Rektor w latach 1930–1931
Prorektor: 1930/1931 Tadeusz Brzeski
Był człowiekiem niezwykle cenionym i szanowanym. W swym długim, bo prawie 90-letnim życiu działał głównie na dwóch polach. Jako polityk reprezentował lewicową wrażliwość, jako lekarz interesował się zdrowiem najmłodszych pacjentów. Oba te zainteresowania zazębiały się i przenikały, do końca życia wyznaczając kierunek działań Michałowicza. Napisano o nim dwie książki i moc artykułów, ale jego życie było tak frapujące, że zapewne powstaną następne.
Mieczysław Jan Michałowicz urodził się 10 IX 1876 r. (29 VIII wg kalendarza juliańskiego) w Petersburgu, w rodzinie Tytusa Michałowicza, sekretarza urzędu gubernialnego. Matka, Zofia Hryckiewicz, spokrewniona była z rodem Mickiewicza, co z dumą podkreślano. Zapewne dlatego, pomimo wychowywania w Petersburgu i ukończenia tam niemieckojęzycznego gimnazjum klasycznego, młody Mieczysław wyrastał w atmosferze patriotycznej, przesiąkniętej literaturą romantyczną oraz duchem filomatów i filaretów. Podczas studiów w petersburskiej Akademii Wojskowo-Medycznej w latach 1896–1901 działał w polskiej samokształceniowej organizacji Koło Oświaty Ludowej.
W mieście nad Newą w 1901 r. ukończył studia z wyróżnieniem i po 2 latach praktyk został ordynatorem oddziału wewnętrznego jednego z tamtejszych szpitali. Wtedy też w Michałowiczu zrodziły się głębsze naukowe zainteresowania związane z pediatrią. Pierwsze prace badawcze dotyczyły gruźlicy u dzieci.
Jeszcze na studiach 20-letni Michałowicz zainteresował się polityką i został członkiem Polskiej Partii Socjalistycznej. Poznał Józefa Piłsudskiego, któremu nawet pomagał w sławnej ucieczce ze szpitala św. Mikołaja Cudotwórcy w 1901 r. W działalności konspiracyjnej przybrał pseudonim „Leonard”. Przemycał z Finlandii ulotki i zajmował się agitacją socjalistyczno-niepodległościową wśród polskich żołnierzy okręgu petersburskiego. Zainteresowań naukowych ani politycznych, nie osłabiło założenie rodziny. W 1901 r. początkujący medyk poślubił Zofię Jaczynowską. Dwa lata później szczęśliwym małżonkom urodził się syn Jerzy.
Wręczenie dyplomu doktorskiego farmaceutce Florze Wandzie Kulczyckiej; w środku za stołem siedzi rektor Mieczysław Michałowicz, 1931 r.
Karykatura Mieczysława Michałowicza z 1927 r.
W dobie rewolucji 1905 r. Michałowicz po raz pierwszy na dłużej przyjechał do Królestwa Polskiego i w czasie pobytu w Częstochowie (gdzie pracował w nowoczesnej na owe lata hucie B. Hantke) objął przywództwo nad miejscowym okręgiem PPS. Wkrótce jednak dotknęły go carskie represje za działalność polityczną. W 1908 r. na 7 miesięcy został aresztowany w Piotrkowie i groziło mu skazanie na 5 lat przymusowego osiedlenia w syberyjskim rejonie turuchańskim. Ostatecznie skazano go „tylko” na 2 lata wydalenia poza granice rosyjskiego imperium, co było efektem zabiegów sędziwego ojca, mającego koneksje i znajomości wśród wysokich kręgów urzędniczych Rosji. Pobyt w innych krajach Michałowicz wykorzystał na podniesienie swej wiedzy lekarskiej i na studia uzupełniające w Wiedniu (1909), w Berlinie i Strasburgu (1910). W zagranicznych wojażach dopomogła mu biegła znajomość języków: rosyjskiego, niemieckiego, francuskiego i nieco słabsza – angielskiego.
Jeszcze zanim minęła kara, powrócił do Petersburga, na co uzyskał specjalną zgodę władz rosyjskich. Powodem był choroba i śmierć ojca oraz związana z tym konieczność opieki nad owdowiałą matką. W Petersburgu uzyskał doktorat. Pracował wówczas w Klinice Żeńskiego Instytutu Medycznego u prof. N.J. Sokołowa.
W 1912 r., zagrożony ponownym aresztowaniem, Michałowicz zdecydował się na opuszczenie Petersburga. Wraz z rodziną osiadł we Lwowie, gdzie wolność wypowiedzi nie była tak krępowana, a komfort pracy daleko większy. Michałowicz pracował jako lekarz, nadal pilnie się dokształcając. W czasie I wojny światowej służył w wojsku austriackim w szpitalach wojskowych w Krakowie i Ołomuńcu.
Wykład Mieczysława Michałowicza w plenerze, ok. 1935 r.
Z Warszawą związał swe losy dopiero w grudniu 1918 r., gdy został ordynatorem jednego z oddziałów Szpitala Ujazdowskiego. Stanowisko dopomogło w otrzymaniu służbowego mieszkania w Al. Ujazdowskich 22. Około 1925 r. zamieszkał w wygodniejszym lokum przy ul. Lekarskiej 23. W stolicy odrodzonej RP otrzymał pierwszy raz ważne stanowisko, mianowicie został dyrektorem Departamentu Opieki nad Dziećmi i Młodzieżą w Ministerstwie Zdrowia. W maju 1920 r. mianowano go profesorem nadzwyczajnym Uniwersytetu Warszawskiego. Dwa lata później został dziekanem Wydziału Lekarskiego. Szybkie awanse były uzasadnione, ponieważ Michałowicz okazał się niezwykle rzutkim i przedsiębiorczym lekarzem. Zorganizował nowoczesną Klinikę Pediatryczną, działającą w pięciopiętrowym gmachu przy ul. Litewskiej. Dlatego właśnie patronem mieszczącego się obecnie w tym budynku Państwowego Szpitala Klinicznego jest prof. Michałowicz.
Wykłady Michałowicza inspirowały studentów do samodzielnego myślenia. Jego biograf Tadeusz Jabłoński pisał: „Studenci uczęszczający na zajęcia swego profesora, ze zdziwieniem, a jednocześnie z wielkim zainteresowaniem słuchali wykładów np. o humanizmie renesansu, otwierającym szerokie drogi dla całej ludzkości po mrokach średniowiecza”.
Obok wiedzy ściśle medycznej profesor (od września 1927 r. profesor zwyczajny) zaszczepiał swoim uczniom zamiłowanie do tradycji i poznawania historii medycyny. Rozbudzał w studentach wrażliwość, gdyż zawód lekarza tego wymagał.
Budynek Szkoły Głównej obrośnięty winoroślą, ok. 1935 r.
W 1930 r. Michałowicza wybrano rektorem UW. Na tym stanowisku dał się poznać jako człowiek dużej erudycji, znający nie tylko swój fach, lecz także potrafiący dyskutować o literaturze czy malarstwie. Obchodziła go również estetyka uniwersyteckiego kampusu. W sprawozdaniach za rok akademicki 1930/1931 napisano, że „celem podniesienia zewnętrznego wyglądu podwórca i upodobnienia go do podwórców uczelni akademickich Starego i Nowego Świata zasadzone zostało 260 krzewów wina. Przykryją one nagie i aż nazbyt skromne mury naszej Wszechnicy, nadając im milszy, a częstokroć dostojniejszy charakter”. W tym samym czasie założono też sieć telefonów wewnętrznych. Sprecyzujmy, że pierwsze telefony wewnętrzne pojawiły się już za kadencji rektora Brzeskiego, ale tylko w budynku Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. W czasach rektora Michałowicza wewnętrzne telefony zamontowano na całym kampusie. W ten sposób każdy pracownik, wykręcając następujące cztery cyfry: 9325, mógł połączyć się z rektorem. Oprócz telefonu i sterty dokumentów na jego biurku stały też dwa portrety: syna Jerzego oraz pierwszego rektora odrodzonego UW Józefa Brudzińskiego.
Tym, co rektora Michałowicza szczególnie drażniło, była biurokracja. W sprawozdaniu żalił się: „Hydra bezmyślnego biurokratyzmu, dławiąca całe Państwo, nie ominęła i Uniwersytetu. Podobnie jak w latach ubiegłych Rektor podpisywał niezliczone stosy rachunków poszczególnych profesorów kierowników zakładów”. Rozsądnie myślący profesor nie mógł zrozumieć, czemu ma podpisywać rachunki, np. na 25 groszy, za bilet tramwajowy dla woźnego! W sprawozdaniu tłumaczył: „Cięższą jest praca rektora, który przy systemie centralizacji, przekraczającej granice rozsądku, zrywa w ciągu swojej kadencji zdrowie i nerwy”. Gdy kadencja się skończyła, Michałowicz zaproponował przyszłym władzom uczelni, by wydłużyć kadencję rektorską, co było „wskazane dla dobra uniwersytetu i praktykowane w wielu ze szkół akademickich”. Wydłużenie kadencji stanie się faktem 3 lata później.
Był tolerancyjny, ale jego tolerancja kończyła się tam, gdzie zaczynała się przemoc. W sprawozdaniu rektorskim podkreślał: „Smutny obraz uciekania się poszczególnych członków społeczności studenckiej do pięści i nawet kija. [...] Tymczasem raz po raz musieliśmy być świadkami, jak pewni osobnicy przebrani w czapki studenckie i to nie tylko naszej uczelni, ale i innych, używali tego brutalnego sposobu na terenie UW dla zadokumentowania swoich przekonań”.
Czuły na każdy przejaw antysemityzmu, Michałowicz protestował przeciwko wszelkim próbom tworzenia na UW getta ławkowego. Postawa ta szła w parze z socjalistycznymi poglądami profesora. W 1928 r. Michałowicz musiał ciężko przeżyć rozłam w PPS. Część socjalistów (z którymi sympatyzował) założyła rozłamową, ale wierną Piłsudskiemu PPS Dawną Frakcję Rewolucyjną. Przeciwko frakcji wystąpił wtedy syn profesora, Jerzy Michałowicz. Ojciec i syn byli teraz po różnych stronach lewicy polskiej i tajemnicą pozostaje, jak w tych warunkach potrafili nadal utrzymywać zażyłe relacje rodzinne. Obaj byli zresztą pediatrami i ludźmi rozumiejącymi, jak ważne są wypoczynek, rekreacja i sport w życiu młodego człowieka. Obaj działali na tych polach i współpracowali. Gdy Michałowicz junior prowadził akcję badań lekarskich dla młodych sportowców „Skry” (w klubie był prezesem), Michałowicz senior w tym pomagał. Gdy zaś profesor organizował Towarzystwo Trzeźwości i kolonie letnie dla dzieci, znalazł wsparcie syna. Dodajmy, że nie przez przypadek rektor Michałowicz został honorowy członkiem AZS Warszawa.
Mieczysław Michałowicz obok rektora Politechniki Warszawskiej – spotkanie z okazji przyjęcia fundacji smoguleckiej oraz nadania doktoratu honoris causa fundatorowi Bohdanowi Hutten-Czapskiemu, Smogulec, 13 maja 1931 r.
Dla Mieczysława Michałowicza niespodziewana śmierć jedynego syna w 1936 r. musiała być niemałym ciosem. Teraz musiał się sprawdzić jako dziadek, pomagając synowej w wychowaniu trojga wnucząt. Być może w wyjściu z rozpaczy pomogła intensywna działalność społeczno-polityczna. Michałowicz od 1935 r. był senatorem. Przewodniczył licznym towarzystwom medycznym (Naczelnej Izbie Lekarskiej, Polskiemu Towarzystwu Pediatrycznemu) lub politycznym (Polski Komitet Niesienia Pomocy prześladowanym przez hitlerowskie Niemcy). Należał do masonerii i przez jakiś czas pełnił urząd Wielkiego Architekta w Wielkiej Loży Narodowej Polski. W maju 1939 r. stanął na czele nowo powstałej partii – Stronnictwa Demokratycznego. W tym samym roku rozpoczął pisanie swego opus magnum, zatytułowanego Patofizjologia zakażeń wieku dziecięcego, które zdołał wydać dopiero 3 lata po wojnie.
Mieczysław Michałowicz (w środku) przy łóżku małego pacjenta, lata 30. XX w.
Czasy okupacji hitlerowskiej były niebezpieczne dla ponad 60-letniego profesora. W listopadzie 1942 r. Michałowicz został aresztowany i do końca wojny przeżywał gehennę obozów koncentracyjnych w Majdanku, Gross-Rosen i Litomierzycach. Wyzwolenie przyszło dla niego dopiero 8 maja 1945 r.
W czerwcu 1945 r. wrócił do Warszawy i z niesłabnąca energią odbudowywał „swoją” klinikę przy Litewskiej. Kierował też uniwersytecką Katedrą Pediatrii. Próbował być aktywny w życiu politycznym i z ramienia Stronnictwa Demokratycznego sprawował mandat posła Krajowej Rady Narodowej. Zycie polityczne zmierzało jednak w złym kierunku i wkrótce dla profesora zabrakło w nim miejsca. Jeszcze w 1947 r. Michałowicz bronił Naczelnej Izby Lekarskiej, a gdy ta została rozwiązana, przeszedł w „polityczny stan spoczynku”. Na początku lat 50. kierowniczka kancelarii przy Akademii Medycznej wystawiła sędziwemu profesorowi taką oto opinię: „Znany przedwojenny demokrata sprzeciwiający się wszelkim ekscesom antysemickim. Idealista, nie marksista. Obecnie idzie całkowicie na współpracę ze Związkiem Zawodowym i Organizacją Partyjną. Człowiek stary, niewiele udzielający się na terenie kliniki”. W 1951 r. wyprawiono Michałowiczowi jubileusz 50-lecia pracy naukowej, w którym uczestniczył ówczesny minister zdrowia. Z życiorysu jubilata wymazano to, że był w przyjacielskich kontaktach z Józefem Piłsudskim, i to, że w wojnie 1920 r. służył jako lekarz w Wojsku Polskim, doczekawszy stopnia pułkownika. Choć specjalnej ciągoty do wojaczki nigdy nie przejawiał, to jak na ironię, w historii UW pozostaje tym rektorem, który otrzymał najwyższe oficerskie szlify.
Dużo bardziej spontaniczny był inny jubileusz. Już po odwilży 1956 r. środowisko jego uczniów zorganizowało obchody 80. urodzin profesora. Podsumowano dorobek Michałowicza, który składał się z ponad 100 pozycji naukowych. Sędziwy pan profesor nie był już związany z UW, ponieważ kilka lat wcześniej Wydział Lekarski wyodrębniono, powołując do życia Akademię Medyczną.
Na tej uczelni Mieczysław Michałowicz prowadził zajęcia do 1960 r., będąc jednym z najstarszych aktywnie pracujących profesorów w Polsce. Zmarł 22 XII 1965 r. Komunistyczna władza starannie omijała fakt, że pod koniec życia Michałowicz określił się jako katolik, a jego wzorem był św. Tomasz z Akwinu.
Rektor Mieczysław Michałowicz pochowany został na Cmentarzu Powązkowskim w grobie rodzinnym (kw. 117-IV-19/20).
Jest patronem ulic w Bielsku-Białej, Łomiankach i Częstochowie.
Bibliografia
– L. Hass, T. Ostrowska, Mieczysław Michałowicz, PSB, t. XX, z. 4, Wrocław 1975, s. 638–643.
– W. Lisowski, Ludzie zasługi niepospolitej, Warszawa 1983.
– H. Celnik, M. Zielonka, Poczet rektorów i dziekanów, Warszawa 2009.
– M. Roszkowska-Blain, Mieczysław Michałowicz, [w:] Złota księga medycyny warszawskiej, red. M. Krawczyk, Warszawa 2009. s. 258–264.
– W. Gniadek, Mieczysław Michałowicz – życie i działalność, „Medycyna Rodzinna” 2014, nr 3, s. 152–155.
– T. Jabłoński, Mieczysław Michałowicz. Życie i praca, Warszawa 1979.
– Mieczysław Michałowicz. Człowiek, działacz i polityk, red. Maria Jaszczuk, cz. I-II, Warszawa 1972.
– AUW, Sprawozdanie z działalności UW w roku akademickim 1930/31, Warszawa 1931.
– Archiwum Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, Akta osobowe syg. 164/11/131.
– AAN, Akty zespołu MWRiOP, syg. 4364.