Badań i dydaktyki – zarówno w kontekście krajowym, jak też międzynarodowym – jednocześnie omówić nie sposób, choć to właśnie ich jedność jest istotą uniwersytetu. Oba te zasadnicze wątki znalazły się tu pod wspólnym tytułem, co ma symbolicznie podkreślić, że żadnej z tych sfer nie należy postrzegać jako wydzielonej ani też żadnej przyznawać pierwszego miejsca. Zacznę zatem od nauczania – jako uczelnianej funkcji pierwotnej.

W minionym ćwierćwieczu zarówno forma, jak i treść uniwersyteckiej dydaktyki uległa zasadniczym przekształceniom. Zmiana formy wynikała przede wszystkim z wprowadzenia na polskich uczelniach ogólnych postulatów oraz konkretnych wytycznych procesu bolońskiego. Jego głównym celem w sferze nauczania – mającym zwiększyć jego efektywność – była integracja całego europejskiego obszaru szkolnictwa wyższego i stworzenie możliwości masowego przepływu studentów pomiędzy uczelniami. Warunkiem miała być porównywalność modułów nauczania i treści programowych oraz sposobów oceniania i zaliczania poszczególnych kursów, a także ich wzajemna uznawalność. Temu wszystkiemu miało służyć powszechne wprowadzenie systemu tzw. kredytów, czyli punktów ECTS (European Credit Transfer System), określających nakład pracy studenta konieczny dla uzyskania określonej kompetencji, a pośrednio także wartość edukacyjną poszczególnych zajęć.

Wykorzystywany stopniowo w coraz większym stopniu elektroniczny system obsługi studiów (tzw. USOS) wymagał precyzji i jednoznaczności wyboru przedmiotów, grup, terminów, formy zaliczeń. Obowiązek wypełnienia poszczególnych rubryk przez ten system wytwarzanych w dłuższej perspektywie oznaczał zmniejszenie znaczenia indywidualnych kontaktów oraz bilateralnych ustaleń pomiędzy studentami a wykładowcami. Nowe ramy organizacyjne, z natury rzeczy formalizujące uniwersyteckie procedury, wymagały też opisania – i przypisania do konkretnych rubryk – planów dydaktycznych oraz towarzyszących im wymagań (obowiązkowe sylabusy, czyli szczegółowe plany zajęć). Skrajnie biurokratyczna formuła, określana mianem Krajowych Ram Kwalifikacji, zobowiązała ponadto wykładowców do precyzyjnego określenia spodziewanych, ale też formalnie przez uczelnię gwarantowanych efektów kształcenia. Wdrożenie informatycznych innowacji, połączone z rozwojem biurokratycznej mentalności, oznaczało stopniową rezygnację z części fundamentalnych zasad, wedle których uniwersytet zwykł „od zawsze” funkcjonować, na czele z dobrowolnością, ale także dowolnością form zrzeszania się mistrzów i studentów oraz pełną autonomią wewnątrzuczelnianych rozwiązań – na rzecz ich transparencji oraz pełnej przewidywalności.

Zdaniem krytyków uczelnianych innowacji wykorzystanie nowoczesnych technik informatycznych nie tylko sprzyjało formalizowaniu procedur, z potencjalnym uszczerbkiem dla ich jakości, ale pośrednio przyczyniło się do osłabienia akademickich autorytetów. Krytyka odnosi się także do sfery oceniania studenckich osiągnięć. Miejsce egzaminów ustnych, podczas których obdarzony niekwestionowanym autorytetem egzaminator wystawiał dawniej ocenę, zawsze subiektywną, czasem niesprawiedliwą, ale niepodważalną, zajęły egzaminy pisemne, bardzo często przeprowadzane w formie testów; te ostatnie zaś, jak wiadomo, co prawda pozbawione są subiektywności i formalnie gwarantują wymierność ocen oraz sprawne ich wystawienie, ale też nieuchronnie preferują powierzchowność oraz faktograficzny charakter nabywanej wiedzy, co obniża jakość uzyskiwanego wykształcenia.

Dodać wypada, bez formułowania ocen, że Uniwersytet Warszawski w całym interesującym nas okresie był ważnym podmiotem, zarówno jeśli idzie o wprowadzanie innowacji, w tym informatycznych usprawnień, jak też o kontestowanie kierunku proponowanych reform i kwestionowanie ich sensowności. To zróżnicowanie poglądów oraz postaw – typowe dla pluralistycznej instytucji – nie wpłynęło jednak w stopniu zauważalnym na relacje pomiędzy poszczególnymi grupami pracowników.

Wprowadzenie do istniejącego systemu formuły studiów płatnych, o czym już była mowa w kontekście finansów uczelni, także miało swoje długofalowe konsekwencje. Płatne studia, które oznaczały swoiste urynkowienie dydaktyki, sąsiadowały bowiem ze studiami tradycyjnie oferowanymi bezpłatnie, czyniąc cały proces, a zwłaszcza wymagania i kryteria oceny efektów nauczania, mniej klarownymi. Masowość studiów nieuchronnie łączyła się również z obniżeniem ich poziomu, przede wszystkim ze względu na słabsze przygotowanie słuchaczy, choć w grę wchodzić mogło także przeciążenie poszczególnych wykładowców.

Jednakże szerokie zainteresowanie studiowaniem skłaniało poszczególne jednostki do rozbudowywania i uatrakcyjniania dydaktycznej oferty, co uznać można za bezpośredni efekt konkurencji na „rynku edukacyjnym”. Troska o pozyskanie potencjalnych słuchaczy – najpierw przejawiana w warunkach edukacyjnego boomu, a potem także w kontekście niżu demograficznego, który przyniósł spadek dochodów z czesnego – z pewnością przyczyniła się do zwiększenia atrakcyjności programów nauczania. Na liście wykładów i zajęć o charakterze ćwiczeniowym pojawiły się zarówno nowe przedmioty, jak też nowe formy studiowania. Uruchomiono liczne studia zaoczne, wieczorowe i podyplomowe, którym – w trosce o przydatność wykładanych treści – starano się nadać charakter profesjonalny, czyli wysoki poziom specjalizacji, połączony z uwzględnianiem aktualnych potrzeb rynku pracy.

Jednocześnie pojawiły się jednak wątpliwości, odnoszące się przede wszystkim do popularnych kierunków humanistyczno-społecznych, dotyczące jakości uzyskiwanego wykształcenia oraz – właśnie – jego przydatności w życiu zawodowym absolwentów. Powróciła zatem, towarzysząca Uniwersytetowi Warszawskiemu od momentu powstania (a uczelniom niemal od zarania ich dziejów), dyskusja na temat sensu i wartości wszechstronnego, akademickiego wykształcenia oraz spoczywającego na uniwersytecie obowiązku wyposażenia absolwentów w kwalifikacje zawodowe. Notabene, taki postulat – formułowany niekiedy w środowisku pracodawców oraz w kręgach ministerialnych – zdaje się świadczyć o kompletnym niezrozumieniu misji oraz sensu istnienia uniwersytetu, a także etymologii tego słowa.

W ramach poszerzania dydaktycznej oferty pojawiły się też zajęcia obcojęzyczne, prowadzone przede wszystkim po angielsku, których aktualny pakiet liczony jest już w setkach. Związane to było z chęcią przyciągnięcia na uczelnię możliwie licznych studentów zagranicznych, choć warto zauważyć, że studiowanie w obcych językach budziło także rosnące zainteresowanie studentów polskich. Obiektywnie łatwiejsza w tym kontekście była sytuacja nauk ścisłych, dla których język angielski od dłuższego już czasu jest naturalną formą komunikowania, podobnie jak dla części nauk społecznych, takich jak psychologia czy ekonomia. Dla przedstawicieli nauk humanistycznych wyzwanie to okazało się daleko trudniejsze – nie tylko ze względu na sprawność lingwistyczną, wymaganą zarówno od nauczycieli akademickich, jak też od studentów, ale przede wszystkim z uwagi na znaczenie języka narodowego w profesjonalnej narracji takich dyscyplin jak prawo, polonistyka czy historia kultury. Tym niemniej – co musi zastanawiać – na aktualnej liście studiów oferowanych po angielsku przeważają jednak kierunki humanistyczno-społeczne, a liczba cudzoziemców w gronie studentów kierunków ścisłych i przyrodniczych jest znikoma.

Wejście do Europejskiego Obszaru Szkolnictwa Wyższego, o czym już była mowa, oznaczało też gwałtowne zintensyfikowanie mobilności studenckiej. Zagraniczne doświadczenia, tym razem zdobywane przez dużą część studentów, miały fundamentalne znaczenie dla modelu studiowania oraz postaw młodzieży wyzbywającej się ewentualnych kompleksów w stosunku do rozwiązań zachodnioeuropejskich. Organizacja przepływu studentów, których dużej liczbie umożliwiono spędzenie jednego lub dwóch semestrów poza macierzystą uczelnią, zapewnienie porównywalności oferowanych kursów, a także wypracowanie obustronnie akceptowanych zasad zaliczania poszczególnych przedmiotów wymagało profesjonalnej obsługi. Dynamicznemu rozwojowi wymiany studenckiej towarzyszyło zatem, bo takie są unijne realia, dalsze formalizowanie dydaktycznych procedur, a co za tym idzie – rozrost biurokracji.

Bodaj jednak najważniejszą nową tendencją, a w każdym razie zdecydowanie wyróżniającą się formą oferty dydaktycznej minionego ćwierćwiecza stały się studia indywidualne i interdyscyplinarne (od czasu ostatniej ustawowej nowelizacji określane też mianem „międzyobszarowych”), co w realiach uniwersyteckich oznaczało zarazem ich charakter międzywydziałowy. Ta nowa formuła nie tylko odzwierciedlała nowatorskie tendencje w badaniach naukowych, ale była też udaną próbą przeciwstawienia się negatywnym konsekwencjom uniwersyteckiej decentralizacji i zasklepiania się poszczególnych środowisk w formule wydziałowej, a nawet instytutowej, co – zwłaszcza w pierwszej dekadzie XXI w. – stało się wyraźnie widoczne także w sferze nauczania.

W roku akademickim 1992/1993, za sprawą rektora Andrzeja Kajetana Wróblewskiego, powołano do życia Międzywydziałowe Indywidualne Studia Matematyczno-Przyrodnicze (MISMAP), nowatorską formułę studiów prowadzonych w ramach szerszych niż jedna dyscyplina akademicka, przy założeniu, że każdy student – indywidualnie – będzie mógł korzystać z naukowej opieki profesora lub adiunkta reprezentującego kierunek najbliższy jego zainteresowaniom. Nowa quasi-jednostka, której pierwszym kierownikiem był Andrzej Hennel i która po pewnym czasie została przekształcona w Kolegium MISMAP, odniosła niekwestionowany sukces. Akces zgłosiły wydziały: Biologii, Chemii, Fizyki, Geografii i Studiów Regionalnych, Geologii, Matematyki, Informatyki i Mechaniki oraz Psychologii – tworząc atrakcyjną ofertę studiów nowoczesnych i elitarnych, na której wzorowały się także inne uczelnie.

Rok później zaczęły działać Międzywydziałowe Indywidualne Studia Humanistyczne (MISH), które swoją renomę, bardzo szybko zdobytą, a także późniejsze instytucjonalne przekształcenia, które pośrednio doprowadziły do powstania pierwszego w Polsce Wydziału „Artes Liberales”, zawdzięczają działalności Jerzego Axera, niestrudzonego poszukiwacza nowych, atrakcyjnych form aktywności akademickiej, zarówno w sferze badań naukowych, jak też dydaktyki. Inspiracje i doświadczenia MISMAP-u oraz MISH-u wykorzystano, tworząc niebawem – wspólnym wysiłkiem wydziałów: Biologii, Chemii, Fizyki, Geografii i Studiów Regionalnych, Geologii, Nauk Ekonomicznych oraz Prawa i Administracji – interdyscyplinarny kierunek studiów nad ochroną środowiska (MSOŚ), którym – jako pierwsza i przez czas dłuższy – kierowała Ewelina Kantowicz.

Te bardzo atrakcyjne formy mają jednak charakter zdecydowanie elitarny. Większość zajęć uniwersyteckich, zwłaszcza na poziomie licencjackim – z wyjątkiem tak kameralnych kierunków, jak na przykład filologie orientalne – odbywa się w trybie masowym, to jest takim, w którym raczej nie powstają tradycyjne więzi uniwersyteckie oraz zmniejsza się rola indywidualnych relacji pomiędzy studentami a wykładowcami17.

Dyskusja zwolenników i przeciwników nowych rozwiązań toczy się nadal. Niezależnie jednak od wypowiadanych poglądów, coraz powszechniejsza staje się świadomość, że w Uniwersytecie kształcącym na tak dużą skalę nie da się w pełnym wymiarze obronić dawnych akademickich wartości; że trzeba szukać takich rozwiązań, w ramach których mogłyby funkcjonować obok siebie szeroko dostępne kursy akademickie oraz enklawy elitarnego kształcenia. Najbliższy czas pokaże, czy taką formułę uda się wypracować i skutecznie zastosować. Chyba za wcześnie też na ocenę, czy zauważalnie pozytywną rolę odegra w tym procesie Fundusz Innowacji Dydaktycznych (FID), stworzony na uczelni w pierwszej dekadzie XXI w. właśnie w celu promowania nowatorskich działań dydaktycznych przez ich finansowe wsparcie w początkowym okresie. Niewiadomą pozostają też efekty wspomnianych wyżej instytucjonalnych rozwiązań dotyczących kontroli jakości kształcenia.

* * *

Ostatnie dekady to czas intensywnych badań naukowych, które prowadzono w wielu ośrodkach akademickich; sprzyjał im gwałtowny postęp technologiczny, znacznie przyspieszający prowadzone prace, ale też generujący ich wyższe koszty. Uniwersytet Warszawski potwierdził w tym czasie swoją pozycję jednego z najważniejszych ośrodków naukowych w kraju.

O potencjale naukowym może świadczyć pozycja w rankingach międzynarodowych. Wbrew obiegowej opinii, że w przypadku polskich uczelni jest to pozycja bardzo poślednia („w czwartej setce”), warto zwrócić uwagę, że – jeśli uwzględnimy liczbę uniwersytetów na świecie, którą szacuje się na około 20 tys. – Uniwersytet Warszawski mieści się w 2 procentach najlepszych, przy czym niezmiennie przoduje wśród polskich uczelni. Wypada przy tym zauważyć, że zarówno metodologia takich powszechnych, światowych rankingów ogólnouniwersyteckich, jak też sposób pozyskiwania danych na temat poszczególnych uczelni muszą budzić zasadnicze wątpliwości.

Z pewnością bardziej wiarygodne są rankingi dziedzinowe, ze względu na stosunkowo większą porównywalność – możliwą dzięki łatwiejszemu wypracowaniu wspólnych, wymiernych kryteriów. W tym przypadku jednak otrzymujemy tylko dane częściowe; te, którymi dysponujemy, są raczej optymistyczne. Na przykład uznana instytucja międzynarodowa, jaką jest niemieckie Centrum für Hochschulentwicklung (CHE) zalicza warszawską uniwersytecką fizykę (notabene, jako jedyną z Polski) do grupy Excellence, do której wchodzi tylko 70 – spośród kilku tysięcy – uniwersytetów europejskich; chemia – wedle tego samego rankingu – także plasuje się w grupie najlepszych, i to skupiającej tyko 65 wydziałów (w tej samej kategorii, ale na niższych pozycjach, znalazły się także wydziały chemii z Poznania, Wrocławia i Krakowa). Z kolei QS Quacquarelli Symmonds Ltd., kolejna renomowana instytucja międzynarodowa o relatywnie długim stażu, umieszcza warszawską uniwersytecką fizykę, matematykę i informatykę oraz neofilologie w trzeciej pięćdziesiątce na świecie.

Pozytywne dla UW są także efekty pierwszych formalnych kategoryzacji, dokonywanych przez MNiSW oraz przez specjalnie w tym celu powołany Komitet Ewaluacji Jednostek Naukowych18, ale podkreślić trzeba, że systemy oceniania takich jednostek na podstawie liczby publikacji ich pracowników i owych publikacji oddziaływania znajdują się jeszcze we wstępnej fazie opracowania i dyskusji; fazie – jak się wydaje – na tyle mało zaawansowanej, że trudno uznać je za miarę dostatecznie obiektywną. Wypada dodać, że szukając parametrów pozwalających na określenie pozycji uczelni, uwzględnia się niekiedy członkostwo w międzynarodowych sieciach naukowych19 oraz w konsorcjach skupiających czołowe polskie uczelnie20. Informacje na ten temat umieszczam jednak tylko w przypisach, uznając, że to także są jedynie kryteria formalne, niedające podstaw do oceny.

Jak zatem potraktować ten wątek w sytuacji, gdy wielostronność prowadzonych na Uniwersytecie badań sprawia, że jeden autor nie jest (i być nie może) dostatecznie kompetentny, by je merytorycznie zreferować, nawet w kategoriach najbardziej ogólnych? „Uniwersytet skupia uczonych różnych dyscyplin, jest miejscem wielorakich badań naukowych. Adepci nauki, w bezpośrednim kontakcie z nauczycielami rozwijają tutaj swoją wrażliwość badawczą i doskonalą umiejętności warsztatowe” – czytamy w dokumencie z 2008 r., określającym strategię Uniwersytetu Warszawskiego. W minionym ćwierćwieczu ta podstawowa część misji Uniwersytetu była i jest realizowana na wszystkich wydziałach oraz w mniejszych jednostkach, choć w środkach masowego przekazu stosunkowo często można było usłyszeć o dokonaniach uniwersyteckich fizyków i astronomów, chemików i biologów, a także historyków/archeologów oraz socjologów.

„Można było usłyszeć” – to określenie typowo publicystyczne. Trudno na takiej podstawie formułować oceny, porównywać dyscypliny nieporównywalne, konfrontować ze sobą poszczególne ośrodki i zespoły naukowe. A zatem kilka przykładów – jako namiastka systematycznego omówienia. W okresie, którym się tu zajmuję, Uniwersytet mógł się pochwalić spektakularnymi odkryciami swoich archeologów, którzy prowadzą wykopaliska w 20 krajach, na 5 kontynentach, przede wszystkim w rejonie Morza Śródziemnego – m.in. w Egipcie (Deir-el-Bahari, Aleksandria), w Syrii (Palmyra, Tell Arbid), w Libii (Ptolemais), w Bułgarii (Novae), w Czarnogórze (Risan) i na Cyprze (Nea Paphos), w Libanie i w Izraelu, ale także w Peru, w Sudanie, w Iraku, w Iranie, w Rosji, i w Turkmenistanie. W środowisku filologów powstał i jest stale poszerzany nowatorski elektroniczny korpus polskiego języka migowego, który w 2013 r. osiągnął status największego tego typu zbioru, a opracowujący go zespół współtworzy międzynarodową sieć badawczą, zajmującą się językami migowymi na całym świecie.

Uniwersyteccy astronomowie, wykorzystując m.in. swój teleskop, zbudowany w Obserwatorium Las Campanas w Chile, odkryli kilkadziesiąt planet pozasłonecznych – wysuwając się na pozycję światowych liderów w dziedzinie wielkoskalowych przeglądów nieba, przy czym warto dodać, że UW zarówno prowadzi własne projekty astronomiczne, jak też uczestniczy w międzynarodowych przedsięwzięciach, takich jak misje satelitarne Planck i Gaia. Fizycy odnieśli sukcesy w badaniach nad cząstkami fundamentalnymi, strukturą jąder atomowych, półprzewodnikami i właściwościami promieniowania, a chemicy – głównie w zakresie chemii kwantowej; genetycy z powodzeniem włączyli się do międzynarodowych, wielce obiecujących badań w dziedzinie inżynierii genetycznej. Spektakularne odkrycia paleontologów z UW, o których można było przeczytać na łamach „Nature” i które z pewnością będą uwzględniane w rozważaniach na temat historii ewolucji, dotyczyły śladów tetrapoda, odkrytych w Górach Świętokrzyskich.

Światowe sukcesy odnoszą także studenci, która to uwaga odnosi się do wielu wydziałów i akademickich środowisk, ale bodaj najczęściej w tym kontekście usłyszeć można było o informatykach, którzy wielokrotnie zdobywali medale w takich zawodach, jak TopCoder, Facebook Hacker Cup, Imagine Cup czy Google Code Jam. Dwukrotnie zwyciężali też w Akademickich Mistrzostwach Świata w Programowaniu Zespołowym (ACM ICPC), w których już od 20 lat kwalifikują się do finałów. To tylko niektóre bardziej spektakularne przykłady, być może dość przypadkowo i niekompetentnie dobrane.

W tym fragmencie rozważań należałoby też – co czynię bez większego przekonania – przywołać dane dotyczące „produkcji naukowej” pracowników Uniwersytetu21 oraz – to zdecydowanie ważniejsze – wskazać zmianę warunków w sferze uprawiania i finansowania badań. W minionym ćwierćwieczu znacząco ewoluował bowiem sposób pozyskiwania funduszy – stopniowo, ale konsekwentnie rosło znaczenie finansowania uzyskiwanego w systemie konkursów grantowych, która to uwaga odnosi się zarówno do instytucji krajowych (nieistniejący już Komitet Badań Naukowych, MNiSW, Fundacja na rzecz Nauki Polskiej oraz stosunkowo niedawno powołane do życia – Narodowe Centrum Nauki, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oraz Narodowy Program Rozwoju Humanistyki), jak też europejskich (European Research Council, European Science Foundation oraz liczne instytucje o wyraźnie określonym profilu, jak na przykład European Molecular Biology Organisation).

Dystansując się od oceny dokonań w sferze badań, nie chciałbym jednak ograniczyć tego szczególnie ważnego fragmentu rozważań do owych kilku przytoczonych przykładów oraz do formuły statystyczno-sprawozdawczej. By zatem zwrócić uwagę na zarysowujące się w badaniach tendencje oraz niekwestionowane, a być może mniej spektakularne sukcesy, chciałbym – na zakończenie tego wątku – skorzystać z trzech dostępnych ocen zewnętrznych, mających znamiona obiektywizmu.

Po pierwsze, najpoważniejszą nagrodą międzynarodową, jaką w ostatnich latach otrzymał uczony z Polski, była Nagroda Fundacji Nauki i Techniki Japonii, tzw. Japan Prize, przyznana w roku 2002 Andrzejowi Krzysztofowi Tarkowskiemu z Wydziału Biologii, pionierowi badań embriologicznych.

Po drugie, warto w tym miejscu przypomnieć uczonych pracujących na Uniwersytecie, którzy uzyskali nagrodę Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej. Nagroda ta jest bowiem uznawana powszechnie za najbardziej prestiżowe wyróżnienie naukowe w naszym kraju, a sposób jej przyznawania – wieloetapowa, transparentna procedura oraz niezależna kapituła, której decyzje są ostateczne – ogranicza do minimum ewentualną stronniczość. Nagrodę przyznaje się od roku 1992; dostępne dane dotyczą zatem ostatnich 23 lat.

W latach 90. ubiegłego wieku, co ciekawe, spośród pracowników UW nagrodę FNP otrzymał tylko jeden uczony, matematyk Stanisław Woronowicz (1993) – „za prace dotyczące grup kwantowych i ich związków z C* algebrami”. W obecnym stuleciu laureatów z UW było już 14 (na ogólną liczbę 63, co oznacza udział wyraźnie przekraczający jedną piątą).

Nauki ścisłe reprezentują w tej grupie: astronom Andrzej Udalski (2002), który – cytuję odnośny werdykt jury – nagrodę otrzymał „za rewizję skali odległości we Wszechświecie i odkrycie wielu ciemnych obiektów towarzyszących gwiazdom”, fizyk Marek Pfützner (2003), uhonorowany „za doświadczalne potwierdzenie istnienia nowego rodzaju promieniotwórczości – rozpadu dwuprotonowego” oraz aż czterej chemicy: Bogumił Jeziorski (2000) – nagrodzony „za stworzenie nowego formalizmu dokładnych kwantowych obliczeń oddziaływań międzyatomowych i międzymolekularnych”, Andrzej Koliński (2009) – „za wkład w opracowanie i zastosowanie w praktyce metod przewidywania struktury przestrzennej białek”, Tadeusz Krygowski (2010) – „za osiągnięcia w zakresie stworzenia metody ilościowego określania aromatyczności związków organicznych” oraz Karol Grela (2014) – „za opracowanie nowych katalizatorów reakcji metatezy olefin i ich zastosowanie w praktyce przemysłowej”.

Nauki przyrodnicze i medyczne, określane ostatnio jako „nauki o życiu i o Ziemi”, reprezentują w tym zaszczytnym gronie dwaj uniwersyteccy biolodzy: Zbigniew Gliwicz, który nagrodę otrzymał w roku 2001, oraz wspomniany już w związku z nagrodą japońską Andrzej Tarkowski, laureat z 2013 r. Ten pierwszy, znowu cytując decyzję jury, „za wykazanie roli drapieżnictwa w kształtowaniu historii życia i zachowań zwierząt”, a drugi – „za odkrycia wyjaśniające fundamentalne mechanizmy odpowiedzialne za wczesny rozwój zarodków ssaków”.

W grupie nauk humanistycznych i społecznych jako pierwszy, w roku 2000, nagrodzony został psycholog Jan Strelau – „za stworzenie oryginalnej psychologicznej regulacyjnej teorii temperamentu”, zaś kolejne dwa wyróżnienia otrzymali socjologowie: w 2003 r. Jerzy Szacki (którego należałoby raczej określić mianem historyka myśli społecznej) – za fundamentalne dzieło Historia myśli socjologicznej, a w 2004 r. Jadwiga Staniszkis – „za badania będące próbą teorii i interpretacji procesów transformacji współczesnej Polski i świata”. Profesję historyczną reprezentowali: Karol Modzelewski, nagrodzony w 2007 r. „za badania nad historią powstawania tożsamości europejskiej, przedstawione w dziele Barbarzyńska Europa”, oraz Ewa Wipszycka (2012) – „za wszechstronną rekonstrukcję funkcjonowania wspólnot klasztornych w późnoantycznym Egipcie”, a także historyk prawa Tomasz Giaro (2011) – „za interdyscyplinarną analizę kategorii prawdy w doktrynach prawa od antyku do współczesności”.

Biorąc pod uwagę, że w czwartej kategorii, nauk technicznych, pracownicy uniwersytetu praktycznie nie konkurowali, można stwierdzić, że w pozostałych trzech ich udział był bliski 30%, co uznać można za wynik w pełni satysfakcjonujący.

Wreszcie, trzecią miarą sukcesu naukowego, którą można się posłużyć, uznając za obiektywną w dłuższej perspektywie, są granty przyznane polskim naukowcom przez Europejską Radę Badań Naukowych (European Research Council – ERC). Jest to miara stosunkowo nowa, być może jeszcze nie w pełni reprezentatywna, ale jej znaczenie z pewnością będzie rosło. Wykorzystujemy tu dane z lat 2007–201322. W tym okresie ERC przyznała granty 14 naukowcom pracującym w polskich ośrodkach, a 7 z nich to pracownicy Uniwersytetu Warszawskiego; w grupie tej wyraźnie przeważają przedstawiciele nauk ścisłych.

W 2009 r. prestiżowy ERC Advanced Investigator Grant uzyskał Andrzej Udalski z Obserwatorium Astronomicznego, wcześniej laureat nagrody FNP, prowadzący eksperymenty z zakresu soczewkowania grawitacyjnego i mający cenione w świecie dokonania w zakresie poznawania struktury Drogi Mlecznej i sąsiednich galaktyk. Natomiast ERC Starting Independent Researcher Grants jako pierwsi otrzymali, kolejno, dwaj informatycy: Stefan Dziembowski, zajmujący się kryptografią, a dokładniej – kryptograficznymi aspektami cyfrowej waluty „bitcoin” (2007), oraz Mikołaj Bojańczyk, specjalista w zakresie zastosowań logiki w informatyce (2009). W ostatnich latach do grona tego dołączyli: kolejny informatyk Piotr Sankowski, zajmujący się projektowaniem i analizowaniem szybkich algorytmów przybliżonych (2010), oraz fizyk Piotr Sułkowski, analizujący związki pomiędzy fizyką a matematyką, a dokładniej – pomiędzy kwantową teorią pola i teorią strun a matematyczną teorią węzłów oraz macierzy losowych (2013).

Pozostałe dwa granty otrzymały przedstawicielki nauk społecznych i humanistycznych. W 2009 r. ERC podjęło decyzję o wsparciu finansowym projektu Natalii Letki z Instytutu Socjologii, która zaplanowała porównawcze badania opinii publicznej w krajach postkomunistycznych na temat stosunku do dóbr publicznych, do lokalnej wspólnoty oraz do państwa, a w 2012 r. Justyna Olko z Wydziału „Artes Liberales” otrzymała grant mający umożliwić rekonstrukcję mechanizmów przekazu kulturowego między Europą a Ameryką od XVI w., przez okres kolonialny, aż po czasy współczesne.

Zwracając uwagę na projekty docenione przez europejskich ekspertów oraz na środowiska, z których wywodzą się ich autorzy, warto też w tym kontekście zauważyć, już na zakończenie, że w ostatnich latach badania naukowe stały się równorzędnym – w stosunku do dotacji ministerialnej na dydaktykę – źródłem przychodów uczelni23 oraz, że w 2014 r. wyniosły ok. 350 milionów złotych. Można zatem założyć, że w przypadku tak silnych instytucji jak Uniwersytet Warszawski, który – jak najsłuszniej – chce być postrzegany jako „uniwersytet badawczy”, tendencja do doceniania, a nawet szczególnego eksponowania znaczenia badań naukowych w przyszłości jeszcze się utrwali.

Wchodząc w nowe tysiąclecie, uczelnia sformułowała swoje strategiczne cele jako centrum badawczego: tworzenie lub współtworzenie liczących się w nauce światowej zespołów badawczych, prowadzenie wszechstronnych, innowacyjnych badań i skuteczne zdobywanie niezbędnych funduszy. Można stwierdzić, że szanse na realizację tych planów są bardzo duże, choć trudno w tej chwili wyrokować, w jakim stopniu zachodzące szybko zmiany w otoczeniu zewnętrznym wpłyną na pozycję naukową czołowych polskich uniwersytetów.

* * *

Jakości i znaczenia współpracy z zagranicą tym bardziej nie da się zmierzyć liczbowo. Wolność polityczna dała zainteresowanym pełną swobodę w tym zakresie, częściej jednak – zwłaszcza w obliczu rosnących chęci oraz braku formalnych barier – dawały znać o sobie ograniczenia finansowe. Formalną często współpracę, której rytm wyznaczały oficjalne umowy pomiędzy uniwersyteckimi instytucjami, coraz częściej zastępowały wspólnie podejmowane badania, o których decydowano na szczeblu niższym niż rektorski i raczej prowadzono w formule grantowej. Proces urealniania współpracy międzynarodowej przyspieszyła decyzja senatu, podjęta na wniosek rektora Siwińskiego, o zaprzestaniu centralnego finansowania umów międzyuczelnianych. W tej sytuacji atrakcyjność prowadzonych na Uniwersytecie badań została poddana swoistej weryfikacji, także z punktu widzenia zagranicznych partnerów, przy czym można założyć, że z próby tej Uniwersytet wyszedł zwycięsko. W każdym razie dane liczbowe, dotyczące zarówno zaktualizowanych umów bilateralnych pomiędzy uczelniami, jak też konkretnych wspólnych projektów badawczych, wskazują na postępującą intensyfikację współpracy zagranicznej.

Krajowe instytucje oraz struktury organizujące współpracę międzyuczelnianą mają swoje odpowiedniki europejskie, które w interesującym nas okresie rozwijały się bardzo intensywnie, najwyraźniej odpowiadając na istniejące integracyjne zapotrzebowanie w skali kontynentu, związane m.in. z chęcią swoistego „zwarcia szeregów” i wypracowania optymalnych form organizacyjnych – w konfrontacji z uznawanymi za najlepsze na świecie uczelniami amerykańskimi. Przedstawiciele władz Uniwersytetu Warszawskiego byli w tych ciałach widoczni i aktywni, poczynając od specjalnego komitetu Rady Europy, określanego mianem „Standing Conference on University Problems”, w której rektorów polskich reprezentował Włodzimierz Siwiński, poprzez organizację grupującą europejskie uniwersytety stołeczne (UNICA), aż po niemal powszechną, bo zrzeszającą absolutną większość europejskich szkół wyższych, European University Association (EUA).

Sensowność cyklicznych, masowych i kosztownych konferencji przedstawicieli z górą 300 wyższych uczelni z całej Europy była co prawda podawana w wątpliwość, ale sama organizacja, a zwłaszcza niektóre jej specjalistyczne komisje niewątpliwie przyczyniły się do koordynacji działań integracyjnych, wspomagając procesy reformatorskie cenną wiedzą ekspercką, władze EUA zapewniły zaś słyszalność środowiskowych postulatów w najwyższych unijnych gremiach.