August Wrześniowski
Urodzony 2 III 1836 w Radomiu. Studia na uniwersytecie w Petersburgu; stopień kandydata nauk prawnych (1856); stopień kandydata nauk przyrodniczych (1860).
Urzędnik Trybunału cywilnego w Warszawie. Profesor-adiunkt (od 1864), profesor nadzwyczajny zoologii (od 1867), najpierw w Szkole Głównej, potem na Uniwersytecie Cesarskim (1869–1889).
Jego prace badawcze dotyczyły głównie pierwotniaków i skorupiaków z rzędu obunogów. Zmarł 16 V 1892 w Warszawie.
Zasady zoologii, Warszawa 1888.
G. Brzęk, Wrześniowski August, [w:] Słownik Biologów Polskich, red. S. Feliksiak, Warszawa 1987, s. 593–594.
Było to w roku, o ile sobie przypominam, 1873, kiedy jako młody uczeń gimnazjalny przyjechałem na ferie letnie do siostry mojej do Ciechocinka, słynnego ze źródeł słonych miejsca kąpielowego w Królestwie, i zamieszkałem w domu, w którym od kilku tygodni przebywał także August Wrześniowski, profesor zoologii Uniwersytetu Warszawskiego. Jako zapalony miłośnik przyrody, a w szczególności zoologii, znałem dobrze to wielce szanowne nazwisko i przypominam sobie, z jaką nadzwyczajną czcią spoglądałem na profesora, o którym przypuszczałem, że będzie kiedyś moim nauczycielem uniwersyteckim. Wkrótce miałem sposobność zapoznania się z nim. Do Słońska pod Ciechocinkiem przyjechał jakiś Niemiec wędrowny i miał do sprzedania różne osobliwości z dziedziny historii naturalnej, zwłaszcza piękne okazy różnych gatunków korali morskich. Pośpieszyłem niebawem do Słońska i zakupiłem zbiorek różnych krzaczków koralowych, pośród których były istotnie niektóre piękne okazy. Otóż jako młodziutki uczniak gimnazjalny ośmieliłem się udać do Wrześniowskiego z prośbą o podanie mi nazw pewnych gatunków i o niektóre wyjaśnienia. Żywo mi w oczach stoi chwila, kiedy z bijącym silnie sercem zadzwoniłem do mieszkania czcigodnego profesora, niosąc w ręku pudło z mymi okazami, i pamiętam też żywo, jak wielce byłem szczęśliwy, iż usłyszałem z ust Wrześniowskiego pewne objaśnienia i rady, jak te kruche okazy do Warszawy przewieźć. Po raz drugi w życiu spotkałem się już z Wrześniowskim jako słuchacz pierwszego roku wydziału fizyko-matematycznego Wszechnicy Warszawskiej i odtąd przez cały czas pobytu mego w Uniwersytecie oraz później często z nim przestawałem.
Był to człowiek głębokiej wiedzy, badacz pierwszorzędny, nauczyciel doskonały, w obejściu nieco szorstki, ale niezwykłej prawości charakteru i serca dobrego. Należał do najznakomitszych zoologów polskich i stanowił chlubę naszej nauki.
August Wrześniowski urodził się 2 marca 1836 roku w Radomiu, gdzie ojciec jego Wincenty był nauczycielem gimnazjum. Początkowe nauki pobierał w domu rodzicielskim, z kolei wstąpił do gimnazjum gubernialnego w Warszawie, po dwuletnim tamże pobycie przeniósł się do Instytutu Szlacheckiego, który ukończył w roku 1852. Jakkolwiek już od wczesnych lat żywił zamiłowanie do nauk przyrodniczych, to jednak, idąc za radą ojca i względy życia praktycznego biorąc pod uwagę, zapisał się w tymże roku w poczet słuchaczy wydziału prawnego Uniwersytetu Petersburskiego, które to studia ukończył po czterech latach, w roku 1856, ze stopniem kandydata nauk prawnych. Po powrocie do Warszawy młody, dwudziestoletni „kandydat praw” rozpoczął pracę biurowo-urzędniczą, pracował w różnych departamentach sądów warszawskich, mianowany był z kolei urzędnikiem do szczególnych poruczeń przy Komisji Sprawiedliwości, a wreszcie delegowany został w roku 1858 do Komisji Kodyfikacyjnej w Petersburgu, gdzie pozostawał aż do kwietnia 1861 roku.
Ale snać młodemu aplikantowi nie wystarczała kariera urzędnicza; jego umysłu żądnego wiedzy nie mogły zadowolić foliały prawnicze, zalegające biurka kancelaryjne. Toteż w wolnych od zajęć biurowych chwilach, jako wolny (nadzwyczajny) słuchacz, uczęszczał na wykłady uniwersyteckie, a mianowicie na nauki przyrodnicze, do których od wczesnej młodości czuł pociąg. Nauki te tak go zainteresowały, iż młody kandydat praw już w roku 1860, a więc po dwuletnich studiach, uzyskał stopień kandydata nauk przyrodniczych. Uczęszczając na wykłady przyrodnicze, Wrześniowski miał sposobność poznania także prelekcji oraz osoby Leona Cienkowskiego, znakomitego botanika i biologa, ówczesnego profesora Uniwersytetu Petersburskiego. Piękne wykłady polskiego uczonego, ogromnie rozległa wiedza jego, a nadto niezwykle pociągające rysy jego charakteru, przystępność wobec młodzieży, skromność, szczerość i życzliwość dla uczniów – wszystko to podziałało na Wrześniowskiego w ten sposób, że postanowił poświęcić się biologii i rozpoczął pracę w laboratorium Cienkowskiego, pod jego światłym kierunkiem. Nauczył się wkrótce techniki mikroskopowej oraz oddał się badaniu wymoczków i niższych roślin (przeważnie glonów) okolic Petersburga. Jemu też zawdzięczał Wrześniowski, jak sam powiadał, wpojenie zamiłowania do badania natury oraz cały kierunek naukowy. Powtarza się tu to samo, co tak często napotykamy w życiorysach innych także wybitnych uczonych, a mianowicie zaciągnięcie się pod sztandar pracy naukowej pod wpływem profesorów obdarzonych wyjątkowymi zdolnościami porywania za sobą młodzieży. Istotnie Cienkowski wywarł stanowczy wpływ na całą przyszłą działalność naukową Augusta Wrześniowskiego.
Powróciwszy do Warszawy w roku 1861, Wrześniowski pełnił nadal obowiązki urzędnika w Trybunale cywilnym. Ale wolny od biurowych zajęć czas poświęcał pracy naukowej, a mianowicie badaniom zoologicznym, które szczególnie umiłował. Nauczyciel jego uniwersytecki, Leon Cienkowski, był wprawdzie głównie botanikiem, ale, jak wiemy z życiorysu jego, poświęcał się on przeważnie badaniu najniższych ustrojów, będących na pograniczu świata roślinnego i zwierzęcego, a także najniższych organizmów zwierzęcych – wymoczków, wiciowców i promieniowców. Otóż Wrześniowski szczególnie umiłował tę dziedzinę badań, a zwłaszcza wymoczki stały się najważniejszym przedmiotem jego poszukiwań i dociekań naukowych. W roku 1862, po wykonaniu zadania konkursowego, jak to wówczas było w zwyczaju, otrzymał posadę prosektora przy katedrze zoologii i anatomii porównawczej w Cesarsko-Królewskiej Medyko-Chirurgicznej Akademii w Warszawie, a kiedy następnie Akademia wcielona została, jako wydział lekarski, do nowo utworzonej Szkoły Głównej, przeszedł na posadę prosektora przy katedrze anatomii porównawczej na wydziale fizyko-chemicznym tej uczelni.
Otrzymawszy w ten sposób możność oddania się zupełnego ukochanej pracy naukowej, z całym młodzieńczym zapałem zwrócił się ku badaniu najniższych form zwierzęcych, mikroskopowych oraz ku innym też dziedzinom zoologii i anatomii porównawczej, dopomagał także do wykładów ówczesnym profesorom zoologii – Benedyktowi Dybowskiemu i Konstantemu Górskiemu. Gdy wkrótce po powstaniu styczniowym Dybowski opuścić musiał Warszawę, wysłany na Sybir, Wrześniowskiemu powierzono tymczasowy wykład zoologii i anatomii porównawczej dla słuchaczy wydziałów fizyko-matematycznego i medycznego. W roku 1864 Wrześniowski zamianowany został profesorem-adiunktem tych przedmiotów. W roku 1867 został profesorem nadzwyczajnym, po zamianie zaś Szkoły Głównej na Uniwersytet w roku 1869 przeszedł w charakterze profesora nadzwyczajnego na ten ostatni. Czyniąc zadość ówczesnym przepisom, doktoryzował się w roku 1872 w Petersburgu po publicznej obronie rozprawy Organy rozrodcze i system nerwowy Dreyssenae polymorphae v. Ben., aż wreszcie w roku 1880 został profesorem zwyczajnym zoologii na Uniwersytecie Warszawskim, na którym to stanowisku przetrwał do roku 1889, zmuszony przez rząd do przejścia w stan spoczynku. Jako emeryt zapadł silnie na zdrowiu; nieuleczalna choroba sercowa rozwijała się szybko i nie pozwalała mu już więcej na oddawanie się pracy naukowej, aż wreszcie 16 maja 1892 roku dokonał swego niezmiernie pracowitego i chlubę nauce i piśmiennictwu polskiemu przynoszącego żywota.
Jako profesor, nauczyciel młodzieży uniwersyteckiej, Wrześniowski licznymi odznaczał się zaletami. Przede wszystkim, będąc badaczem niezmiernie ścisłym, sumiennym, drobiazgowym i dla samego siebie krytycznym a surowym, rozwijał w uczniach te zalety. Wykłady jego były nadzwyczaj jasne, zawsze dobrze opracowane i przemyślane, a słuchacze odnosili wrażenie, że profesorowi zależało bardzo na tym, aby wszystko zostało dobrze zrozumiane i aby najmniejszej nie pozostawiało wątpliwości. W pracowni był zawsze przyjacielski i serdeczny z uczniami, a że miał wrodzony dowcip, niejednokrotnie bardzo uszczypliwy i cięty, rzuconym tu i ówdzie słówkiem lub uwagą podtrzymywał nieraz humor pracowników laboratorium. Sam niezmiernie zamiłowany zoolog, wpajał i w uczniów swoich prawdziwe i głębokie umiłowanie przedmiotu. Nigdy nie zapomnę uroku wycieczek zoologicznych, któreśmy co pewien czas z nim odbywali, by na łonie przyrody zapoznać się z postaciami zwierząt niższych, głównie mieszkańców stawów i strumyków podmiejskich. Wycieczki te stają mi żywo w pamięci, bo odbywaliśmy je po prześlicznych i tak bardzo drogich memu sercu okolicach Warszawy. Jakby wczoraj, stoją żywo przed moimi oczyma te miejscowości, jakkolwiek już lat trzydzieści i kilka minęło od tych czasów. To po poszumem liści grających, cienistych parkach Łazienek i Belwederu tyle wspomnień w duszy polskiej wzbudzających, to po uroczych, jakąś dziwną tajemniczością tchnących parkach Mokotowa, Wierzbna, Królikarni lub Natolina, po kochanych sercu polskiemu gąszczach Wilanowa lub Morysinka lub wreszcie po oparami drogiej Wisły naszej wilgotnych gęstwinach, lub łąkach Marymontu albo Saskiej Kępy, po wszystkich tych wówczas przeważnie mało zaludnionych okolicach szliśmy w towarzystwie kolegów, a z ukochanym profesorem na czele, z siatkami, blaszankami lub słojami w rękach, zatrzymując się na brzegach stawków, kałuż łąkowych, cicho szemrzących potoczków; szliśmy wiosną, przysłuchując się po drodze wierzbowym fujarkom pastuszków, szliśmy w upalne dni lata lub późną jesienią, krwawiącą się szkarłatami liści. Jakże nam lekko było na sercu, tej młodzieży bez trosk, pełnej najszlachetniejszych ideałów, nieznającej jeszcze przeważnie smutków i ciężkich doli codziennego życia; a jak serdecznie śmialiśmy się z żartów, nieraz dosyć uszczypliwych, ukochanego, a zawsze łaskawym okiem na nas patrzącego profesora, już jednego z nielicznych Polaków na wydziale przyrodniczym Uniwersytetu naszego. Pamiętam, jakby to się działo wczoraj, różne stawki lub kałuże, gdzie po raz pierwszy w życiu wyławiałem pewne rzadkie, szczególniej interesujące jestestwa, prześliczne w swoich postaciach lub barwach, a na które czcigodny nasz nauczyciel zwracał mi uwagę. Umiałbym dziś wskazać miejsce w Łazienkach, gdzie w bagienku łąkowym widziałem po raz pierwszy na jednej z wycieczek zoologicznych olbrzymie przekopnice (Apus), jedne z najbardziej interesujących skorupiaków naszych, mógłbym wskazać miejsce, gdzie w przydrożnym strumyku Mokotowa poznałem prześliczne małże, Cyklady lub – piaski Jabłonny, gdzie obserwowałem po raz pierwszy w życiu gąsienice mrówkolwów (Myrmeleo), czyhające na wpadające w dołki mrówki. Poznanie budowy szczęk tych gąsienic – to jedna z pierwszych moich prac studenckich, do której ogłoszenia w „Pamiętniku Fizjograficznym” namówił mnie Wrześniowski, przejrzawszy mój manuskrypt i udzieliwszy wskazówek co do sposobu wykonania rysunków.
Co do prac naukowych Wrześniowskiego to, jak już wspomniałem, działalność swoją na polu naukowym rozpoczął on pod kierunkiem znakomitego znawcy istot niższych – Leona Cienkowskiego, jeszcze na ławie uniwersyteckiej, kiedy jako urzędnik komisji kodyfikacyjnej i „wolny” (nadzwyczajny) słuchacz uniwersytetu petersburskiego pracował nad niższymi organizmami, a szczególnie nad wymoczkami. W owym czasie rozpoczęte już badania prowadził dalej, rozszerzał i uzupełniał w Warszawie, tak że wkrótce wydrukował pierwszą pracę swą pt. Observations sur quelques infusoires (1862), w której podał interesujące nowe szczegóły nad budową wymoczków i opisał niektóre nieznane dotychczas ich postacie. Rozpoczęte badania posuwał wciąż naprzód i pogłębiał, dzięki czemu wydał wkrótce cały szereg pierwszorzędnych prac naukowych z dziedziny nauki o wymoczkach. I tak w pracy wydanej w Warszawie Spis wymoczków spostrzeganych w Warszawie i jej okolicach w latach 1861–1865 (1866) podaje nasz zoolog wyniki pięcioletnich swych badań nad tym przedmiotem, podaje spis wszystkich dotąd przezeń znalezionych wymoczków, przy czym opisuje aż dziesięć gatunków nowych, a z trzech nowych gatunków o bardzo swoistej organizacji tworzy nowy rodzaj.
W szeregu innych rozpraw ogłoszonych w części w języku polskim, w części w niemieckim, np. Przyczynek do historii naturalnej wymoczków (1867), Ein Beitrag zur Anatomie der Infusorien (1869), Beobachtungen über Infusorien aus der Umgebung von Warschau (1870), głównie zaś w pięknej pracy Beiträge zur Naturgeschichte der Infusorien (1877), ozdobionej prześlicznymi tablicami rysunków, wykonanymi z natury artystyczną dłonią autora, podaje Wrześniowski liczne bardzo nowe fakty z dziedziny mikroskopowej budowy wymoczków.
Wymoczki (Infusoria) są to, jak wiadomo, jednokomórkowe organizmy zwierzęce, zwane tak dlatego, iż pojawiają się w wodzie, w której wymakają substancje roślinne, np. siano, słowem – w wodnych nalewkach (infusum) organicznych, a biorą się tam z powietrza, w którego pyle unosić się mogą masami w stanie na pół wyschniętym, torebką szczególną (cystą) otoczone. Gdy owe otorbione wymoczki dostają się wraz z pyłem powietrza do jakiej nalewki organicznej, wówczas uwalniają się one z torebki, powracają do pełni życia i, szybko się mnożąc, wytwarzają liczne pokolenia tych żyjątek. Pomimo iż są bardzo drobne, pod mikroskopem tylko widoczne, mają budowę stosunkowo wielce złożoną i nader misterną. Pokryte szybko poruszającymi się, włoskowatymi rzęskami, wykonywują w wodzie niezmiernie energiczne ruchy, mknąc jak strzała w obserwowanej kropli. Otóż liczne strony złożonej budowy ciała wymoczków zostały wyjaśnione przez Wrześniowskiego. Między innymi opisał on sposób karmienia się wymoczków, właściwości banieczki kurczliwej, budowę włókien kurczliwych natury mięśniowej itd., a wszystkie poczynione przez tego znakomitego badacza spostrzeżenia okazały się jak najdokładniejszymi i przez późniejszych uczonych zostały stwierdzone.
Ale nie ograniczył się Wrześniowski do grupy tych najniższych jestestw świata zwierzęcego. Ogłasza pracę nad anatomią porównawczą pewnych mięczaków dwuskorupowych, czyli małżów, mianowicie gatunku Dreissena polymorpha, bardzo osobliwej postaci, występującej w Wiśle, do której to rzeki małż ów przywędrował z morza. Z kolei zaś zajmuje się bardzo wiele systematyką i anatomią skorupiaków (Crustacea) amerykańskich, nadsyłanych obficie do Warszawy przez pp. Jana Sztolcmana i Konstantego Jelskiego, oraz bajkalskich przez Benedykta Dybowskiego. Badania naukowe nad skorupiakami wypełniają już resztą życia Wrześniowskiego; zajęcie się gatunkami amerykańskimi oraz bajkalskimi naprowadza go i na badania pewnych grup skorupiaków krajowych, głównie obunogów (Amphipoda). Ta praca zajmuje mu bardzo wiele czasu. Nie zadowalając się systematyką, zwraca się i do anatomii mikroskopowej skorupiaków, ale tu stają mu na przeszkodzie metody techniczne. Pracując dotąd głównie nad ustrojami jednokomórkowymi, Wrześniowski nie znał nowoczesnej techniki biologicznej, nie umiał obchodzić się z mikrotomem, czyli przyrządem do wykonywania skrawków przez narządy, których budowa mikroskopowa ma być zbadana, oraz nie znał dostatecznie techniki barwienia preparatów w celu wyróżnienia poszczególnych składników tkanek. Ale w krótkim czasie pokonywa te trudności, w znacznej mierze dzięki światłym radom kolegi i przyjaciela swego profesora Henryka Hoyera. I oto niebawem widzimy go przy warsztacie pracy histologicznej, mikrotomuje, barwi skrawki, wykonywa piękne barwne rysunki i szkice anatomiczno-mikroskopowe i pogłębia coraz bardziej histologię skorupiaków, dotąd mało w ogóle znaną. Wynikiem tych żmudnych prac był cały szereg nowych publikacji naukowych, które ogłasza Wrześniowski w części w języku ojczystym, w części w czasopismach naukowych zagranicznych.
Tak np. w pracy On Callisoma Branickii (1874) podaje opis nowego gatunku skorupiaka amerykańskiego, w pracy Vorläufige Mittheilungen über einige Amphipoden (1879) opisuje nowe gatunki skorupiaków, nazwane przezeń na cześć różnych naszych uczonych: Hyale Jelskii, H. Lubomirskii, H. Dybowska, H. Sztolcmanii, Lada Chałubińska itd., podając przy tym liczne ważne szczegóły co do ich budowy mikroskopowej. W roku 1881 ogłasza w Warszawie (w „Pamiętniku Fizjograficznym”) piękną monografię o nowym rodzaju i gatunku skorupiaka obunogiego z okolic Warszawy, Goplana polonica, a w roku 1883 w tym samym czasopiśmie interesującą obszerną pracę O trzech kiełżach podziemnych, z 11 tablicami rysunków; jeden z tych gatunków, w Tatrach znaleziony, nazywa Niphargus tatrensis, inny znów chrzci mianem legendowym Boruta tenebrarum. Nadto ogłasza kilka innych jeszcze rozpraw o skorupiakach, niektóre w języku niemieckim.
Wrześniowski należał do tych, niestety nielicznych, uczonych polskich, którzy głęboko odczuwali potrzebę dzielenia się swoją wiedzą także z szerszymi warstwami ogółu, jak to czynili również liczni znakomici uczeni zagraniczni, z których wymienię tylko Jana Tyndalla, Michała Faradaya, Tomasza Huxleya, Karola Vogta i Ernesta Haeckla. Słowem rozumiał on, że uczony, a zwłaszcza uczony polski, powinien nie tylko naukę samą naprzód posuwać, lecz też pamiętać o swoim szerszym ogóle myślącym, dla którego prace specjalne, ogłaszane w czysto naukowych czasopismach, ani są dostępne, ani zrozumiałe. Do takich uczonych polskich należał między innymi, jak wiemy, Jędrzej Śniadecki, który, obok prac naukowych, niemało także publikował rzeczy dla szerszego ogółu przeznaczonych. Zaiste, jest to święty obowiązek każdego polskiego uczonego, prawdziwie i szczerze kochającego społeczeństwo swoje.
I oto Wrześniowski rozumiał ten obowiązek obywatelski, chwytając często za pióro, by społeczeństwo oświecać. Napisał więc doskonały podręcznik dla uczącej się młodzieży Zasady zoologii (1888), przeznaczony dla klas wyższych szkół średnich. Wiele ogłosił cennych artykułów z dziedziny biologii w różnych czasopismach, w tym w „Ateneum”, „Przyrodzie i Przemyśle”, a zwłaszcza we „Wszechświecie”, informując ogół o licznych nowych prądach i kierunkach w biologii oraz o ciekawych odkryciach. Napisał dalej szereg wyczerpujących życiorysów znakomitych uczonych, jak Karola Darwina, Henryka Hoyera, Leona Cienkowskiego, Izydora Kopernickiego, Władysława Taczanowskiego i księcia Władysława Lubomirskiego. Zasilał też obszerniejszymi artykułami Encyklopedię rolnictwa i pierwszą Encyklopedię Orgelbranda.
Oprócz nauk zoologicznych Wrześniowski uprawiał także w części antropologię i etnografię, zajmował się np. pomiarami czaszek górali tatrzańskich, badał ich zwyczaje i język. Wreszcie przyswoił też literaturze polskiej w doskonałych przekładach kilka cennych dzieł, jak Oskara Schmidta Nauka o pochodzeniu gatunków i darwinizm (1875), Tomasza Huxleya Wykład biologii praktycznej (1883) i tegoż autora O przyczynach zjawisk w naturze organicznej (1872). Jak płodnym był pisarzem, widać z tego, że ogółem napisał około 200 prac, wliczając w to rozprawy naukowe, pisma obszerniejsze popularne oraz drobne artykuły.
Na zakończenie życiorysu tego ze wszech miar zasłużonego męża, winienem jeszcze szczególniej dobitnie zaznaczyć, że należy mu się wdzięczność społeczeństwa za to, iż był jednym z najpierwszych u nas pionierów teorii ewolucji, która odegrała we wszystkich cywilizowanych społeczeństwach Europy tak doniosłą rolę w rozwoju wiedzy. Posiadam litografowane wykłady Wrześniowskiego z roku 1864, a więc z okresu, kiedy do wielu uniwersytetów Europy nie dotarło jeszcze światło ewolucjonizmu. Wrześniowski atoli od razu zrozumiał, jak płodna dla czystej wiedzy będzie ta idea, i w wykładach swych głosił już wówczas z katedry podstawy ewolucjonizmu w biologii. Jak to możemy wnosić z wyżej wymienionych pism Wrześniowskiego, przeznaczonych dla szerszego ogółu, usiłował on rozpowszechniać także za pośrednictwem pióra wielkie idee filozoficzno-biologiczne w społeczeństwie swoim, wierząc snąć, że one przyczynić się mogą skutecznie do podniesienia narodu w kierunku myślowym i etycznym.
*Tekst opublikowany pierwotnie w: J. Nusbaum-Hilarowicz, Szlakami nauki ojczystej. Życiorysy znakomitych biologów polskich 18 i 19 wieku, Warszawa 1916, s. 109–120. Tekst został nieco skrócony. Ortografia i interpunkcja uwspółcześnione, składnia i leksyka oryginału.