Uniwersytety od początku XIX w. stanowią istotny element polityki w społeczeństwach zachodnich. Młodzież, studenci oraz intelektualiści to ważni aktorzy wielu historycznych wydarzeń. Pierwsi wnosili entuzjazm, zaangażowanie i młodzieńczą bezkompromisowość, drudzy dostarczali polityce idei, które porywały za sobą wielkie zbiorowości, a dla polityków stanowiły instrument w walce o władzę. Tak było w romantycznej i liberalnej Europie czasów Wiosny Ludów, wtedy gdy na uniwersytetach europejskich studiowało pokolenie twórców nowoczesnego nacjonalizmu i przyszłych lewicowych rewolucjonistów i reformatorów. Tak było też w 1968 r., gdy wielka rewolta kontrkulturowa rozlała się na ulice europejskich i amerykańskich miast właśnie ze zbuntowanych uniwersytetów.
Nie inaczej było i w Polsce: kolejne pokolenia twórców polskiej kultury i polityki związane są także z uniwersytetami. W naszej zbiorowej pamięci obecni są zarówno studenci uniwersytetów Wileńskiego i Warszawskiego sprzed powstania listopadowego, studenci Szkoły Głównej, pokolenie Żeromskiego i Dmowskiego studiujące pod koniec XIX w. na rosyjskim uniwersytecie i budujące podstawy nowoczesnych ruchów politycznych oraz ci, którzy uczyli się już w niepodległej Rzeczypospolitej po 1918 r. W tej polskiej historii wzajemnych związków uniwersytetów i polityki istnieje okres szczególny, w centrum którego znajduje się Uniwersytet Warszawski: okres 1956–1968. Najważniejszym jego wydarzeniem jest naturalnie Marzec ’68. Ten wielki historyczny dramat rozpoczął się 8 III na dziedzińcu UW; to tutaj, przed BUW-em, Pałacem Kazimierzowskim, przed bramą uniwersytecką na Krakowskim Przedmieściu znajdowała się scena, na której rozgrywał się dramat historii Polski. Stąd rozlał się on nie tylko na Warszawę, lecz także na cały kraj, w dziesiątki miejsc, wszędzie tam, gdzie studenci rozpoczęli protesty.
Początek epoki Gomułki nie wiąże się jednak z Uniwersytetem. Symbolem Października stała się warszawska Politechnika. To tam trwał permanentny wiec studentów i mieszkańców Warszawy, który zmienił bieg wypadków1. Na jego czele stali młodzi radykałowie – dla pokolenia, którego organem był tygodnik „Po Prostu”, ideałem politycznym stała się postać młodego rewolucjonisty2. Październik stwarzał według nich szansę na zbudowanie w Polsce prawdziwego komunizmu. Młodzi radykałowie walczyli w Październiku z władzą nie dlatego, że była ona komunistyczna, lecz dlatego, że nie była prawdziwie komunistyczna. Ich własna wizja komunizmu oparta była na utopii demokracji bezpośredniej w postaci systemu rad robotniczych i studenckich. Stalinistów zwalczano nie tylko za ich niedemokratyczne metody, lecz przede wszystkim za to, że zawłaszczyli rewolucję. Wrogiem nie byli komuniści, lecz biurokracja partyjna, która przejęła partię i zdusiła autentycznego ducha rewolucyjnego. To z tych właśnie pozycji młodzi radykałowie oraz ich niespełna trzydziestoletni ideowi mentorzy (bo w takim mniej więcej wieku byli ludzie z pokolenia Kołakowskiego) prowadzili swoją walkę z „partyjną prawicą”; sami określali się jako lewica marksistowska lub rewolucyjna3.
1. Brama główna UW, 1963 r.
Ludzie Uniwersytetu – zarówno jego pracownicy, jak i studenci, brali udział w tamtych wydarzeniach, ale to właśnie przy placu, który wtedy nosił nazwę Jedności Robotniczej, znajdowało się centrum październikowego ruchu społecznego. Później, kiedy przyszedł okres narastającego rozczarowania, pamięć o Październiku zaczęła jednak żyć przede wszystkim na Uniwersytecie. Bo tu właśnie, począwszy od lat 60., zaczął narastać ferment związany z kolejnymi bataliami politycznymi, debatami i sporami toczonymi o kształt polskiej rzeczywistości w czasach „małej stabilizacji”. Uniwersytet żył legendą Października, tu skupili się ludzie, dla których ta zdradzona rewolucja była nie tylko ważnym elementem ich osobistej biografii, lecz także punktem odniesienia dla politycznych i intelektualnych poszukiwań. W oczywisty sposób za takim właśnie rozwojem sytuacji przemawiał fakt, iż to właśnie Uniwersytet przyciągał ludzi idei, studiujących i wykładających filozofię, myśl społeczną i polityczną, zainteresowanych bieżącymi sprawami i biorących udział w życiu publicznym. Ideowy klimat tego fermentu pozostawał bowiem w znacznym stopniu lewicowy, przesiąknięty był mniej lub bardziej pogłębionymi nawiązaniami do marksizmu. Organizacyjnie zaś przestrzenią dla wielu z tamtych działań były oficjalne struktury partyjne i młodzieżowe działające na uczelni4.
Sprzyjał temu klimat intelektualny Uniwersytetu, który – jak zauważył przed laty Jacek Kochanowicz – wpisywał się w pewien szerszy warszawski pejzaż, w obszar skupiony wokół Traktu Królewskiego i Krakowskiego Przedmieścia, gdzie znajdowały się także inne miejsca ważne dla kulturalnej i politycznej mapy ówczesnej Warszawy: Pałac Staszica, siedziba Związku Literatów Polskich, kawiarnia Bristol, Państwowy Instytut Wydawniczy ze swoją kawiarenką5. Na tym tle Uniwersytet pełnił funkcję enklawy, wyspy względnej wolności. Stalinizm nie wykorzenił bowiem solidnych, niemieckich tradycji życia uniwersyteckiego z wyjątkową pozycją profesorów, odgrywających rolę mentorów i przewodników dla młodzieży, oraz z seminariami i spotkaniami dyskusyjnymi, na których można było poruszać tematy uznawane za niecenzuralne poza murami uczelni. Jak pisał Kochanowicz:
W tej (...) nie do końca kontrolowanej przez władze przestrzeni publicznej mógł funkcjonować i oddziaływać pewien charakterystyczny dla owego okresu wzorzec intelektualisty i uczonego, który – reprezentując wysoki poziom profesjonalny – nie ograniczał się jednak do samej działalności zawodowej, lecz poprzez publicystykę, eseje, odczyty, czy po prostu przy kawiarnianym stoliku oddziaływał na sposób myślenia i postawy ludzi spoza kręgu swej specjalizacji, a często na młodzież6.
Uniwersytet pozostawał elitarny, a jednocześnie stał się zaangażowany, utrzymywał najwyższy poziom naukowy i zarazem włączał się w sprawy obchodzące całe społeczeństwo.
Ideowym i intelektualnym owocem Października stał się rewizjonizm7. Pod tym określeniem, używanym najpierw przez władze partii jako ideologiczny stygmat, kryło się wiele różnych środowisk i postaci, często odległych od siebie. Rewizjonizm zrodził się z załamania oficjalnego, ortodoksyjnego marksizmu. Porzucenie stalinowskiej wersji tej ideologii nie oznaczało jednak powrotu do przedwojennego kształtu nauki ani odrzucenia marksizmu tout court. Zycie intelektualne pozostawało ciągle w znacznym stopniu w orbicie pytań i kwestii związanych z marksistowską wizją rzeczywistości. Po pierwsze, pojawiło się jednak pytanie o to, jaki ma to być marksizm; po drugie, coraz bardziej istotne stało się poszukiwanie nowych obszarów badawczych, które w przyszłości doprowadzi do przekroczenia granic marksistowskiego paradygmatu. Punktem wyjścia był zatem spór o kształt marksizmu, o jego charakter, na jej końcu zaś znajdował się konflikt i rozczarowanie, w wyniku którego porzucenie marksizmu zbiegło się dla wielu uczestników tego procesu z odejściem od partii i przystąpieniem do szeregów rodzącej się opozycji demokratycznej. Jednak podstawowe inspiracje czy zakres poruszanych tematów jeszcze długo w latach 60. pozostawały w kręgu lewicowej wrażliwości. Obie strony tego sporu – poszukujący intelektualiści i uczeni z jednej strony, a władze z drugiej – z wielką powagą traktowały kwestie doktrynalne. Była to epoka, w której poglądami profesorów i wykładowców UW zajmowały się najwyższe gremia partyjne, gdy zamieszczano o nich artykuły w oficjalnych organach partyjnych i najważniejszych mediach8. W następnej dekadzie, w epoce Gierka, marksizm stracił jakąkolwiek żywotność. Lewicowa część opozycji odrzuciła tę część własnej tradycji, a władza sprowadziła ją do roli pustej fasady, do pustych rytuałów i formułek, powtarzanych już bez przekonania.
Specyfika tego przejścia od stalinizmu do poszukiwań marksizmu otwartego, od nauki podporządkowanej politycznej doktrynie do nauki próbującej wywalczyć pewną dozę niezależności, polegała na tym, iż proces ten na Uniwersytecie wpisywał się w biografie tych samych ludzi i środowisk. Choć bowiem rok 1956 umożliwił powrót do czynnej pracy niektórych z represjonowanych w stalinizmie profesorów przedwojennych, takich jak Władysław Tatarkiewicz (UW), Roman Ingarden (UJ) czy Maria i Stanisław Ossowscy (UW), to jednak pierwszoplanową rolę w ówczesnym życiu uniwersyteckim i szerzej – intelektualnym stolicy i całego kraju odgrywali ludzie, którzy byli wcześniej aktywni w fazie stalinizmu. Dotyczy to przede wszystkim najwybitniejszych rewizjonistów, takich jak Leszek Kołakowski i Bronisław Baczko. Ich losy stanowią najlepszą ilustrację drogi, jaką przebyło pokolenie rozpoczynające swoją publiczną karierę od czynnego udziału w ideologicznej walce ze wstecznictwem i reakcją w szeregach wyznawców stalinizmu, a skończyło w szeregach opozycji demokratycznej. Kołakowski i Baczko, jak inni młodzi adepci – by użyć języka ówczesnej propagandy – „frontu ideologicznego” (wyróżniano w jego ramach także „front filozoficzny”), zwalczali na początku lat 50. wszelkie reakcyjne kierunki myśli, hamujące rozwój „postępowej myśli polskiej” – neotomizm, fenomenologię, szkołę lwowsko-warszawską oraz szkołę Floriana Znanieckiego w socjologii9. Oprócz ataków na idee, walka z reakcją oznaczała także napaści na konkretne postaci – atakowano więc w bezwzględny sposób Tatarkiewicza, Kotarbińskiego, Ajdukiewicza, Ingardena i innych. Ataki tego rodzaju stanowiły rytualny wstęp do konkretnych represji ze strony władz administracyjnych – zakazu wykładania, publikowania, usuwania z katedr i redakcji pism naukowych. Kuźnią młodych kadr owego frontu stał się Instytut Kształcenia Kadr Naukowych przy KC PZPR (w 1954 r. przekształcony w Instytut Nauk Społecznych). Wielu jego adeptów w późniejszym okresie zostało wybitnymi przedstawicielami życia intelektualnego Uniwersytetu (m.in. Leszek Kołakowski, Jerzy Szacki, Tadeusz Kroński)10. Ich odchodzenie od stalinizmu zaczęło się jeszcze przed Październikiem, w okresie odwilży. W 1956 r. proces ten był zaawansowany na tyle, że wielu z nich znalazło się w awangardzie wydarzeń związanych z październikowym przełomem. Najważniejszą rolę odegrał tu Kołakowski, niekwestionowany ideowy przywódca pokolenia, którego symbolem stał się tygodnik „Po Prostu”. Jak po latach wspominał Karol Modzelewski:
Od 1956 roku Leszek Kołakowski był dla mnie i dla wielu moich rówieśników intelektualnym i moralnym autorytetem. (...) Polscy rewizjoniści uważali Kołakowskiego za swojego duchowego przewodnika, a esej Czym jest socjalizm za swój manifest ideowy11.
Wielkie nadzieje wiązane z Gomułką oraz październikowym przełomem skończyły się równie wielkim rozczarowaniem. Zbiegł się on ze stopniową erozją marksistowskiej wiary, później zaś poszukiwań nowych dróg ideowych oraz nowych sposobów uprawiania nauki. Jerzy Szacki tak opisał specyfikę tego momentu:
Osobliwością klimatu okresu „polskiego Października” było (...) to, że na pytanie, co to jest marksizm, coraz szybciej przestawała istnieć odpowiedź, na którą zgadzałby się każdy, ktokolwiek uważał się i był uważany za marksistę. Wygasło przekonanie o istnieniu Systemu. Marksizm trzeba było przemyśleć i zdefiniować na nowo, odrzucając tym samym jego obiegową na początku lat 50. wykładnię i rozpoczynając spór pozbawiony od razu widoków na powstanie jakiejkolwiek ortodoksji12.
Po kilku latach proces ten doprowadził do wykrystalizowania się formacji nazwanej później warszawską szkołą historii idei, której najwybitniejsi przedstawiciele w większości byli związani z Uniwersytetem Warszawskim, bądź też, jak na przykład Kołakowski i Baczko, łączyli afiliację uniwersytecką z zaangażowaniem w prace Polskiej Akademii Nauk 13. To właśnie z tego środowiska wyrosły jedne z największych indywidualności intelektualnych Uniwersytetu tego okresu, jednocześnie zaś jego cechy charakterystyczne dobrze oddają atmosferę intelektualną panującą także poza filozofią czy naukami społecznymi. Proces odchodzenia od marksizmu ortodoksyjnego, dogmatycznego na rzecz poszukiwania raczej w marksizmie inspiracji badawczych można zaobserwować nie tylko w filozofii i naukach społecznych, lecz także w historiografii. Jest to bowiem okres rozwoju na UW środowiska historycznego czerpiącego inspiracje z francuskiej szkoły Annales. Jak pisał Marcin Kula: „szkoła Annales reprezentowała ciekawszą od komunistycznych dogmatów wersję historii gospodarczo-społecznej. Jednocześnie była bliższa marksizmu niż wiele innych zachodnich szkół historiograficznych”14.
Odrzucenie dogmatyzmu we wszelkiej postaci skłaniało do zainteresowania obszarami badawczymi ukazującymi w inny sposób dynamikę przemian historycznych. Stąd zwrot w kierunku przeszłości dostarczającej dowodów na wielowątkowość i wewnętrzne zróżnicowanie procesu dziejowego, w którym nie sposób było wskazać jednoznacznie na deterministyczne siły wpływające nie tylko na jego przebieg, ale i nieuchronny finał15. To dlatego procesowi uhistorycznienia podlegała filozofia i nauki społeczne. Rezultatem była interdyscyplinarność, poszukiwania na styku różnych dziedzin wiedzy. Jak zauważył Andrzej Walicki:
Podejście historyczne, wraz z jego nieuniknionym składnikiem historycznej względności wydawało się nam bardziej wiarygodną bronią przeciw wszelkim postaciom dogmatyzmu niż zastępowanie jednej dogmatycznej teorii inną. Inaczej mówiąc, historyczność stała się dla nas antidotum na skostniałe, zreifikowane formy myślenia dogmatycznego, czy to marksistowskiego czy nie-marksistowskiego.
Zainteresowanie historią pozwalało jednocześnie utrzymać znaczenie badań akademickich dla bieżącego życia publicznego. Pisarstwo Kołakowskiego i innych autorów szkoły nie przestawało być polityczne, bowiem – jak zauważył Jerzy Szacki – polityczne problemy ulegały w nim sublimacji16. Dawało to z jednej strony korzyści intelektualne, odrywało bowiem myśl od zbytniego uwikłania w politykę, z drugiej było bardziej znośne dla złagodzonej, lecz ciągle istniejącej cenzury.
Przedstawiciele warszawskiej szkoły historyków idei – ludzie, którzy sami mieli za sobą świeże doświadczenie uwikłania w doktrynalny dogmatyzm – wyczuleni byli po Październiku na wszelkie formy fanatyzmu, sztywnego absolutyzmu, ideologizowania. Przeciwstawiali im historyzm, pluralizm, otwartość, sceptycyzm. Taka postawa notabene ściągnęła w kolejnych dziesięcioleciach na szkołę powtarzające się oskarżenia o relatywizm, o niezdolność do zbudowania własnego, zdecydowanego systemu wartości pozytywnych, w tych przede wszystkim wartości stanowiących fundament do zaangażowania17. Zainteresowanie sferą historią idei, myśli, filozofii, myśli społecznej pozwalało także na przeniesienie ciężaru uwagi badawczej z wielkich, zdeterminowanych procesów dziejowych na jednostkę, człowieka dokonującego w konkretnych historycznych warunkach wyborów w sferze wartości. Warszawscy historycy idei podzielali zatem nastawienie antropocentryczne18. Andrzej Mencwel, wskazując na historyzm Bronisława Baczki, zauważał, iż kryło się za nim przeświadczenie, że „rzeczywistość ludzka jest rzeczywistością dziejów i że wszystkie jej formy – ewolucje i rewolucje, reformy i regresy, restauracje i stabilizacje – są tylko sposobami dziania się dziejów”. Łączył przy tym to stanowisko z przekonaniem o istotności jaźni konkretnej jednostki19. Opinię tę można rozciągnąć na całą formację.
Dorobek warszawskich historyków idei związanych w tym okresie z Uniwersytetem (pamiętajmy o osobach, które – tak jak Andrzej Walicki – pracowały w PAN-ie) jest imponujący. Obejmuje on zarówno publicystykę polityczną oraz eseje filozoficzne (teksty zebrane w tomie Kultura i fetysze z 1967 r.) Kołakowskiego, jak i jego prace z zakresu historii filozofii: Jednostka i nieskończoność (1958), Świadomość religijna i więź kościelna. Studia nad chrześcijaństwem bezwyznaniowym siedemnastego wieku (1965), Filozofia pozytywistyczna Od Hume’a do Koła Wiedeńskiego (1965). Z najważniejszych prac Bronisława Baczki wymienić można takie klasyczne pozycje jak: Rousseau: samotność i wspólnota (1964), Człowiek i światopogląd (1964). Jerzy Szacki opublikował m.in. pozycje Ojczyzna, naród, rewolucja: problematyka narodowa w polskiej myśli szlachecko-rewolucyjnej (1962), Kontrrewolucyjne paradoksy. Wizje świata francuskich antagonistów Wielkiej Rewolucji (1965), Utopie (1968).
Książki, także te najważniejsze, stające się po latach pozycjami klasycznymi w danej dziedzinie nauki, stanowią na każdym uniwersytecie zwieńczenie pewnego wysiłku, w tym także wysiłku zbiorowego. Wiele z nich zawiera bowiem wątki i pomysły dyskutowane wcześniej na seminariach. W ten sposób myśl żyje, można dostrzec jej zmienne, rozwojowe tory. Znaczenie i waga Uniwersytetu tamtej epoki wynikały nie tylko z tego, że znalazło się na nim wiele wybitnych postaci, lecz także z tego, że funkcjonowały wówczas seminaria, które przyciągnęły znakomitych uczestników. To właśnie na tych seminariach zawiązywały się kontakty osobiste oraz wypracowywano style myślenia, które owocowały w kolejnych dziesięcioleciach. Do legendy przeszły seminaria prowadzone przez Kołakowskiego i Baczkę20. Ich uzupełnieniem były seminaria prowadzone w PAN-ie, na których często pojawiali się ci sami ludzie. O znaczeniu tego rodzaju zespołowej pracy świadczy na przykład seminarium poświęcone Stanisławowi Brzozowskiemu, które Baczko prowadził na UW w roku akademickim 1964/1965. Uczestniczyli w nim m.in. Andrzej Mencwel, Tomasz Burek, Andrzej Werner, Małgorzata Szpakowska, a jego rezultatem stał się renesans zainteresowania dorobkiem autora Legendy Młodej Polski21. Z innych znaczących seminariów i kręgów skupionych wokół wybitnych wykładowców można wskazać seminaria prowadzone przez Witolda Kulę, Marię Ossowską czy Stefana Nowaka22. W kręgu wzajemnego oddziaływania z warszawskimi historykami idei pozostawali także inni przedstawiciele nauk społecznych czy humanistyki, sytuujący się raczej mniej lub bardziej zdecydowanie po stronie rewizjonistycznych krytyków oficjalnej rzeczywistości. Zaliczyć do tej grupy można takie postaci jak Julian Hochfeld (Katedra Socjologii Stosunków Politycznych UW), Stefan Żółkiewski, Zygmunt Bauman, Krzysztof Pomian i inni.
Rewizjonizm na UW miał także swoją wersję polityczną. Chodzi o środowisko, które skupili wokół siebie Jacek Kuroń i Karol Modzelewski23. To od nich zaczął się łańcuch wydarzeń prowadzących do Marca ‘68 i wokół nich skupiło się wiele czołowych postaci przyszłej opozycji demokratycznej. Kuroń i Modzelewski poznali się na UW jeszcze w czasie odwilży. W trakcie Października aktywnie włączyli się w wydarzenia, potem próbowali organizować na Uniwersytecie Rewolucyjny Związek Młodzieży. Po klęsce nadziei lewicy październikowej na budowę demokratycznego socjalizmu skupili się na pracy z młodzieżą (Kuroń jako instruktor drużyn walterowskich, tzw. czerwonego harcerstwa, kończył także historię na UW) i pracy naukowej (Modzelewski pracował nad doktoratem). W 1962 r. Modzelewski zorganizował na UW Polityczny Klub Dyskusyjny w ramach struktur Związku Młodzieży Socjalistycznej. Na spotkania Klubu zapraszano osoby znane z poglądów rewizjonistycznych bądź znane z oryginalnych i zdecydowanych poglądów na bieżące sprawy. Bywali tam m.in.: Włodzimierz Brus (autor dyskutowanej w tym środowisku książki Ogólne problemy funkcjonowania gospodarki socjalistycznej z 1961 r.), Zygmunt Bauman, płk Zbigniew Załuski, Mieczysław Rakowski. Na widowni pojawiali się Waldemar Kuczyński, Aleksander Smolar, Stanisław Gomułka. Spotkania cieszyły się dużym zainteresowaniem i budziły spory rezonans nie tylko wśród studentów i pracowników Uniwersytetu. Kuroń, także uczestnik tych debat, prowadził równoległe szkolenia ZMS w Hucie Warszawa. Klub został rozwiązany przez władze jesienią 1963 r. Z grona jego uczestników wyłoniła się jednak nieformalna grupa, zdecydowana kontynuować prace nad rodzajem programu politycznego odwołującego się do ideowego dziedzictwa lewicy październikowej. Jej przywódcami zostali Kuroń i Modzelewski. Spotkania tej grupy trwały przez większą część 1964 r. Ich wynikiem był projekt obszernego materiału o charakterze programowym, który został skonfiskowany przez SB w połowie listopada tamtego roku. W tej fazie władze nie zdecydowały się na aresztowania. Kuroń i Modzelewski odtworzyli tekst i dostarczyli go jako słynny List otwarty w marcu 1965 r. do struktur PZPR i ZMS na Uniwersytecie. Autorzy dokonywali analizy rzeczywistości PRL z pozycji walki klas (funkcję wyzyskiwaczy pełniła biurokracja partyjna, uciskająca klasę robotniczą), a ich postulatem politycznym była – w zgodzie z komunistycznym paradygmatem – rewolucja, która obali niesprawiedliwy system i zbuduje ustrój prawdziwie komunistyczny, oparty na systemie rad robotniczych. Treść listu – co dziś widać w oczywisty sposób – była utopijna. Jednak wydarzenia zapoczątkowane przez represje, jakie spadły na jego autorów, stały się impulsem do obrony podstawowych praw człowieka i zasad demokracji. Tym razem reakcja władz była natychmiastowa i autorzy zostali osadzeni w areszcie. Latem 1965 r. Kuronia i Modzelewskiego skazano na kilkuletnie wyroki więzienia. Proces wzbudził protesty i opór na Uniwersytecie i w środowiskach krytycznie nastawionych do władzy. Represje dotknęły także niektóre osoby z kręgu autorów Listu. W 1966 r., w związku z atakiem władz na Kościół po liście biskupów polskich do episkopatu Niemiec, w strukturach partyjnych organizowano spotkania popierające politykę partii. Dwóch asystentów profesora Brusa, Antoni Zambrowski oraz Waldemar Kuczyński, publicznie zaprotestowało przeciwko atakom na biskupów. W konsekwencji zostali oni najpierw wydaleni z PZPR, potem z Uniwersytetu24.
Jednym z istotnych elementów zmieniających atmosferę na Uniwersytecie było pojawienie się od jesieni 1964 r. na uczelni środowiska, które wkrótce zostało określone jako „komandosi”25. Rdzeń tej grupy stanowili byli wychowankowie Kuronia z drużyn walterowskich, na czele z Adamem Michnikiem. Do tego środowiska należeli, poza Michnikiem, m.in. Irena Grudzińska, Jan Gross, Seweryn Blumsztajn. Wcześniej, jeszcze w okresie nauki w liceum, założyli oni pod auspicjami warszawskiego ZMS Klub Poszukiwaczy Sprzeczności, nazywany także Klubem Raczkujących Rewizjonistów. Organizowano w nim spotkania z wieloma znanymi postaciami z UW, takimi jak Leszek Kołakowski (na początku swej działalności Klub działał przy katedrze kierowanej przez Kołakowskiego na UW), Bronisław Baczko, Zygmunt Bauman. Środowisko to, wywodzące się często z rodzin związanych od dziesięcioleci z ruchem komunistycznym, pielęgnowało legendę październikowej lewicy rewolucyjnej, pozostawało także niezmiennie krytyczne wobec oficjalnych władz z lewicowych, radykalnych pozycji. W sposób oczywisty środowisko to włączyło się w obronę Kuronia i Modzelewskiego, pojawiało się w sądzie, demonstracyjnie okazując solidarność z nimi. W tych działaniach komandosi spotykali się z najwybitniejszymi przedstawicielami warszawskiej inteligencji (Leszek Kołakowski był w trakcie procesu mężem zaufania Modzelewskiego, Włodzimierz Brus był świadkiem obrony). Sprawą zajmował się Komitet Uczelniany PZPR, który wobec silnego oporu grupy krytycznej wobec władz uchylił się od zdecydowanego potępienia autorów. Do rangi symbolu urasta fakt, iż opinię sporządzoną przez Leszka Kołakowskiego na użytek procesu (Opinia w sprawie pojęcia wiadomości) konsultowali Maria Ossowska i Tadeusz Kotarbiński – a więc czołowy rewizjonista i dwie wielkie postaci przedwojennej profesury. Zaangażowanie w obronę autorów Listu ściągnęło na walterowską młodzież represje ze strony władz. Kilka osób, m.in. Michnika i Seweryna Blumsztajna, na krótko zatrzymano w areszcie, władze uczelni wszczęły także wobec nich postępowania administracyjne. Wbrew naciskom ze strony władz centralnych środowisko uniwersyteckie nie dopuściło wtedy do wyciągnięcia surowych konsekwencji (np. nie przeszły wnioski o relegowanie niektórych oskarżonych ze studiów). Rzecznikami oskarżonych zostali wybitni uczeni: Maria Ossowska, Witold Kula, Janina Zakrzewska, Zygmunt Bauman. Rozprawę obserwowali profesorowie Tadeusz Kotarbiński, Włodzimierz Brus, Bronisław Baczko, Antoni Mączak.
Warto również odnotować, że na przełomie lat 1964 i 1965 powstało nieformalne seminarium, grupujące czołowe postaci świata akademickiego stolicy, w tym wielu wykładowców UW, które spotykało się raz w miesiącu, dyskutując nie tylko bieżące wydarzenia, lecz także problemy teoretyczne (ostatecznie grupa ta spotykała się w PAN-ie, w gabinecie Stefana Żółkiewskiego). Należeli do tego kręgu m.in. Leszek Kołakowski, Janina Zakrzewska, Krzysztof Pomian, Włodzimierz Brus, Bronisław Baczko, Witold Kula, Jerzy Szacki, Jan Strzelecki, Paweł Beylin26.
Jesienią 1966 r. miały miejsce kolejne bardzo głośne i brzemienne w skutki wydarzenia na Uniwersytecie. W dziesiątą rocznicę Października, z inicjatywy Michnika zorganizowano na Wydziale Historii spotkanie z Leszkiem Kołakowski i Krzysztofem Pomianem (oficjalnym organizatorem była uczelniana organizacja ZMS). W jego trakcie Kołakowski wygłosił druzgocącą krytykę sytuacji w kraju27. Wystąpienie Pomiana utrzymane było w tym samym duchu. Decyzja władz była szybka i w kilka dni później obaj prelegenci zostali usunięci z partii. W obronie Kołakowskiego powstał list najwybitniejszych pisarzy. W jego wyniku władze usunęły z partii jego sygnatariuszy – m.in. Mariana Brandysa, Tadeusza Konwickiego, Jacka Bocheńskiego, Kazimierza Brandysa, Wiktora Woroszylskiego. Sprawa miała także swoje reperkusje w strukturach partyjnych na UW. W grudniu 1966 r. odbyła się konferencja sprawozdawczo-wyborcza PZPR na UW. Jednym z jej najważniejszych wątków stała się sprawa wydalenia z partii Kołakowskiego i Pomiana. W obronie represjonowanych stanęli m.in. Nina Assorodobraj-Kula, Jerzy Holzer, Włodzimierz Brus. Aleksander Smolar został usunięty z partii za swoje zdecydowane wystąpienie przeciwko represjom. Władze przeprowadziły również rozmowy ze wszystkimi 250 członkami i kandydatami na członków partii na wydziałach Filozoficznym, Ekonomicznym, Historycznym i Fizyczno-Matematycznym28. Równolegle toczyły się postępowania dyscyplinarne wobec studentów, którzy zorganizowali spotkanie.
Atmosferę na Uniwersytecie kształtowały wówczas także rozwijające się studenckie kluby dyskusyjne oraz nieformalne grupy samokształceniowe. Prym wiodły tutaj środowiska skupione wokół dawnych walterowców i lewicowych radykałów. Czytano na nich Marksa, Lenina, Kołakowskiego, Hochfelda, Ciołkosza, Dżilasa, studiowano prasę z Października na czele z „Po Prostu”, organizowano zamknięte pokazy materiałów Polskiej Kroniki Filmowej z 1956 r.29 W ten sposób zdobywano wiedzę, którą następnie wykorzystywano w trakcie publicznych dyskusji organizowanych w ramach Studenckich Ośrodków Dyskusyjnych pod auspicjami uczelnianego ZMS. To właśnie z powodu nieustępliwego stylu debatowania ukuto wobec studentów wywodzących się z czerwonego harcerstwa określenie „komandosi”. Seria takich dyskusji z ważnymi postaciami oficjalnego życia publicznego (m.in. Mieczysławem Rakowskim, Walerym Namiotkiewiczem, Marianem Dobrosielskim), prowadzonych w latach 1966–1967, przyniosła im rozgłos i cieszyła się szerokim zainteresowaniem.
W konsekwencji ciągu wydarzeń z lat 1964–1967 ukształtowało się szerokie, kilkudziesięcioosobowe środowisko opozycyjne na Uniwersytecie, spotykające się także prywatnie w ramach „salonów politycznych”. Oprócz Kuronia i Modzelewskiego (po ich wyjściu z więzienia) do grona tego należeli studenci – m.in. Teresa Bogucka, Irena Grudzińska, Irena Lasota, Barbara Toruńczyk, Seweryn Blumsztajn, Józef Dajczgewand, Jan Gross, Jan Lityński, Henryk Szlajfer oraz młodzi pracownicy naukowi i doktoranci UW – Aleksander Smolar, Jakub Karpiński, Andrzej Mencwel, Jadwiga Staniszkis, Tomasz Burek, Marcin Król. Środowisko to cieszyło się sympatią wielu wybitnych profesorów i wykładowców Uniwersytetu. W kolejnych dziesięcioleciach wiele z tych postaci zostanie wybitnymi uczonymi, intelektualistami, politykami, dziennikarzami. W różnych obszarach życia publicznego kształtować będą polską rzeczywistość, wpływać zarówno na kształt kultury, nauki, jak i polityki.
2. Wiec na UW, marzec 1968 r.
Środowisko to znalazło się w centrum wydarzeń już na przełomie 1967 i 1968 r., gdy zaczęła nasilać się kampania antysemicka oraz ataki na przedstawicieli świata kultury30. Protesty wywołane decyzją o zdjęciu z afisza Dziadów w reżyserii Kazimierza Dejmka okazały się tylko wstępem do prawdziwej konfrontacji, która rozpoczęła się wraz z atakiem sił bezpieczeństwa na wiec zorganizowany 8 III w obronie studentów zagrożonych kolejną falą represji. Brutalne stłumienie protestów, strajki, procesy i represje, które spadły na to środowisko, zakończyły okres ponaddziesięcioletniego rozkwitu Uniwersytetu. Rozbiciu uległo nie tylko środowisko warszawskiej szkoły historyków idei, nie tylko przerwano akademickie kariery, zlikwidowano seminaria, wstrzymano publikację książek – zniszczeniu uległa niepowtarzalna atmosfera Uniwersytetu z lat 60. Decyzją z 25 III 1968 r. władze wyrzuciły z pracy sześciu profesorów i docentów UW: Bronisława Baczkę, Leszka Kołakowskiego, Zygmunta Baumana, Włodzimierza Brusa, Marię Hirszowicz i Stefana Nowaka. Później nastąpiły dalsze zwolnienia. Jak ustaliła specjalna komisja powołana jesienią 1980 r., różne formy represji i szykan dotknęły 128 osób (rzeczywisty ich zasięg był z pewnością większy)31. W miejsce katedr wprowadzono instytuty. Filozofia jako kierunek studiów na UW została zlikwidowana. Przeprowadzono akcję mianowania na stanowisko docenta adiunktów bez habilitacji (celem tego posunięcia było osłabienie korporacyjnego charakteru nauki poprzez złamanie tradycyjnej drogi awansu i umożliwienie wskazywania ludzi posłusznych politycznie, którzy nie posiadali odpowiedniego dorobku). Władze przeprowadziły pod koniec 1968 r. nowelizację ustawy o szkolnictwie wyższym z 1958 r., znosząc m.in. wybory rektora przez senat. Wprowadzono obowiązkowe dla studentów praktyki robotnicze, zwiększono wymiar przedmiotów społeczno-politycznych w programach nauczania itd.32 Pomimo wielkich strat, jakie polska nauka i kultura poniosły w wyniku marcowych represji, władzom nie udało się jednak zniszczyć enklawy, jaką w rzeczywistości PRL stanowił Uniwersytet Warszawski. Potencjał lat 60. został w znacznej mierze zaprzepaszczony, jednak ciągle trwał klimat większej swobody, który odrodził się w drugiej połowie następnej dekady.