wspomnianemu Adamowi Bełcikowskiemu. Liczba studentów katedry języka i literatury polskiej sięgnęła już 84 osób, wśród których byli późniejsi luminarze literatury: Piotr Chmielowski, Adam Antoni Kryński, Antoni Gustaw Bem, Henryk Sienkiewicz i Aleksander Świętochowski.

Podczas dwóch ostatnich lat funkcjonowania uczelni Przyborowski poświęcił zajęcia etymologii i składni oraz głosowni języka polskiego12. Natomiast gramatykę, jak zauważa Rościsław Skręt, wykładać miał w sposób historyczny i porównawczy, na przykładach zabytków staropolskich i staro-cerkiewno-słowiańskich. Dzięki temu przekazywał słuchaczom podstawy metody badawczej, co przyznawali po latach i Chlebowski, i Chmielowski13.

Po likwidacji Szkoły Głównej i zamknięciu biblioteki Przyborowski zrezygnował z dalszej pracy akademickiej. Odrzucił też propozycję, która pojawiła się w 1881 roku, objęcia katedry literatury polskiej z wykładami jej dziejów do końca XV wieku (późniejsze miał prowadzić Rosjanin). Projekty jej utworzenia na Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim ostatecznie nie zostały zrealizowane. Niemniej jednak, jak konstatuje Zbysław Arct, był zbyt wybitnym naukowcem i wytrawnym bibliotekarzem, aby nie było dla niego odpowiedniej pracy14. Znalazł ją na stanowisku kierownika Biblioteki Ordynacji Zamoyskiej, którym pozostał aż do śmierci w 1896 roku. Jednak fakt ten w równym stopniu zależał od uzdolnień Przyborowskiego, co od zawartych kontaktów z elitą polityczną kraju i umiarkowanych poglądów politycznych. Nie narażały one bowiem jego mecenasów na żadne niepokoje ze strony władz zaborczych, w pierwszej popowstaniowej dekadzie szczególnie wyczulonych na wszelkie patriotyczne wątki. Przyborowski zreformował bibliotekę ordynacką, wprowadzając nowy system katalogów i układu książek w magazynach.

Arct zauważa, że Przyborowski położył olbrzymie zasługi dla zachowania rękopisów i inkunabułów tej książnicy, wiele ratując od zniszczenia i konserwując według opracowanego przez siebie systemu. Zdekompletowane tomy uzupełniał fragmentami przepisywanymi z innych, wyszukanych egzemplarzy. W tym czasie służył także pomocą innym warszawskim książnicom, uporządkował np. księgozbiór Banku Polskiego, w którym znajdowało się wiele dzieł m.in. z bibliotek królewskich, a także Warszawskiego Towarzystwa Lekarskiego15.

Praca na stanowisku bibliotekarza ordynackiego, która to placówka w mentalności społecznej pełniła rolę namiastki narodowej biblioteki, stwarzała Przyborowskiemu doskonałe warunki do działalności naukowej. To dzięki temu mógł on poświęcić się także edytorstwu dzieł staropolskich. W 1884 roku Przyborowski wszedł w skład komitetu pomnikowego wydania Dzieł wszystkich Kochanowskiego, którym uczcić miano 300. rocznicę jego śmierci. Został zastępcą przewodniczącego Konstantego hr. Przezdzieckiego, który swoim nazwiskiem i koneksjami miał gwarantować powodzenie projektu. Całość prac spoczywała jednak na Przyborowskim, jako już wówczas niekwestionowanym specjaliście od twórczości autora Odprawy posłów. Analogicznie do wielu inicjatyw naukowych i kulturalnych w Warszawie po upadku powstania styczniowego, w sytuacji, gdy komitet tworzyli przedstawiciele inteligencji (w tym wypadku Ludwik Jenike, Adam Antoni Kryński, Roman Plenkiewicz i Tadeusz Włoszek), to wsparcie finansowe zapewniali przedstawiciele arystokracji i burżuazji. Był to najbardziej rozpowszechniony przejaw mecenatu, który gwarantował fundatorom rozgłos przy powstaniu znaczącego dzieła. Wśród wymienionych we wstępie nazwisk „grona miłośników literatury ojczystej” znaleźli się: Pelagia z Zamoyskich oraz Władysław hr. Braniccy, Ludgarda z Tyszkiewiczów ks. Jabłonowska, Aleksandra hr. Potocka z Wilanowa, Maria z Tyzenhausów oraz Konstanty hr. Przezdzieccy, a także ordynat Tomasz hr. Zamoyski i inni. Ich nazwiska wymienione były wśród najważniejszych przedstawicieli burżuazji warszawskiej: Jana Gotliba Blocha, członków rodziny Leopolda Kronenberga (Leopolda Juliana, Elżbiety, Róży, Stanisława i Władysława), Amalii Lewaszoff, Antoniego oraz Tomasza Jodko i innych.

Całość edycji rozpoczynał cytat z Pieśni Kochanowskiego, który w tamtych warunkach nabierał podwójnego znaczenia. Brzmiał on: „Służmy poczciwey sławie a iako kto może/ Niech ku pożytku dobra spólnego pomoże”. Tak monumentalne dzieło – oprócz unieśmiertelnienia jego twórców – było także odbierane przez współczesnych w kategoriach patriotycznych, mimo iż na jego zakup mogli sobie pozwolić nieliczni. Zresztą edycja ta musiała przyjąć tak imponującą formę i oprawę, ponieważ uważana była za rodzaj monumentu, który jedynie w takiej formie można było wystawić ojcu literatury ojczystej. Ponadto – podobnie jak prowadzone w całym kraju pierwsze zabiegi konserwatorskie nad zabytkami przeszłości – w trudnych latach niewoli miało być przypomnieniem złotego wieku i mocarstwowej pozycji Rzeczypospolitej, rozstrzygającej w tej części Europy. W pierwszych akapitach wstępu redakcja, zdając się przemycać te właśnie treści, napisała: „Podejmując to zadanie, komitet założył sobie: wznieść trwały pomnik pierwszemu, nie tylko u nas, lecz i w całej Słowiańszczyźnie, poecie, przez wydanie krytyczne zarówno polskich, jak i łacińskich jego utworów, z zachowaniem w pierwszych wszystkich cech języka i pisowni wiekowi XVI-mu właściwych; a obok tego podać ogółowi klucz do zrozumienia jego utworów i ocenienia jego stanowiska w literaturze, oraz wpływu, jaki na swoje otoczenie wywierał. Takie bowiem tylko wydanie [...] zresztą może przenieść obecne pokolenie w sferę uczuć i pojęć czasom odrodzenia właściwych i związać dzisiejsze życie umysłowe z ideałami, które pulsują czysto swojskimi pierwiastki, mają nadto powszechno-dziejowe znaczenie”16.

Owo pomnikowe wydanie dzieł czarnoleskiego poety, podobnie jak inne prace, które podjęli przedstawiciele pokolenia Szkoły Głównej, m.in. na łamach prasy, gdzie publikowali swoje rozprawy, stanowić miało też namiastkę katedry literatury krajowej narodu bez państwa i zaboru bez polskiej wszechnicy. W tych kategoriach rozważać trzeba podjęcie tak kluczowych przedsięwzięć, jak np. Słownik Królestwa Polskiego, którym kierował uczeń Przyborowskiego – Bronisław Chlebowski, czy Wielka encyklopedia ilustrowana, której współpracownikiem był on sam, od 1890 roku aż do śmierci. Do nich należy również niewątpliwie wejście w skład redakcji Słownika języka polskiego (tzw. warszawskiego), na początku prac nad nim, oraz wiele uzupełnień pierwszych tomów Bibliografii polskiej. Stulecie XV–XVIII Karola Estreichera.

Jednak „piękny wiek XIX” był także trudnym wiekiem. Trudnym dla ówczesnych pokoleń pod względem wyborów ideologicznych, postaw, a także zdolności przyswajania koniecznych zmian bez narażania się na zarzuty porzucenia tradycji narodowej. Trudnym w wypośrodkowaniu, na ile współpraca z zaborcą dla dobra kraju nie przekroczy owej granicy, poza którą nawet najbardziej szczytne cele będą już oceniane jednoznacznie negatywnie. Nawet mający tak olbrzymie zasługi na polu nauki Józef Przyborowski w swoim życiorysie ma epizod, który jest przykładem takiej dwuznaczności. Związany z mecenatem arystokratycznym, w 1895 roku na polecenie prezesa Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności – Michała Piotra ks. Radziwiłła, dokonał wraz z księdzem Teofilem Matuszewskim wizytacji Bezpłatnych Czytelni, które były pod opieką Towarzystwa. W ich efekcie opracowano memoriał, na podstawie którego z księgozbiorów zostały usunięte dzieła współczesnych polskich twórców wpisane przez Kościół do indeksu ksiąg zakazanych. W imię obrony wiary i przeciwdziałania deprawacji narodu można było nieświadomie znaleźć się w jednym szeregu z Aleksandrem Apuchtinem, kuratorem warszawskiego okręgu szkolnego.

Badacze wysuwają hipotezę, że cała akcja była prowokacją carskiej ochrany, która, wykorzystując wystąpienie Radziwiłła przeciwko utworom modernistów (a ten z kolei – autorytet Przyborowskiego), rozbiła od wewnątrz tę ważną dla elementarnej edukacji społecznej placówkę. Co więcej, w jej wyniku Rosjanie dokonali szeregu aresztowań pracowników czytelni, za które opinia publiczna winą obarczyła ks. Michała Piotra. Wyeliminowało go to z życia publicznego. Przed anatemą i podobnym losem Józefa Przyborowskiego uchroniła śmierć, która zabrała go w momencie narastania społecznego niezadowolenia17.

Cytowany wielokrotnie Rościsław Skręt podaje, że Przyborowski zgromadził imponujący księgozbiór, w którym znajdowało się wiele cennych i rzadkich inkunabułów i druków polskich m.in. z XVI wieku. Skatalogowane przez córkę, zostały odkupione przez Zakład Narodowy im. Ossolińskich, również pełniący funkcję namiastki narodowej książnicy. Część – poprzez Antykwarnię Warszawską Jana Michalskiego – zakupił Władysław Kościelski, zasłużony mecenas książki polskiej schyłku XIX wieku, i umieścił w swoim majątku w Miłosławiu koło Wrześni. Inna natomiast część, głównie wydawnictw z XIX wieku, testamentem została legowana bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie zachowała się do dziś (zbiory archeologiczne i numizmatyczne zostały rozproszone i tylko niektóre znalazły się w Muzeum Archeologicznym w Warszawie)18.

Myślę, że, podsumowując życie Józefa Przyborowskiego, nawet z tym ostatnim, mniej chlubnym epizodem, można się posłużyć raz jeszcze cytatem z ukochanego przez tego badacza autora Odprawy posłów: „Służmy poczciwey sławie a iako kto może/ Niech ku pożytku dobra spólnego pomoże”.

1L.S.K., Józef Przyborowski, „Tygodnik Ilustrowany” 1896, nr 21, s. 415.

2Por. R. Skręt, Przyborowski J. [w:] PSB, t. XXIX, Wrocław 1986, s. 76.

3L.S.K., Józef Przyborowski, op. cit., s. 415.

4R. Skręt, Przyborowski J. [w:] PSB, op. cit., s. 77.

5J. Przyborowski, Wiadomość o życiu i pismach Jana Kochanowskiego, Poznań 1857, s. IV.

6L.S.K., Józef Przyborowski, op. cit., s. 415.

7Por. H. Kozerska, Warszawska Biblioteka Uniwersytecka 1832–1871, Warszawa 1967, s. 29–30.

8Ibidem, s. 40.

9Ibidem, s. 69–70.

10Szczególnie szeroko ten aspekt działalności na rzecz książki i bibliotek omówiła Wanda Motz w biogramie Przyborowskiego w Słowniku pracowników książki polskiej, Warszawa 1972.

11Cyt. za: H. Kozerska, op. cit., s. 103–104.

12Z kronik uniwersyteckich 1818–1944, [w:] Z dziejów polonistyki warszawskiej, Warszawa 1964, s. 82–84.

13R. Skręt, Przyborowski J. [w:] PSB, op. cit., s. 77–78.

14Z. Arct, Wybitni Polacy w służbie książki, Warszawa 1983, s. 173.

15Ibidem, s. 174.

16J. Kochanowski, Dzieła wszystkie. Wydanie pomnikowe, Warszawa 1884, t. I, s. I.

17Por. W. Piwkowski, Nieborów, mazowiecka rezydencja Radziwiłłów, Warszawa 2005, s. 209, a także: K. Świerkowski, Rodowód Towarzystwa Bibłioteki Publicznej w Warszawie, [w:] Z dziejów książki i bibliotek w Warszawie, red. S. Tazbir, Warszawa 1961, s. 120.

18R. Skręt, Przyborowski J. [w:] PSB, op. cit., s. 79.