Wiktor Feliks Szokalski
Urodzony 15 XII 1811 w Warszawie. Studia medyczne na Wydziale Lekarskim UW oraz na uniwersytetach niemieckich w Giessen, Heidelbergu i Würzburgu; doktorat w Giessen (1834), powtórny doktorat w Paryżu.
Lekarz Naczelny Instytutu Oftalmicznego; sekretarz Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego. Założyciel francusko-niemieckiego towarzystwa lekarskiego w Paryżu; członek Akademii Umiejętności w Krakowie.
Zmarł 6 I 1891 w Warszawie.
O narodowości na drodze nauk przyrodniczych i o wpływie emigracji na materialne potrzeby kraju, 1845; Fantazyjne objawy zmysłowe, Kraków 1861–1863; Początek i rozwój umysłowości w przyrodzie, Warszawa 1885.
W. F. Szokalski, Wspomnienia z przeszłości, wyd. R. Wierzbicki, Warszawa 1928.
„Dnia 6 września 1831 roku straszny bój wrzał pod Królikarnią, w pobliżu Warszawy: lekarze pracowali ciężko w ambulansie, urządzonym na tarasie pałacowym, gdy na gwałt zawezwano pomocy dla ciężko rannego porucznika artylerii. Wybiegł z ambulansu młody człowiek, zaledwie dwudziestoletni, i szybko znalazł się przy chorym pod ogniem nieprzyjaciela; kula przerwała rannemu tętnicę udową, krew lała się strumieniem; jedynym ratunkiem było natychmiastowe podwiązanie tętnicy, a na usunięcie chorego w spokojniejsze miejsce i na wezwanie dalszej pomocy czasu nie było; wśród huku granatów i nieznośnego świstania kul dokonał młodzieniec szczęśliwie jednej z najtrudniejszych operacyj chirurgicznych. Szokalski był wtedy jeszcze studentem, jednakże ta operacya nie pierwszym jego występem lekarskim. Już przed rokiem prawie, z czwartego kursu medycyny wstąpił wraz z wielu kolegami do armii jako pomocnik lekarski; odbywał przez ten rok marsze uciążliwe w różne strony Królestwa, prowadził przez jakiś czas samodzielnie szpital w Modlinie w najcięższych warunkach, bo czuł dobrze, że do zadania nie dorósł, a żadnej pomocy ani potrzebnych środków nie miał pod ręką”1.
Wiktor Feliks Szokalski, urodzony 15 grudnia 1811 roku w Warszawie w rodzinie Antoniego, prawnika, i Justyny Rogozińskiej, do szkół uczęszczał w Radomiu, gdzie jego ojciec otrzymał stanowisko kasjera województwa sandomierskiego. Po przedwczesnej śmierci ojca przeniósł się wraz z matką do Warszawy, gdzie od 1820 roku kontynuował naukę w szkole pijarów, a następnie w Liceum Warszawskim. W tym czasie jego matka ponownie wstąpiła w związek małżeński, poślubiając lekarza wojskowego Józefa Kowszewicza. Represyjna polityka Nowosilcowa wywarła wybitnie niekorzystny wpływ na poziom szkolnictwa. Szokalski przyszedł do Liceum Warszawskiego w chwili, gdy wykładali m.in. Samuel Bogumił Linde (rektor szkoły) oraz Mikołaj Chopin, nauczyciel francuskiego. Egzamin maturalny zdał w 1828 roku i tegoż samego roku zapisał się na Wydział Lekarski Uniwersytetu Warszawskiego. Poważną rolę w wyborze zawodu odegrał jego ojczym – lekarz, poparty przez matkę. Gdy był na III roku studiów, wybuchło powstanie listopadowe, w którym brał czynny udział. Uczestniczył w bitwie pod Królikarnią, podczas której z innymi (Fryderyk Kazimierz Skobel) ratował rannych w ambulansie. Wtedy to przeprowadził pierwszą udaną, samodzielną operację podwiązania uszkodzonej tętnicy udowej. Zgłosił Szokalskiego do odznaczenia gen. Wroniecki, który ten zabieg obserwował. Za ten bohaterski czyn został odznaczony Złotym Krzyżem Virtuti Militari, o czym dowiedział się wiele miesięcy później.
Upadek powstania i w konsekwencji zamknięcie Uniwersytetu Warszawskiego skłoniły Szokalskiego do wyjazdu w celu ukończenia studiów. Pomoc zaoferowana w Niemczech umożliwiła mu kontynuację studiów w Giessen, gdzie uzyskał stopień doktora medycyny, chirurgii i akuszerii na podstawie pracy De facie Hippocratica (1834). Następnie dokształcał się w ośrodkach naukowych w Heidelbergu i Würzburgu. Przez jakiś czas pracował również bezpłatnie na stanowisku fizyka (lekarza) obwodowego w Grünbergu, co pozwoliło mu na nabycie praktyki w tym zawodzie. Wkrótce jednak (1837) wyjechał do Paryża, a mieszczanie Grunbergu – wdzięczni za bezpłatną pomoc – zaopatrzyli Szokalskiego w pieniądze oraz listy polecające. Asystenturę umożliwił mu list rekomendacyjny do Sichela, słynnego okulisty francuskiego. We Francji zamierzał wyrobić sobie własną praktykę lekarską, a po uzyskaniu odpowiedniej renomy i środków finansowych powrócić do kraju. Jednak warunkiem uzyskania prawa praktyki było przystąpienie do egzaminu lekarskiego z obowiązkowym językiem francuskim. Ten rygor wprowadzono na wniosek znakomitego ówczesnego uczonego – Orfili; dotyczył on cudzoziemców. Szokalski odbył studia lekarskie, wieńcząc je stopniem doktora medycyny za rozprawę La diplopie unioculaire ou la double vision d’un oeil. Trudności finansowe komplikowały mu studia, ratunkiem była asystentura w zakładzie Juliusza Sichela, gdzie zainteresował się poważnie okulistyką. Leczył chorych w jego zastępstwie, prowadził kursy i seminaria cieszące się dużym powodzeniem, porządkował bibliotekę, robił wyciągi z czasopism naukowych. Praca ta nie była jednak zbyt dobrze opłacana, dlatego Szokalski pisał artykuły do „Annales d’Oculistique”. Współpracował z wieloma towarzystwami lekarskimi. Po uzyskaniu samodzielnego prawa wykonywania zawodu został zwolniony z kliniki Siechela i zmuszony do rozpoczęcia działalności lekarskiej na własną rękę. Za pieniądze pożyczone od zaprzyjaźnionego księdza otworzył szeroką praktykę lekarską, obejmującą właściwie wszystkie specjalizacje, łącznie z chirurgią i akuszerią.
W 1847 roku wyjechał na prowincję. Pracował na początku w Alice-Saint-Reine, a następnie w Savigny (Burgundia). Nie zaniedbywał przy tym zagadnień naukowych. Zmienił pogląd na znaczenie zmysłów; ich rola w jego ujęciu wzrosła. Z pośredników stały się one niemal twórcami świata, jaki się człowiekowi przedstawia; w narządach zmysłowych trzeba było więc znaleźć mechanizmy, za których pośrednictwem odgrywają one tak ważna rolę. Tu wybijają się rozprawy o uczuciu barw (Essays sur les sensations des coulers dans l’état physiologique et pathologique de l’oeil, 1840) i o uczuciu przestrzeni (Ueber den Einfluss der fünften Nervenpaares für physiologische Heilkunde, 1849).
Nadal rozwijał działalność naukową, szczególnie w zakresie okulistyki, która stała się jego pasją. Ogłosił we Francji kilkadziesiąt rozpraw z różnych dziedzin, bo i z anatomii mikroskopowej, i z praktyki okulistycznej i chirurgicznej, przede wszystkim jednak z dziedziny fizjologii oka. W latach czterdziestych XIX stulecia spotkał w Hamburgu swoją dawną znajomą, Luizę Langsdorf, z którą się ożenił. Żył w środowisku niemieckim, był aktywnym działaczem Towarzystwa Lekarzy Niemieckich w Paryżu. Posiedzenia Towarzystwa odbywały się początkowo w mieszkaniu Szokalskiego. Uczestniczyli w nich lekarze, którzy w przyszłości zostali luminarzami medycyny niemieckiej, m.in. Volkmann, Vogt, Stromeyer, Graefe. Z Volkmannem związane jest wspomnienie o tym, jak w nikczemny sposób wykorzystał wykład Szokalskiego i opublikował go jako własny w jednym z czasopism niemieckich. Tak pisze o tym Szokalski: „otóż chcąc uczcić obecność znakomitego fizjologa, wypowiedziałem moje zapatrywanie się na władzę naszą orientowania się w przestrzeni, którą do poczucia ruchów ciała naszego, a głównie oczu odniosłem. Chodziło mi przeważnie o to, na mocy jakiego mechanizmu przychodzimy do rozeznania kierunków w przestrzeni, odległości i długości linij, ich kierunku, co to jest i na czem polega okomiar itp. Było to wówczas zupełną nowością i uczucie ruchów oka oraz kierunków ustalonego spojrzenia uznawało się tym sposobem jako niesłychanie ważne uzupełnienie teorii widzenia. Obsypano mnie podziękowaniami za mój wykład, z którego opublikowaniem nie śpieszyłem się bardzo, mając jeszcze uzupełnić niektóre poszukiwania. Ogłoszenie drukiem tej mojej pracy nastąpiło dopiero w rok później w «Archiv der physiologischen Heilkunde», ale niebawem dowiedziałem się, że o tym samym przedmiocie napisał już Volkmann, nie wspomniawszy o mnie, i ogłosił swą pracę przede mną, tak że wyszedłem znowu na plagiatora zdobiącego się w cudze piórka. Sic vos non vobis przypomniałem znowuż sobie i postanowiłem na przyszłość trzymać lepiej język za zębami”2.
Ten związek i współpraca z Niemcami umożliwiły Szokalskiemu stabilizację życiową, ale myślał ciągle o powrocie do kraju, w czym utwierdzały go kontakty z przywódcą emigracji polskiej we Francji – księciem Adamem Czartoryskim, którego poznał i który wprowadził go do komitetu gospodarującego pieniędzmi przeznaczonymi dla emigrantów. Pieniądze pochodziły ze składek arystokracji i z balów dobroczynnych. Pełnił funkcję lekarza Stowarzyszenia Dam i Kasy Zjednoczenia. Wreszcie księżna Czartoryska, która założyła Zakład Wychowania Polek w Emigracji, powołała go na lekarza w tym zakładzie, gdzie pracowała jego matka jako ochmistrzyni i nauczycielka. Nawet słynna Szkoła Batignolska korzystała z jego opieki lekarskiej. Obowiązki Szokalskiego wzrastały, bo wkrótce został lekarzem przytułku dla starców i dzieci oraz lekarzem dobroczynności VII okręgu Paryża.
W połowie XIX stulecia rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego Józef Majer powołał go na katedrę okulistyki, ale rząd austriacki nie zatwierdził tego wyboru. Szokalski nie załamał się, wręcz przeciwnie, jeszcze więcej pracował, pisząc do gazet, szczególnie niemieckich
Dążenia powrotu do kraju nie ustawały i tę sprawę podjęła matka Szokalskiego, która poznała żonę ambasadora rosyjskiego we Francji, Polkę z pochodzenia. Ona to właśnie obiecała pośredniczenie w sprawie powrotu naszego znakomitego okulisty do kraju. Po trwających przeszło rok pertraktacjach powrócił w roku 1853 i zamieszkał w Warszawie.
Od początku cieszył się powodzeniem wśród pacjentów. Ale żeby móc praktykować, musiał przebrnąć przez kolejny decydujący egzamin – przed Radą Lekarską, działającą w ówczesnym Królestwie Polskim; a był to już trzeci poważny egzamin dopuszczający Szokalskiego do pracy w zawodzie lekarza. Przeprowadzona z sukcesem operacja zaćmy w Szpitalu Świętego Ducha podniosła jego znaczenie i przyniosła mu sławę.
Jeszcze podczas pobytu w Paryżu napisał Szokalski rozprawkę pt. De la plique polonaise dans l’état actuel de la science, opierając się na dziele Oczapowskiego, które uzyskało pewien rozgłos we Francji. Interesujące jest to, że podobną pracę o kołtunie napisał też w Paryżu kilkanaście lat wcześniej Aleksander Le Brun, późniejszy wybitny chirurg. Po objęciu obowiązków kierownika Instytutu Oftalmicznego Szokalski w dalszym ciągu interesował się tym zagadnieniem, bo często przychodzili... ludzie z kołtunem. Zbadawszy bliżej ten problem, zorientował się po kilku miesiącach pracy, że jego poglądy z okresu paryskiego są przestarzałe – to, co pisał wtedy, było tylko bajką – i że kołtun to jedynie poplątanie i pozlepianie włosów, spowodowane brakiem higieny. Kazał te wszystkie kołtuny obciąć i na posiedzeniu Towarzystwa przedstawił nowy krytyczny pogląd na „chorobę kołtunową”. Zwolennik chorób kołtunowych, Jan Oczapowski, odrzucił tę koncepcję, zarzucając Szokalskiemu podkopywanie tradycji narodowych! Wielotygodniowa dyskusja zakończyła się sukcesem Szokalskiego w dużej mierze dlatego, że poparli jego argumentację Tytus Chałubiński i Ludwik Natanson.
Od 1854 roku pracował jako bezpłatny konsultant Instytutu Oftalmicznego, a od 1856 roku jako kierownik tej placówki. Ze względu na zły stan techniczny budynku instytutu, grożący zawaleniem, Szokalski postanowił sprzedać nieruchomość, a pozyskane pieniądze przeznaczyć na nowy szpital. W 1865 roku sprzedano stary dom przy ulicy Marszałkowskiej w Warszawie i rozpoczęto starania o wybudowanie nowego przy ulicy Smolnej. Chorzy na oczy pacjenci zostali pozbawieni opieki lekarskiej, dla nich więc z własnych środków Szokalski uruchomił nową lecznicę okulistyczną w pustych pomieszczeniach Szpitala Świętego Ducha i utrzymywał ją przez 10 lat, do czasu oddania do użytku nowego Instytutu Oftalmicznego, w którym nie tylko leczył pacjentów, ale także szkolił lekarzy w zakresie okulistyki. W latach pięćdziesiątych, gdy brak było jakiegokolwiek publicznego forum wymiany myśli naukowej między przyrodnikami, wybrali oni sobie jako miejsce spotkań cukiernię warszawską na rogu Świętokrzyskiej i Nowego Światu – cukiernię Semadeniego. Spotykali się tam m.in. zoolog Władysław Taczanowski, chirurg Hipolit Korzeniowski, rabin Izaak Kramsztyk, okulista Wiktor Szokalski oraz Tytus Chałubiński i jego koledzy z „laboratorium Tytusa”, czyli przyrodnik Karol Jurkiewicz, botanik Jerzy Aleksandrowicz, astrofizyk Adam Prażmowski, fizyk Stanisław Przystański, aptekarz Teofil Lesiński, bracia Natansonowie – Ludwik i Jakub.
We wspomnieniach swoich pisze Szokalski: „Dysputy bywały żwawe, a że nie brakowało na anegdotach, [...] zaczęto się więc do cukierni cisnąć i przysłuchiwać. Nie wychodziliśmy z naukowego zakresu i nie mieliśmy z czemkolwiek się taić. Podejrzewano nas wprawdzie, nasyłano szpiegów, ale ci nasłuchawszy się o trzęsieniach ziemi lub logarytmach, nie rozumiejąc najczęściej ziewali i w końcu kiwnąwszy ręką ze znużenia szli sobie z Bogiem i nie powracali już więcej. Omawialiśmy tam nieraz bardzo ciekawe kwestie, np. dziedziczność w świecie roślinnym i zwierzęcym, przyczyny krystalizacji, powinowactwo chemiczne, metody syntetyczną i analityczną w badaniu [...]. Marzyliśmy o założeniu kiedyś towarzystwa przyrodniczego, ale ku temu najmniejszej nie było nadziei, gdyż na samą wzmiankę o jakimkolwiek towarzystwie Paskiewicz się wściekał”3.
Szokalski brał udział w organizowaniu otwartej w 1857 roku Akademii Medyko-Chirurgicznej, wspomagał ówczesnego prezydenta Akademii Teodora Cycuryna cennymi radami, sugerując zaproszenie m.in. Ludwika Hirszfelda na profesora anatomii w Akademii, a także Tytusa Chałubińskiego i Aleksandra Le Bruna. Prowadził przez pewien czas wykłady z zakresu fizjologii teoretycznej, walnie wspomagając ówczesnego szefa fizjologii i histologii Henryka Hoyera, który niedostatecznie władał językiem polskim. W latach 1862–1871 pełnił funkcję kierownika Kliniki Chorób Ocznych i Usznych. W latach 1869–1870 wydał podręcznik okulistyki pt. Wykład chorób przyrządu wzrokowego człowieka, który uzyskał nagrodę Akademii Umiejętności w Krakowie w kwocie 1000 reńskich i został przetłumaczony na język rosyjski. Edycja niemiecka, mimo wysiłków studentów wrocławskich, nie doszła do skutku. Likwidacja Szkoły Głównej i organizacja na jej gruzach Cesarskiego Uniwersytetu w latach 1869–1870, z nasilającą się rusyfikacją, nie sprzyjały polskim uczonym i studentom. Szokalski został zwolniony z pracy po egzaminie z języka rosyjskiego, na którym jego akcent i błędy wyśmiewał przewodniczący komisji egzaminacyjnej. Odtąd swój wysiłek lekarski i organizacyjny skupił na pracy w Towarzystwie Lekarskim Warszawskim i Instytucie Oftalmicznym. Wystarał się o nowy budynek dla Towarzystwa, nad którego budową czuwał osobiście. Patronem Towarzystwa zrobił Jędrzeja Śniadeckiego, umieszczając jego posąg w sali posiedzeń. Obie te instytucje zawdzięczały Szokalskiemu, oprócz nowych budynków, rozkwit swojej działalności naukowej.
Z okazji jubileuszu 25-lecia pracy w Instytucie Oftalmicznym otrzymał tableau ze swoim portretem oraz podobiznami 15 okulistów polskich i napisem: „Nestorowi okulistów polskich w dniu ukończenia 25-letniej służby w Instytucie Oftalmicznym, służby wielce pożytecznej dla chorych braci i nauki – współcześni koledzy. 8 kwietnia 1879 roku”. Podobnie było i w Towarzystwie Lekarskim Warszawskim. Jubileusz 25-lecia pracy na stanowisku stałego sekretarza był obchodzony uroczyście, tak samo 50-lecie doktoryzacji.
Szokalski był autorem około 200 publikacji naukowych, przede wszystkim z zakresu okulistyki, ale też prawie wszystkich gałęzi medycyny. Inspiracją do innego dzieła (Fantazyjne objawy zmysłowe, Kraków 1861) były halucynacje umierającego na gruźlicę przyjaciela, Juliana Szotarskiego. Wychodził także poza medycynę, publikując w roku 1885 pracę Początek i rozwój umysłowości w przyrodzie. Pewne elementy tej pracy można już znaleźć w wykładzie wstępnym z fizjologii teoretycznej. Tu omówił bardzo obszernie trzy kwestie: osobliwości sił organicznych, ewolucji przyrody oraz roli mowy w procesie uczłowieczenia. W swoich rozważaniach rozwijał koncepcje Claude’a Bernarda, przyjmując odrębność zjawisk życia, a także to, że są poddane idei kierowniczej. Doszedł do wniosku, że wszechświat nie jest mechanizmem, lecz organizmem. W oparciu o te koncepcje zaczął budować teorię umysłowości w przyrodzie. Początki umysłowości widział już w atomie, a szczyt jej rozwoju – w świadomości ludzkiej. Ważną rolę w rozwoju umysłowości odgrywa, zdaniem Szokalskiego, komunikacja skupiająca poszczególne jednostki w organiczne całości. Komunikacja istnieje już na poziomie atomowym, mowa ludzka zaś stanowi najwyższą formę komunikacji.
W swojej twórczości nie zapomniał Szokalski o historii medycyny. Pisał o Witelonie, uważając go za ojca nauk przyrodniczych w Polsce. Inna praca – Epidemija morowego powietrza w Warszawie w r. 1624–1625 za Zygmunta III – ukazała się na łamach „Gazety Lekarskiej” w 1888 roku. Dwa lata później opublikował w „Pamiętniku Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego” szkic O rozwoju medycyny w ciągu ostatnich lat sześćdziesięciu. I wreszcie trzy tomy pamiętników, bezcenne źródło do dziejów działalności samego Szokalskiego, ludzi, z którymi współpracował, i epoki, w której żył.
Był członkiem wielu towarzystw naukowych: niemieckich, belgijskich, holenderskich i francuskich, licznych towarzystw na ziemiach polskich, członkiem Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk i krakowskiej Akademii Umiejętności, biegłym sądowym, członkiem Rady Lekarskiej Królestwa Polskiego. Pamiętać należy, że był organizatorem i pierwszym prezesem Towarzystwa Lekarzy Niemieckich w Paryżu, powstałego w 1844 roku. Założył też Kasę wsparcia dla podupadłych lekarzy, wdów i sierot po nich pozostałych.
„Otoczony powszechnym szacunkiem, czczony przez kolegów, pomiędzy którymi nie miał sobie nieprzychylnych, niewiele w ostatnich latach się sprawami naukowymi zajmował. Pracując przez blisko 60 laty około dobra ogółu, miał prawo używać dobrze zasłużonego wypoczynku. Zamknął na wieczne czasy wysiłkiem pracy znużone powieki 5 (6?) stycznia 1891 r., pozostawiwszy szczery żal w najszerszych kołach naszego społeczeństwa.
Mistrzowskim pędzlem Horowitza oddane rysy jego na portrecie zawieszonym w sali obrad Towarzystwa Lekarskiego stanowią teraz drogą dla nas pamiątkę i są niejako widomym symbolem tego, iż duch Jego i nadal panować będzie w tej instytucji, której tak długo i tak zaszczytnym był kierownikiem. A którą calem wielkiem sercem swojem umiłował. Oby kierunek naukowy i szlachetny, jaki Towarzystwu nadawał, nie zmienił się nigdy, oby zasady, jakie w sercach wszystkich zaszczepiał, stały po wieczne czasy jak opoka niewzruszone i oby następcy Jego starannie pielęgnowali rozżarzony przez Niego święty ogień przeczystej miłości prawdy i nauki.
Spoczywaj w Bogu czcigodny Mężu! Najlepszy nasz przedstawicielu nauki, najzacniejszy obywatelu! Niechaj odblask sławy, który nam za życia Twego przyświecał i który chlubę naszą stanowił, nie gaśnie ze śmiercią Twoją i niechaj nadal do dobrych uczynków nas zagrzewa.
Wieko trumny zamknęło się nad drogiemi szczątkami Nieboszczyka w sobotę d. 10. bm.; o godz. 2-ej rozpoczął się wspaniały, bardzo liczny kondukt pogrzebowy, w którym widziano licznych reprezentantów świata lekarskiego, przyrodniczego i inteligencji. Studenci Warszawskiego Uniwersytetu licznie też reprezentowani byli. Krakowskie Towarzystwo Lekarskie przysłało prof. Marsa, prezesa swojego jako delegata. Trumna ozdobiona była licznymi wieńcami, a nad grobem przemawiali, uwydatniając liczne i wiekopomne zasługi nieboszczyka, koledzy Jawdyński i Zygmunt Kramsztyk”4.
1Album biograficzny zasłużonych Polaków i Polek wieku XIX, t. II, Warszawa 1903, s. 12.
2Pamiętniki Wiktora Szokalskiego, wyd. R. Wierzbicki, „Archiwum Historii i Filozofii Medycyny oraz Nauk Przyrodniczych”, t. V, Poznań 1926, s. 242–243.
3Cyt. za: B. Petrozolin-Skowrońska, Król Tatr z Mokotowskiej 8, Warszawa 2005, s. 62–63.
4„Medycyna” 1891, s. 35–36.