Stan infrastruktury uniwersyteckiej w czasach, gdy uczelnią zarządzali rektorzy Wróblewski i Siwiński, daleki był od ideału, a nawet skromnych oczekiwań – zaniedbane, od dawna nieremontowane budynki, przestarzałe zaplecze dydaktyczne, ciasnota. Niepokój budził też stan finansów uczelni, która w jakimś sensie musiała ponownie określić swoje miejsce i zdefiniować pozycję instytucjonalną w nowej rzeczywistości. Nie brakło przy tym przychylności ze strony władz, także najwyższych władz państwowych, ale czasy transformacji zmuszały do podejmowania niestandardowych działań.
Bolączki materialne warszawskiej uczelni symbolicznie kumulowały się w Bibliotece Uniwersyteckiej, która mieściła się w budynku wzniesionym co prawda jako bardzo nowoczesny, ale w końcu XIX w. Już w okresie poprzedzającym II wojnę światową, a tym bardziej w ostatniej dekadzie XX w. nie był on w stanie pomieścić kilkakrotnie większego księgozbioru, toteż duża część zbiorów przechowywana była w złych warunkach: na podłogach magazynu, na podestach klatek schodowych, w piwnicach i na strychach, a także w gmachach do biblioteki nienależących i do jej potrzeb nieprzystosowanych.
4. Kampus główny UW przy Krakowskim Przedmieściu
Ogólne ożywienie polityczne niewątpliwie wpłynęło także na przyspieszenie biegu uniwersyteckich wydarzeń. We wrześniu 1989 r. zorganizowano manifestację w obronie Biblioteki, podczas której pracownicy i studenci domagali się rozwiązania jej problemów i wybudowania nowego gmachu lub wskazania jakiejś adekwatnej, już istniejącej lokalizacji. Dla tej szeroko rozpropagowanej idei udało się uzyskać poparcie, także finansowe, mieszkańców Warszawy. Początkowo rozważano pomysł przekazania Uniwersytetowi dawnego Domu Partii – imponujących rozmiarów budowli, ulokowanej w samym centrum miasta, jednak ostatecznie zwyciężyła koncepcja, by umieścić tam Centrum Bankowo-Finansowe, z części dochodów tej instytucji sfinansować zaś budowę nowej biblioteki. Decyzję podjął rząd Tadeusza Mazowieckiego, a inwestycyjną, w tym także finansową logistykę tego ogromnego przedsięwzięcia powierzono Fundacji Uniwersytetu Warszawskiego, utworzonej nieco wcześniej, bo już w 1988 r. Wmurowanie kamienia węgielnego, z udziałem prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, nastąpiło 21 XI 1996 r.; trzy lata później, 11 VI 1999 r., w obecności rektora Włodzimierza Siwińskiego i rektora elekta Piotra Węgleńskiego, odbyła się uroczystość poświęcenia nowego gmachu przez papieża Jana Pawła II. Wkrótce potem nastąpiła przeprowadzka zbiorów bibliotecznych.
Zaproponowane rozwiązanie, nowatorskie architektonicznie, autorstwa Marka Budzyńskiego i Zbigniewa Badowskiego, zostało zaakceptowane przez akademicką społeczność, zwłaszcza przez studentów, masowo z Biblioteki korzystających i najwyraźniej chętnie ją odwiedzających. BUW pozostaje najbardziej przestronnym gmachem uczelni. Posiada drugi co do wielkości w kraju, po Bibliotece Jagiellońskiej, księgozbiór akademicki (ponad 3 miliony woluminów), którego większa część znajduje się w tzw. wolnym dostępie, dającym czytelnikom możliwość samodzielnego pobierania z półek potrzebnych pozycji. Jest to miejsce codziennie odwiedzane przez kilka tysięcy osób, które swojej tam aktywności nie ograniczają tylko do lektury. Neologizm „BUW-ing” odzwierciedla nową modę na spędzanie czasu we wnętrzach Biblioteki, co notabene przeczy tezie o zmierzchu tej instytucji – w związku z masową dostępnością publikacji w internecie. Okazało się bowiem, że nowe formy, choć z tradycyjnymi w naturalny sposób konkurują, to jednak bynajmniej ich w pełni nie zastępują, ani tym bardziej nie eliminują, a jedynie uzupełniają.
5. Gmach nowej Biblioteki Uniwersyteckiej
Niezależnie od starań o nowy gmach dla biblioteki, orędownicy poprawy warunków lokalowych uczelni lansowali popularne w mediach hasło: „Uniwersytet przy Trakcie Królewskim”. Intensywny lobbing przyniósł wkrótce wymierne efekty w postaci budynku przy Nowym Świecie 4 oraz hotelu akademickiego Hera, u zbiegu ul. Belwederskiej i Gagarina. W ramach tej samej akcji, choć nieco poza Traktem, udało się pozyskać budynek przy ul. Mokotowskiej dla Wydziału Pedagogicznego oraz dawne kino Klub, w pobliżu placu Na Rozdrożu. Poprawę warunków lokalowych, jako jeden z pierwszych, odnotował też wtedy Wydział Matematyki, Informatyki i Mechaniki, przeniesiony z Pałacu Kultury i Nauki do budynku dawnej Wojskowej Akademii Politycznej, przy ul. Pasteura. Dalsza poprawa następowała sukcesywnie; pochodzące z dydaktyki oraz z badań naukowych dochody własne uczelni, a wkrótce także potężny strumień środków unijnych, sprawiły, że w początkach XXI w. realne stały się poważne inwestycje – wzniesienie nowych budynków oraz remonty najważniejszych elementów historycznej substancji.
Najbardziej spektakularnymi osiągnięciami w tym zakresie była gruntowna modernizacja budynku Wydziału Zarządzania na Służewcu, budowa kompleksu dydaktycznego dla Wydziału Prawa i Administracji – Collegium Iuridicum II, w bezpośrednim sąsiedztwie nowej Biblioteki Uniwersyteckiej, oraz Collegium Iuridicum III, przy bramie od ul. Oboźnej, a także dokończenie budowy siedziby Wydziału Biologii na Ochocie, czyli w rejonie, gdzie wkrótce powstać miała największa uczelniana inwestycja dwudziestopięciolecia, określana potocznie mianem CeNT (Centrum Nowych Technologii).
Jest to kompleks trzech nowoczesnych gmachów, z których korzystają już przedstawiciele nauk ścisłych. Składa się on z Centrum Nowych Technologii, budynku Wydziału Fizyki oraz Centrum Nauk Biologiczno-Chemicznych. Kształtujący się w ten sposób Kampus Ochota, który stopniowo przekształcił się w główną siedzibę nauk ścisłych i eksperymentalnych, został wzbogacony nowymi inwestycjami laboratoryjnymi, m.in. na Wydziale Matematyki, Informatyki i Mechaniki, na Wydziale Geologii oraz w Interdyscyplinarnym Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego. W tym samym, najszybciej rozwijającym się uniwersyteckim zgrupowaniu otwarto też Ośrodek Produkcji i Badania Radiofarmaceutyków w Środowiskowym Laboratorium Ciężkich Jonów oraz oddano do użytku basen i halę sportową przy ul. Banacha. Poza Warszawą rozpoczęto budowę Europejskiego Centrum Edukacji Geologicznej w Chęcinach.
6. Centrum Nowych Technologii UW
Nowe inwestycje przeznaczone dla nauk humanistycznych i społecznych prezentowały się mniej okazale. Na ich czele wymienić trzeba nową siedzibę dla wydziałów Neofilologii oraz Lingwistyki Stosowanej, wzniesioną na Powiślu, naprzeciwko nowej Biblioteki Uniwersyteckiej. Na starym, zabytkowym terenie przy Krakowskim Przedmieściu zbudowano natomiast kolejny, wspomniany już gmach Collegium Iuridicum III oraz budynek dydaktyczno-administracyjny dla Wydziału Historycznego, w którym umieszczono także cenny księgozbiór, przechowywany wcześniej w Sali Kolumnowej Budynku Pomuzealnego. Tym samym uwolniono tę bodaj najpiękniejszą, a w każdym razie w najczystszej postaci zachowującą swój historyczny kształt, uniwersytecką salę, umożliwiając jej odpowiednie wykorzystanie. Poza posiedzeniami Rady Wydziału Historycznego, który w tym przypadku jest szczególnie uprzywilejowany, odbywają się w niej ważne spotkania i prezentacje, a także prestiżowe wykłady oraz konferencje.
Fundusze unijne, a także pieniądze pozyskiwane ze źródeł krajowych umożliwiły wyremontowanie historycznych budynków tworzących centralny kampus przy Krakowskim Przedmieściu, a przynajmniej odrestaurowanie ich fasad. Poczynając od 2004 r. takim zabiegom poddano w sumie jedenaście budynków, w tym Pałac Kazimierzowski, czyli siedzibę rektoratu, gmach dawnej Szkoły Głównej, gdzie ulokowano Instytut Archeologii, oraz budynki: tzw. Poseminaryjny, czyli główną – pomimo omawianego lokalowego rozwoju – siedzibę Wydziału Prawa i Administracji, tzw. Porektorski, wykorzystywany przez Wydział Orientalistyczny i Instytut Historii Sztuki, oraz tzw. Pomuzealny, czyli siedzibę Instytutu Historycznego, a także gmach Pokuratorski, zajmowany przez lata przez Centrum Informatyczne, a później przez wiele różnych instytucji, oraz budynek polonistyki, wzniesiony na miejscu dawnego Pawilonu Mineralogicznego.
7. Gmach Porektorski, obecnie siedziba Instytutu Historii Sztuki i Wydziału Orientalistycznego
Najbardziej jednak spektakularne, choć początkowo budzące kontrowersje co do skali ingerencji oraz ostatecznego przeznaczenia, było przebudowanie gmachu dawnej Biblioteki Uniwersyteckiej na nowoczesny budynek audytoryjny. Zwyciężyła zatem, i słusznie, koncepcja zwiększenia ogólnouniwersyteckiej przestrzeni dydaktyczno-konferencyjnej w tak pięknym i prestiżowym miejscu Warszawy, choć nie brakowało także zwolenników przekształcenia historycznej budowli w obiekt muzealny9 bądź ulokowania w tym centralnie położonym gmachu wszystkich bibliotek wydziałowych z rejonu Krakowskiego Przedmieścia. Stopniowo wyremontowano także Auditorium Maximum, z największą uniwersytecką salą im. Adama Mickiewicza, przystosowując wnętrza do współczesnych wymogów, ale z zachowaniem historycznej architektury.
8. Budynek starego BUW
Dodajmy, że w 2008 r., jako uzupełnienie uchwalonej wtedy „Strategii Uniwersytetu Warszawskiego” (o czym dalej), przedstawiono plan dalszych ponad dwudziestu inwestycji o różnej skali, obejmujący zarówno budowę kolejnych budynków, jak też przebudowę lub renowację istniejących nieruchomości. Aktualnie trwają remonty dwóch pałaców położonych przy Krakowskim Przedmieściu – Tyszkiewiczów-Potockich oraz Uruskich-Czetwertyńskich, a także tzw. budynku Audytoryjnego.
Urody uniwersyteckim przestrzeniom tradycyjnie dodają rośliny. Dbałość o nie i świadome wykorzystywanie jako elementu ozdobnego i stwarzającego przyjazny klimat okazały się zdecydowanie mocną stroną uczelni w ostatnim ćwierćwieczu. Dotyczy to przede wszystkim zgrupowania przy Krakowskim Przedmieściu, gdzie na przestrzeni ok. 55 tys. m2 rośnie ponad 200 drzew i krzewów różnych gatunków, i jest to roślinność bardzo zadbana10. Wśród licznych topól, klonów i lip wyróżnia się – najwyższy ze wszystkich – kasztanowiec biały, rosnący między budynkami Orientalistyki i Archeologii11.
Najważniejszym jednak uniwersyteckim ogrodem pozostaje Ogród Botaniczny, w dawnych czasach ulokowany na skarpie u podnóża Pałacu Kazimierzowskiego, a potem przeniesiony w Aleje Ujazdowskie. Na 5 hektarach zgromadzono tam ponad 5 tys. roślin – od egzotycznych, przez użytkowe, aż po lecznicze12. Ciekawe i oryginalne ogrody utworzono na dachach nowo powstałych budynków – najpierw Biblioteki Uniwersyteckiej (2002), a potem sąsiedniego, wzniesionego tuż obok dla wydziałów lingwistycznych (2013). Ten pierwszy, ogólnodostępny od wiosny do późnej jesieni, jest imponujących rozmiarów (rozciąga się na powierzchni ok. 2 tys. m2), z intrygującą, przezroczystą kopułą, porośniętą dzikim winem. Drugi, choć znacznie mniejszy, mieści wyjątkowo dużo, bo ponad 1300 roślin. Z obu podziwiać można panoramę Warszawy, podobnie jak – z zupełnie innej perspektywy – czynić to można z tarasu ulokowanego na dachu nowego Wydziału Fizyki, którego wewnętrzne dziedzińce także ozdobione są ogrodami. Zielony zakątek powstał też na niewielkiej przestrzeni za budynkiem Pomuzealnym – tworząc tam kolejne nastrojowe miejsce na kampusie centralnym.
W interesującym nas okresie nie tylko substancja materialna, jaką dysponuje Uniwersytet, została zatem znacznie rozbudowana oraz poprawiła się jej jakość, lecz także wyklarowała się terytorialna struktura uczelni w obrębie Warszawy. Odziedziczonego po minionym okresie rozdrobnienia – notabene z przyczyn politycznych preferowanego przez władze, które z dystansem odnosiły się do ewentualnej koncentracji studenckiego żywiołu – nie udało się co prawda przezwyciężyć (i zapewne w dającej się przewidzieć przyszłości to się nie uda), ale przynajmniej wykrystalizowały się dwa najważniejsze centra Uniwersytetu: humanistyczno-społeczne w rejonie Krakowskiego Przedmieścia i na Powiślu oraz nauk ścisłych – na Ochocie. Trzecią, nieco samotną wyspą pozostaje Wydział Zarządzania oraz kilka mniejszych jednostek, tworzących praktycznie trzeci kampus – na Służewcu. Zatem o jednej, skoncentrowanej terytorialnie i wspólnej dla wszystkich nauk siedzibie Uniwersytetu Warszawskiego w warunkach aglomeracji stołecznej na razie mowy być nie może, a odległości pomiędzy trzema opisanymi centrami na długie lata pozostaną integracyjną barierą oraz poważnym utrudnieniem dla pracowników i studentów.
„Chyba najbardziej charakterystyczną cechą Uniwersytetu Warszawskiego jako instytucji jest to, że podlega on ciągłym reformom” – powiedziała Katarzyna Chałasińska-Macukow, przedstawiając swój program działania na lata 2008–2012, a zatem na swoją drugą rektorską kadencję. Pani Rektor, mającej już za sobą także funkcje dziekańskie i prorektorskie, trudno odmówić doświadczenia i kompetencji, zwłaszcza jeśli idzie o uniwersyteckie struktury oraz wewnętrzne uregulowania. Ogólne ożywienie uczelnianej aktywności, wynikające z chęci dopasowania się do nowych realiów, ale także wykorzystania nowych możliwości, rzeczywiście zaowocowało w ostatnich dwóch dekadach licznymi zmianami organizacyjnymi. Powstawały nowe jednostki, inne uległy znacznym przekształceniom, zaś niektóre spośród już istniejących awansowały do rangi wydziałów.
Omówienie tych zmian zacząć jednak wypada od zasygnalizowania znacznego ubytku w uniwersyteckiej strukturze, który wszelako uznać należy za świadectwo pozytywnych tendencji: w czerwcu 1997 r. powołano do życia nowy Uniwersytet w Białymstoku, który to ośrodek akademicki przez poprzednie trzy dekady funkcjonował jako filia Uniwersytetu Warszawskiego.
Do rangi wydziałów w minionej dekadzie awansowały dwie jednostki, obie skupiające środowiska humanistyczne. W 2008 r. taki status nadano Instytutowi Orientalistycznemu, który wcześniej był częścią Wydziału Neofilologii, a w 2012 r. z dotychczasowego Instytutu Badań Interdyscyplinarnych stworzono – jako dwudziesty na Uniwersytecie – Wydział „Artes Liberales”.
Mniejsze wyspecjalizowane jednostki, utworzone w interesującym nas okresie, to m.in. Studium Europy Wschodniej, Centrum Archeologii Śródziemnomorskiej, Ośrodek Badań nad Antykiem Europy Południowo-Wschodniej i Ośrodek Badań nad Migracjami. Stosunkowo niedawno do grona tego dołączyły także: Centrum Nauk Sądowych, Europejski Ośrodek Studiów Penologicznych, Ośrodek Analiz Politologicznych, Ośrodek Analiz Ekonomicznych Sektora Publicznego oraz Centrum Badań nad Współczesnymi Indiami i analogiczne centrum zajmujące się współczesnym Izraelem, czyli jednostki grupujące przede wszystkim reprezentantów nauk społecznych.
Przedstawiciele nauk ścisłych i eksperymentalnych raczej skoncentrowali w tym czasie swoją uwagę na tworzeniu potężnego kompleksu laboratoryjnego i dydaktycznego na Ochocie (o czym była już mowa w kontekście inwestycji), który zasadniczo zmienić ma warunki prowadzenia badań w zakresie tych dyscyplin. Centrum Nowych Technologii, stanowiące część owego kompleksu, ma status jednostki podstawowej, ale nie jest strukturą dydaktyczną (obrony prac magisterskich i doktorskich, którymi opiekują się jego pracownicy, odbywają się na wydziałach), lecz naukową. W Centrum, które z założenia jest oczywiście interdyscyplinarne, testowane są nowe – w realiach uniwersyteckich – formy organizacyjne, które być może będą w przyszłości stosowane na szerszą skalę: kierowników poszczególnych zespołów badawczych rekrutuje się poprzez otwarte konkursy, oni zaś sami muszą zatroszczyć się o finansowanie swoich badań oraz o byt swoich współpracowników.
Warto dodać, że w 2008 r. powołano do życia Uniwersytet Otwarty – oferujący zajęcia prowadzone przez wykładowców uniwersyteckich, a dostępne dla wszystkich, którzy ukończyli 16 lat. Ta nowa formuła, która spotkała się z dużym odzewem, pozwalającym na jej organizacyjne ustabilizowanie, była także okazją do testowania nowych form oraz tematyki uczelnianej dydaktyki.
Zmianom realiów, jakie zaobserwować można było w sferze dydaktyki oraz badań naukowych, towarzyszyły zmiany struktury administracyjnej – przede wszystkim w postaci powoływania nowych biur. Ich nazwy jednoznacznie wskazują zresztą sfery, w których takie wzmocnienie było konieczne: Biuro Wspomagania Rozwoju, Biuro Promocji, Biuro Prasowe, Biuro Zawodowej Promocji Studentów i Absolwentów, Biuro Jakości Kształcenia itd. Ponadto z Biura Spraw Studenckich (BSS) wyodrębniono Biuro ds. Rekrutacji (2006), co było widomym znakiem uświadomienia sobie przez ówczesne władze uczelni konieczności zabiegania o kandydatów na studia oraz koordynacji działań w tym zakresie na poziomie ogólnouniwersyteckim.
W zasadniczym stopniu zmieniły się też zadania jednostek administracji od dawna istniejących, jak na przykład Biura Współpracy z Zagranicą, które w daleko mniejszym stopniu zajmować się miało teraz obsługą oficjalnych kontaktów zagranicznych uczelni, a stawić musiało czoła logistycznym wyzwaniom związanym ze zdecydowanie bardziej intensywną mobilnością zagraniczną przedstawicieli wszystkich uniwersyteckich społeczności – na czele ze studentami podróżującymi w ramach kolejnych programów Socrates, Erasmus i Erasmus+. Analogicznie przed Biurem Obsługi Badań stanęły zupełnie nowe zadania związane z upowszechnianiem się sytemu grantowego, którego elitarną część stanowiły granty przyznawane w ramach programów ramowych Unii Europejskiej, co wiązać się musiało z pełną akceptacją funkcjonowania języka angielskiego w obiegu urzędowym.
Nowe realia i nowe zadania wymusiły też istotne zmiany w sposobie funkcjonowania biur stricte gospodarczych – rozbudowanych i unowocześnionych ze względu na skalę prowadzonych przez Uniwersytet inwestycji, a także z uwagi na organizowanie zakupów i przetargów w trybie obowiązujących od niedawna uregulowań, na czele z wielokrotnie nowelizowaną i bezustannie krytykowaną Ustawą o zamówieniach publicznych. W kontekście reagowania na wyzwania współczesności z pewnością trzeba też wspomnieć o Biurze ds. Osób Niepełnosprawnych, które istnieje formalnie od roku 2000, ale kontynuuje wcześniejsze prace pełnomocnika rektora. Biuro to, prężnie działające, walnie przyczyniło się do powstania pozytywnej opinii na temat Uniwersytetu jako środowiska przyjaznego osobom niepełnosprawnym. Realizuje ono bowiem długofalową, przemyślaną koncepcję, wypracowaną właśnie na UW i przejętą później przez inne uczelnie – zgodnie z zasadą, że nie ma mowy o obniżaniu wymagań wobec osób niepełnosprawnych, a jedynie o dostosowywaniu warunków przestrzennych i organizacyjnych do ich potrzeb.
Równolegle w stosunku do doraźnych zmian oraz wprowadzanych korekt organizacyjnych toczyły się zasadnicze dyskusje na temat optymalnej struktury uczelni. W kontekście urynkowienia całej gospodarki, zwiększenia skali działalności uczelni oraz gwałtownie rosnącej sfery odpowiedzialności zarządczo-finansowej, wynikającej zarówno z szybkiego wzrostu liczby studentów, również tych wnoszących opłaty za naukę, jak też rozbudowania sektora badawczego i jego kosztów, a także wzrostu wymagań ze strony otoczenia, dość szybko dostrzeżono niemożność sprawnego zarządzania Uniwersytetem za pomocą tradycyjnych akademickich reguł i procedur.
Narastał też problem rozdrobnienia uczelni, jej funkcjonowania w często niewielkich, odseparowanych od siebie jednostkach, co utrudniało wymianę myśli i ograniczało ofertę kształcenia. Starając się przeciwstawić niekorzystnym tendencjom, rektor Andrzej Kajetan Wróblewski – nawiązując do swoich doświadczeń amerykańskich – sformułował projekt zreformowania uniwersyteckiej struktury – przyjmując za jej podstawę trzy lub cztery „szkoły”, które grupowałyby pokrewne dyscypliny, na tyle zintegrowane, że mogłyby wspólnie prowadzić dydaktykę na niższych latach studiów13. Koncepcja ta, choć do samej idei niejednokrotnie później w dyskusjach powracano, nie została wcielona w życie. Poprzestano zatem na tradycyjnej konstrukcji wydziałowej, która stopniowo ulegała petryfikacji. Choć – nieco później przyjęty – podział studiów na etap licencjacki i magisterski zachęcał teoretycznie do szukania integracyjnych rozwiązań, to silniejsze okazały się jednak tendencje decentralizacyjne.
Najistotniejsze – patrząc już z historycznej perspektywy – okazały się bowiem rozstrzygnięcia dotyczące decentralizacji finansów i przekazania dużej części uprawnień, ale też odpowiedzialności w tym zakresie na poziom wydziałów, a nawet instytutów. Najważniejsze decyzje podjęto za kadencji rektora Siwińskiego, a kolejne zespoły rektorskie utrzymały i umocniły tę tendencję. Motywem decentralizacji było dążenie do racjonalizacji gospodarowania uniwersyteckimi zasobami, co w kontekście urealnienia kosztów oraz sanacji finansów w skali całego kraju, jako konsekwencji przemiany ustrojowej, wydawało się jedynym rozsądnym rozwiązaniem. Pozytywne efekty wprowadzonych zmian stały się wkrótce widoczne w postaci racjonalizacji zarządzania na poziomie lokalnym, to jest wydziałowym oraz instytutowym, a także obniżenia kosztów eksploatacji i większej przejrzystości uniwersyteckiego gospodarstwa.
Pomimo silnych tendencji decentralizacyjnych Uniwersytet ostatecznie nie ewoluował jednak w stronę luźnej federacji wydziałów, lecz pozostał instytucją jednolitą, przynajmniej z formalnego punktu widzenia, i jako taka był i jest postrzegany na zewnątrz. Zasadnicze decyzje w sferze inwestycji, relacji z podmiotami zewnętrznymi, współpracy międzynarodowej czy nawet dydaktyki (zasady rekrutacji, otwieranie nowych kierunków studiów itd.), pozostały w gestii władz centralnych, rektora oraz senatu, co – w sytuacji znacznego upodmiotowienia wydziałów – bywało powodem kompetencyjnych zadrażnień.
Immanentną cechą zarządzania uczelnią w interesującym nas okresie była zatem konieczność doraźnego definiowania relacji pomiędzy tzw. centralą a jednostkami oraz pomiędzy „organami jednoosobowymi” (rektor, dziekani) a „organami kolegialnymi” (senat, rady wydziałów i instytutów), wreszcie pomiędzy biurami administracji centralnej a jej wydziałowymi odpowiednikami. Ten stan wydaje się dość kłopotliwy i w istocie nie satysfakcjonuje żadnej ze stron, toteż zapewne w przyszłości będą formułowane nowe propozycje dotyczące reform organizacyjnych.
Trudno natomiast przewidzieć, a tym bardziej postulować kierunek dalszej ewolucji. Czy Uniwersytet zmierzać będzie w stronę centralizacji władzy i postępującej profesjonalizacji zarządzania, co wiązać by się musiało z personalnym oddzieleniem organów wykonawczych od grona profesorskiego i całej kadry nauczającej? Czy też dalszemu wzmocnieniu ulegną tendencje decentralizacyjne, co pod znakiem zapytania postawiłoby możliwość spójnego kierowania całym organizmem? W tym drugim wariancie, jeśli miałby on zostać zrealizowany, należałoby zapewne wypracować formułę bardziej wyrazistego i jednoznacznego podziału Uniwersytetu, ale na części większe niż współczesne wydziały (czyli w istocie powrócić do koncepcji rektora Wróblewskiego), albo też – o czym ostatnio mówi się coraz częściej – szukać maksymalnie elastycznych rozwiązań w sferze nauczania, a strukturę organizacyjną uczelni oprzeć na stosunkowo niewielkich zespołach badawczych.
Współczesny uniwersytet tworzą pracownicy, wśród których wyróżnia się na ogół kadrę nauczającą i administrację, oraz studenci i doktoranci. Wszystkie te grupy w minionym ćwierćwieczu podlegały znaczącej ewolucji, co przede wszystkim było wynikiem zmiany realiów zewnętrznych. Trwałą cechą minionego ustroju były, przypomnijmy, wyznaczane odgórnie limity przyjęć na studia. Toteż po roku 1989 rektorzy uczelni podejmowali decyzje o przyjmowaniu większej liczby studentów, licząc – bezpodstawnie, jak się wkrótce miało okazać – na uzyskanie zwiększonego ministerialnego finansowania.
Zasadnicze przemiany ustrojowe przywróciły należną rangę zawodom inteligenckim oraz podniosły prestiż kwalifikacji na wysokim poziomie. Spowodowało to gwałtowny wzrost zainteresowania studiami wyższymi, w tym przede wszystkim na kierunkach humanistycznych i społecznych, postrzeganych jako łatwiejsze, a których absolwenci – przynajmniej początkowo – byli na rynku pracy mile widziani. Polskie uczelnie, konsekwentnie nierozpieszczane poziomem państwowego finansowania, w tym także Uniwersytet Warszawski, zareagowały na ten popyt, przygotowując ofertę studiów płatnych – zarówno zaocznych, jak też tzw. wieczorowych, czyli realizujących normalny program studiów dziennych, ale w porach dopasowanych do potrzeb studentów pracujących.
W efekcie liczba studentów w skali kraju dość szybko się potroiła, liczba zaś studiujących na UW – bez studiów doktoranckich i podyplomowych – pod sam koniec XX w. przekroczyła 50 tys. i w pierwszych latach nowego tysiąclecia nadal wykazywała tendencję rosnącą (do ok. 55 tys.), którą dopiero pod koniec dekady powstrzymał niż demograficzny14. Dla kadry nauczającej, której liczebność wzrosła nieznacznie, a w każdym razie nieproporcjonalnie w stosunku do liczby studentów, oznaczało to możliwość dodatkowej pracy za dodatkowe wynagrodzenie, na co – przy bardzo mizernych uniwersyteckich pensjach – chętnie się decydowano. Znacząco poprawiło to sytuację materialną części pracowników naukowo-dydaktycznych, a ponadto studia płatne przynosiły też uczelni wymierne dochody. Okazały się one na tyle duże, że niektóre wydziały, prowadzące najbardziej popularne kierunki studiów (przede wszystkim Prawo i Administracja oraz Zarządzanie), mogły sobie pozwolić – o czym już była mowa – na poważne inwestycje, łącznie ze wzniesieniem nowych budynków.
Zjawisko to miało jednak także swoje długofalowe negatywne konsekwencje, gdyż przeciążenie poszczególnych wykładowców nauczaniem – choć trudno tu o precyzyjne dane – musiało odbić się niekorzystnie na ich aktywności naukowej. Dodatkowo nastąpiło wyraźne, a wcześniej niespotykane zróżnicowanie sytuacji materialnej pracowników, a zwłaszcza nauczycieli akademickich. Ich wynagrodzenie w większym bowiem stopniu zależało teraz od wydziału, na którym pracowali, niż od jakości wykonywanej pracy. Wbrew formułowanym niepokojom nie zagroziło to jednak integralności Uniwersytetu.
Reformy „bolońskie”, przynajmniej jeśli idzie o intencje, wyeksponowały grupę doktorantów w obrębie społeczności akademickiej. Studiom doktoranckim nadano bowiem status kolejnego, regularnego etapu edukacji akademickiej, co zakładało masowe kształcenie na tzw. trzecim poziomie. Wedle nowej koncepcji ta istniejąca „od zawsze” kategoria młodych pracowników, terminujących naukowe rzemiosło w macierzystych jednostkach pod okiem swych promotorów, jeśli idzie o status, zbliżyć się miała do zbiorowości studenckiej. Zwiększono zatem limity przyjęć na studia doktoranckie – poszerzając dostęp do nich, a zarazem formalizując kryteria naboru. Rozrostowi tej grupy sprzyjać miała także polityka państwa, które premiowało ją w momencie przydzielania uczelniom dotacji dydaktycznej. Na UW taki wzrost także odnotowano. Z odnośnych statystyk wynika, że liczba doktorantów w piętnastoleciu 2000–2014 wzrosła z 1600 do 3214. Jeszcze bardziej dynamiczny wzrost odnotowano w kategorii doktorantów zagranicznych, choć liczby bezwzględne w tym przypadku były relatywnie niewielkie (30 – w 2005 r., 134 – w 2011 r., a 244 – w 2014 r.).
Trudno dziś oceniać, czy tendencja ta zostanie utrzymana, gdyż formuła regularnych studiów na trzecim poziomie kształcenia nie została dobrze przyjęta przez dużą część profesury, ceniącą sobie dotychczasowe rozwiązania i widzącą w doktorantach nie studentów, lecz raczej młodszych kolegów, uczestniczących w dydaktyce, a jednocześnie wprowadzanych w tajniki badań. Takie poglądy z pewnością bliskie są także dużej części doktorantów, aspirujących raczej do statusu pracowników, a nie studentów.
Odnotować natomiast trzeba wyraźny wzrost oferty stypendialnej adresowanej do młodych pracowników naukowych, czyli w dużej części właśnie do doktorantów i młodych doktorów. Była i jest ona generowana zarówno przez ogólnopolskie, jak też europejskie agencje grantowe (Narodowe Centrum Nauki, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, Fundację na Rzecz Nauki Polskiej, European Research Council), oraz poprzez inicjatywy podejmowane na Uniwersytecie, by wymienić przykładowo projekt „Nowoczesny Uniwersytet”, oparty na środkach pozyskanych z Europejskiego Funduszu Społecznego, przyznawanych w procedurze konkursowej przez MNiSW, czy też inicjatywę „Doktoraty dla Mazowsza”, również finansowaną z funduszy unijnych, tym razem administrowanych na poziomie wojewódzkim. Silny, choć przez wielu uznawany za zaburzający właściwe proporcje strumień finansowania przeznaczonego dla badaczy do 35. roku życia mógł jednak poprawić sytuację materialną tylko niewielkiej części doktorantów, którzy jako grupa społeczna w całym omawianym okresie byli zdecydowanie źle finansowani, czemu towarzyszył ich niezdefiniowany jednoznacznie status.
Liczebność kadry nauczającej nie zmieniła się – o czym była już mowa – w tak dużym stopniu, jak to miało miejsce w przypadku studentów i doktorantów. Jeśli pierwsze dziesięciolecie XXI w. potraktować jako reprezentatywne, to liczba nauczycieli akademickich wzrosła z 2622 osób w 2000 r. do 3286 w 2010 r., by w następnych latach utrzymać się na tym mniej więcej poziomie, nawet z lekką tendencją malejącą15. Proporcje liczby nauczanych i nauczających zmieniły się zatem wyraźnie na niekorzyść w stosunku do okresu wcześniejszego, co w dużym stopniu wykluczyło kameralność studiowania, a zarazem oznaczało większą aktywność pracowników w sferze dydaktyki. Brak danych, by ocenić, w jakim stopniu wpłynęło to niekorzystnie na aktywność naukową kadry nauczającej oraz na spowolnienie jednostkowych karier, ale taki związek przyczynowo-skutkowy wydaje się oczywisty. Duże liczby ilustrujące awanse naukowe pracowników UW, gdzie rocznie ok. 300 osób uzyskuje stopień doktora, ok. 60 habilituje się i ok. 30 uzyskuje tytuł profesora, należy przede wszystkim uznać za pochodną dużych rozmiarów instytucji, nie zaś za podstawę do formułowania pozytywnych ocen.
Niepokój budzi także pogłębiająca się dysproporcja pomiędzy „starymi” i „młodymi” w gronie nauczających, co jest wynikiem – to oczywiste – ograniczeń finansowych dotyczących zatrudniania nowych pracowników, ale także braku klarowności, jeśli idzie o „etatyzację”. Istnieją co prawda ogólne limity zatrudnienia, ale nie dotyczy to konkretnych stanowisk, a o awansie pracownika decyduje w gruncie rzeczy zdobywanie przezeń kolejnych stopni naukowych. Skoro zatem duża liczba zatrudnionych cieszy się dobrą formą oraz późniejszym niż w innych grupach wiekiem emerytalnym, to w naturalny sposób ograniczone zostają możliwości przyjmowania do pracy młodych ludzi, co sprzyja powstawaniu armii profesorskich „generałów”, którzy nie bardzo mają kim dowodzić. Powstające w konsekwencji, ale i w dłuższej perspektywie, luki pokoleniowe są oczywiście niekorzystane dla Uniwersytetu.
W podobnym stopniu jak liczba nauczycieli akademickich wzrosła też liczba pracowników administracji (w okresie 2000–2014 z 2731 do 3087 osób16), co z kolei wyjaśnić można nowymi sferami działań i odpowiedzialności – zarówno przy wspieraniu procesu nauczania, jak też badań. W przypadku dydaktyki chodziło przede wszystkim o nowoczesne formy jej obsługi, co zagwarantować miało osiągnięcie sprawności organizacyjnej jako warunku utrzymania wysokiego poziomu nauczania, zagrożonego masowością studiów i wieloetatowością kadry. Powstały zatem nowe biura, które m.in. monitorować miały jakość kształcenia. Dodatkowe zatrudnienie niekiedy okazywało się także konieczne w związku z wprowadzaniem nowoczesnych technik informatycznych, choć po ich wdrożeniu obsługa administracyjna studiów zapewne będzie wymagała mniej licznej obsady.
Istotne znaczenie dla struktury zatrudnienia w administracji miała też konieczność organizowania na znacznie większą skalę współpracy międzynarodowej – zarówno jeśli idzie o wymianę studentów, jak też wykładowców. Analogicznie nowe formy finansowania badań, w coraz większym stopniu oparte na systemie grantowym, a także konieczność pozyskiwania środków zewnętrznych oraz realizowania kolejnych inwestycji, generowały w dwóch ostatnich dziesięcioleciach znaczne potrzeby administracyjne, zwiększając zarazem oczekiwania, jeśli idzie o kwalifikacje osób zatrudnianych.